8/06/2010

95. Fairytale Gone Bad.

Denerwuje mnie blogspot, bo automatycznie loguje się na inny adres. Także przenoszę się tam, a Wam zostawiam moje jakże wspaniałe posty.

7/30/2010

94. In The End

Dostałam kopa. Wielkiego, obrzydliwego kopa, który spieprzył mi cały dzień. Nie lubię zmian, szczególnie u innych, ale w nocy sama stwierdziłam - muszę się postarać bardziej. I tak będzie. Aczkolwiek wątpię, żeby stało się to tak z dnia na dzień, ale będę się starała. Wierzę w siebie i wierzę w swoje możliwości. Ale najpierw muszę się uzbroić w kilka paczek tabletek uspokajających i działać. Będzie fajnie.

W poniedziałek koncert Spanishów! Juhuu! Słucham ich na okrągło, teksty już prawie opanowałam co ciężko mi wcześniej przychodziło. Ojoj. Od Juwenaliów ich nie widziałam. BAAAŻANT!

Chrum!

Nie wiedzieć czemu uwielbiam to zdjęcie :D
WOHOOOO! Kaczy! :*
'wtajemniczeni wiedzą ocb' ;p

7/29/2010

93.

I'm dying again

I'm going under...

7/27/2010

92. Will be loved.


Tap on my window knock on my door
I want to make You feel beautiful... 
<3 FY.

7/26/2010

91. Maj.

Szczęście- to nie czterolistna koniczynka, czy wypowiedziane marzenie podczas upadku gwiazdy. Na swoje szczęście każdy z Nas pracuje sam, każdy z Nas stara się znaleźć i dbać o to, co mu daje szczęście.
Dzisiaj leżąc w wannie, topiąc się w zapachu liczi i rambutanu stwierdziłam, że na dzień dzisiejszy osiągnęłam to, o czym zawsze marzyłam. Moje życie nabrało kolorów i biegnie zdrowym tempem. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że TEN mężczyzna jest mój i moim pozostanie :) Coraz mniej nerwów, coraz więcej uśmiechu.


Dzisiaj pojechała Paulinka, Gośki nie ma, pojechała na wieś, tak więc mam nareszcie wieczór tylko na to co lubię. A teraz biorę się za oglądanie Czarodziejki z Księżyca, żeby szybciej na zegarku wybiła szczęśliwa godzina:)


Pozwól mi być morskim piachem u Twych stóp
A gdy umrze ptak odwiedź ze mną jego grób
Zanim powiesz nie, błagam, zastanów się,
By zapach włosów Twych ozdabiał każdy mój świt

Jak Ty...

Tak ja...
Zmieniony w pył ukrywam się
Uciekam gdzieś tak w noc jak i w dzień
Jak Ty...
Tak ja...
Nie pozwól mi oddalić się, zapomnieć

Na wiosnę spójrz, na wiosnę w sercu mym

Dosyć ciemnych chwil i dosyć długich zim
Zamień gruby płaszcz na ciepły słońca blask
Nie pozwól, by nasz ptak spał

Myslovitz. 

90.

Zebrało się we mnie tyle emocji, że nie wiem, co mam z nimi zrobić. Chce mi się płakać, co w towarzystwie Łukasza jest zakazane, więc jemu tylko zdaję relacje z tego co dzieje się we mnie złego. Potrzebuję się wygadać, ale nie w 5 minut, to nie wystarczy. Aktualnie żrą mnie nerwy, mam ochotę zabić każdego napotkanego człowieka, więc lepiej się ze mną nie zadawać.
Z niektórymi ludźmi ciężko mi się rozmawia, nienawidzę, kiedy zamiast rozmawiać o teraźniejszości czy przyszłości, wraca się wstecz, rozpamiętuje tylko te ZŁE sytuacje i zmusza mnie to współczucia. Powtarzanie tego w kółko nic nie zmieni. Przeszłości także. Dlatego stałam się ślepa na przeszłość. Zawsze kiwam tylko głową i mówię 'tak, to było niemądre', ze swojej przeszłości tylko wyciągnęłam wnioski, zastosowałam odpowiednie środki w moim życiu, które nie pozwolą na powtórzenie złych ruchów, na ponowne zniszczenie tej budowanej warstwy.
Aktualnie wszystko kręci się wokół jednego- szczęścia. I staram się, na każdy sposób.
A teraz czas dojrzeć.

7/25/2010

89. The Chosen Pessimist.


Pomiędzy miłością i nienawiścią.
Którą ścieżką podążyć?
Jak mogę utrzymać równowagę w tym wyścigu?
Przyjdź wiaro, umieram... Powoli.

Często jestem brzemiem, które dzieli nas od światła,
Często jesteś głosem, który utrzymuje mą duszę przy życiu.
Pokusa,
Graj dobrą lub złą część,
Ze mną wezwałaś mrocznego,
Wymaż wolną wolę,
...Patrz, jak zdrowieję.

Robione ponad miesiąc temu. Kolor zszedł, została tylko długość ;f
Nie wiem co mam napisać. Może... Nie jestem w ciąży? :P Okres mi się spóźniał i smutno mi było bez niego.
We środę najprawdopodobniej Kraków, stęskniłam się za Wisłą, za galeriami i za Anną moją kochaną <3 Będzie fajnie. Już zaplanowałam co muszę zakupić i dla kogo, tam z pewnością to znajdę.

Wybraliśmy się wczoraj na pizze, później konwersowaliśmy z ciemnoskórymi, śmiesznie było. Dzisiaj mam nadzieję, że też gdzieś pójdziemy, bo siedzenie w domu doprowadza mnie do nerwicy.

Jestem szczęśliwa. Naprawdę i bezgranicznie. I kocham mojego Chłopaka do granic możliwości :*

7/23/2010

88. Ticket to heaven



Nie umiem powiedzieć komuś, że mi zależy. Bo na nikim, prócz mojego mężczyzny mi nie zależy.
Zabić co złe, nie wracać do przeszłości, zacząć budować przyszłość.
Naszą.


All he gave me was this ticket to heaven...

7/22/2010

87. Knights of Cydonia.

Wyrusz ze mną w podróż
Przez rubieże historii.
Pokażę Ci jak Bóg
Zasnął nad robotą.

I jak możemy wygrać

Kiedy głupcy mogą być królami?
Nie marnuj swego czasu,
Bo czas zmarnuje Ciebie.
Nikt nie weźmie mnie żywym
Czas płynie, czyniąc rzeczy właściwymi
Ty i ja będziemy walczyć o nasze racje
Ty i ja będziemy walczyć, by przetrwać

Muse.



 wszystko mnie wkurwia.
chcę, żeby było inaczej.
chcę coś znaczyć.
naprawdę nie mam żadnej wartości?
cały dzień przejebałam.
aha.

7/21/2010

86. Sunday morning.

Chyba zbiera się na burzę. Miała być pogoda, mieliśmy chyba gdzieś wyjść.
Pojechałam dzisiaj z Czuchajką do miasta, przeczłapałyśmy spory kawałek, wykupiłam kolejną porcję leków [teraz mogę zostać ćpunką], kupiłyśmy maskę w sinusie, wypiłyśmy po tymbarku w butelce zwrotnej za 1,40, poszłyśmy do ciuchOlandów- wszystkich jakie były w okolicy hetmana, kupiłam sobie koszulę i torebkę po złotówce, w pasmanterii kupiłam zamki do spodni, wróciłyśmy autobusem nr. 17 o godzinie 15:15. A! I kupiłam Zenusiowi poidełko za 9zł. stwierdziłam, że po raz kolejny nie kupię mu żadnego szitu, żeby po kilku wymianach wody znów się połamało. Chyba jest zadowolony, aczkolwiek przy wymienianiu poidła ukąsił mnie. Nie bolało, to lubię :P Co by tu jeszcze... Wyprostowałam grzywkę keratyną, mam teraz spokój na co najmniej 4 miesiące.
Boli mnie brzuch. nie mam pomysłu na nic mądrego.
Tęsknię za wieczorami z Łukaszem. O!

Kocham Cię, i nie przestanę ;*

7/20/2010

85. Lips of an angel.

Głupota ludzka nie zna granic- tak, piszę o sobie.
Jest mi źle z tym wszystkim, naprawdę.
Obiecuję, nigdy więcej.

7/18/2010

84. Dream of Californication...


Moje drugie JA. Zepsuta, rozpuszczona, bez wiary, bez miłości do 'Boga', bez przyjętych norm, bez przyszłości. BO DLA MNIE Boga nie ma, odszedł razem z ojcem, razem z wujkiem, babcią, dziadkiem i z każdym innym. Z każdą kolejną osobą odchodziło go coraz więcej, aż do czasu mojego bierzmowania. Po nim całkowicie skończyłam z chodzeniem do kościoła na siłę, nie czuję potrzeby pokazywać się tam tylko po to, żeby sąsiedzi widzieli, żeby nie mieli o Nas jakże be opinii, żeby mamusia miała satysfakcję, że wychowała sobie anioła. Nie jestem aniołem, ona nawet nie wie, kim jestem! Nie zna mnie, nie wie jaka jestem, nie zna niektórych faktów, po których zapewne wyjebałaby mnie z domu. Bo WIARA! To przede wszystkim, przede wszystkim picie po 18nastce, sex po ślubie, wychodzenie na dłużej również po 18nastce, palenie tytoniu tak samo. Przeklinanie również. Mieć swojego zdania też nie mogę, bo jak ktoś, kto nie należy do chrześcijan to jak może mieć swoje zdanie!? Z takimi ludźmi się przecież nie dyskutuje. Aktualnie czuję się jak ta puszka. Zmiażdżona, pomiatana, przerzucana z kąta w kat. Nie odzywam się, nie patrzę nikomu w oczy, nie mam w nikim z domowników wsparcia. Dlaczego? Bo kościół to mój wróg i NIKT mnie tam nie zaciągnie. Jest jeszcze masa rzeczy, dzięki którym jest jak jest. Podziękować mogę chyba sobie, ale nie do końca. Jak wytłumaczyć człowiekowi, że jest ograniczony? On nigdy tego nie zrozumie. Rozmawiam z matką jak ze slupem, czuję się jakbym gadała z samą sobą, moje jakże przepełnione nienawiścią słowa odbijają się i wracają do mnie. Czasem ona rzuci kilka zdań- i nie wiedzieć czemu zawsze trafia w te najsłabsze punkty. Zawsze trafia we wspomnienia, zawsze w najgorsze chwile w moim życiu. Jestem sentymentalna i nawet glupie wyzwiska przewracają mój świat do góry nogami. To trudne do zrozumienia, trudne do ogarnięcia, możliwe... Ale ja szczerze i z ręką na sercu mówię 'źle! potrzebuję pomocy, potrzebuję się stąd wynieść!', nie piszę tego na pokaz, żeby wszyscy się nade mną litowali, żeby może się martwili, czy żeby mieli powód do śmiechu. Czuję jak z każdym dniem upływa ze mnie tej radości, którą ładują we mnie przyjaciele. Właśnie przez to miejsce, przez ten biały dom w którym dzieje się za wiele jak na moje małe serce.
Na jedno nie pozwolę- nikt nie odbierze mi uczuć i nikt nie odbierze mi mojego szczęścia! Będę walczyła. Kocha się tylko raz.

83. Sto tysięcy jednakowych miast.

Mimo wszystkich nieprzespanych nocy
Mimo prawdy porzuconej na rozstajach dróg
Potrafimy w rzeczywisty sposób
Znaleźć się już...



Idealny człowiek? Nie ma problemów, nie ma wrogów, nie ma dni, kiedy chce umierać. Ma zaufanych przyjaciół i kochającą kobietę, potrafi dać Ci radę, stara się pomóc rozwiązać Twoje problemy, kiedy coś mu się nie podoba to powie Ci to bez zastanowienia. Ma swoje przyzwyczajenia i obowiązki, chce je wypełniać najdokładniej jak potrafi. Swoich ludzi nie traktuje przedmiotowo, są częścią jego świata, jest w stanie oddać im wszystko. Jak rodzeństwu, chociaż w dzisiejszych czasach nawet dla brata nie jesteśmy w stanie oddać swojego majątku, czy zdrowia. 
Nie ma idealnych ludzi. Nikt nie jest 8 cudem świata, nikt Cię nie nauczy jak masz żyć. Nikt Ci nie pokaże ścieżki, którą masz podążać. NIKT nie jest w stanie zapewnić Ci wszystkiego. Bo na swoje życie pracujesz sam. Ale trzeba pamiętać, że kiedy pouczamy innych, to przydałoby się, żebyśmy sami się tych norm trzymali. Bo później wychodzą głupie niedomówienia, chore sytuacje. Wydaje nam się, że inni mają takie głupie problemy. Żeby to zrozumieć, trzeba najpierw to przeżyć. Dzisiaj nikt mi nie powie jak powinnam postępować, kiedy pokłócę się z Łukaszem, nikt mnie nie będzie mógł pouczyć. Bo żeby wiedzieć jak wybrnąć z Naszej sytuacji trzeba się najpierw w niej znaleźć.
Nie mówię, że mamy jakiś problem, to zwykły przykład.
Marudzę. Idę się zbierać.

'kim jesteśmy, skąd pochodzimy, dokąd zmierzamy?'

82. Tell me baby

Powiedz mi kochanie twoją historię
skąd pochodzisz
i gdzie zamierzasz się udać w tym czasie
powiedz mi kochanko czy jesteś samotna
rzeczy jakich potrzebujemy
trudno je odnaleźć
Powiedz mi kochanie twoją historię
skąd pochodzisz
i gdzie zamierzasz się udać w tym czasie
powiedz mi kochanko czy jesteś samotna
rezygnując z niewinności i zostawiając ją w tyle...










Nie wiem co jest podniecającego w 'piwie' o smaku tequilli ? Jest OBRZYDLIWE. Pozdro. Co do dzisiaj, spędziłam trochę czasu z Sylwią. Jak zawsze stwierdzam, że cholernie mi tego brakowało. Z Nią to o wszystkim i o niczym, aczkolwiek zawsze rozmawiamy o poważnych rzeczach. Dobrze jest wiedzieć, że można komuś zaufać i powiedzieć mu o swoich problemach, czy pochwalić się czymś nowym. Dziękuję :* Mam nadzieję, że niedługo znów będziemy miały czas dla siebie. I oczywiście muszę się pochwalić, że wzbogaciłam się o damską koszulkę Slipknotów <3 jestem happy. [ i oczywiście sprzedałam wszystkie męskie ;) ]. Rzecz jasna odrobinę zmienił się mój styl ubioru, nie jest taki... na siłę i na pokaz. Wręcz przeciwnie, teraz mogę powiedzieć, że czuję się dobrze ze swoim JA. Od kilku dni nie mam kompletnie weny na coś ciekawego. 

A. Wiem. Czasem ciężko jest komuś powiedzieć w oczy co się czuje, albo czego się oczekuje. Smutne. Nienawidzę tego. 
Do kiedyś, dobranoc.  

7/17/2010

81. I love liitle girls they make me feel so good.

down.down.down.down.
Trochę mnie zjaboliło, ale powiem krótko - nie jest źle. A wręcz przeciwnie, czuje pozytywną energię, która z pewnością mi się przyda do dzisiejszego sprzątania. Dużo się dzieje, oj. Narzekać nie mogę, tu coś tam coś. Ostatnio wzbogaciłam się o następną dziurkę w uchu, jeszcze ze dwie na chrząstce i będę zadowolona. Kupiłam sobie trampki i spódnicę i nawet nie wstydzę się w niej wyjść, brawa dla mnie. Kolejna zmiana :) Czekam tylko na pieniążki i inwestuję w następną.
Zamiast wczoraj bawić się pod sceną, bawiliśmy się w domu. Nie żałuje :P Biorę się za porządki, w poniedziałek Paulinka przyjeżdża na caaaaaaaały tydzień.


Limity ;F a ja chcę Czarodziejkę....;/

7/15/2010

80. Psychosocial.

Tyle bym chciała napisać, tyle z siebie wyrzucić, ale zwyczajnie nie mam na to siły.
Ciągle słyszę 'Take me away...'
Kiedyś napiszę coś złożonego.

:*

7/13/2010

79. Running to the edge...

Wszystko jest teraz takie nowe. I mam ochotę ciągle się śmiać. Dorośliśmy i cieszę się z tego niezmiernie.

Nadal żyję w patologicznej rodzinie, ale staram się od niej izolować. Więc albo przesiaduję na dworze i strzelam głupie zdjęcia, albo spaceruję z chłopakami po osiedlu. Teraz mieszka u Gohy Sylwia, więc mam jeszcze bardziej przejebane. :F Wróciłam późno, w sumie miałam iść wcześniej, ale taka 'głupawka' mnie złapałam, że zapomniałam. Aż płakałam ze śmiechu, a oni śmiali się z mojej czkawki. No więc... Wróciłam i oczywiście mama musiała powiedzieć mi co nieco, między innymi co jej się nie podoba w tym co robię. Wyszło na to, że stałam się wulgarna, wychodzę i wracam kiedy chcę, nic nie robię i ciągle odwarkuję zamiast grzecznie odpowiedzieć. Szczerze mówiąc aktualnie nie mam obowiązku się starać o dobre relacje w rodzinie. Zwyczajnie nie są mi one potrzebne, zresztą to nie ja je zjebałam, tylko to co ona mi robiła/robi, że nie umie wychować sobie syna itd. sprawiło, że zwyczajnie nie mam ochoty rozmawiać z nią. A rozmawiamy ostatnio bardzo mało... Bo albo ona w pracy, albo ja poza domem, wracam późno i idę spać, a kiedy idę spać, to się ze mną nie rozmawia, bo się wtedy wkurwiam. Tak więc kontakt mamy ograniczony. Czuję się obco, wzrok 'rodziny' jest srogi, wiem, że nie mogę teraz na nic liczyć, siedzę w domu i po prostu milczę. Niedługo nawet nie będą zwracać na mnie uwagi.
Co do planów... Miałam jechać do Wrocławia, ale zrezygnuję z tego. Wolę spędzić czas z Paulinką. W tym samym czasie popracuję, pomogę wujkowi i odłożę na Kraków, który obiecałam. Zresztą chcę się zobaczyć z Anką, więc na kilka dni pojadę do Niej. Osobiście mam ochotę jeszcze odwiedzić Siedliska i 'poszlajać' się z kolegami po Karolówce. Tyle na dzisiaj. Do naklepania.

7/11/2010

78. Kocham Cię.

Miałam pisać wcześniej, ale Maciek z Kaczym przyjechali na ploty i gitarę :P
Na zdjęciu z Emilą, której szczerze mówiąc do wczoraj nie znałam i miałam ją za dziwadło i takie różne schizy wymyślałam, ale poznałyśmy się i jest 'SPOKO'- jak widać.
Byliśmy na urodzinach Sylwii, było świetnie, MADOFF rządzi, gorąca noc też, cholera, czemu tak parzy. I Roksia, która przychodzi o 7, bo chce spać na siedząco też rządzi :P Będzie co wspominać, krejziii zdjęć też jest masa, więc luz.

Żyję w patologicznej rodzinie. Dosłownie. Chyba tylko mi i Kaśce życie układa się normalnie, ja się uczę, mam chłopaka, jesteśmy szczęśliwi, jakoś sobie radzę. W sumie i tak niewiele wymagam, bo ostatnio rzeczy materialne nie sprawiają mi wielkiej przyjemności, tak więc cieszę się tym co jest. A Kaśka? Kaśka ma prace, dobrą, taką jaką by chciała, ustatkowała się we Wrocławiu, jest z Radkiem i z tego co wiem, to jej się tu nie tęskni. A reszta? Brakuje mi słów, żeby to ogarnąć. TUTAJ brakuje dyscypliny, brakuje ojcowskiej ręki, brakuje respektu. Chyba tylko ja, wiecznie poszkodowana i przestraszona, mam jakiś lęk przed decyzjami matki. Zawsze wszystko przeżywam, zawsze to odczuwam na własnej skórze, a raczej wewnątrz siebie. Rodziny się podobno nie wybiera, ale ja swojej nie potrafię zaakceptować. Nie potrafię i nie chcę, bo takich rzeczy się nie akceptuje. I wiem, że rozmowa tutaj nic nie da, zostanę znienawidzona do końca życia. Ale chyba nie będę żałowała tego, że stracę siostrę. Bo takiej siostry nie chcę. I mam ochotę płakać, bo kiedyś była KIMŚ. Była...

Ale nie jestem sama. Dziękuję :*


Chłopcy z placu broni - Kocham Cię

7/10/2010

77. Spóźnione uczucia.


Co do tytułu- to nie chodzi o Nas. A wręcz przeciwnie. Mamy się bardzo dobrze, jutro wybywamy na noc do Sylwii na urodziny i uogólniając stwierdzam, że jest przecudownie.

Nie wiem od czego zacząć. Napisałam dłuuugi wywód, ale skończyło się na 'zaznacz-usuń', być może dlatego, że wolałabym tego nie pisać, a powiedzieć. Szkoda, że świadomość o uczuciach przychodzi tak późno. Czasem niesłusznie niektórych oceniamy, co spowalnia podjęcie decyzji. Czasem te decyzje są spóźnione, a po tych spóźnionych decyzjach przychodzi czas, kiedy żal nam takiego, a nie innego wyboru. A mogło być tak pięknie. Znowu mam problemy ze składnią, więc wybaczcie, że tak niesmacznie czyta się ten wpis. Jestem tylko roztrzęsiona, a to źle na mnie wpływa i źle wpływa na jakość notki, dlatego może zakończę o tym.


Co do wczorajszego wieczoru- było świetnie, no może nie dla wszystkich [a szkoda], ale będzie co wspominać.
Wyobraźcie sobie, że jesteście dostawcami pizzy, a przychodzi ktoś tak ubrany i mówi, że to on zamawiał. Tak... Ja miałam jeszcze różową bluzę, a Maciek miał załączone KungFu Fighting [?] i machał kroczem przed dostawcą, myślałam, że się przewrócę ze śmiechu. Później poszły w ruch GoHy ciuchy i zrobiłyśmy z Dajaną fajne dupcie :D Fajnie jest być babą? Mogę stwierdzić, że w małym stopniu poczułam coś z wakacji 2007, naszych pierwszych wspólnych wakacji.
Ale obydwie tak pomyślałyśmy, że nie da rady ich powtórzyć, bo wtedy każdy z nas był singlem i wszystko wyglądało inaczej, a teraz jest jak jest. Mam nadzieję, że nie raz to powtórzymy, ale wtedy wszyscy będziemy robić z siebie idiotów. Uciekam spać, mam nadzieję, że Godzilla mnie nie obudzi.






Kocham Cię :*

7/09/2010

76. Brak tytułu.

:ssh: pojeździłam po pustakach z fotki, trzy strony 'najprzystojniejszych' oceniałam po swojemu;) komentarze też się posypały, ale na większość odpowiedzi nie dostałam, a szkoda. Jednak chłopcy nie są tak konfliktowi i zaślepieni na swoim punkcie jak kobiety. SZKODA.
Co do dzisiaj... Istne wariatkowo. Nie mogę się skupić na niczym konkretnym, najchętniej wyszłabym z domu i nie wracała w huj długo. Jutro zapewne niewiele spędzę w domu, bo szykuje się spotkanie z Dajaną, a później mam nadzieję, że z resztą. Y. Przyjechała do mojej siortry 'przyjaciółka'? Za cholerę nie mogę jej tu zaakceptować, wtargnęła na moje terytorium i stara się tu ustatkować na tych kilka dni. Szybciej dom rozniosę i wszystkich zabiję swoją gburowatością, niż zacznę się do niej uśmiechać. Jednak obcy w domu to...

Zafundowałam sobie po raz kolejny długi seans w wannie z pianą o zapachu kokosowym. Po godzinie stwierdziłam, że 'strzelająca' piana doprowadza mnie do spazmów, a po kolejnych 30 minutach powiedziałam 'kurwa! nie wysiedzę tu ani minuty dłużej' po czym spłukałam włosy i pianę i wyszłam się suszyć. Denerwujące trzaskanie zniechęciło mnie do wykonywania reszty obowiązków, ciągle obijało mi się to w uszach sprawiając, że ciągle chodziłam zdenerwowana. Źle. Henna mi się zmyła już chyba całkowicie nad czym ubolewam, bo znów jestem zwyczajnie brązowowłosa, a tamta czekolada bardzo mi się podobała [w przeciwieństwie do innych], ale odpuszczę malowanie, bo jak na 2 miesiące to moje włosy już za dużo przeszły :(
Miałam pisać coś sensownego, ale jak zawsze wszystko uciekło mi z głowy. Kolejne bzdety... Kurwa. Kiedy ja się obudzę? Byle do soboty ;)

EDIT 01:23.
Jak można być tak naiwnym i wierzyć, ze uczucia się ulatniają. To WY puści ludzie brniecie, lgniecie do drugiego człowieka jak ćmy do światła mimo tego, że poprzednie uczucia jeszcze nie wygasły. To WASZA wina, że cierpicie. Każdy z osobna sobie tworzy chore związki. IDEALNE!? I wiecie co? Możecie sobie w dupe wsadzić wasz pesymizm, wasze udawanie na siłę, jakimi silnymi ludźmi jesteście, że nie chcecie związków, szczęścia. Pieprzone hieny! tutaj 'oh nienawidzę mężczyzn, tyle złego robią, są w moim życiu...ależ co ja mówię nie ma ich, bo to dupki!', a zaraz 'ojej zakochałam się! blaaaaaa blaaaaaaa' w chłopaku, który jest zajęty np. FAIL. Pustaki. albo w chłopaku, który się Tobą pobawi i sobie pójdzie. I TU jest punkt kulminacyjny, fala ogromnego smutkuu i żaluuu! 'Mogłam to przewidzieć, byłoby inaczej, zmieniłabym coś' taaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! "PRZEZNACZENIA" się nie da oszukać, to nie Ty powinnaś zmienić, a on. Bo to on zawalił, a nie Ty. Nawet gdybyś postąpiła inaczej, to on i tak by zrobił swoje. Czasem myślcie jasno, bo od tej waszej paplaniny aż głowa boli. Pustaki po raz wtóry. Ile jeszcze mam słuchać o nieszczęśliwych miłościach... znajdźcie sobie kogoś wolnego, błagam, i skończcie zawracać tyłek.
pisałam w oparciu o pewne osoby, ale z pewnością nie są Wam znane, więc nie płaczcie, że to o Was. Nie dam Wam powodu do dumy.

Zrobiłam porządki i powywalałam 'znajomych' tu i tam. a fap fap.
idę spać, bo mnie kurwica już bierze.

Edit 12:19.
MANSON! mmmmmmmmm..... słucham i podniecam się na okrągło. Napawam się optymizmem :)

7/08/2010

75. Załoga G.

Bywa że nie jestem szczery
Czasem zwyczajnie kłamię
Jestem próżny pazerny
Dbam tylko o swoje cztery litery
Bywam małostkowy
Cyniczny i bezduszny
Osądzam bez litości
Bez serca i miłości

Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy

Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei
Tak jak Bolek i Lolek
Tytus Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach Yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
McGywer i Pipi

Miewam nieczyste intencje

Łamię własne zasady
Jestem niekonsekwentny
Drażliwy i nieznośny
Nie potrafię słuchać
A sam bez przerwy gadam
Jak bym isniał tylko ja
A światem rządził szatan 


HURT.


Same powiązania między mną, a tekstem widzę.

7/07/2010

74. Unintended.

MUSE [HAARP]
Mogłabyś być mi nieprzeznaczona
Być wyborem w moim krótkim życiu
Mogłabyś być tą, którą zawsze bym kochał
Mogłabyś być tą, która by słuchała
Moich najgłębszych ciekawostek
Mogłabyś być tą, którą zawsze bym kochał

Będę tam najszybciej jak mogę,

Ale jestem zajęty zbieraniem złamanych
Kawałków życia, które miałem wcześniej

Na początku był ktoś, kto próbował

Wszystkich moich marzeń i wszystkich pieniędzy
Ona nigdy nie była tak dobra jak ty
Mogłabyś być mi nieprzeznaczona
Być wyborem w moim krótkim życiu
Mogłabyś być tą, którą zawsze bym kochał

Będę tam najszybciej jak mogę,

Ale jestem zajęty zbieraniem złamanych
Kawałków życia, które miałem wcześniej

Będę tam najszybciej jak mogę,

Ale jestem zajęty zbieraniem złamanych
Kawałków życia, które miałem wcześniej

Przed Tobą.




7/06/2010

73. Vermilion.

Ona wydaje się ubrana we mnie, rozciągnięta przez mój wstyd
Wszystkie męczarnie i cierpienia
Przeciekły przeze mnie i pokryły mnie
Zrobiłbym wszystko żeby mieć ją dla siebie
Żeby mieć ją tylko dla siebie
Teraz nie wiem co zrobić, nie wiem co zrobić kiedy mnie zasmuca

Ona jest wszystkim dla mnie
Niewynagrodzonym snem
Piosenką którą nikt nie śpiewa
Nieosiągalna, jest mitem w który muszę wierzyć
Jedyne co potrzebuję by to urzeczywistnić to jeszcze jeden powód
Nie wiem co zrobić, nie wiem co zrobić kiedy mnie zasmuca...


 Chyba powracam do trybu 'napiszę cokolwiek, tylko po to, żeby napisać'.






Czy Ty też nie możesz spać, bo trzymasz kredens? A może Twój kot wychowuje żbika? :P

Zakochałam się :)

72. Are You Ready To Live?

Jesteś gotowy, by żyć? Jeżeli w porę się nie ogarniesz i nie zaczniesz w pełni z Niego korzystać, to nigdy nie poczujesz ile ma Ci do zaoferowania. Bo pewnego dnia, może po prostu Ciebie zabraknąć. Ciebie, albo kogoś bliskiego.
Rozpoczęłam misję, staram się odzyskać ludzi, wobec których narobiłam wiele złego, z dwoma osobami już się udało. Jestem z siebie dumna. Ale nie wszystkich chcę odzyskać, bo nie wszyscy byli ok wobec mnie. Więc niech pozostanie jak jest. Ja pierwsza z inicjatywą wybiegać nie będę.


Odszedł. A mnie kopnęło jak trzeciego lutego dwa tysiące trzeciego roku. Poczułam się jakbym traciła. Znów to odczułam. Tato...
Niektórzy nie dostrzegają istoty ojca, jego wielkości, jego znaczenia w naszym życiu. Czasem go oczerniamy, mamy wobec niego żal, ale to ON nas spłodził i JEGO geny mamy w sobie. Gdyby nie ojciec, nie byłoby nas. Więc z łaski swojej przemyślcie czasem co mówicie na jego temat. Nawet, jeżeli nie zasługuje na szacunek...
Współczuję Ci Mała, teraz bym Cię mocno przytuliła i powiedziała, że kiedyś będzie dobrze. Bo kiedyś na pewno będzie.


Edyta Bartosiewicz- Przemoknięte Serca Miast.
KoRn- Are You Ready To Live?

7/02/2010

71. Forever Yours


There are times I can leave my heart wide open
There are days believe I can heal wounds on me

There are times I could come to you and hurt you

I could easily bring your tears
I could send you to hell, I know you

I will find something more

Someone I am made for
Shame on you baby, Forever yours

Wczoraj nerwowo przeszukując te nędzne stacje, natrafiłam na ten kawałek. Kult? Od razu wspomnieniami wróciłam do grudnia 2008, pokoju pełnego świec, do sytuacji, które ta piosenka zachowała w sobie. Jest tego tak wiele, że nie potrafię wszystkiego opisać. Ale szczerze mówiąc nie o tym miałam pisac.
Oglądałyśmy w nocy z GoHą film, oczywiście znaleziony na starej płycie, którą dostałam zapewne od którejś z moich koleżanek z gimnazjum. Jego tytuł to 'Czego pragnie dziewczyna', myślałyśmy, że film będzie tylko o jednym, jak nazwa wskazywała, a okazało się, że jest o dziewczynie, która po siedemnastu latach jedzie do Anglii, żeby poznac swojego ojca. Wspaniały zawrót akcji, jak to w filmach dla nastolatek żyjących w swoim wspaniałym, wymyślonym świecie, ojciec wraca do matki, zrywa zaręczyny z aktualną partnerką i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Niby NIC, a jednak, kiedy nadszedł moment kulminacyjny czułam, że mam świeczki w oczach. Akurat w momencie, kiedy ojciec mówi do córki, że ją bardzo kocha. Nienawidzę takich filmów, aczkolwiek śmiesznie jest przez chwilę poczuc się jak jedna z tych prostych dziewczynek. Nie sądziłam, że taka błahostka potrafi tak bardzo poruszyc mój mały świat. Poczułam tą tęsknotę za ojcem, tą, którą zawsze czułam przy oglądaniu Króla Lwa. Banał, prawda? 'tato, tato obudź się!' 
Ale ostatnimi czasy stwierdzam, że z jednej strony to dobrze, że odszedł tak wcześnie. Fakt, jest ciężko, nawet bardzo, do tego dochodzą problemy psychiczne wywołane tym nagłym odejściem, wyrwaniem mi kawałka życia w tak młodym wieku. Ale gdyby odszedł teraz, byłoby o wiele gorzej. Teraz z pewnością popadłabym w nieogarnięty dół wypełniony pustką, krąg rozpaczy i ten wzrok innych, zapłakana mama jeszcze bardziej zapadłaby mi w pamięci. Czasem myślę, że nie dam rady przeżyc odejścia mamy. Wybiegam bardzo daleko w przyszłosc, ale ja od zawsze mam tendencje do zbyt szybkiego myślenia o sytuacjach z przyszłości, o tym jak będzie. Zawsze wtedy jestem przytłoczona pustką. Kurwa. O czym ja piszę...

Zanim zapadłam w senny trans nuciłam sobie 'Never Gonna be alone' Nickelblack'ów, wspominałam wszystkie te wydarzenia, które nas zmieniły, które się pomiędzy nami ziściły, które dały Nam tyle szczęścia i radości. Wiem, że ten stan, w jakim teraz żyjemy da się utrzymac, wiem, że możemy byc razem, że możemy zawalczyc o przyszłośc, razem stawiac mury i burzyc nierówne grunty. Że mogę się zmienic, że możemy się zmienic i wszystko układac po naszemu, nie patrząc w przeszłośc, na te głupie nieprzemyślane sytuacje, na tych ludzi, którzy są hienami i patrzą tylko na siebie. Pieprzyc ich. Teraz do kręgu zaufanych ludzi ja sama zaliczam 5 osób. 5 osób, za które oddałabym życie. Reszta jest nie potrzebna, reszta niech zajmie się sobą. Mam nadzieję, że wszystko o czym wczoraj myślałam uda mi się spełnic, że uda mi się zwyciężyc z moją bezsensowną głupią psychiką, z moimi paranojami. Bo wiem, że jestem kochana i wiem, że mam dla Kogo to wszystko robic.
I chcę już tego dłuuuuuuugiego wieczoru. Wariuję :)

EDIT: i co TRÓ fani KoRn'a? myślałam, że ktoś przede mną to napisze, ale widzę, że tró fani są pseudo fanami. Nowy ALBUM! YEAH! tak więc zamykam się w  Remember Who You Are. 
Do napisania!

6/28/2010

70. Suka.

Możesz mówić co chcesz
Ja i tak swoje wiem
Wyzwij znowu od szmat
Uderz mnie prosto w twarz.

Ja i tak w głuchą noc
Pójdę z nim tam gdzie chcę.
Skona we mnie a Ty czekaj tu
Dręcz się męcz !
O.N.A.



Naszło mnie na naklepanie kilku jakże zapewne mądrych słów. Dzisiaj idąc z Kaczym i Łukaszem na stare poruszyliśmy bardzo ciekawy temat, a mianowicie 'czymże jest przeznaczenie?'. Właśnie. Czym jest dzisiaj przeznaczenie, czy warto w nie wierzyć, czy w ogóle istnieje. Zacznę od tego, że nie wierzę w nie, może dlatego, że jest to nasz wymysł, takie pierdolenie, że ludzie są sobie przeznaczeni, spotkali się gdzieś, przypadkiem wysłali do nieznanego numeru wiadomość, spotkali się i oh przeznaczenie! Mój jedyny <3 KCKC itd. itp. dziecinada do potęgi. Gdyby ludzie byli sobie przeznaczeni, to nie byłoby tyle rozwodów, nie byłoby tyle porzuconych matek, a nawet tych głupich nastolatek, które wierzą w księcia na białym koniu który zostanie z nimi forever and ever. Gdyby istniało przeznaczenie, tyle związków by się nie rozpadało, bo ludzie sobie przeznaczeni są wobec siebie po prostu idealni. To nie istnieje. Każdy z Nas może spotkać kogoś i być z nim szczęśliwym, ale to nie przeznaczenie. Na dobry związek każdy z nas sam pracuje, składa się na to wiele czynników- przede wszystkim zaufanie, oddanie, szczerość, uczucie i zabijanie problemów na starcie, zanim wkradną się w związek głębiej. Cieszę się, że mój związek już się ustabilizował na tyle, że potrafimy o wszystkim rozmawiać. Jest jak kiedyś, a nawet lepiej, 'już za nami to co złe...'.
A wracając do tematu. Dlaczego ludzie sobie przeznaczeni podobno tak się ranią? Dlaczego kłamią? Robią nadzieję, a później odchodzą? Pozwalają na nasze cierpienie? Dlaczego tak jest? TO jest przeznaczenie? To komedia! Wyobraźcie sobie związek romantyczki ze zwykłym chłopakiem, który kompletnie nie ma pojęcia o tym co powinien dawać kobiecie, co powinien jej zapewnić, który nawet nie wie, co to znaczy być w związku. I jak to wygląda? Śmiesznie. Ona zakochana w nim po uszy, pisze mu wierszyki, wyznaje miłość 24/7, marzy o romantycznych kolacjach i gwiazdach, a on? Patrzy na to wszystko i myśli 'CO TO KURWA JEST? Jestem z wariatką!' A później ją zostawia, bo nie potrafi być z kimś, kto żyje w świecie nierealnym. I tu jest pies pochowany! Zaczyna się okres wielkiego płaczu, part za partem. Melancholia bla bla, cierpienie, wspomnienia na na na. A on nic z tego sobie nie robi, bo na szczęście nie wierzy w taką ściemę, jaką jest przeznaczenie. Głupota. Otrząśnijcie się księżniczki.

Niedawno dzwonił wujek i dostałam dobrą [?] wiadomość, a mianowicie, że jutro dostanę własnego, podobno dobrego kompa. Nie wiem jak to skomentować, bo jeżeli bierze leki to ok, a jeżeli znowu przerwał leczenie i miał jakieś wizje, to mogę mieć później problem. Szkoda, że nie jest zdrowy, współczuję mu tego co przeżywa. Ale myślę, że bardziej może zaufać mi, niż mojemu pojebanemu bratu.

Ostatnimi czasy dużo się dzieje, 'melanże', wesele, spotkania, randki [jak to dziecinnie brzmi] itd. Nie będę o tym pisała, bo nie powinno Was to obchodzić. Amen.

6/27/2010

69.





We're running to the
edge of the world
Running, running away.







Dziękuję, Ty dobrze wiesz za co. 
<3

6/22/2010

68. I promise.




'Trzeba będzie na własność
Odbudować nam kosmos.
Nie mniej dobrze mi wiedzieć
Że rozumiesz, że jesteś...'
 Kocham Cię, tak jak wczoraj, jak dzisiaj i jak rok temu, a nawet mocniej.


 robię sobie wolne, od klepania tutaj.

6/20/2010

67. Here without You.

Wyglądam dziwnie, aczkolwiek widac włosy w kolorze tak jak trzeba. Lubię dzisiejszy dzień TYLKO ze względu na towarzystwo. Wstałam najpierw o 9, poszłam zjesc, następnie położyłam się z moimi zajebistymi słuchawkami i discmanem i zasnęłam. Obudziłam się o 13:30, umyłam włosy i pomaszerowałam do Kaczego, bo beznadziejnie się czułam w domu, co tu się dziwic, zawsze tak jest, szczególnie, kiedy po wyrzuceniu z siebie wszystkiego słyszysz tylko 'buntuj się dalej i daj mi się uczyc' o kuurwaa tak nie będzie. Ale wracając do tematu: poszłam do Kaczego, oczywiście zaraz do pokoju wpadła mamusia, musieliśmy się trochę z nią pokłócic o kaznodzieja :P śmiesznie było, zaraz jadło i piwko, naprawdę lubię swoją sąsiadkę ;p Później zamknęliśmy się w pokoju jak emo haha i oglądaliśmy głupie filmiki, słuchaliśmy muzyki, oglądaliśmy słit foteczki [prawie jak na nk ;f], pogadaliśmy szczerze jak to na nas przystało i było miło. Oderwałam się od tej nieprzyjemnej aury mimo tego, że byłam tak blisko domu. Czasem żałuję, że nie mam się gdzie podziac, bo już dawno bym poszła w pizdu, nie słuchała mieszania z niczym [czyt. zniżania mnie do poziomu młodego], nie starała się o nic, i nie byłabym tylko do pomocy. Ja rozumiem, że sama jest bez ojca jest ciężko itd. sama to do cholery odczuwam, ale czasem myślę, że moje uczucia tutaj gówno znaczą, że nie jestem tutaj po to, żeby się ze mną zgadzac, czy konwersowac i słuchac moich żali. Ja naprawdę ostatnio zauważam o wiele więcej, niż wszystkim się wydaje. Świat wcale nie jest taki kolorowy, w domach już nie ma tak dużo miłości jak kiedyś, nie ma życia jak w filmach, ten stereotypowy kanon już dawno został obalony, a jeżeli WY uważacie, że macie kochające rodziny i wspaniałe rodzeństwo, to albo coś z Wami nie tak, albo jeszcze tego nie zauważyliście. Stanęłam dzisiaj w kuchni, usłyszałam pytanie ' a co Ty taka?' i co powiedziałam? "Bo wy wszyscy jesteście ślepi do cholery i macie nasrane w głowie!". Ale mój starszy brat Łukasz oczywiście zrozumiał i zauważył w końcu to co ja i kurwa nareszcie! ktoś przyznał mi rację. Brawa! A już myślałam, że nerwica będzie mnie prześladowała cały wieczór.

miałam napisac coś jeszcze, ale to już chyba nieistotne.

i nie popadam w depresję czy coś, to chwilowe, także do lekarza się wybierac nie muszę.
paaa.

EDIT: dla zranionych nastek polecam KISS- Because I am a girl, trafiła do mnie ;) 

66. po prostu sześcdziesiąt sześc.

Wróciłam niedawno do domu, najpierw sam Maciej przyjechał do mnie na herbatkę, później stwierdził, że idziemy na rowery. Więc pojechaliśmy sobie najpierw po karo, później zapuściliśmy się w dalsze tereny. Było miło i śmiesznie, jak zawsze zresztą, z Nim można sobie i poironizowac  i pofilozofowac. Ogólnie luz. Spotkaliśmy się z Koperkiem, pogadaliśmy, pojechaliśmy na stare i zaraz wracaliśmy po Kaczego. Wróciliśmy na kwadrat, nie mieliśmy żadnych planów. Ale Maciej jak to Maciej nie odpuścił sobie i zadzwonił do Gośki blablabla. Pojechaliśmy do niej i dalej nie chce mi się o tym pisac. Komentowac tego też nie będę, bo nie mam siły. Pozdro.

Jedyne co mam ochotę teraz poruszyc to TO co zauważyłeś. Racja, kiedyś ignorowałam znajomych, zamykałam się z Łukaszem w swoim świecie i nic oprócz nas się nie liczyło. Po prostu szkoda było mi czasu dla innych, byli dla mnie obcy, nie rozumieli mnie, chyba nawet nie chcieli zrozumiec. Zresztą, jebie mnie to szczerze mówiąc. Ale taka prawda. Żyliśmy tylko dla siebie, odizolowaliśmy się od społeczeństwa, byliśmy takimi wyrzutkami, 'emo', kto obcy to po prostu nie był przyjmowany, zresztą... co ja piszę. Nikogo nie było, tylko MY.  Dla mnie osobiście tylko ON istniał, w szkole owszem utrzymywałam kontakty z ludźmi, ale nie były one tak zażyłe, można powiedziec, że ich odrzucałam. Nie potrzebowałam nikogo obcego, nie potrafiłam szczerze porozmawiac z dziewczyną, która uważała się za kogoś ważnego dla mnie, bałam się szczerości. Za dużo było pomiędzy Nami i wolałam, żeby właśnie tak zostało, wolałam nie narażac się na odtrącenie z powodu mojej dojrzałości. Bo zawsze tak było, niedośc, że wyższa, to tematy o szminkach i promocjach w Trollu jakoś mnie nie bawiły. W ogóle często przysłuchiwałam się dziewczynom jak gadały o chłopakach, zawsze wtedy myślałam 'ja pierdole'. W tym wyrażeniu mieści się wszystko. "widziałam go, minął mnie i się nie przyznał" "naprawdę?" "no serio Ci mówię, a mi od razu świeczki w oczach..." i jak tu z takimi rozmawiac. Związek żadnej z nich nie trwał zapewne dłużej niż 3 miesiące, a i tak z tego co wiem, to była tylko zabawa. Niektórzy w ogóle chyba nie zdają sobie sprawy z potęgi słowa "miłosc" i "kocham". Bo dzisiaj słowo kocham jest poniewierane na prawo i lewo, ludzie niepewni swoich uczuc, albo nieswiadomi ich po prostu mówią KOCHAM, a w rzeczywistości za tym słowem nie kryję się nic, oprócz nieogarniętej pustki. Zabawa słowem, uczuciami itd. itp. a później płacz. Nie warto.
Ale wracając do tematu, to zawsze było tak. Fakt, jak to powiedziała Pani psycholog ;] mhmmm. doświadczenia z dzieciństwa + aktualne wydarzenia sprawiają, że nauka w klasie fryzjerskiej, gdzie 70% głupich blondynek została przyłapana przez rodziców z chłopakiem w łóżku [tak dla przykładu, ale to prawda], sprawia, że czuję się niekomfortowo i obco. Taka prawda. Tym bardziej, że moje wyniki w nauce nie są złe, poprawiłam się bardzo, co też dawało powody blondynkom do wyzywania i obrażania oraz pokazywania prostackich znaków, typu krzyż ze środkowych palców. :) Niespecjalnie robi to na mnie wrażenie, to tylko oznaka głupoty i prostoty, co daje powód tylko do uśmiechu. Tak samo jak wyzywanie publiczne czy coś. Pewnośc siebie przede wszystkim.
Znów odbiegłam od tematu... Tak więc izolowaliśmy się, zaniedbywaliśmy znajomych, ja byłam uzależniona od kontaktu z Nim, mogłam zawsze o każdej porze wyjśc do Niego, czasem nawet biegłam, bo tak bardzo pragnęłam Go przytulic itp. Wiem, że On też uwielbiał ze mną spędzac czas, byliśmy nierozłączalni ;P
Ale teraz widzę, że są inni, którym warto poświęcac swoja uwagę i uwierzcie mi, że trudno czasem zostac z samą sobą, albo umówic się z Kimś, kiedy wiem, że On jest sam i czeka. Naprawdę serce mi się ściska i chciałabym byc blisko Niego, ale rozkładam swój czas na innych, albo na wszystkich razem zebranych. Kolejna zmiana. Jestem silna, naprawdę. 'Daje radę' ;p

Mamy już niedzielę :O Czas isc spac, bo szykuje się kolejny zajebisty dzień. Dobranoc. "suchej" nocy haha ;d

6/19/2010

65. Everyday Normal Guy.

Był jeszcze Maciej, ale On klikał tą słit focię.
Dużo się wczoraj działo, może trochę streszczę, zawsze to jakaś ciekawa notka. Rano wstałam, powiedziałam, że mam na później i oczywiście wyszłam po 10, poszliśmy się opalac na łąki. Było świetnie, pogoda w sam raz, niedośc, że gorąco to jeszcze ten wiatr taki chłodny. I szum trawy i jeszcze te chmury, takie pięęękne. Nie mogłam się na nie napatrzec. Spaliłam sobie plecy, nie wspomnę o moim towarzyszu ;P Ale jego teoria, że nie może się opalic została obalona, opalił się na czerwono haha. Ale w poniedziałek poprawimy może w większym gronie to złapie się lepiej słoneczko. Wróciliśmy do mnie, pogadaliśmy o tym i owym później Łukasz poszedł, a ja położyłam się na balkonie i zasnęłam. Sny miałam fenomenalne, obudziłam się i wbiłam wzrok w chmury, uwielbiam ten widok. Ubrałam się w byle co, bo zrobiło mi się zimno, poszłam oglądac z bracmi Taxi po raz 1243545. Za chwilę przyszli chłopcy, zaczęli się bawic moimi ubraniami, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, tak to lubię. Uwielbiam ich można powiedziec :P I poszliśmy zaraz na soczki. Najpierw na standardowe miejsce, ale PAN stał i chyba miał ochotę dzwonic po policję, więc poszliśmy gdzieś indziej :p I zaraz zaczęła się poważna rozmowa kogoś z kimś, haha, zaczynam jak emo diancia <3 gdzieś z kimś coś itede. haha już cicho. Pijemy sobie spokojnie i nagle coś kropnęło mi na nos, to my w nogi i do Macieja, złapał nas najgorszy deszcz. Oczywiście objedliśmy Macieja, chłopcy sobie pograli na gitarze, ja popstrykałam słit foteczki, posiedzieliśmy do 22:30 i wsio do domu.
Wracałam do domu z Kaczym, jak zawsze, rozmowa się rozwinęła oczywiście, nie wiem co mam o niektórych sprawach myślec. Ludzie są głupi, naprawdę, nie sądziłam, że Ci, o których miałam w miarę OK zdanie tak spieprzą te relacje. W sumie on nawet nie jest tego świadomy, że robi źle. On nie wie na czym polega bycie czyimś przyjacielem. Skoro tak woli to ok, jego sprawa. Tylko niektórzy mają tego po prostu dosc, ale on i tak tego nie zrozumie. Nie warto.

Tak się zaczęłam zastanawiac, jak to się stało, że jestem TAKA, a nie inna. Zaczęło się na początku wakacji w 2007, kiedy to przewijało się przez MP3 enter shikari, deftones, bulleci, 30stm, silverstein, o.n.a, a nawet stara Avril. A później ten pamiętny sylwester 2007/2008, a raczej dzień 1.01.2008, kiedy poszłam do Kaczego i zauważyłam na playliście Slipknot-Wait&Bleed, słuchałam tego w kółko. Później doszło całe Vol.3, następnie reszta dyskografii. I Kiss- KoRna, od którego byłam uzależniona... Disturbed... bla bla bla. Nigdy nie myślałam, żeby się z tym za bardzo utożsamic, słuchałam, bo to mi się podobało, gimnazjum było pełne technojebów, pamiętam jak siedziałam na korytarzu, Łukasz na przeciwko, patrzył na mnie, a ja włączałam Kiss i patrzyłam w Niego jak w obrazek. Byliśmy normalni ;p ale udało mi się go zarazic tą muzyką, nie wspomnę czego fanem był wcześniej. Zawsze, kiedy wysyłałam mu linki, to pisał - nie słuchaj tych szatanów- aż śmiac mi się chce :p ale przyszedł czas, kiedy sam włączył This Moment i zaczęła się era mocnych brzmień. Zespoły zachwycały, mnie jeden po drugim, ciągle coś odkrywałam, albo wracałam do zespołów z dzieciństwa [manson, rammstein, o.n.a]. Nigdy, dosłownie nigdy nie myślałam, żeby się zrobic na pr0 mega mroczną 'metalóffkęę', jakoś nie miałam do tego głowy, zresztą w naszej szkole był zakaz chodzenia w glanach, komedia, farbowania włosów, malowania paznokci, malowania na czarno oczu. Na szczęście nie dostałam tych -40 za włosy w kolorze 'granatowa czerń' ;F dawno i prawda. Dopiero w 2009, kiedy namiętnie zastanawiałam się nad prezentem dla Łukasza zaczęłam szukac koszulek dla siebie. Najpierw AHIG, później Issues. Na nikim się nie wzorowałam, nie potrzebuję ikony, na której miałabym się opierac, nie patrzę na innych, bo jest mi to kompletnie niepotrzebne, po co mam 'zgapiac', 'ściągac' czy coś innego robic, skoro sama wiem, kim chcę byc i jak chcę wyglądac. TAK uważajcie, bo jesteście moimi wyglądowymi mentorami i tylko was podglądam i robię to samo, żeby poczuc się fajna. Niektórzy chyba mają o sobie zbyt wysokie mniemanie i uważają się za huj wie kogo, skoro myślą, że przez nich zaczęłam się ubierac tak jak się ubieram. Ludzie się zmieniają, zresztą środowisko się zmieniło, nowa szkoła, nowi ludzie, mogłam pokazac się W KOŃCU z tej prawdziwej strony i nikt mi nie wmawiał, że słucham Britney.
Nie robiłam tego również dla kogoś, żeby się przypodobac, bo to bez sensu. Lepiej byc sobą niż na siłę zmieniac styl, muzykę, ubiór, tok myślenia itd. pierdolenie o naturalności :)
To chyba tyle, trochę mnie poniosło.


MM.
filozofero: kochamy iluzję cz. II + coś o wyborach.

Everyday Normal Guy 2 <3


idę sprzątac, a później może coś porobimy ;)

blog.pl ;]

6/18/2010

64. Najtrudniej.

 Po prostu tyle się dzisiaj dowiedziałam, że mózg mi jeszcze bardziej urósł. Na zdjęciu z Maciejem z którym się dzisiaj nieźle uśmiałam. Ogólnie rzecz biorąc to...

Dziękuję Kaczemu, że ze mną rozmawia. Jestem dumna z tego, że mam TAKIEGO sąsiada.

jutro coś mądrzejszego napiszę, bo aktualnie czuję, że już śpię.

6/17/2010

63. The Chosen Pessimist.



[Amused by the trials and tribulations]
[If I survive I'll fly from here]
How can I keep balance in this race?
[But as the chosen pessimist]
Come faith I'm dying..
In Flames.

Nic ciekawego dzisiaj nie napiszę, nie mam weny, ani pomysłu na coś sensownego. 
Co do dzisiaj- rano siedzenie na plantach, słuchanie w kółko Duality, które ostatnio ciężko mi przechodziło po obejrzeniu TEGO filmiku, i oczywiście wsłuchaniu się w bas. Za każdym razem tak wyraźnie słyszałam ten dźwięk, że nie mogłam tego słuchac. A dzisiaj siedząc na moście włączyłam najgłośniej jak się dało i śpiewałam sobie, miny ludzi dosłownie bezcenne. Od dzisiaj nie wątpię w siłę Nokii. 
Siedziałam tam do 9.40, później wybrałam się pod Nomi po Kaczego, siedziałam godzinę, Piotruś zadzwonił, powiedział, że do nas dojdzie. Poszłam więc do Paulinki i Diany, tzn Dayumi, one nakupowały ciuchów, a ja postałam do towarzystwa. Później kebab itd, itp. śmiechy, komentarze, wygłupy. Ale bez słit foteczek na nk.
Wróciłam do domu po 14, zjadłam, umyłam się, przebrałam i pojechałam z Sylwią na rowery. Odwiedziłyśmy Domi, której jeszcze nie znałam, okazała się bardzo fajną dziewczyną. Siedziałyśmy, gadałyśmy i obserwowałyśmy przechodniów. Później stwierdziłyśmy, że idziemy na tory robic słit foteczki. W tym samym czasie zadzwonił Maciek Maciąg portki naciąg i wprosił się do towarzystwa. Ale nie sam, przyjechał i Kaczyyy <3 ;p Było bardzo śmiesznie, Maciek ma takie pomysły, że szok ;p 
piszę kompletnie bez sensu. 

Może naklepię coś ciekawego. 
Dzwoniła Kaśka, jedziemy do Krakowa na festival filmowy czy coś. Niby dwa dni, a mnie już ogarnął lęk. Nienawidzę wyjeżdżac, wtedy tak bardzo tęsknię... Ale wiem, że potrzebujemy odrobinę luzu, żeby nie wiało później nudą i żebyśmy bardziej siebie... pragnęli. O! Fajne słowo. 
Zresztą jesteśmy nastawieni na 'system codzienny' jak to wczoraj nazwał, widywanie się codziennie przyzwyczaja, zawsze możemy się spotkac i pogadac, wytłumaczyc sobie to co Nam nie pasuję. Współczuję ludziom związków na odległosc. Wytrzymam dwa dni i przy okazji spotkam się z moją Piękną Anną, której obiecuję odwiedziny nie wiadomo ile... przepraszam. odpracujemy to ;) :*


W końcu mieliśmy wieczór tylko i wyłącznie dla siebie. To lubię. :) ;*
dobranoc.

6/16/2010

62. Come to me.

styczeń 2009.
przepraszam, że akurat to, ale przypasowało mi do sytuacji. :*





Wzięło mnie na refleksje. 
Dzisiejszy dzień spędziliśmy w większości razem, dużo rozmawialiśmy chyba, w sumie to ciągle o czymś rozmawiamy, ja potrzebuję tego kontaktu bardziej niż kiedykolwiek. Poruszyliśmy wiele różnych tematów, tego mi trzeba było. I poczułam się beznadziejna, mimo tego, że Go mam, to poczułam się kompletną ruiną człowieka. Zrobiłam w NASZYM życiu tyle złego, tyle razy Go okłamałam, tyle razy Go raniłam, tyle razy... to wszystko mogło potoczyć się inaczej, wszystko mogło być dobrze, pewnych ludzi by nie było w naszym życiu, pewnych złych i brudnych wspomnień również. Byłoby lepiej... moglibyśmy wtedy zająć się sobą i cieszyć z każdej chwili spędzonej razem. Moglibyśmy, ale nie ma tego. Jest coś zupełnie innego, to już inna woda, uczucia te same, ale cała istota związku wygląda inaczej. W sumie teraz o wszystko muszę się starać, podoba mi się to, bo muszę walczyć ze swoimi paranojami i słabościami i starać się stawiać temu czoło. Wcześniej było trudno to pokonać, nie było tego kopa, On się o wszystko starał, dawał i pielęgnował, a ja brałam. I mówiłam nie raz, że chcę dać coś z siebie, a On odpowiadał, że wystarczy, że jestem... Byłam. Byłam i zrobiłam świństwo, którego sobie do końca życia nie wybaczę. Traktował mnie jak najważniejszego człowieka w swoim życiu, a wyszło tak, że wykorzystałam i zostawiłam, złamałam serce, pogrzebałam wszystkie obietnice. Nienawidzę się za to, chcę tego żałować, bo głupota nie pozwoliła mi na zauważenie, kim ON dla mnie jest, kim jest na co dzień, jak wspaniałym i czułym człowiekiem jest. Zawsze o mnie dbał, nawet kiedy nie byliśmy razem... już wtedy chciał żebym czuła się dobrze. Te wszystkie spacery, te rozmowy, cmentarz, murek, czekolada i lizaki. Te pamiętne lizaki, które dostawałam. Uwielbiałam je. A później przyszedł moment, chwila, kiedy dowiedziałam się co czuje. Myśli nie dawały mi spokoju, nie wiedziałam wtedy, kim dla mnie jest. Nie wiedziałam jak się zachowywać względem Niego, jak z Nim rozmawiać, jak patrzeć Mu w oczy. Pierwszy raz nie wiedziałam jak się zachować. Był taki inny... 
Pamiętam te wieczory, kiedy siedziałam i pisałam w pamiętniku, kiedy myślałam o tym co zrobić. Sytuacja nieznana, taka pierwsza... nowa. Bałam się tego, bałam się być z Kimś, bałam się ofiarowania siebie na własność. Bałam się, że zostanę kiedyś sama, że zaufam... i to ja zepsułam, nie odwrotnie. Ja raniłam. Suka.
I przyszedł wieczór, wybraliśmy się na spacer. Już chciałam mu powiedzieć, tam na końcu śląskiej przy skrzyżowaniu. Chciałam, ale w tym samym czasie rozbolał mnie brzuch z nerwów, chyba nie byłam do końca pewna. A następnie ten pamiętny 27.12.2007, kiedy wygłupialiśmy się na NASZYM murku i kiedy przytaknął mi. A ja powiedziałam swoje pierwsze 'kocham Cię'. Pierwszy raz wypowiedziałam tą magiczną formułę i chodź wtedy nie do końca wiedziałam, co to właściwie jest miłość, to śmiałam się jak dziecko i cieszyłam, że mogę kogoś kochać. I Jego uśmiech, te oczy... usta takie rozwarte od ucha do ucha. 
Długo kryliśmy się ze swoim związkiem, nie wiem... Wstydziłam się, to było coś nowego, coś czego do tej pory nie doświadczałam, ciężko było mi wyjść z Nim za rękę do ludzi, ciągle wydawało mi się, że będą na mnie patrzeć i śmiać się ze mnie, jak zawsze... nienawidziłam tego. Ale przełamałam się, to było coś niesamowitego. Szliśmy razem i wszyscy patrzyli-owszem- ale uśmiechali się przyjaźnie. To było bardzo miłe.
Miesiące mijały Nam szybko, były pełne uczucia, wszystko załatwialiśmy rozmową i pocałunkiem, to były takie przeprosiny. Ah! na początku Łukasz za wszystko przepraszał.. nie wiem dlaczego, ale to było śmieszne. Zakochałam się w Nim, tak bardzo... zasypiałam z myślą o Nim i budziłam się również z Nim w oczach. Pamiętam 27.02.2008, kiedy siedzieliśmy na przystanku, mocno przytuliłam się do Niego, czułam i słyszałam bicie serca, wtedy przypomniał mi się ojciec, Jego śmierć i tą pustkę po Nim. Rozpłakałam się chyba po raz pierwszy i powiedziałam  'nie chcę, żebyś umierał'. Już wtedy był dla mnie wszystkim. . . 
Cieszę się, że mimo wszystko mi zaufał, że dał mi szansę. Zmieniłam się, wiele osób mi to powiedziało, jestem poważniejsza, na niektóre sprawy patrzę inaczej, do większości inaczej podchodzę, ludzie, którzy zasługują na szacunek ode mnie, to go otrzymują. Reszta jest mi obojętna, uciekam od zagrożeń albo staram się z nimi walczyć. Niedługo minie drugi miesiąc odkąd jesteśmy znów razem, a ja nadal cząstką siebie zabijam to co złe. Udaje mi się, chyba. Po weselu wiele zauważyłam, zobaczyłam znów problemy, których trzeba się pozbyć, niedoskonałości, które niszczą. Zabić i zapomnieć.
 I wierzę w siebie, wierzę, że mam w sobie odpowiednią ilość siły i że ciągle mi jej przybywa, że ładuję się od Niego, że ładuję się szczęściem, siłą i miłością właśnie od Łukasza. 

I wiem, że to moja ostatnia szansa, ostatnia szansa na zbudowanie tego, czego zawsze chcieliśmy. Wiem, że nie mogę jej zmarnować, bo TERAZ wiem, jak czuje się człowiek opuszczony, wiem jak czuje się człowiek, kiedy kocha kogoś, kto kiedyś odwzajemniał te uczucia, a później mówi Ci, że już nie kocha. Najgorsze jest tłumienie w sobie uczuć i myślenie, że pseudo miłość zapełni tą pustkę, Gówno prawda. 
Prawdziwe uczucie nie gaśnie, każde inne się wypali, albo nie ma w ogóle uczucia. To prawdziwe trwa ciągle. 
Cieszę się, że to Ty mnie znalazłeś i cieszę się, że stanąłeś na mojej drodze. Cieszę się, że żyjesz i że wiele razem przeszliśmy. I że wiele razem przeżyjemy.
Mamy trzymać się razem, Ty mnie, a ja Ciebie. Razem wszystko przetrwamy i zbudujemy.
Pamiętam!

And if You go,
I wanna go with You.
And if You die,
I wanna to die with You.
Take Your hand and walk away.

6/15/2010

61. O.



Mamy dzisiaj środę, jakby nie patrzec to te dwa dni uciekły mi bardzo szybko. Dużo się działo, nie mówię, że nie, bardzo dużo się działo. W poniedziałek standardowo zrobiłam sobie wolne po weselu, przesiedziałam 70% dnia przy komputerze, później zabrałam się za porządkowanie mojego syfu w szafie. Oczywiście większosc poszła do kosza, bo albo za mała, albo za kolorowa, kosz kosz kosz. I na samym dnie oczywiście ukryte koszulki Łukasza... Jedna jego i jedna którą dostałam, oczywiście już za mała, ale nie miałam serca jej wyrzucic. Za dużo znaczy.
I takim sposobem szafa której dno się odginało i nie chciała się domknąc, zostało dosłownie kilka ciuchów. Tyle dobrego, już nie ma ogromnego syfu. Wieczór minął mi na pisaniu pracy z religii pt. kim jest dla mnie Bóg?, napisałam dwa kancelaryjne, mocno mnie nosiło, tak więc łatwo się obrzucało tą istotę słowami. Oddałam, nie wiem co dostałam, ale mam na koniec 4 [czyli poprawiłam ;F]. 
Wczoraj poszłam do szkoły, dostałam 5- za sprawdzian z ruskiego i takim sposobem mam 4 na koniec. A kurde literki do tej pory mi się mylą :P lekcje szybko minęły, na Higienie oglądaliśmy swoje rozdwojone końcówki pod mikroskopem, kiedyś wrzucę zdjęcie, bo to zajebiście wygląda. Wróciłam do domu, siedziałam na balkonie i wpatrywałam się w chmury, 'ruszały się' kocham to zjawisko. Po prostu przemijanie... :) I tak mi zeszło do wieczora, w międzyczasie zjadłam bułeczkę ze świeżym dżemikiem truskawkowym mniam mniam :) wieczorem oczywiście humor mi się zmienił, ale nie na długo. Poszłam do mojego najkochańszego sąsiada <3 się okazało, że idzie na spacer z moim dalszym sąsiadem ;p i poszłam sobie z Nim. Pogadaliśmy, pospacerowaliśmy, nogi mnie bolały trochę, ale było miło. Później dołączył Łukasz, sąsiedzi poszli, a my na spacer. W 'nasze' miejsce ;P <3 Wróciłam po 23, mama trochę się burzyła, ale jak powiedziałam, że z Łukaszem byłam to już się głupio cieszyła. Bo ona lubi swojego 'synusia' haha. 

Wygarnięto mi za mój ubiór, że po co utożsamiam się z muzyką, po co chwalic się tym, co się lubi itd. itp. nie ukrywam, do tej pory często chodziłam w swoich kartoflanych koszulkach, wyglądałam trochę może jak pozer, bo za dużo tego było. Za dużo kartoflanych dni, ale tak to jest, jak się nie ma co innego 'normalnego' na siebie założyc. Ostatnio moja szafa przybrała w kilka nowych ciuchów, więc jest w czym wybierac, staram się ubierac neutralnie, ale zawsze jakiś akcent mam. Nie wyróżniam się jak inni 'metalowi', bo z góry założyłam, że tak bardzo tego nie chcę. Widzą kilka szczegółów - to wystarczy. Nie będę na siłę słuchała, ubierała się i upodabniała do mrocznych przyjaciół, bo to bez sensu. W sumie mamy wolny kraj, mamy subkultury, do których należą grupy młodzieży, czy starszych ludzi. Po to one istnieją i mają swoje zasady i reguły, żeby się ich trzymac. Nie możemy ograniczac się do jednego wyznaczonego kanonu. Dla kogoś takie ubieranie jest normalne, dla kogoś innego zupełnie inne. Zauważmy chociaż te puste emo, zawsze coś we wzory, kokardy we włosach, mocny tapir czy czarno-czerwone elementy garderoby. Dziwnie wyglądają, ale tak właśnie wygląda ich świat. Pozerstwo nie polega na tym, że pokazujemy to, co kochamy, to raczej robienie tego na siłe, czy dla innych jest pozerstwem. Skakanie z laleczki na 'mhrookaa'. To tak samo jak słuchanie całe życie lejdi sragi, a nagle w dzień ... nie wiem, jakiegoś death metalowego zespołu i mówienie 'o! podoba mi się.' 
Mam w planach sprzedanie moich mrocznych skarbów [tylko nie wiem, czy KoRn'a warto ;f] i zakup damskich. Znalazłam takie zajebiste... ktoś zainteresowany?

Tak więc nie ograniczajmy się do akceptowania jednego kręgu, bo jest ich na świecie masa. 

miałam isc po spodnie, ale kurwa... czemu mam na koncie tylko 25 zł. ;/ 

6/14/2010

60. 'cholera- fajne wesele'

poprawiny! Olaboga, wytańczyliśmy się, oczywiście nie tak jak inni, bardziej porywiście od czego cholernie bolą mnie stopy, ale i tak było cudnie.
Zacznę może od wczoraj. Wstałam i niekoniecznie chciało mi się zbierac, mimo tego, że miałam mało czasu ;F a trzeba było jeszcze dom ogarnąc. Posiedziałam przy kompie, uspokoilam się, nałożyłam na włosy szamponetkę i sprzątałam. Oczywiście zapomniałam na czas spłukac i trochę pojechałam sobie włosy, ale nie narzekam [najgorsze jest to, że poprawiłam je później prostownicą;/ biedne.] Skończyłam sprzątac, poszłam do sklepu, później poplotkowałam z ciotką i Agą no iii... poszłam pod prysznic. Wyszłam i było już grubo po 15, a na 16 miałam byc już u Łukasza. Mama mnie zawiozła, w samochodzie siedziałam jak na szpilkach, trochę mnie nerwy jadły. Elegancko pojechaliśmy do Werbkowic, pomodliliśmy się za Młodych i później wsioo do Tyszowiec. Wesele- cholera, piliśmy dużo, tzn tak mi się wydaje. Siedzenie z Pankiem wcale nie jest takie fajne, nadgania strasznie:P i tylko 'no Łukasz czyń swą powinnosc' i kolejny kieliszek. haha:) Muszę wspomniec o najważniejszym dla mnie- UŚMIECHNĘŁA SIĘ! normalnie przeżywałam to strasznie. Będziedobrze, rozumiecie? ale idziemy dalej....
Oczywiście kicaliśmy po parkiecie, ja się darłam do każdej znanej piosenki, później do stołu i tak w kółko. Woohoo... oczepiny nie były takie fajne jak w tamtym roku, ale też mi się podobały, szczególnie 'Kto będzie dominował w łóżku?' :P tej gorszej części wesela szczerze mówiąc nie pamiętam, wiem tylko, że mocno zmarzłam. Ale Mój Kaloryfer się odpłacił w drodze powrotnej :*
Wróciłam do domu po piątej, od razu padłam do łóżka i zasnęłam natychmiast.
Obudziła mnie mamusia! WRRRR. o 9. ale zasnęłam i spałam do 11. Później komp, prysznic, pomalowałam się, ogarnęłam i wioo na poprawiny. W busie pospaliśmy trochę, a później znowu impreza. dzisiaj to po prostu przechodzi ludzkie pojęcie. Pewnie znowu schudnę, a cholera xxs chyba nie ma :F Nogi mi odpadają, bolą mnie pięty, nie czuję palców. Łukasz tak mnie wymęczył, że to szok. Mój Tancerz ;> odwalaliśmy z Sylwią, Pipenem, Roksią i Zbysiem, dużo śmiechu i 'słit foteczek na nk' hahaha :) Wracaliśmy samochodem co wcale nie było dobrym pomysłem bo się tam miażdżyłam, a Łukasz się na mnie rozłożył i nie mogłam się ruszac. Przyjechaliśmy do Zamościa i grzecznie podsumowaliśmy te dwa dni razem. Spacerek :)

yuoouyuoyouoyooouoooo miałam napisac to wszystko inaczej, ale odpuszczę.

A! wiem! na końcu kapela grała Rubika i ludzie klaskali- mój komentarz- 'Patrz! klaszczą u rubika'. Komedia.

Byle do następnego wesela ;>
Kocham Cię Łukaszu ;> ;*

6/13/2010

58. Far away.

ten czas, to miejsce,

nadużycia, pomyłki.

Za długo, za późo.
Kim jestem, że kazałem Ci czekać?
Tylko jedna szansa,
tylko jeden oddech,
akurat w sytuacji, gdzie pozostało tylko jedno.
No Ty wiesz,
Ty wiesz, Ty wiesz

że Cię kocham, 
kochałem Cię przez cały ten czas.
I tęsknie za Tobą,
byłem daleko stąd o wiele za długo
Cały czas marzę,że będziesz ze mną
i nigdy nie odejdziesz.
Przestane oddychać,
jeśli już nigdy Cię nie zobaczę.




Pominę to co powinnam. I przepraszam, bo wiem, że popełniałam błędy, które później wpływały na cały Twój... mój humor. Ale... było świetnie, mimo wszystko. I dziękuję, że mogłam byc z Tobą.
Mogłabym pisac i pisac, ale może zrobię to w nocy, albo jak się napiję, bo w sumie to trochę mi się ulotniło, kompletnie nie wiem dlaczego. 
Najlepiej pamiętam drogę powrotną do domu, haha. Kurde. nie wiem co mam pisac. Za dużo wrażeń.


a teraz POPRAWINY! juuhuuu... 
to zrobię edita wieczorem.


Aniu, wiem, masz rację, ja też tak uważam ;* dzięki, że mi to napisałaś, poczułam, że jesteśMY kimś :)

6/12/2010

57. Forsaken.

You see I cannot be forsaken 
Because I'm not the only one.




Dzisiejsza noc- po prostu porażka. Jestem niewyspana, zdenerwowana, wkurwiona, wyglądam beznadziejnie i tak samo się czuję. Niby mam tyle do roboty, ale szczerze mówiąc to nie chce mi się ruszyc dupy. Nic mi się nie chce, poszłabym spac, ale nie wytrzymam kolejnej dawki pojebanych snów. Nienawidzę tego. Obudziłam się i stwierdziłam, że mało co mnie obchodzi los ludzki, śmieję się z problemów obcych, są dla mnie banalne i niepotrzebne, nie zawracam sobie nimi głowy. Naprawdę musi mi ostro zależec, żebym siedziała z nerwicą i ściśniętym żołądkiem, kiedy o kogoś się martwię, o to jak się wszystko potoczy, co się stanie. Przeżywam razem z tą właśnie osobą. Wczoraj czytając jakze przejmujący problem nastolatki zalewałam się łzami ze śmiechu, mój brat zaczął coś krzyczec, bo też miał jakich głupi problem, to mu powiedziałam 'Ludzie! jakie wy kurwa macie durne problemy!?" i jakby to Paulinka powiedziała 'weście się!'. Naprawdę wszyscy są pokrzywdzeni przez los, samotni, nikogo nie mają, użalają się, a kurwa nie wezmą pod uwagę tych, których dobrze znają i są z nimi zawsze. Bo są tacy ludzie, no ale jak są, to po co o nich wspominac- są i już. Żałosne i smutne, bo niektórych pomijamy.

Idźcie. W pizdu z Waszym nędznym życiem.



Edit:
No to do jutra. Idziemy się bawic ;*

6/11/2010

56. Back to the primitive







Wrócić do początków
Jebać całą twoją bzdurę
Wracamy aby to uwolnić
Stając twarzą w twarz z przeczeniem

Wrócić do początków
Jebać wszystkich kiepskich naśladowców
Nie masz myśli gówna do mnie
Niech to krwawi...

Początki
Początki
Początki
Początki



Soulfly.

Wzbogaciłam się o całe dwie koszulki za co jestem cholernie wdzięczna kasie z mojego konta. Oczywiście spodni nie upolowałam, ale myślę, że w poniedziałek odwiedzę Croppa i coś kupię. Dzień zajebiście ciężki, niedośc, że duszno, to jeszcze prawie same przedmioty na których mogliby mnie jeszcze dopytac. Ale mogę byc z siebie dumna, złapałam dzisiaj kolejne dobre oceny. I dziwię się czemu z WF'u chce mi wystawic 3, a nie dwa, przecież jestem takim leniem. Nigdy nie cwicze;) Jakby nie patrzec to nowy wuefista jest bardzo fajnym kolesiem, pierwsze wrażenie, kiedy dowiedziałam się, że kiedyś był metalem było nie do opisania, nikt by nie powiedział, gdyby go teraz zobaczył. Ale niestety wyżywa się na mnie za nazwisko- 'to za moją wychowawczynię!' i 30 brzuszków. Pozdrawiam uczniów 2LO, których uczy ciocia Asia :F

Nie wiedziec czemu dzisiaj znowu naruszyłam to, co sobie ułożyłam i schowałam w środku, żeby tak bardzo nie bolało. Kurde. Śmierc ojca, nieprzyjemna sprawa. Dzisiaj zauważyłam, że nic z tamtych dni po pogrzebie nie pamiętam. NIC. totalna pustka, to jakby wyrwane z mojego życia. Jedyny motyw, który głęboko zapadł mi się w pamięci to poniedziałkowy telefon od ciotki ze szpitala i mama na podłodze, klęcząca zapłakana, histeryzująca. I moja reakcja- totalne osłupienie, zero łez, zero jakiegokolwiek zainteresowania. Wiem tylko, że chodziłam z pokoju do pokoju bez celu, atmosfera w domu chyba nie była ciekawa- nie pamiętam. I jeszcze pamiętam ten nieszczęsny 5 lutego, moje 10 urodziny, Katedra, masa ludzi... pielgrzymka dosłownie, trumna na środku i uspokajajace pastylki od babci, których połknęłam ze 30 na mszy. Wtedy wszystko do mnie dotarło - nie ma go! nie ma już w nim życia, zostało tylko ciało dzięki któremu się poczęłam. Nie ma nic, nie ma taty, nie ma go, wieczorem, nie wraca z pracy, nie bawi się z psem, nie ogląda wieczornych wiadomości, nie ma spacerowania z nim w słoneczne niedziele, nie ma śmiechu, nie ma wspólnych rozmów, nie ma chodzenia na zakupy, nie ma się do kogo przytulic, nie ma kogo podziwiac, nie ma komu pomagac przy naprawie sprzętów, nie ma z kim pośpiewac, nie ma jego oczu, nie ma jego spokoju, nie ma jego radości na widok mamy, nie ma miłości, która pomiędzy nimi była. Zabrał to ze sobą. Pamiętam. Ta pieprzona nieszczęsna środa i wtorek i poniedziałek, kiedy umarł, kiedy jego ciało było w domu, kiedy był pogrzeb, te pieprzone dni zabrały mi całą radosc z życia. Moja nerwica nie dawała mi spokoju, nie mogłam oddychac, dusiłam się, telepały się moje ręce, moje płuca, serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi, chciałam umrzec, uciekałam z domu, ze szkoły po lekcjach nie chciałam tam wracac, wszystko kojarzyło mi się z ogromnym bólem i cierpieniem. Nienawidzę tamtego okresu, nienawidzę tego, że Cię nie MA, że odszedłeś ze wszystkim. Że nas zostawiłeś. Miałeś szansę... wolałeś cierpiec, wolałeś odejsc, wybrałeś niebo. Po śmierci ojca nie mogłam przełknąc piosenki O.N.A- kwaśna przygoda, którą często z Gośką męczyłyśmy. Nie mogłam jej słuchac, nie mogłam wydobyc z siebie słowa, żeby ją zaśpiewac. Zawsze przewijałam kasetę do 'Niekochanej'. Tyle pamiętam... Reszta się gdzieś zapisała, ale nie potrafię tego odtworzyc.

Notkę zaczęłam pisac o 19:30, ale cholera... Przyszła Oliwia i jakoś nie miałam weny przy niej pisac. Ale cieszę się, że przyszła, nigdy bym się po niej nie spodziewała, że słucha Huntera. No cholera. Normalnie aż zaklęłam. Dziewczyna ma gust, brawa dla niej. Najlepsze jest to, że ma dopiero 15 lat? Młodo zacznie to dobrze skończy. Umówiłam się z Nią na jabola, stwierdziła, że chce poczuc jak to jest, kiedy 'odpływasz'. Już ja jej to zapewnię.

Wieczór spędziłam na pogawędkach na muzyce i przygotowaniach do wesela. Będzie zajebiście.

A! Sowa dzisiaj podstawiła nogę Krecikowi, prawie się wyjebał. Ze śmiechu nie mogłam wrócic do sali jednocześnie go mijając. Kurwa... leżałam przy sklepiku i zalewałam się łzami ze śmiechu. Sowa ;* [na foto]

Ave
\m/

6/10/2010

55. Closer to death

Chciałabym wiedziec czy Twe oczy
beda wciaz szukac mnie
Razem czy osobno w naszym zyciu
Nasza przyszłość jest wspaniałą tajemnica
Jestem przerażona, boje się
bo nie chce byc samotna
Ufam potedze naszej miłości
Jak w nic innego...

Spodobało mi się. Właśnie zdałam sobie sprawę, że mamy już 10 czerwca, czas mi ucieka tak szybko, te dni są takie cudowne, że dopiero co się zacznie to już się kończy. Najlepsze są wieczory, o tak. A później zmęczona padam na łóżko i zasypiam w swoich myślach i marzeniach. Marzenia- w sumie niewiele ich teraz mam, większośc spełniła się w kwietniu i nadal się spełnia. To jest dla mnie teraz takie oczywiste- jesteśmy. A kiedy nas nie było to wszystko wyglądało jak poprzewracana bajka. Zupełnie jak 'Raki' raz czytasz tak, a od końca wychodzi Ci zupełnie inny sens. Przyszłośc bez sensu. przyszłośc bez drugiej osoby to żadna przyszłośc, tylko trzeba znaleźc tego odpowiedniego osobnika płci przeciwnej, którego pokochamy całym sercem. 
Poczułam to na własnej skórze, tą pustkę, ten smutek, żal, zapłakane dni, niekończące się piosenki, które doprowadzają Cię do łez, do masy wspomnień, w każdym mijanym miejscu widzisz sytuacje, które tam się wydarzały. Ja sama często wracałam do początku, na cmentarz, na sam koniec cmentarza. Nienawidziłam tego miejsca! Tak bardzo... Zawsze szłam tam i dołowałam się Disturbedem i Mansonem, którego przez cały okres dwóch miesięcy nie mogłam łyknąc... Remember... Zaczynała się piosenka to wpadałam w ostrą histerię. Straszne, ale prawdziwe. 
I wieczory... przy Running to the edge[...] ze zdjęciami w dłoni, na podłodze w byle jakich ciuchach, zapłakana. 
Po co ja to piszę? 
Kiedy o tym wszystkim myślę-zaraz ogarnia mnie ta fala co wtedy, kiedy to czułam. 
Najlepsze jest to, że z zamyślenia wyrywa mnie niespodziewany sms i od razu uciekam myślami do moich Zielonych Oczu. 

Co do dzisiaj- WOK 4, Technologia fryzjerka 4, materiały fryzjerskie 3, higiena 4. Radośc x3333333 oczywiście nie obyło się bez bólu głowy- cholerna pogoda przegrzewa mi mózg nie mogę się na niczym skupic. Ale przetrwałam, jutro tylko PO i biologia, a później zakupy! Lubię mojego towarzysza zakupów, a może odwrotnie...? Kto tu komu towarzyszy? :P

I jeszcze jedno- odblokowałam konto internetowe! Brawa dla mnie. Chodzenie na zakupy z kartą bez świadomości ile ma się na koncie nie jest wcale przyjemne. Ale teraz wiem, ile nie przekroczyc.

Ave dwukropek de