6/28/2010

70. Suka.

Możesz mówić co chcesz
Ja i tak swoje wiem
Wyzwij znowu od szmat
Uderz mnie prosto w twarz.

Ja i tak w głuchą noc
Pójdę z nim tam gdzie chcę.
Skona we mnie a Ty czekaj tu
Dręcz się męcz !
O.N.A.



Naszło mnie na naklepanie kilku jakże zapewne mądrych słów. Dzisiaj idąc z Kaczym i Łukaszem na stare poruszyliśmy bardzo ciekawy temat, a mianowicie 'czymże jest przeznaczenie?'. Właśnie. Czym jest dzisiaj przeznaczenie, czy warto w nie wierzyć, czy w ogóle istnieje. Zacznę od tego, że nie wierzę w nie, może dlatego, że jest to nasz wymysł, takie pierdolenie, że ludzie są sobie przeznaczeni, spotkali się gdzieś, przypadkiem wysłali do nieznanego numeru wiadomość, spotkali się i oh przeznaczenie! Mój jedyny <3 KCKC itd. itp. dziecinada do potęgi. Gdyby ludzie byli sobie przeznaczeni, to nie byłoby tyle rozwodów, nie byłoby tyle porzuconych matek, a nawet tych głupich nastolatek, które wierzą w księcia na białym koniu który zostanie z nimi forever and ever. Gdyby istniało przeznaczenie, tyle związków by się nie rozpadało, bo ludzie sobie przeznaczeni są wobec siebie po prostu idealni. To nie istnieje. Każdy z Nas może spotkać kogoś i być z nim szczęśliwym, ale to nie przeznaczenie. Na dobry związek każdy z nas sam pracuje, składa się na to wiele czynników- przede wszystkim zaufanie, oddanie, szczerość, uczucie i zabijanie problemów na starcie, zanim wkradną się w związek głębiej. Cieszę się, że mój związek już się ustabilizował na tyle, że potrafimy o wszystkim rozmawiać. Jest jak kiedyś, a nawet lepiej, 'już za nami to co złe...'.
A wracając do tematu. Dlaczego ludzie sobie przeznaczeni podobno tak się ranią? Dlaczego kłamią? Robią nadzieję, a później odchodzą? Pozwalają na nasze cierpienie? Dlaczego tak jest? TO jest przeznaczenie? To komedia! Wyobraźcie sobie związek romantyczki ze zwykłym chłopakiem, który kompletnie nie ma pojęcia o tym co powinien dawać kobiecie, co powinien jej zapewnić, który nawet nie wie, co to znaczy być w związku. I jak to wygląda? Śmiesznie. Ona zakochana w nim po uszy, pisze mu wierszyki, wyznaje miłość 24/7, marzy o romantycznych kolacjach i gwiazdach, a on? Patrzy na to wszystko i myśli 'CO TO KURWA JEST? Jestem z wariatką!' A później ją zostawia, bo nie potrafi być z kimś, kto żyje w świecie nierealnym. I tu jest pies pochowany! Zaczyna się okres wielkiego płaczu, part za partem. Melancholia bla bla, cierpienie, wspomnienia na na na. A on nic z tego sobie nie robi, bo na szczęście nie wierzy w taką ściemę, jaką jest przeznaczenie. Głupota. Otrząśnijcie się księżniczki.

Niedawno dzwonił wujek i dostałam dobrą [?] wiadomość, a mianowicie, że jutro dostanę własnego, podobno dobrego kompa. Nie wiem jak to skomentować, bo jeżeli bierze leki to ok, a jeżeli znowu przerwał leczenie i miał jakieś wizje, to mogę mieć później problem. Szkoda, że nie jest zdrowy, współczuję mu tego co przeżywa. Ale myślę, że bardziej może zaufać mi, niż mojemu pojebanemu bratu.

Ostatnimi czasy dużo się dzieje, 'melanże', wesele, spotkania, randki [jak to dziecinnie brzmi] itd. Nie będę o tym pisała, bo nie powinno Was to obchodzić. Amen.

6/27/2010

69.





We're running to the
edge of the world
Running, running away.







Dziękuję, Ty dobrze wiesz za co. 
<3

6/22/2010

68. I promise.




'Trzeba będzie na własność
Odbudować nam kosmos.
Nie mniej dobrze mi wiedzieć
Że rozumiesz, że jesteś...'
 Kocham Cię, tak jak wczoraj, jak dzisiaj i jak rok temu, a nawet mocniej.


 robię sobie wolne, od klepania tutaj.

6/20/2010

67. Here without You.

Wyglądam dziwnie, aczkolwiek widac włosy w kolorze tak jak trzeba. Lubię dzisiejszy dzień TYLKO ze względu na towarzystwo. Wstałam najpierw o 9, poszłam zjesc, następnie położyłam się z moimi zajebistymi słuchawkami i discmanem i zasnęłam. Obudziłam się o 13:30, umyłam włosy i pomaszerowałam do Kaczego, bo beznadziejnie się czułam w domu, co tu się dziwic, zawsze tak jest, szczególnie, kiedy po wyrzuceniu z siebie wszystkiego słyszysz tylko 'buntuj się dalej i daj mi się uczyc' o kuurwaa tak nie będzie. Ale wracając do tematu: poszłam do Kaczego, oczywiście zaraz do pokoju wpadła mamusia, musieliśmy się trochę z nią pokłócic o kaznodzieja :P śmiesznie było, zaraz jadło i piwko, naprawdę lubię swoją sąsiadkę ;p Później zamknęliśmy się w pokoju jak emo haha i oglądaliśmy głupie filmiki, słuchaliśmy muzyki, oglądaliśmy słit foteczki [prawie jak na nk ;f], pogadaliśmy szczerze jak to na nas przystało i było miło. Oderwałam się od tej nieprzyjemnej aury mimo tego, że byłam tak blisko domu. Czasem żałuję, że nie mam się gdzie podziac, bo już dawno bym poszła w pizdu, nie słuchała mieszania z niczym [czyt. zniżania mnie do poziomu młodego], nie starała się o nic, i nie byłabym tylko do pomocy. Ja rozumiem, że sama jest bez ojca jest ciężko itd. sama to do cholery odczuwam, ale czasem myślę, że moje uczucia tutaj gówno znaczą, że nie jestem tutaj po to, żeby się ze mną zgadzac, czy konwersowac i słuchac moich żali. Ja naprawdę ostatnio zauważam o wiele więcej, niż wszystkim się wydaje. Świat wcale nie jest taki kolorowy, w domach już nie ma tak dużo miłości jak kiedyś, nie ma życia jak w filmach, ten stereotypowy kanon już dawno został obalony, a jeżeli WY uważacie, że macie kochające rodziny i wspaniałe rodzeństwo, to albo coś z Wami nie tak, albo jeszcze tego nie zauważyliście. Stanęłam dzisiaj w kuchni, usłyszałam pytanie ' a co Ty taka?' i co powiedziałam? "Bo wy wszyscy jesteście ślepi do cholery i macie nasrane w głowie!". Ale mój starszy brat Łukasz oczywiście zrozumiał i zauważył w końcu to co ja i kurwa nareszcie! ktoś przyznał mi rację. Brawa! A już myślałam, że nerwica będzie mnie prześladowała cały wieczór.

miałam napisac coś jeszcze, ale to już chyba nieistotne.

i nie popadam w depresję czy coś, to chwilowe, także do lekarza się wybierac nie muszę.
paaa.

EDIT: dla zranionych nastek polecam KISS- Because I am a girl, trafiła do mnie ;) 

66. po prostu sześcdziesiąt sześc.

Wróciłam niedawno do domu, najpierw sam Maciej przyjechał do mnie na herbatkę, później stwierdził, że idziemy na rowery. Więc pojechaliśmy sobie najpierw po karo, później zapuściliśmy się w dalsze tereny. Było miło i śmiesznie, jak zawsze zresztą, z Nim można sobie i poironizowac  i pofilozofowac. Ogólnie luz. Spotkaliśmy się z Koperkiem, pogadaliśmy, pojechaliśmy na stare i zaraz wracaliśmy po Kaczego. Wróciliśmy na kwadrat, nie mieliśmy żadnych planów. Ale Maciej jak to Maciej nie odpuścił sobie i zadzwonił do Gośki blablabla. Pojechaliśmy do niej i dalej nie chce mi się o tym pisac. Komentowac tego też nie będę, bo nie mam siły. Pozdro.

Jedyne co mam ochotę teraz poruszyc to TO co zauważyłeś. Racja, kiedyś ignorowałam znajomych, zamykałam się z Łukaszem w swoim świecie i nic oprócz nas się nie liczyło. Po prostu szkoda było mi czasu dla innych, byli dla mnie obcy, nie rozumieli mnie, chyba nawet nie chcieli zrozumiec. Zresztą, jebie mnie to szczerze mówiąc. Ale taka prawda. Żyliśmy tylko dla siebie, odizolowaliśmy się od społeczeństwa, byliśmy takimi wyrzutkami, 'emo', kto obcy to po prostu nie był przyjmowany, zresztą... co ja piszę. Nikogo nie było, tylko MY.  Dla mnie osobiście tylko ON istniał, w szkole owszem utrzymywałam kontakty z ludźmi, ale nie były one tak zażyłe, można powiedziec, że ich odrzucałam. Nie potrzebowałam nikogo obcego, nie potrafiłam szczerze porozmawiac z dziewczyną, która uważała się za kogoś ważnego dla mnie, bałam się szczerości. Za dużo było pomiędzy Nami i wolałam, żeby właśnie tak zostało, wolałam nie narażac się na odtrącenie z powodu mojej dojrzałości. Bo zawsze tak było, niedośc, że wyższa, to tematy o szminkach i promocjach w Trollu jakoś mnie nie bawiły. W ogóle często przysłuchiwałam się dziewczynom jak gadały o chłopakach, zawsze wtedy myślałam 'ja pierdole'. W tym wyrażeniu mieści się wszystko. "widziałam go, minął mnie i się nie przyznał" "naprawdę?" "no serio Ci mówię, a mi od razu świeczki w oczach..." i jak tu z takimi rozmawiac. Związek żadnej z nich nie trwał zapewne dłużej niż 3 miesiące, a i tak z tego co wiem, to była tylko zabawa. Niektórzy w ogóle chyba nie zdają sobie sprawy z potęgi słowa "miłosc" i "kocham". Bo dzisiaj słowo kocham jest poniewierane na prawo i lewo, ludzie niepewni swoich uczuc, albo nieswiadomi ich po prostu mówią KOCHAM, a w rzeczywistości za tym słowem nie kryję się nic, oprócz nieogarniętej pustki. Zabawa słowem, uczuciami itd. itp. a później płacz. Nie warto.
Ale wracając do tematu, to zawsze było tak. Fakt, jak to powiedziała Pani psycholog ;] mhmmm. doświadczenia z dzieciństwa + aktualne wydarzenia sprawiają, że nauka w klasie fryzjerskiej, gdzie 70% głupich blondynek została przyłapana przez rodziców z chłopakiem w łóżku [tak dla przykładu, ale to prawda], sprawia, że czuję się niekomfortowo i obco. Taka prawda. Tym bardziej, że moje wyniki w nauce nie są złe, poprawiłam się bardzo, co też dawało powody blondynkom do wyzywania i obrażania oraz pokazywania prostackich znaków, typu krzyż ze środkowych palców. :) Niespecjalnie robi to na mnie wrażenie, to tylko oznaka głupoty i prostoty, co daje powód tylko do uśmiechu. Tak samo jak wyzywanie publiczne czy coś. Pewnośc siebie przede wszystkim.
Znów odbiegłam od tematu... Tak więc izolowaliśmy się, zaniedbywaliśmy znajomych, ja byłam uzależniona od kontaktu z Nim, mogłam zawsze o każdej porze wyjśc do Niego, czasem nawet biegłam, bo tak bardzo pragnęłam Go przytulic itp. Wiem, że On też uwielbiał ze mną spędzac czas, byliśmy nierozłączalni ;P
Ale teraz widzę, że są inni, którym warto poświęcac swoja uwagę i uwierzcie mi, że trudno czasem zostac z samą sobą, albo umówic się z Kimś, kiedy wiem, że On jest sam i czeka. Naprawdę serce mi się ściska i chciałabym byc blisko Niego, ale rozkładam swój czas na innych, albo na wszystkich razem zebranych. Kolejna zmiana. Jestem silna, naprawdę. 'Daje radę' ;p

Mamy już niedzielę :O Czas isc spac, bo szykuje się kolejny zajebisty dzień. Dobranoc. "suchej" nocy haha ;d

6/19/2010

65. Everyday Normal Guy.

Był jeszcze Maciej, ale On klikał tą słit focię.
Dużo się wczoraj działo, może trochę streszczę, zawsze to jakaś ciekawa notka. Rano wstałam, powiedziałam, że mam na później i oczywiście wyszłam po 10, poszliśmy się opalac na łąki. Było świetnie, pogoda w sam raz, niedośc, że gorąco to jeszcze ten wiatr taki chłodny. I szum trawy i jeszcze te chmury, takie pięęękne. Nie mogłam się na nie napatrzec. Spaliłam sobie plecy, nie wspomnę o moim towarzyszu ;P Ale jego teoria, że nie może się opalic została obalona, opalił się na czerwono haha. Ale w poniedziałek poprawimy może w większym gronie to złapie się lepiej słoneczko. Wróciliśmy do mnie, pogadaliśmy o tym i owym później Łukasz poszedł, a ja położyłam się na balkonie i zasnęłam. Sny miałam fenomenalne, obudziłam się i wbiłam wzrok w chmury, uwielbiam ten widok. Ubrałam się w byle co, bo zrobiło mi się zimno, poszłam oglądac z bracmi Taxi po raz 1243545. Za chwilę przyszli chłopcy, zaczęli się bawic moimi ubraniami, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, tak to lubię. Uwielbiam ich można powiedziec :P I poszliśmy zaraz na soczki. Najpierw na standardowe miejsce, ale PAN stał i chyba miał ochotę dzwonic po policję, więc poszliśmy gdzieś indziej :p I zaraz zaczęła się poważna rozmowa kogoś z kimś, haha, zaczynam jak emo diancia <3 gdzieś z kimś coś itede. haha już cicho. Pijemy sobie spokojnie i nagle coś kropnęło mi na nos, to my w nogi i do Macieja, złapał nas najgorszy deszcz. Oczywiście objedliśmy Macieja, chłopcy sobie pograli na gitarze, ja popstrykałam słit foteczki, posiedzieliśmy do 22:30 i wsio do domu.
Wracałam do domu z Kaczym, jak zawsze, rozmowa się rozwinęła oczywiście, nie wiem co mam o niektórych sprawach myślec. Ludzie są głupi, naprawdę, nie sądziłam, że Ci, o których miałam w miarę OK zdanie tak spieprzą te relacje. W sumie on nawet nie jest tego świadomy, że robi źle. On nie wie na czym polega bycie czyimś przyjacielem. Skoro tak woli to ok, jego sprawa. Tylko niektórzy mają tego po prostu dosc, ale on i tak tego nie zrozumie. Nie warto.

Tak się zaczęłam zastanawiac, jak to się stało, że jestem TAKA, a nie inna. Zaczęło się na początku wakacji w 2007, kiedy to przewijało się przez MP3 enter shikari, deftones, bulleci, 30stm, silverstein, o.n.a, a nawet stara Avril. A później ten pamiętny sylwester 2007/2008, a raczej dzień 1.01.2008, kiedy poszłam do Kaczego i zauważyłam na playliście Slipknot-Wait&Bleed, słuchałam tego w kółko. Później doszło całe Vol.3, następnie reszta dyskografii. I Kiss- KoRna, od którego byłam uzależniona... Disturbed... bla bla bla. Nigdy nie myślałam, żeby się z tym za bardzo utożsamic, słuchałam, bo to mi się podobało, gimnazjum było pełne technojebów, pamiętam jak siedziałam na korytarzu, Łukasz na przeciwko, patrzył na mnie, a ja włączałam Kiss i patrzyłam w Niego jak w obrazek. Byliśmy normalni ;p ale udało mi się go zarazic tą muzyką, nie wspomnę czego fanem był wcześniej. Zawsze, kiedy wysyłałam mu linki, to pisał - nie słuchaj tych szatanów- aż śmiac mi się chce :p ale przyszedł czas, kiedy sam włączył This Moment i zaczęła się era mocnych brzmień. Zespoły zachwycały, mnie jeden po drugim, ciągle coś odkrywałam, albo wracałam do zespołów z dzieciństwa [manson, rammstein, o.n.a]. Nigdy, dosłownie nigdy nie myślałam, żeby się zrobic na pr0 mega mroczną 'metalóffkęę', jakoś nie miałam do tego głowy, zresztą w naszej szkole był zakaz chodzenia w glanach, komedia, farbowania włosów, malowania paznokci, malowania na czarno oczu. Na szczęście nie dostałam tych -40 za włosy w kolorze 'granatowa czerń' ;F dawno i prawda. Dopiero w 2009, kiedy namiętnie zastanawiałam się nad prezentem dla Łukasza zaczęłam szukac koszulek dla siebie. Najpierw AHIG, później Issues. Na nikim się nie wzorowałam, nie potrzebuję ikony, na której miałabym się opierac, nie patrzę na innych, bo jest mi to kompletnie niepotrzebne, po co mam 'zgapiac', 'ściągac' czy coś innego robic, skoro sama wiem, kim chcę byc i jak chcę wyglądac. TAK uważajcie, bo jesteście moimi wyglądowymi mentorami i tylko was podglądam i robię to samo, żeby poczuc się fajna. Niektórzy chyba mają o sobie zbyt wysokie mniemanie i uważają się za huj wie kogo, skoro myślą, że przez nich zaczęłam się ubierac tak jak się ubieram. Ludzie się zmieniają, zresztą środowisko się zmieniło, nowa szkoła, nowi ludzie, mogłam pokazac się W KOŃCU z tej prawdziwej strony i nikt mi nie wmawiał, że słucham Britney.
Nie robiłam tego również dla kogoś, żeby się przypodobac, bo to bez sensu. Lepiej byc sobą niż na siłę zmieniac styl, muzykę, ubiór, tok myślenia itd. pierdolenie o naturalności :)
To chyba tyle, trochę mnie poniosło.


MM.
filozofero: kochamy iluzję cz. II + coś o wyborach.

Everyday Normal Guy 2 <3


idę sprzątac, a później może coś porobimy ;)

blog.pl ;]

6/18/2010

64. Najtrudniej.

 Po prostu tyle się dzisiaj dowiedziałam, że mózg mi jeszcze bardziej urósł. Na zdjęciu z Maciejem z którym się dzisiaj nieźle uśmiałam. Ogólnie rzecz biorąc to...

Dziękuję Kaczemu, że ze mną rozmawia. Jestem dumna z tego, że mam TAKIEGO sąsiada.

jutro coś mądrzejszego napiszę, bo aktualnie czuję, że już śpię.

6/17/2010

63. The Chosen Pessimist.



[Amused by the trials and tribulations]
[If I survive I'll fly from here]
How can I keep balance in this race?
[But as the chosen pessimist]
Come faith I'm dying..
In Flames.

Nic ciekawego dzisiaj nie napiszę, nie mam weny, ani pomysłu na coś sensownego. 
Co do dzisiaj- rano siedzenie na plantach, słuchanie w kółko Duality, które ostatnio ciężko mi przechodziło po obejrzeniu TEGO filmiku, i oczywiście wsłuchaniu się w bas. Za każdym razem tak wyraźnie słyszałam ten dźwięk, że nie mogłam tego słuchac. A dzisiaj siedząc na moście włączyłam najgłośniej jak się dało i śpiewałam sobie, miny ludzi dosłownie bezcenne. Od dzisiaj nie wątpię w siłę Nokii. 
Siedziałam tam do 9.40, później wybrałam się pod Nomi po Kaczego, siedziałam godzinę, Piotruś zadzwonił, powiedział, że do nas dojdzie. Poszłam więc do Paulinki i Diany, tzn Dayumi, one nakupowały ciuchów, a ja postałam do towarzystwa. Później kebab itd, itp. śmiechy, komentarze, wygłupy. Ale bez słit foteczek na nk.
Wróciłam do domu po 14, zjadłam, umyłam się, przebrałam i pojechałam z Sylwią na rowery. Odwiedziłyśmy Domi, której jeszcze nie znałam, okazała się bardzo fajną dziewczyną. Siedziałyśmy, gadałyśmy i obserwowałyśmy przechodniów. Później stwierdziłyśmy, że idziemy na tory robic słit foteczki. W tym samym czasie zadzwonił Maciek Maciąg portki naciąg i wprosił się do towarzystwa. Ale nie sam, przyjechał i Kaczyyy <3 ;p Było bardzo śmiesznie, Maciek ma takie pomysły, że szok ;p 
piszę kompletnie bez sensu. 

Może naklepię coś ciekawego. 
Dzwoniła Kaśka, jedziemy do Krakowa na festival filmowy czy coś. Niby dwa dni, a mnie już ogarnął lęk. Nienawidzę wyjeżdżac, wtedy tak bardzo tęsknię... Ale wiem, że potrzebujemy odrobinę luzu, żeby nie wiało później nudą i żebyśmy bardziej siebie... pragnęli. O! Fajne słowo. 
Zresztą jesteśmy nastawieni na 'system codzienny' jak to wczoraj nazwał, widywanie się codziennie przyzwyczaja, zawsze możemy się spotkac i pogadac, wytłumaczyc sobie to co Nam nie pasuję. Współczuję ludziom związków na odległosc. Wytrzymam dwa dni i przy okazji spotkam się z moją Piękną Anną, której obiecuję odwiedziny nie wiadomo ile... przepraszam. odpracujemy to ;) :*


W końcu mieliśmy wieczór tylko i wyłącznie dla siebie. To lubię. :) ;*
dobranoc.

6/16/2010

62. Come to me.

styczeń 2009.
przepraszam, że akurat to, ale przypasowało mi do sytuacji. :*





Wzięło mnie na refleksje. 
Dzisiejszy dzień spędziliśmy w większości razem, dużo rozmawialiśmy chyba, w sumie to ciągle o czymś rozmawiamy, ja potrzebuję tego kontaktu bardziej niż kiedykolwiek. Poruszyliśmy wiele różnych tematów, tego mi trzeba było. I poczułam się beznadziejna, mimo tego, że Go mam, to poczułam się kompletną ruiną człowieka. Zrobiłam w NASZYM życiu tyle złego, tyle razy Go okłamałam, tyle razy Go raniłam, tyle razy... to wszystko mogło potoczyć się inaczej, wszystko mogło być dobrze, pewnych ludzi by nie było w naszym życiu, pewnych złych i brudnych wspomnień również. Byłoby lepiej... moglibyśmy wtedy zająć się sobą i cieszyć z każdej chwili spędzonej razem. Moglibyśmy, ale nie ma tego. Jest coś zupełnie innego, to już inna woda, uczucia te same, ale cała istota związku wygląda inaczej. W sumie teraz o wszystko muszę się starać, podoba mi się to, bo muszę walczyć ze swoimi paranojami i słabościami i starać się stawiać temu czoło. Wcześniej było trudno to pokonać, nie było tego kopa, On się o wszystko starał, dawał i pielęgnował, a ja brałam. I mówiłam nie raz, że chcę dać coś z siebie, a On odpowiadał, że wystarczy, że jestem... Byłam. Byłam i zrobiłam świństwo, którego sobie do końca życia nie wybaczę. Traktował mnie jak najważniejszego człowieka w swoim życiu, a wyszło tak, że wykorzystałam i zostawiłam, złamałam serce, pogrzebałam wszystkie obietnice. Nienawidzę się za to, chcę tego żałować, bo głupota nie pozwoliła mi na zauważenie, kim ON dla mnie jest, kim jest na co dzień, jak wspaniałym i czułym człowiekiem jest. Zawsze o mnie dbał, nawet kiedy nie byliśmy razem... już wtedy chciał żebym czuła się dobrze. Te wszystkie spacery, te rozmowy, cmentarz, murek, czekolada i lizaki. Te pamiętne lizaki, które dostawałam. Uwielbiałam je. A później przyszedł moment, chwila, kiedy dowiedziałam się co czuje. Myśli nie dawały mi spokoju, nie wiedziałam wtedy, kim dla mnie jest. Nie wiedziałam jak się zachowywać względem Niego, jak z Nim rozmawiać, jak patrzeć Mu w oczy. Pierwszy raz nie wiedziałam jak się zachować. Był taki inny... 
Pamiętam te wieczory, kiedy siedziałam i pisałam w pamiętniku, kiedy myślałam o tym co zrobić. Sytuacja nieznana, taka pierwsza... nowa. Bałam się tego, bałam się być z Kimś, bałam się ofiarowania siebie na własność. Bałam się, że zostanę kiedyś sama, że zaufam... i to ja zepsułam, nie odwrotnie. Ja raniłam. Suka.
I przyszedł wieczór, wybraliśmy się na spacer. Już chciałam mu powiedzieć, tam na końcu śląskiej przy skrzyżowaniu. Chciałam, ale w tym samym czasie rozbolał mnie brzuch z nerwów, chyba nie byłam do końca pewna. A następnie ten pamiętny 27.12.2007, kiedy wygłupialiśmy się na NASZYM murku i kiedy przytaknął mi. A ja powiedziałam swoje pierwsze 'kocham Cię'. Pierwszy raz wypowiedziałam tą magiczną formułę i chodź wtedy nie do końca wiedziałam, co to właściwie jest miłość, to śmiałam się jak dziecko i cieszyłam, że mogę kogoś kochać. I Jego uśmiech, te oczy... usta takie rozwarte od ucha do ucha. 
Długo kryliśmy się ze swoim związkiem, nie wiem... Wstydziłam się, to było coś nowego, coś czego do tej pory nie doświadczałam, ciężko było mi wyjść z Nim za rękę do ludzi, ciągle wydawało mi się, że będą na mnie patrzeć i śmiać się ze mnie, jak zawsze... nienawidziłam tego. Ale przełamałam się, to było coś niesamowitego. Szliśmy razem i wszyscy patrzyli-owszem- ale uśmiechali się przyjaźnie. To było bardzo miłe.
Miesiące mijały Nam szybko, były pełne uczucia, wszystko załatwialiśmy rozmową i pocałunkiem, to były takie przeprosiny. Ah! na początku Łukasz za wszystko przepraszał.. nie wiem dlaczego, ale to było śmieszne. Zakochałam się w Nim, tak bardzo... zasypiałam z myślą o Nim i budziłam się również z Nim w oczach. Pamiętam 27.02.2008, kiedy siedzieliśmy na przystanku, mocno przytuliłam się do Niego, czułam i słyszałam bicie serca, wtedy przypomniał mi się ojciec, Jego śmierć i tą pustkę po Nim. Rozpłakałam się chyba po raz pierwszy i powiedziałam  'nie chcę, żebyś umierał'. Już wtedy był dla mnie wszystkim. . . 
Cieszę się, że mimo wszystko mi zaufał, że dał mi szansę. Zmieniłam się, wiele osób mi to powiedziało, jestem poważniejsza, na niektóre sprawy patrzę inaczej, do większości inaczej podchodzę, ludzie, którzy zasługują na szacunek ode mnie, to go otrzymują. Reszta jest mi obojętna, uciekam od zagrożeń albo staram się z nimi walczyć. Niedługo minie drugi miesiąc odkąd jesteśmy znów razem, a ja nadal cząstką siebie zabijam to co złe. Udaje mi się, chyba. Po weselu wiele zauważyłam, zobaczyłam znów problemy, których trzeba się pozbyć, niedoskonałości, które niszczą. Zabić i zapomnieć.
 I wierzę w siebie, wierzę, że mam w sobie odpowiednią ilość siły i że ciągle mi jej przybywa, że ładuję się od Niego, że ładuję się szczęściem, siłą i miłością właśnie od Łukasza. 

I wiem, że to moja ostatnia szansa, ostatnia szansa na zbudowanie tego, czego zawsze chcieliśmy. Wiem, że nie mogę jej zmarnować, bo TERAZ wiem, jak czuje się człowiek opuszczony, wiem jak czuje się człowiek, kiedy kocha kogoś, kto kiedyś odwzajemniał te uczucia, a później mówi Ci, że już nie kocha. Najgorsze jest tłumienie w sobie uczuć i myślenie, że pseudo miłość zapełni tą pustkę, Gówno prawda. 
Prawdziwe uczucie nie gaśnie, każde inne się wypali, albo nie ma w ogóle uczucia. To prawdziwe trwa ciągle. 
Cieszę się, że to Ty mnie znalazłeś i cieszę się, że stanąłeś na mojej drodze. Cieszę się, że żyjesz i że wiele razem przeszliśmy. I że wiele razem przeżyjemy.
Mamy trzymać się razem, Ty mnie, a ja Ciebie. Razem wszystko przetrwamy i zbudujemy.
Pamiętam!

And if You go,
I wanna go with You.
And if You die,
I wanna to die with You.
Take Your hand and walk away.

6/15/2010

61. O.



Mamy dzisiaj środę, jakby nie patrzec to te dwa dni uciekły mi bardzo szybko. Dużo się działo, nie mówię, że nie, bardzo dużo się działo. W poniedziałek standardowo zrobiłam sobie wolne po weselu, przesiedziałam 70% dnia przy komputerze, później zabrałam się za porządkowanie mojego syfu w szafie. Oczywiście większosc poszła do kosza, bo albo za mała, albo za kolorowa, kosz kosz kosz. I na samym dnie oczywiście ukryte koszulki Łukasza... Jedna jego i jedna którą dostałam, oczywiście już za mała, ale nie miałam serca jej wyrzucic. Za dużo znaczy.
I takim sposobem szafa której dno się odginało i nie chciała się domknąc, zostało dosłownie kilka ciuchów. Tyle dobrego, już nie ma ogromnego syfu. Wieczór minął mi na pisaniu pracy z religii pt. kim jest dla mnie Bóg?, napisałam dwa kancelaryjne, mocno mnie nosiło, tak więc łatwo się obrzucało tą istotę słowami. Oddałam, nie wiem co dostałam, ale mam na koniec 4 [czyli poprawiłam ;F]. 
Wczoraj poszłam do szkoły, dostałam 5- za sprawdzian z ruskiego i takim sposobem mam 4 na koniec. A kurde literki do tej pory mi się mylą :P lekcje szybko minęły, na Higienie oglądaliśmy swoje rozdwojone końcówki pod mikroskopem, kiedyś wrzucę zdjęcie, bo to zajebiście wygląda. Wróciłam do domu, siedziałam na balkonie i wpatrywałam się w chmury, 'ruszały się' kocham to zjawisko. Po prostu przemijanie... :) I tak mi zeszło do wieczora, w międzyczasie zjadłam bułeczkę ze świeżym dżemikiem truskawkowym mniam mniam :) wieczorem oczywiście humor mi się zmienił, ale nie na długo. Poszłam do mojego najkochańszego sąsiada <3 się okazało, że idzie na spacer z moim dalszym sąsiadem ;p i poszłam sobie z Nim. Pogadaliśmy, pospacerowaliśmy, nogi mnie bolały trochę, ale było miło. Później dołączył Łukasz, sąsiedzi poszli, a my na spacer. W 'nasze' miejsce ;P <3 Wróciłam po 23, mama trochę się burzyła, ale jak powiedziałam, że z Łukaszem byłam to już się głupio cieszyła. Bo ona lubi swojego 'synusia' haha. 

Wygarnięto mi za mój ubiór, że po co utożsamiam się z muzyką, po co chwalic się tym, co się lubi itd. itp. nie ukrywam, do tej pory często chodziłam w swoich kartoflanych koszulkach, wyglądałam trochę może jak pozer, bo za dużo tego było. Za dużo kartoflanych dni, ale tak to jest, jak się nie ma co innego 'normalnego' na siebie założyc. Ostatnio moja szafa przybrała w kilka nowych ciuchów, więc jest w czym wybierac, staram się ubierac neutralnie, ale zawsze jakiś akcent mam. Nie wyróżniam się jak inni 'metalowi', bo z góry założyłam, że tak bardzo tego nie chcę. Widzą kilka szczegółów - to wystarczy. Nie będę na siłę słuchała, ubierała się i upodabniała do mrocznych przyjaciół, bo to bez sensu. W sumie mamy wolny kraj, mamy subkultury, do których należą grupy młodzieży, czy starszych ludzi. Po to one istnieją i mają swoje zasady i reguły, żeby się ich trzymac. Nie możemy ograniczac się do jednego wyznaczonego kanonu. Dla kogoś takie ubieranie jest normalne, dla kogoś innego zupełnie inne. Zauważmy chociaż te puste emo, zawsze coś we wzory, kokardy we włosach, mocny tapir czy czarno-czerwone elementy garderoby. Dziwnie wyglądają, ale tak właśnie wygląda ich świat. Pozerstwo nie polega na tym, że pokazujemy to, co kochamy, to raczej robienie tego na siłe, czy dla innych jest pozerstwem. Skakanie z laleczki na 'mhrookaa'. To tak samo jak słuchanie całe życie lejdi sragi, a nagle w dzień ... nie wiem, jakiegoś death metalowego zespołu i mówienie 'o! podoba mi się.' 
Mam w planach sprzedanie moich mrocznych skarbów [tylko nie wiem, czy KoRn'a warto ;f] i zakup damskich. Znalazłam takie zajebiste... ktoś zainteresowany?

Tak więc nie ograniczajmy się do akceptowania jednego kręgu, bo jest ich na świecie masa. 

miałam isc po spodnie, ale kurwa... czemu mam na koncie tylko 25 zł. ;/ 

6/14/2010

60. 'cholera- fajne wesele'

poprawiny! Olaboga, wytańczyliśmy się, oczywiście nie tak jak inni, bardziej porywiście od czego cholernie bolą mnie stopy, ale i tak było cudnie.
Zacznę może od wczoraj. Wstałam i niekoniecznie chciało mi się zbierac, mimo tego, że miałam mało czasu ;F a trzeba było jeszcze dom ogarnąc. Posiedziałam przy kompie, uspokoilam się, nałożyłam na włosy szamponetkę i sprzątałam. Oczywiście zapomniałam na czas spłukac i trochę pojechałam sobie włosy, ale nie narzekam [najgorsze jest to, że poprawiłam je później prostownicą;/ biedne.] Skończyłam sprzątac, poszłam do sklepu, później poplotkowałam z ciotką i Agą no iii... poszłam pod prysznic. Wyszłam i było już grubo po 15, a na 16 miałam byc już u Łukasza. Mama mnie zawiozła, w samochodzie siedziałam jak na szpilkach, trochę mnie nerwy jadły. Elegancko pojechaliśmy do Werbkowic, pomodliliśmy się za Młodych i później wsioo do Tyszowiec. Wesele- cholera, piliśmy dużo, tzn tak mi się wydaje. Siedzenie z Pankiem wcale nie jest takie fajne, nadgania strasznie:P i tylko 'no Łukasz czyń swą powinnosc' i kolejny kieliszek. haha:) Muszę wspomniec o najważniejszym dla mnie- UŚMIECHNĘŁA SIĘ! normalnie przeżywałam to strasznie. Będziedobrze, rozumiecie? ale idziemy dalej....
Oczywiście kicaliśmy po parkiecie, ja się darłam do każdej znanej piosenki, później do stołu i tak w kółko. Woohoo... oczepiny nie były takie fajne jak w tamtym roku, ale też mi się podobały, szczególnie 'Kto będzie dominował w łóżku?' :P tej gorszej części wesela szczerze mówiąc nie pamiętam, wiem tylko, że mocno zmarzłam. Ale Mój Kaloryfer się odpłacił w drodze powrotnej :*
Wróciłam do domu po piątej, od razu padłam do łóżka i zasnęłam natychmiast.
Obudziła mnie mamusia! WRRRR. o 9. ale zasnęłam i spałam do 11. Później komp, prysznic, pomalowałam się, ogarnęłam i wioo na poprawiny. W busie pospaliśmy trochę, a później znowu impreza. dzisiaj to po prostu przechodzi ludzkie pojęcie. Pewnie znowu schudnę, a cholera xxs chyba nie ma :F Nogi mi odpadają, bolą mnie pięty, nie czuję palców. Łukasz tak mnie wymęczył, że to szok. Mój Tancerz ;> odwalaliśmy z Sylwią, Pipenem, Roksią i Zbysiem, dużo śmiechu i 'słit foteczek na nk' hahaha :) Wracaliśmy samochodem co wcale nie było dobrym pomysłem bo się tam miażdżyłam, a Łukasz się na mnie rozłożył i nie mogłam się ruszac. Przyjechaliśmy do Zamościa i grzecznie podsumowaliśmy te dwa dni razem. Spacerek :)

yuoouyuoyouoyooouoooo miałam napisac to wszystko inaczej, ale odpuszczę.

A! wiem! na końcu kapela grała Rubika i ludzie klaskali- mój komentarz- 'Patrz! klaszczą u rubika'. Komedia.

Byle do następnego wesela ;>
Kocham Cię Łukaszu ;> ;*

6/13/2010

58. Far away.

ten czas, to miejsce,

nadużycia, pomyłki.

Za długo, za późo.
Kim jestem, że kazałem Ci czekać?
Tylko jedna szansa,
tylko jeden oddech,
akurat w sytuacji, gdzie pozostało tylko jedno.
No Ty wiesz,
Ty wiesz, Ty wiesz

że Cię kocham, 
kochałem Cię przez cały ten czas.
I tęsknie za Tobą,
byłem daleko stąd o wiele za długo
Cały czas marzę,że będziesz ze mną
i nigdy nie odejdziesz.
Przestane oddychać,
jeśli już nigdy Cię nie zobaczę.




Pominę to co powinnam. I przepraszam, bo wiem, że popełniałam błędy, które później wpływały na cały Twój... mój humor. Ale... było świetnie, mimo wszystko. I dziękuję, że mogłam byc z Tobą.
Mogłabym pisac i pisac, ale może zrobię to w nocy, albo jak się napiję, bo w sumie to trochę mi się ulotniło, kompletnie nie wiem dlaczego. 
Najlepiej pamiętam drogę powrotną do domu, haha. Kurde. nie wiem co mam pisac. Za dużo wrażeń.


a teraz POPRAWINY! juuhuuu... 
to zrobię edita wieczorem.


Aniu, wiem, masz rację, ja też tak uważam ;* dzięki, że mi to napisałaś, poczułam, że jesteśMY kimś :)

6/12/2010

57. Forsaken.

You see I cannot be forsaken 
Because I'm not the only one.




Dzisiejsza noc- po prostu porażka. Jestem niewyspana, zdenerwowana, wkurwiona, wyglądam beznadziejnie i tak samo się czuję. Niby mam tyle do roboty, ale szczerze mówiąc to nie chce mi się ruszyc dupy. Nic mi się nie chce, poszłabym spac, ale nie wytrzymam kolejnej dawki pojebanych snów. Nienawidzę tego. Obudziłam się i stwierdziłam, że mało co mnie obchodzi los ludzki, śmieję się z problemów obcych, są dla mnie banalne i niepotrzebne, nie zawracam sobie nimi głowy. Naprawdę musi mi ostro zależec, żebym siedziała z nerwicą i ściśniętym żołądkiem, kiedy o kogoś się martwię, o to jak się wszystko potoczy, co się stanie. Przeżywam razem z tą właśnie osobą. Wczoraj czytając jakze przejmujący problem nastolatki zalewałam się łzami ze śmiechu, mój brat zaczął coś krzyczec, bo też miał jakich głupi problem, to mu powiedziałam 'Ludzie! jakie wy kurwa macie durne problemy!?" i jakby to Paulinka powiedziała 'weście się!'. Naprawdę wszyscy są pokrzywdzeni przez los, samotni, nikogo nie mają, użalają się, a kurwa nie wezmą pod uwagę tych, których dobrze znają i są z nimi zawsze. Bo są tacy ludzie, no ale jak są, to po co o nich wspominac- są i już. Żałosne i smutne, bo niektórych pomijamy.

Idźcie. W pizdu z Waszym nędznym życiem.



Edit:
No to do jutra. Idziemy się bawic ;*

6/11/2010

56. Back to the primitive







Wrócić do początków
Jebać całą twoją bzdurę
Wracamy aby to uwolnić
Stając twarzą w twarz z przeczeniem

Wrócić do początków
Jebać wszystkich kiepskich naśladowców
Nie masz myśli gówna do mnie
Niech to krwawi...

Początki
Początki
Początki
Początki



Soulfly.

Wzbogaciłam się o całe dwie koszulki za co jestem cholernie wdzięczna kasie z mojego konta. Oczywiście spodni nie upolowałam, ale myślę, że w poniedziałek odwiedzę Croppa i coś kupię. Dzień zajebiście ciężki, niedośc, że duszno, to jeszcze prawie same przedmioty na których mogliby mnie jeszcze dopytac. Ale mogę byc z siebie dumna, złapałam dzisiaj kolejne dobre oceny. I dziwię się czemu z WF'u chce mi wystawic 3, a nie dwa, przecież jestem takim leniem. Nigdy nie cwicze;) Jakby nie patrzec to nowy wuefista jest bardzo fajnym kolesiem, pierwsze wrażenie, kiedy dowiedziałam się, że kiedyś był metalem było nie do opisania, nikt by nie powiedział, gdyby go teraz zobaczył. Ale niestety wyżywa się na mnie za nazwisko- 'to za moją wychowawczynię!' i 30 brzuszków. Pozdrawiam uczniów 2LO, których uczy ciocia Asia :F

Nie wiedziec czemu dzisiaj znowu naruszyłam to, co sobie ułożyłam i schowałam w środku, żeby tak bardzo nie bolało. Kurde. Śmierc ojca, nieprzyjemna sprawa. Dzisiaj zauważyłam, że nic z tamtych dni po pogrzebie nie pamiętam. NIC. totalna pustka, to jakby wyrwane z mojego życia. Jedyny motyw, który głęboko zapadł mi się w pamięci to poniedziałkowy telefon od ciotki ze szpitala i mama na podłodze, klęcząca zapłakana, histeryzująca. I moja reakcja- totalne osłupienie, zero łez, zero jakiegokolwiek zainteresowania. Wiem tylko, że chodziłam z pokoju do pokoju bez celu, atmosfera w domu chyba nie była ciekawa- nie pamiętam. I jeszcze pamiętam ten nieszczęsny 5 lutego, moje 10 urodziny, Katedra, masa ludzi... pielgrzymka dosłownie, trumna na środku i uspokajajace pastylki od babci, których połknęłam ze 30 na mszy. Wtedy wszystko do mnie dotarło - nie ma go! nie ma już w nim życia, zostało tylko ciało dzięki któremu się poczęłam. Nie ma nic, nie ma taty, nie ma go, wieczorem, nie wraca z pracy, nie bawi się z psem, nie ogląda wieczornych wiadomości, nie ma spacerowania z nim w słoneczne niedziele, nie ma śmiechu, nie ma wspólnych rozmów, nie ma chodzenia na zakupy, nie ma się do kogo przytulic, nie ma kogo podziwiac, nie ma komu pomagac przy naprawie sprzętów, nie ma z kim pośpiewac, nie ma jego oczu, nie ma jego spokoju, nie ma jego radości na widok mamy, nie ma miłości, która pomiędzy nimi była. Zabrał to ze sobą. Pamiętam. Ta pieprzona nieszczęsna środa i wtorek i poniedziałek, kiedy umarł, kiedy jego ciało było w domu, kiedy był pogrzeb, te pieprzone dni zabrały mi całą radosc z życia. Moja nerwica nie dawała mi spokoju, nie mogłam oddychac, dusiłam się, telepały się moje ręce, moje płuca, serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi, chciałam umrzec, uciekałam z domu, ze szkoły po lekcjach nie chciałam tam wracac, wszystko kojarzyło mi się z ogromnym bólem i cierpieniem. Nienawidzę tamtego okresu, nienawidzę tego, że Cię nie MA, że odszedłeś ze wszystkim. Że nas zostawiłeś. Miałeś szansę... wolałeś cierpiec, wolałeś odejsc, wybrałeś niebo. Po śmierci ojca nie mogłam przełknąc piosenki O.N.A- kwaśna przygoda, którą często z Gośką męczyłyśmy. Nie mogłam jej słuchac, nie mogłam wydobyc z siebie słowa, żeby ją zaśpiewac. Zawsze przewijałam kasetę do 'Niekochanej'. Tyle pamiętam... Reszta się gdzieś zapisała, ale nie potrafię tego odtworzyc.

Notkę zaczęłam pisac o 19:30, ale cholera... Przyszła Oliwia i jakoś nie miałam weny przy niej pisac. Ale cieszę się, że przyszła, nigdy bym się po niej nie spodziewała, że słucha Huntera. No cholera. Normalnie aż zaklęłam. Dziewczyna ma gust, brawa dla niej. Najlepsze jest to, że ma dopiero 15 lat? Młodo zacznie to dobrze skończy. Umówiłam się z Nią na jabola, stwierdziła, że chce poczuc jak to jest, kiedy 'odpływasz'. Już ja jej to zapewnię.

Wieczór spędziłam na pogawędkach na muzyce i przygotowaniach do wesela. Będzie zajebiście.

A! Sowa dzisiaj podstawiła nogę Krecikowi, prawie się wyjebał. Ze śmiechu nie mogłam wrócic do sali jednocześnie go mijając. Kurwa... leżałam przy sklepiku i zalewałam się łzami ze śmiechu. Sowa ;* [na foto]

Ave
\m/

6/10/2010

55. Closer to death

Chciałabym wiedziec czy Twe oczy
beda wciaz szukac mnie
Razem czy osobno w naszym zyciu
Nasza przyszłość jest wspaniałą tajemnica
Jestem przerażona, boje się
bo nie chce byc samotna
Ufam potedze naszej miłości
Jak w nic innego...

Spodobało mi się. Właśnie zdałam sobie sprawę, że mamy już 10 czerwca, czas mi ucieka tak szybko, te dni są takie cudowne, że dopiero co się zacznie to już się kończy. Najlepsze są wieczory, o tak. A później zmęczona padam na łóżko i zasypiam w swoich myślach i marzeniach. Marzenia- w sumie niewiele ich teraz mam, większośc spełniła się w kwietniu i nadal się spełnia. To jest dla mnie teraz takie oczywiste- jesteśmy. A kiedy nas nie było to wszystko wyglądało jak poprzewracana bajka. Zupełnie jak 'Raki' raz czytasz tak, a od końca wychodzi Ci zupełnie inny sens. Przyszłośc bez sensu. przyszłośc bez drugiej osoby to żadna przyszłośc, tylko trzeba znaleźc tego odpowiedniego osobnika płci przeciwnej, którego pokochamy całym sercem. 
Poczułam to na własnej skórze, tą pustkę, ten smutek, żal, zapłakane dni, niekończące się piosenki, które doprowadzają Cię do łez, do masy wspomnień, w każdym mijanym miejscu widzisz sytuacje, które tam się wydarzały. Ja sama często wracałam do początku, na cmentarz, na sam koniec cmentarza. Nienawidziłam tego miejsca! Tak bardzo... Zawsze szłam tam i dołowałam się Disturbedem i Mansonem, którego przez cały okres dwóch miesięcy nie mogłam łyknąc... Remember... Zaczynała się piosenka to wpadałam w ostrą histerię. Straszne, ale prawdziwe. 
I wieczory... przy Running to the edge[...] ze zdjęciami w dłoni, na podłodze w byle jakich ciuchach, zapłakana. 
Po co ja to piszę? 
Kiedy o tym wszystkim myślę-zaraz ogarnia mnie ta fala co wtedy, kiedy to czułam. 
Najlepsze jest to, że z zamyślenia wyrywa mnie niespodziewany sms i od razu uciekam myślami do moich Zielonych Oczu. 

Co do dzisiaj- WOK 4, Technologia fryzjerka 4, materiały fryzjerskie 3, higiena 4. Radośc x3333333 oczywiście nie obyło się bez bólu głowy- cholerna pogoda przegrzewa mi mózg nie mogę się na niczym skupic. Ale przetrwałam, jutro tylko PO i biologia, a później zakupy! Lubię mojego towarzysza zakupów, a może odwrotnie...? Kto tu komu towarzyszy? :P

I jeszcze jedno- odblokowałam konto internetowe! Brawa dla mnie. Chodzenie na zakupy z kartą bez świadomości ile ma się na koncie nie jest wcale przyjemne. Ale teraz wiem, ile nie przekroczyc.

Ave dwukropek de

6/09/2010

54. The Mission.

Pośród dzikości
Jestem z misją
Na szczyt
Chodź tu ze mną

Pośród dzikości
Pośród dzikości





Dawno nie słuchałam tego pro emo zespołu, ale przecież ostatnio zauważyłam, że wielu metali się z emo utożsamia [ cry, cry, życie jest ZŁE! ] to czemu i ja nie mogę ;P Śmiac mi się z tego chce, ludzie, zacznijcie odróżniac subkultury 'mihihiihi'.
Środa, cholera, zawsze ukochany dzień, bo ZAWSZE kończyłam o 13, a tu cholera zmienił się plan i kończę o 14:45, może i na korzyśc innych dni, ale zawsze ta środa była takim lekkim dniem, odpoczynkiem w środku tygodnia. Zaczęło się obiecująco od przestawiania budzika, oczywiście wstałam 45 minut później niż powinnam, ale i tak miałam jeszcze czas na wszystko co sobie zaplanowałam. Wyszłam z domu ze świadomością, że mam dzisiaj dwie matmy, niezaliczony sprawdzian z fizyki i sprawdzian z angielskiego oraz geografię z której miałam tylko dwie oceny, wiedziałam oczywiście to wszystko, ale wczorajszy zajebisty leń ogarnął mnie w całości i przesiedziałam większośc dnia grając w Maple. Tak więc zamiast się na to wszystko nauczyc to wbiłam 17 lvli :P I nie było tak źle, głupi ma zawsze szczęście. Z fizyki ostro ściągałam, a kiedy Hardkor chciał zabrac mi kartkę to Krystian wstał i powiedział "Andrzej, nie wkurwiaj mnie", oczywiście Andrzej Hardkor się oburzył, ale kartki mi nie zabrał, na matmie przesiedziałam dwie godziny, bo inni się poprawiali, a ja już elegancko ocenę mam, z angielskiego dostałam TYLKO 3 ;< ale 4 na koniec będzie... Na polskim Martusia poszła na próbę, a na geo ma sprawdzic kartkówki z 'kiedyś' i też mam z głowy. Radośc x333333 kiedy dostałam tę wspaniałą wiadomosc od Łukasza, trzymanie kciuków nie boli ;) 


Po lekcjach posiedziałam z Sylwią i jej Marcinkiem, karmiłyśmy głupie gołębie, które dziobały się po grzbietach, tzn samiec dziobał samicę, śmieszne. Jak zawsze się zagadałyśmy i 7 mi uciekła, później na 17 musiałam dodatkowo czekac 15minut, bo jakiś nowy kierowca jeździł i kurde się wlókł. Dick.
Wróciłam do domu cała mokra, łeb mnie bolał długo długo, dźwięk mnie bolał, przewrażliwiłam wszystkie narządy zmysłów przez ten upał. 
I dzisiaj dostałam jedną z sukienek, taka śliczna niebieska, odrobinę za krótka mi się wydaje, nigdy nie odkrywam tak dużo nóg, nie żebym się wstydziła, po prostu będę zajebiście nago się czuc. Ale z butami prezentuje się obiecująco, mam nadzieję tylko, że nie będę wyższa od partnera ;x bo jeżeli mam byc wyższa o głowę to zmieniam buty:) 


nie wiem po co to wszystko pisałam, chyba z czystej nudy. nic mądrego mi do głowy aktualnie nie przychodzi. bla bla bla. 

6/08/2010

53. I hate You.

Jesteś tylko stratą spermy
Sposób w jaki patrzysz
Powoduje u mnie wywroty żołądka
Sposób w jaki myślisz
Nie jest żadnym sposobem

Boże, ty naprawdę myślisz, że masz jaja

Nienawidzę Cię
Czyż tak nie jest?
Nienawidzę cię
I wszystkiego co robisz.

Slayer.

później coś napiszę. Teraz idę pod zimny prysznic.

6/07/2010

52. Blotter.


Czuję, że tam jesteś
dotknij mojej twarzy
trzymaj mnie w całości
pomóż mi ujrzeć me życie
daj mi swe życie.

Stone Sour.

Takie dni jak poniedziałki powinny byc luźniejsze niż te inne, jestem kompletnie nie do życia, wstałam 6:50, nic nie zjadłam, nie zdążyłam umyc włosów, pomalowałam się byle jak, nic nie umiałam na sprawdzian z polskiego, który miałam na pierwszej lekcji, z historii nie miałam pracy domowej, na technologię nic a nic się nie uczyłam... Porażka. Jedyne co zrobiłam pożytecznego - wzięłam strój na WF, którego nie znoszę jak flaków. Ble ble ble. Ale nie było tak źle, dzielnie napisałam sprawdzian (żeby tylko było 3... błagam!), na technologii dawała propozycje ocen [4! UFF.], później zamiast pracowni fryzjerskiej miałam rosyjski i angielski, obydwie lekcje siedziałam zasłuchana w In Flames, prawie spałam, tak tak. 'Jóóóóraaa kakiijjee u nas zawtra urookiii?' fonetycznie oczywiście ;) Historię przegadałam z Monikami i Paulinką, muszę oddac pracę domową i mam historię z głowy. Na WOK załatwiłam sobie pracę od Paffła, muszę mu kupic za to Perełkę.

Dzisiejsze sny mnie dobiły. Niedośc, że obudziłam się wtedy, kiedy z 2:59 zrobiła się 3:00 to jeszcze za każdym razem, kiedy zamknęłam oczy, to widziałam przed oczyma ten kręcący się grobowiec. A było tak, że z Sylwią siedziałyśmy na cmentarzu w podziemiach i wywoływałyśmy dusze- ja swojego ojca, a ona dziadka. Stałyśmy na przeciwko grobowców z podpaloną stówką i pytałyśmy, na TAK grobowce obracały się na prawo, na NIE w lewo. Pytałam o wszystko co mnie dręczyło, kiedy histerycznie wykrzyczałam 'Czy kiedykolwiek nas kochałeś?!' grobowiec z ogromną siłą zaczął kręcic się w prawo, aż przeraziłam się, że z kości zrobi się proch. Zaczęłam płakac i wtedy się obudziłam, cała mokra, przestraszona, popatrzyłam na telefon i PYK 3:00. Oczywiście skończyło się na uspokajających i 30 minutach słuchania jakiś ptaków, w końcu zasnęłam. Dzięki za taką łaskę.

Niedawno był Łukasz, ale poszedł, szkoda. Mam jakiś dziwny nastrój, napiłabym się... Ruszyc ten czteropak?

Jutro mega wagary nad zalewem- welcome słońce. Wygrzejemy się, napijemy i będziemy najebane wracały do domu. Świetny plan.

Idę robic coś pożytecznego.

Pozdrawiam Sylwię, która towarzyszyła mi w snach i teraz ze mną poważnie rozmawia. Tęsknię za Tobą ;*






Jest ktoś, komu mogę się wyspowiadac ze wszystkiego i będę miała pewnośc, że to nie pójdzie dalej i że mnie nie wyśmieje? Mam ochotę opowiedziec komuś o całym moim życiu.

6/06/2010

51. Dirthouse.

Czuję się bardzo... dobrze. Dzisiejszy dzień(było, ale nie ma xD)  :* :* :* buziaczki dla Jaśminka i Kaczego i Bola ;* , najpierw trochę pograliśmy w siatkę, później miałam czas pogadac z ciotką, nawet długo nam zeszło, fajnie się rozmawiało. luz luz luz. 
I w końcu przyszedł wieczór i wybraliśmy się na spacer, pominę szczegóły dzięki którym to zauważyłam, ale było dokładnie jak kiedyś! Ciepło, leciutki wiatr, zachodzące słońce i my. MY MY MY MY MY MY MY ! Tak mi tego brakowało, miałam ochotę ciągle się tulic, jestem niewyżyta :P 
Porozmawialiśmy, nawet długo rozmawialiśmy, przyjemnie :) 
Kocham Cię!

Uwialbiam wracac do starych notek na blogu, uwielbiam i często to robię. Zaczytuję się w samej sobie i nie widzę żadnej rzeczywistości poza tym. Własna lektura jest najlepsza. Ale nie ta TU na bs. ;F tutaj to nic, wracałam dzisiaj do każdej notki na dwóch blogach.pl, raz się cieszyłam jak dziecko, a raz płakałam, bo taka żałosna byłam. Mam nadzieję, że więcej tak nie będzie. 

Jedno wam powiem - patrzcie na siebie.



50. JUMPDAFUCKUP!

Zdajesz się zagłuszać wszystkie moje częstotliwości
Pętam twoje energie
I cała opuszcza cię
Nie mogę być zabity bo jestem zbyt dumny

Może chciałbyś zerknąć za kurtynę?
W tym samym błędzie, wiesz, który zawsze popełniasz
Ale… naprawdę wszystko, co chciałbym wiedzieć to
Czy będziesz z powrotem kładł się
Czy kurwa zerwiesz się?

Chodząc po ulicach i oglądając całe to gówno
Jestem pełen nienawiści, nie pierdol ze mną
Chodząc po ulicach i oglądając całe to gówno
Otwórz oczy i, kurwa, zobacz
Rozumieliśmy plemię przeciwko społeczeństwu
Rozumieliśmy walkę z prawdziwym przeciwnikiem
Zrozum to, kurwa, wstań , kurwa
Powróć, kurwa!

$


Miałam iśc na koncert sama, ale Pan się zdecydował i poszliśmy razem, było świetnie, niby ukraina, a pogo pod sceną się rozwijało, chciało się tam iśc i skakac. Jakby nie było spotkaliśmy pana Kreta z sexy dupQą <3 później Bolek chciał mu najebac, ale tamten uciekł, a szkoda...
Poszliśmy jeszcze na Bastion patrzec na dalszą częśc widowiska, zajebiście! Trochę szkoda, że nie chodzę na treningi, pewnie bym brała w tym udział, ale nie żałuję tak mocno, żeby isc i płakac:P ZBR <3 :D
Wracaliśmy we czwórkę oczywiście chłopcy odpierdalali ostro, doszliśmy na Karo, było późno, i przyczepiło się do nas 4 idiotów, mój rocznik, takie lamy ze wsi
Mokre. Trochę żałuję, że mam taki niewyparzony język, pewnie szybciej by poszli gdyby nie ja. Ale śmiesznie się ich opierdalało- cwaniaczki. Staliśmy jeszcze trochę z Kaczym na ulicy i gadaliśmy, ten udawał Kojota i mnie straszył, a mgła się ruszała, kurde. Cała się telepałam z zimna. Poszłam spac, miałam przejebane sny, wzięłam ślub z 4letnim dzieckiem tylko po to, żeby tamten mógł przejąc jakiś majątek, a później stałam na cmentarzu, przyszła Paulina, przytuliła mnie, a ja jej wyłam, że chcę do Łukasza. Później dostałam od Łukasza sms'a, że czeka na mnie i chce, żebym już wróciła. Wzięłam z młodym rozwód i żyliśmy długo i szczęśliwie. HAHAHA. Głupie do potęgi n'tej.

Sorry, że piszę jak pojebana ['no przecież taka jesteś ;D'] ale wstałam i od razu przeczytałam słiitaśnego smska i humor mi się poprawił.
Dzisiaj gramy w siatkę AAAA.
 Bywajcie . ;)




dżampdafakap!

6/05/2010

49. Olejmy jutro.



i jeśli odejdziesz
ja pragnę odejść z Tobą 


i jeśli umrzesz
ja pragnę umrzeć z Tobą


chwycić Twą dłoń i odejść stąd.







tak skomentuję dzień 05-06-2010.

48. Bitch Slap.

Nie panuję nad sobą, każdy szczegół wywołuje u mnie jakieś masowe napady histerii, czuję się niedoceniona po raz wtóry. Jestem potrzebna tylko wtedy, kiedy komuś coś trzeba, a w zamian nie dostaję nic, co mogłoby mnie uszczęśliwic. Czuję się pusta i niewidzialna, krzyczę, jestem, a nikt nie widzi, wszyscy mają to gdzieś. Ja również posiadam swoje potrzeby, też mi się coś od życia należy, może i nie jestem materialistką, ale takich zachowań tolerowac nie będę. Do cholery! Chyba tutaj to ja jestem lepsza, uczę się, staram się jak najlepiej, robię wszystko do cholery, żeby było ok, bo w końcu nikt inny się do tego nie nadaje, a i tak w zamian zostaję obrzucona błotem i wymieszana z krwią. KURWA!
Dłużej tak nie będzie. Wczoraj całe popołudnie się do nikogo nie odzywałam, starałam się to wszystko jakoś przepuścic przez uszy, mimo tego, że strasznie mnie to wkurwiało i cała się telepałam, a serce piekło niemiłosiernie. Dałam radę... do 19. Później myślałam, że zabiję każdego kogo spotkam. Poszłam na cmentarz. Siadłam na NASZYM murku i ostro wpatrywałam się w niebo słuchając muzyki, jak na złośc przeciskały się same smuty, popłakałam, wydusiłam z siebie te wszystkie pieprzone wspomnienia, które chowałam głęboko, paranoje, histerie, urazy. Wszystko wyszło z płaczem. Ale co z tego, skoro to nigdy nie odejdzie, zawsze będzie siedziało. Do tej pory uśpione, teraz wróciły z dwa razy większą siłą. DLACZEGO! Kurwa! Dlaczego nie żyjesz! Gdybyś był... Wszystko byłoby inaczej, wszyscy byliby inni, wiedziałabym co robic, ON wiedziałby jak zachowuje się chłopak w jego wieku, znałby siłę ojca, dlaczego?
Na domiar złego jeszcze przypomniał mi się pogrzeb wujka w 2007, pamiętam jak histerycznie zaciągałam się od płaczu, dusiłam się, a klatka piersiowa dosłownie skakała, już wiem dlaczego... Wujek zawsze miał w sobie cząstkę ojca, zawsze go w nim zauważałam, uwielbiałam wakacje i ferie spędzac u Niego. A Później odszedł... nie było już nikogo, kto by mi go przypominał, aż do czasu, kiedy spotkałam Łukasza...
Wszyscy odchodzą, wszyscy umierają, Ci najważniejsi, Ci których kocham. Wszyscy po kolei. Nienawidzę życia.
Zamykam się.

6/03/2010

47. The Only.

Static- X.

Zacznę może od wczorajszego dnia. Rano stwierdziłam, że pójdę do szkoły, zrobiłam to tylko ze względu na geografię, miałam w końcu tylko jedną ocenę, reszta była mi kompletnie obojętna, nie chciałam znowu widziec ich wszystkich, takich kurwa szczęśliwych. Najważniejsze zawsze ich puste problemy, a wydają się tacy dorośli. Poniekąd są, jedna nawet jest dorosła, znam ją bardzo dobrze, ale co z tego, skoro boi się zapytac co jest... Trudno, ja zawsze z inicjatywą nie będę wybiegała.
Lekcje przesiedziałam jak na szpilkach, dłużyło mi się niemiłosiernie ciągle tylko czekałam na ostatni dzwonek o 14,45. W międzyczasie idąc wkurwiona po szkole do sklepiku musiałam minąc tego pustaka, znowu ta ochota go zabic. Obyło się bez tego, skończyło się na groźnym spojrzeniu. Jedynym plusem była chwila z Łukaszem, on zawsze poprawia mi humor
Po lekcjach przyszli po mnie Bolo z Kaczym, poszliśmy do Kauflanda, później do Eklerka, później znowu do Kauflanda, zaczęło padac, więc siedzieliśmy i czekaliśmy na autobus. Pojechaliśmy 7, po drodze Łukasz się dosiadł i na końcowy przystanek, schowac łupy.
Chwilę siedziałam w domu, nałożyłam szamponetkę, słuchałam Slipknota mocno pogrążałam się w myślach 'ten wieczór będzie świetny!'. Przyszedł po mnie Łukasz, później doszło dwóch amantów i poszliśmy. Co się działo pominę, było 'SPOKO' do momentu, kiedy poszliśmy na dołek. Później zostaliśmy wychujani, cóż! spodziewałam się w sumie tego. Resztę wieczoru spędziliśmy z człowiekiem, który mocno upadł- żul. Prosty, powtarzał siedem razy jak to mu samochód zaświecił w oczy i się przewrócił. Siedzieliśmy na chodniku przy ulicy, było późno, gadaliśmy z Nim o wszystkim, w końcu zaczął się robic irytujący... Ale... Znał mojego ojca. Opowiadał jak to mój Tatuś pracował u niego, jaki z niego był wspaniały człowiek. Od razu w głowie zaplęgło mi się milion myśli, jakim wspaniałym mężczyzną był, szkoda, że Go nie ma. I nie wiem czemu, ale bardzo dużo cech z Niego widzę w Łukaszu. I dziękuję tej sile wyższej, że Go mam, że pojawił się...
Wróciłam do domu po północy? Nie pamiętam. Gośka coś pieprzyła, chyba chciała ze mną rozmawiac, a ja stopniowo traciłam kontakt z rzeczywistością. Zasypiałam myśląc o Nim, jak dobrze, jak cudownie, że jest. SZCZĘŚCIE!

Dzisiaj wstałam koło 12. Ścięłam Łuka, podcięłam Gośce końcówki, siedziałam chwilkę przy kompie. COOL, dzień zapowiadał się świetnie, komp, muzyka, myśli, może spacer... No tak. Nagle dostałam sms'a nieznany numer, no cóż na moim-nie moim telefonie nie ma się wszystkich numerów. Okazało się, że Marta-dziewczyna, którą znam z forum, przyjeżdża do Zamościa. Radośc nie do opisania! Zbierałam się w tempie natychmiastowym, zaraz byłam na Starówce, siedziałam przy Śmiesznych i czekałam na Martę. Okazało się, że będzie jeszcze Justyna, Łukasz jest jej wujkiem, więc krzyczała za mną 'ciociuuuu' :P Poszłyśmy po gofry, siedziałyśmy na scenie, przyjechała jakaś wycieczka, baba mówi do faceta 'rób zdjęcia tak, żeby nie było tłuszczu widac', a ja jej, żeby przestała się użalac, bo świetna z niej kobieta, życie jest krótkie, bla bla. Później cała wycieczka robiła nam zdjęcia, a kobieta 'Ta ruda najmilsza, powiedziała, że nie mam się czego wstydzic'. Uszczęśliwiac ludzi... świetnie. Później jakiś garbus na Nas patrzył, kiedy nas minął pytałam dziewczyn 'i co się patrzy ten pedał?' odwrócił się, nie obyło się bez "masz jakiś problem?" i kilku prostych 'kurfa'.  Olac to ;)
Później park, słiiiiit foteczki, świetny filmik, kupa śmiechu i słońca. A potem z nieba zaczęło padac, najpierw nie tak mocno, ale wiedziałam, że będzie gorzej. Pożegnałam się z Martą, Justyna wcześniej pojechała. Poszłam do Wedla, kupiłam picie, a później do Katedry. Głucho wsłuchiwałam się w kazanie, nawet mądre było, i ciągle myślałam, co by powiedziec gdyby... Ah. Pomińmy to. Wyszłam w kościoła, wszędzie mokro, zaczęłam biec pod ekonomik, zawsze tam tyle taksówek, dziurawe trampki zrobiły się całkiem mokre, spodnie po kolana zalane... Stoję na przystanku i wymyślam numery na taksówki... Cholera by to. Jedna jedyna podjechała, myślałam, że zawraca, a ten sie zatrzymal i stoi. Pobiegłam i już siedziałam w samochodzie, prosto do domu. AVE! Dojechałam do domu, mokruuusieńka, przemoczona.

Kurde. Tyle się działo. ;F
Pisałam pod natchnieniem piosenki od Kaczego 'Olejmy jutro', uwielbiam ten tekst.
I nie liczy się tutaj nic (nikt) tylko momenty,
Budzimy się gdzieś, nie wiemy co to za miejsce,
Rzucasz mi się na szyję i zaczynasz płakać szczęściem,
Mówisz ze to nasz świat, zgadnij jakie mamy plany,
Wiesz czemu je znasz ? Bo jesteśmy na nich sami.


Zdjęcie: Marta, Justyna i Ja. ;)

6/01/2010

46. W deszczu maleńkich żółtych kwiatów.

Pójdziemy ze sobą powoli obok
Do końca wszystkiego żeby zacząć na nowo
Bez słowa i snu w zachwycie nocą
A bliskość rozproszy nasz strach przed ciemnością

Będziemy tam nago biegali po łąkach
Okryją nas drzewa gdy zajdą wszystkie słońca
I czując Cię obok opowiem o wszystkim
Jak często się boje i czuje się nikim

Twoje łzy miażdżą mi serce
I upadam i wzbijam się
Ciągle chce więcej...

Myslovitz.


Tak możemy wagarowac codziennie! 
Napawam się optymizmem, co mam nadzieję udziela się innym. 
Byle do jutra! 


Btw. ludzie ogarnijcie się. Nic na siłę, na litośc też nikogo nie złapiecie.
Świat się zepsuł, a szkoda. 




idziemy spac;) :*

45. Maj

Pozwól mi być morskim piachem u Twych stóp
A gdy umrze ptak odwiedź ze mną jego grób
Zanim powiesz nie, błagam, zastanów się,
By zapach włosów Twych ozdabiał każdy mój świt

Jak Ty...
Tak ja...
Zmieniony w pył ukrywam się
Uciekam gdzieś tak w noc jak i w dzień
Jak Ty...
Tak ja...
Nie pozwól mi oddalić się, zapomnieć

Na wiosnę spójrz, na wiosnę w sercu mym
Dosyć ciemnych chwil i dosyć długich zim
Zamień gruby płaszcz na ciepły słońca blask
Nie pozwól, by nasz ptak spał...

Myslovitz.


Wczorajszy wieczór nam się udał, jak najbardziej. Trochę mnie zmuliło na sam koniec, a wszystko przez ten strach, mam nadzieję, że dam radę, a jednak coś we mnie siedzi i mnie strasznie boli. 'Czasu nie cofniesz...', ano nie cofnę, nie zmienię tego co się stało, nie odzyskam zaufania w dzień, a mimo to bardzo bym chciała miec za sobą najgorsze. Boję się tylko tego wzroku... wszystkich. Histeryzuję.
Ale skoro On mówi, że będzie dobrze, to będzie. 
Upiję się i nie będę na nic zwracała uwagi, po prostu będziemy się bawic.


Miałam pojebane sny, miałam stracic drugiego rodzica, to najstraszniejsze co mogło mi się przyśnic... A ja krzyczałam ' Mamo 7 lat temu odszedł ojciec, dlaczego tak szybko chcesz nas zostawic?', i obudziłam się cała mokra, serce dygotało jak galaretka, strasznie piekło. 
Już się uspokoiłam.


Jutro grill i vodka, tylko żebym nie leżała w trawie. ;)