12/29/2011

121. All alone inside Your head.

Męczę Gośkę i Młodego moim śpiewaniem, muszę się czymś zająć. Poranki są okropne i nudne, nie lubię. Zafundowałabym sobie długą kąpiel, ale to za chwilę, bo relaks jest dzisiaj pożądany przeze mnie, szczególnie po wczorajszym wieczorze. Brakowało mi tych ludzi- tak z ręką na sercu mogę powiedzieć. Wystarczyło, że byli, nawet nie musieli się do mnie zbytnio odzywać, cieszyłam się jak dziecko z Bażantowej powagi i rękawiczek, śpiewania z Gumiakiem kolęd, śmiania się z Jawakami i resztą z wsadzania głowy do pralki i takich różnych. OCZYWIŚCIE, bo jakby inaczej, nie zabrakło słit foci, ale na nie musimy poczekać, aż Olaf spokojnie zasiądzie w Warszawie i prześle, słit słit słit.
Browar w Zamościu to bardzo ciekawe miejsce, troszkę za stylowe, co lekko zajeżdża sztywnością, ale daje radę, było fajne. Ale piąta jest piątą i piątą pozostanie, przynajmniej do czasu, kiedy działa sala dla palących

Przeraża mnie lekko zachwyt ludzi nad nami, to z jednej strony miłe, a z drugiej takie... dziwne i niecodzienne. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do tego. Mimo wszystko cieszę się, że jest TAK DOBRZE i że wszystko idzie w tym dobrym kierunku, po co nam problemy, życie jest na nie za krótkie.
Apsik.

12/27/2011

120. Closer To The Edge.

(NO NO NO NO!) I will never forget.
(NO NO!) I will never regret.
(NO NO!) I will live my life.

To tak jakby każda chciała mieć duże cycki, ale nie może, bo to naturalne, że cycki ma się takie, jakie urosły. Oczywiście istnieje możliwość sztucznego powiększenia, ale czym to jest. To jak sztuczny kawałek ciasta, chcesz go ugryźć ale nie możesz, bo sztuczny, niesmaczny. Oczywiście możesz spróbować, ale się zrazisz, bo będzie niesmaczny, a wyglądał na tak słodki. To tak jakby pokazać się z jak najlepszej strony, pokazywać same superlatywy do poziomu 'wierzę w to, on wierzy, ona wierzy', a później ściągnąć maskę i pokazać skurwiela. To tak jakby oszukać własną matkę, czy ojca, czy coś i w tym momencie nie wiem do czego dążę. Potrzebowałam się pomieszać, bo nie wiem co ze sobą zrobić. Cholernie ciężka noc, chciałam tylko, żeby już się skończyła. Gośka, Gośka, a Gośka śpi. Czemu wszyscy śpią? To tak jakby matka zabrała mi przedłużacz do kabli od komputera, a ja znalazłabym inny. To tak samo.  

12/26/2011

119. Nienawiść

Uwielbiam ten utwór Myslovitza, jest niby taki pusty jak większość ich piosenek, ale niesie ze sobą ogromną moc i coś, co chciałoby się wykrzyczeć, coś co męczy, coś co Cię boli i po czasie staje się toksyczne. Automatycznie wspominam maj, czas na Wyspie z kolegami, picie i te chwile błogostanu, kiedy czekając na koncert Myslo gadaliśmy o pierdołach, a ja co chwilę błagałam ich, żeby zagrali Nienawiść i nie myślałam o niczym innym, chociaż to był tak bolesny okres... I ta niesamowita radość, kiedy pierwsze dźwięki gitar to właśnie dźwięki Nienawiści, ten ścisk ludzi z każdej strony i ścisk serca, łzy w oczach. Coś pięknego, coś poruszającego, coś czego nie chcę zapomnieć.Jak łatwo w takich sytuacjach uciekać we wspomnienia.
trzeba mieć troszkę nastukane jak ja, nie ma się czego wstydzić.

12/23/2011

117. Jestem, byłam i będę wiedźmą.


Skąd się właściwie wzięłam i po co? Takie pytania nurtują mnie dość często, przecież życie 'kiedyś' było dużo cięższe, a mimo to mama Ewa i Tatuś Józef płodzili kolejne dzieciaki i cieszyli się z nich jak właśnie... dzieci. Jednego jestem pewna - miałam być chłopcem. Zapewne nazywałabym się Jan, albo Mateusz, bo mój młodszy brat właśnie Mateuszem jest, starszy jest Łukasz, więc z biblijnego punktu widzenia powinnam być Janem, ale wieś. Ale jestem Agata, pytanie zasadnicze- DLACZEGO? A to dlatego, że mój leniwy ojciec spojrzał w kalendarz i zauważył, że 05.02 jest św. Agaty i 'DAWAJ EWKA BEDZIE AGATA!', więc to żaden zbieg okoliczności, że urodziny i imieniny mam jednego dnia, dzieki Tato. Ale zanim wypowiedział te słowa i zanim w ogóle mnie ochrzcili, to ojciec omijał mnie szerokim łukiem. Podobno mnie nie dotknął przez 3 tygodnie od mojego urodzenia, bo miał focha, że jestem dziewczynką, a nie chłopcem, przepraszam Tato. Ale kiedy nadszedł ciężki okres i zachorowałam i mama musiała z Kaśką pojechać na zastrzyki, a mnie zostawiła z ojcem i leżałam i płakałam i krzyczałam to wtedy po raz pierwszy mnie przytulił i uspokoił. Żałuję, że tego nie pamiętam, to był pewnie najbezpieczniejszy uścisk od ojca, jaki kiedykolwiek poczułam. Od tamtej pory byłam oczkiem w głowie tatusia, co dane mi było odczuwać tylko do 10 roku życia. Mam po części do ojca żal, za to jaka jestem teraz, bo to przeważnie jego wina, ale z drugiej strony mogę mu podziękować, bo teraz mężczyzna w moim życiu to ktoś, o kogo pragnę i chcę dbać i walczyć, i zauważam Jego wartość. Szkoda, że nauczyłam się tego sama, że nigdy przed oczami nie miałam ojca i matki, którzy się kochali i wzajemnie wspierali. Lekkie zarysy w głowie zostały, ale czym to jest, kiedy ma się tych 8, czy 9 lat, teraz tego nawet nie potrafię odtworzyć.
Co jest najgorsze? Ten lęk, przed stratą, przed samotnością. Szczególnie teraz, kiedy już wiem, że mam, że mogę mówić 'kocham', w tym momencie najsilniejszy jest ten strach. To jest trudne i nie potrafię tego zwalczać, nie potrafię nad tym zapanować, nie mogę tego oswoić. Przecież wszystko można oswoić, każdą myśl, każde uczucie, ale to jedno wciąż przemyka mi pomiędzy palcami, jest śliskie i nie potrafię tego złapać. A tak bardzo bym chciała... Bo za jednym uczuciem, ciągnie się lawina beznadziejnych sytuacji w których mi głupio i ciężko i bolą.
Kiszę więc wszystkie niedoskonałości w sobie i staram się ich nie wypuszczać. Trochę smrodzą, fakt, ale nikogo nie ranią.
Boli mnie głowa i nie mogę spać... chyba będę chora.

Pisałam to 22.12.2011 około godziny 10:00 z okazji braku Internetu. Co się dzieje? Ludzie kochają, amen.

12/20/2011

116. Pamiętać chcę

Ciężka sytuacja. Staram się nikomu nie przyznawać racji, nie wtrącać się, nie wypowiadać. Fakt, że słyszę dużo, bo dużo jest wyrzucane w moją stronę, ludzie tego potrzebują, ale nie stoję nigdzie. Męczy mnie to. Nie wiem o co chodzi, co się dzieje. Takie odgrywanie na pokaz troszkę, wypowiadanie głośniej słów, żeby wszyscy słyszeli... Niedojrzałe. Milczenie, nagadywanie, obgadywanie. Myślałam, że mamy po 18 lat.
Czuję się staro. Naprawdę. Może i jestem za sztywna do tego wszystkiego, nie rajcuje mnie lanie kogoś, obrażanie i gryzienie się o byle pierdołę. Czasem wystarczy sobie odpuścić.
'Obrażanie się jest bardzo dojrzałe' mhm. Dzień dobry.Musiałam to z siebie wyrzucić, od razu lepiej.
Ale z resztą jest dobrze, jest spokojnie, jest coraz lepiej. Potrzebowaliśmy czasu dla siebie, tak bardzo mi dobrze, kiedy się przytulę, kiedy czuję to ciepełko, kiedy słyszę serduszko, a ciepłe usta całują mnie w czoło. Czego chcieć więcej? Ogarnęło mnie coś specyficznego, coś niecodziennego, to takie wspaniałe. Byle do przodu, byle więcej, byle częściej.
Śnieg! Ktoś widzi co się za oknem dzieje? Coś niesamowitego. Będzie bałwan! Będzie słodko.

i tekst z Fisza mi się nasuwa 'kocham... jak nigdy dotąd' :)

12/19/2011

115. Blackbird

Mam zastój, znowu psychicznie nie potrafię się nastawić na zwierzanie się z tego, z czego chciałabym się zwierzyć, za bardzo przywiązałam się do zeszytu i chyba tam jest mi najwygodniej.
Spadło ze mnie tyle kilo ciężaru, że nawet  nie umiem pokazać tej radości, jaka mnie ogarnia. Spokój, zdecydowanie spokój. Czasem jednak żałuję, że tak bardzo pozwoliłam się wkręcić.
Muszę wskoczyć do wanny, bo umrę. Boli :(

 Ponad cierpienie, które znałeś
Mam nadzieję, że odnajdziesz swą drogę
Obyś już nigdy więcej nie był załamany

12/15/2011

114. Stupify

To był... ożywczy dzień. Zdecydowanie tak. Po wczorajszym zastoju, który się mnie zresztą trzyma  od poniedziałku, dopiero dzisiaj poczułam się zdecydowanie lepiej, tak więc przepisywanie zeszytu, który leży dwa tygodnie poszło mi w kilka chwil. Na szczęście.
Zacznę od tego, że odpuściłam sobie pracownię. Pisanie projektu spoko, ale nie samemu, wiem, że trzeba będzie i niedługo próbny zawodowy, ale nie w momencie, kiedy na głowę spadają wszystkie inne przedmioty. Przecież projekt to ze 3h siedzenia, i nikt tego na raz nie napisze. Porażka. Tak więc odpuściłam sobie, poszłam na polski, ominęło mnie pytanie, pół lekcji gadała jak najęta. Później rosyjski - moja chluba. Pierwsza uwaga. Brzmi ona ' nie uważa na lekcji, M. Mielniczuk i A.Korona', jesteśmy bogami. Mama była rzecz jasna zachwycona, nie będę ukrywać :D Z Elizą śmiałyśmy się od samego początku lekcji, to musiało się tak skończyć. A później już z górki... Pedagogika, pół godziny biologii, spoko było. Wracałam w wyśmienitym nastroju ze świadomością, że moje szczęście niedługo będzie tak blisko. AH.
Śląska i moja ulica nie świeciły, to nadało uroku mojemu powrotowi do domu, lubię lubię, szczególnie w rytm Paraa-paraaaaa-paradiseee!
idę spać, wyśpię się dzisiaj!

12/14/2011

113. 4 AM Forever.

RUDA! Oj było się rudym, było się czarnuchem, było się blond, granatem, zielenią, o litości. Ile moje biedne włosy przeszły, ale koniec. Dzisiejszy wspaniały jakże sen mnie dodatkowo przestrzegł przed nakładaniem tej szatańskiej mieszanki na włosy.
Włączyłam sobie Lostprophetsów i UL, tak sentymentalnie do roku 2007 i tamtych wakacji, czemu ten czas tak zapierdala? Zapewne nie pojawię się w tamtym miejscu już do końca życia, bo co katalogi z ciuchami mogą zrobić z człowieka to nie skomenutję, nie pojadę już do niej. Wariatkowo.
Nie mogę się wyspać, tak bardzo bym chciała, ale cała jestem przemrożona i tak delikatnie śpię, że lekki szelest mnie budzi. I ciągle mi się wydaje, że ktoś dzwoni, paranoja.
Pociesza mnie fakt, że nie ma dzisiaj geografii, tak więc jeden sprawdzian mniej i jedna godzina mniej stresu i godzina szybciej do domu. Nie lubię domu, tak bardzo mnie ostatnio męczy.
Nie wiem co chciałam napisać, roi mi się w głowie tyle myśli, ale żadna chętna wyjść spoza niej, wezmę dzisiaj zeszyt, przyrzekam.
Ściągnęłam sobie płytkę Pretty Reckless, chyba tylko ze względu na plotkarę, spodobała mi się, przenika uczucia jak nic ostatnio.
AAA! Wczorajszy odcinek Bleacha mnie obudził na chwilę.

12/12/2011

112. Reborn





The hell I've been through, I saw my face in the bottom of a bottle
The hell I've gone through, to be reborn, reborn, again.

12/11/2011

111. Houdini

05.02.2011r. Rockoteka, Młody, Sylwia, moja pełnoletność, ojeju.
To był piękny dzień, nie wspomnę o zdziwieniu jakie przyniosły mi wizyty ludzi, czułam się jak jakaś Marysia w stajence, pielgrzymki, amen. 18 lat... Czemu to tak uciekło? Czemu to przysporzyło tyle cierpienia? Czemu tyle straciłam? Czemu nie stałam się przez to silniejsza, odporniejsza? Nerwowo uciekam od złych wspomnień, ale jakby nie patrzeć, to zawsze wraca, w różnych formach.
Nie pamiętam kiedy po raz ostatni śnił mi się ojciec, nie pamiętam... Wiem, że dzisiejszy sen mnie po prostu dobił. Ile minęło od śmierci taty? 9 lat? W lutym bedzie dokładnie tyle, a mi się przyśniło, że przez ten cały czas on żył, tylko odszedł od nas i dopiero co umarł. We śnie pojawiła się też babcia, która nie żyje dobrych pare lat, wznosiła toast za Józia, który dobrze sobie pożył, za wspaniałego ojca... Nie wytrzymałam i wydarłam się na nią, że jak może wznosić toast za kogoś, kto nas zostawił, porzucił i sprawił tyle cierpienia, nie wiem czy ją uderzyłam, ale za chwilę znalazłam się w pokoju z trumną, był ciemny, przede mną stały jeszcze jedne drzwiczki, za nimi był ojciec, oczywiście martwy. Wiem, że trzymałam w ustach truskawkową fajkę, dobrze pamiętam jej zapach ze snu, szczęka telepała mi się jak głupia, poszłam zapalić, a kiedy wróciłam to byłam już w kompletnie innym śnie. Byłam w ruinach, wiem, że Mateusz miał do mnie przyjść, ale w ostatniej chwili napisał, że ma wysoką gorączkę i nie może. I siedziałam tam, a za chwilę na schodach pojawił się On i Paweł Sadowski. Obydwaj mieli po glanie w ręku, Paweł miał glana wypełnionego winem, Mateusz nie miał nic, ale wyglądał marnie, nagle znikł, a Paweł wypił to wino na raz. Krzyczałam do nich, ale nie słyszeli. Póżniej widziałam z góry jak Paweł napity uderza mocno głową w mur, jak leje się krew z jego głowy. Zaczęłam schodzić po spieprzonych schodach z góry tych ruin i próbowałam się dodzwonić na pogotowie. Nie wiem co działo się dalej. Obudziłam się taka nieprzytomna, bolały mnie wszystkie mięśnie.
Irytuje mnie ten brak, nie dość, że w szkole pod górkę, to teraz jak na złość bardziej odczuwam tą odległość, chcę już Ciebie.
Jestem muzyczną kaleką ostatnio. Słucham wszystkiego, ale nic nie sprawia mi ogromnej przyjemności i nic nie chce mnie zatrzymać na dłużej. Źle, źle, muszę poszukać czegoś.
Sentymentalnie słucham najdroższych Fosterów, tyle wspomnień...
Wczoraj z Kocią- miłości moja, dziękuję za wieczór <3

110. Heavi Metal





co kurwa? 

jakoś tak. Dzień cały na wielki obleśny plus, w życiu nie nasłuchałam się wiecej. Dwie babcie i Sylwia, jako ukoronowanie dnia.
Szykuje się kolejny przejebany tydzień, nauczyciele mają najebane, tak to siedzimy całe dnie i nic nie robimy, a nagle przed wystawieniem sprawdzian za sprawdzianem, już nawet nie mamy się co bronić statutem, bo to bez sensu, ocen z dupy nie wyciągniemy. Jak zwykle klasa HT jest kurwa do tyłu. Pojebało ich do reszty. Trudno. Byle matme zdać, z resztą daję sobie doskonale radę.
i Heavi metal gra i gra i gra...
płakać mi się chce.

12/10/2011

109. That's The Way

dobre śmianie ze starych śmieci. Wyspałam się! Słoneczko mnie obudziło, jest pięknie! A co to znaczy? Że minął mi nerw i mam ochotę już wyjść. Tak więc idę na ploty do Pysiowej babci, a później do Kociaka mojego. Będzie fajnie, dobra sobota się zapowiada.
Pocieszający fakt - jeszcze tylko 10! dni. 10, 10, 10, 01, 01,10!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jak liczby potrafią pocieszyć człowieka, ah!
godzina 11:11, jakoś nigdy mnie nie ruszało takie coś, ale teraz wydało mi się to fajne.
Z tym wsadzaniem głowy do pralki to mówiłam serio, Jama Zła jest zajebista! /ktoś mógłby tu stwierdzić, że mam ostro najebane, skoro mi się podobają takie teksty, nic dziwnego, nie wstydzę się, mam i to rzeczywiście ostro/
Smashing Pumpkins na ucha i wio w świat.
Brać aparat? Nie brać aparatu? Chyba brać. Albo nie.

12/09/2011

108. Wsadzę Ci głowę do pralki

Miałam ochotę wstawić jakieś przedziewicze zdjęcie, ale daruję sobie. Targa mną ironia, taka obrzydliwa ironia, która sprawia, że wszystko wygląda inaczej, mam ochotę każdemu powiedzieć co w tym momencie mnie boli, co mnie wkurwia, czego oczekuję, czego nie toleruję. Nawroty nawroty... Jeżeli kolejne dni będą tak kurewsko nerwowe, to chyba zabiję i siebie i ludzi najbliższych mi. Jedyne pocieszenie po tym całym okropieństwie, to spotkanie z Kocią jutro, jest chyba moim zbawieniem, światełkiem w tunelu, pomocną dłonią pośród tego całego syfu, dobrze, że jest tutaj na miejscu. Reszta ostro studiuje, jakie to przytłaczające. Nie ma, kiedy trzeba, a trzeba właśnie dzisiaj.
 Chciałam napisać coś mądrego, ale nic z tego.
Wsadźcie sobie głowę do pralki, bo tutaj Was ostatnio za dużo.
Biorę się za Gossip Girl.

12/07/2011

107. Krakowskie Clarity

Zirytowałam się. Nie uważam się za wierną chrześcijankę, nie wyznaję zasady 'sex po ślubie', nie chodzę do kościoła, nie idę na rekolekcje, nie modlę się, śpię na religii i nie dyskutuję o swoich poglądach. Jednak kiedy jednostka z zewnątrz stara się mi wpoić, że związek dwóch religijnych przeciwieństw nie powinien mieć prawa bytu, zapala się we mnie nieprzyjemnie palące światełko.
'Nawróć' - co oznacza dzisiaj to słowo? Jak dzisiaj postrzegane jest chrześcijaństwo, co to tak naprawdę jest chrześcijaństwo? Kiedyś niewątpliwie czułam, będąc na mszy w kościele czy na cmentarzu, to coś, coś co nadawało jakiegoś sensu wierze. Nie wiem, czy to kwestia wieku, czy tego co się teraz dzieje w kościołach, to ma być religia? Ciągłe protesty, kolejni księża żyjący w celibacie z gromadką dzieci, wołanie o pieniądze, kobiety narzucające wszystkim wiare w Boga, przesiadujące wiecznie przed ołtarzem, wiecznie z różańcem w dłoniach, robiące coś na pokaz, rozpowiadające brednie. Czym jest wiara? Czy to cotygodniowa wycieczka do kościoła i odsiedzenie godziny ze słuchawkami w uszach ? Masz iść, masz wierzyć, musisz, bo bez tego nie istniejesz.
Nie uważam, że różnica wieku, czy wzrostu, czy wyznawanej wiary ma jakiekolwiek znaczenie. Jeżeli mamy się nie dogadać, albo pokłócić, rozstać czy coś, to i tak by się stało. Nic nie ma na to wpływu, tylko my sami. Ja nie rozumiem. Ręce opadają, dosłownie.
Mamy już środę, słucham Krakowskiego Come Clarity, ciągle skupiam swoje mysli na nas i na tym co przed nami. Ulało mi się dzisiaj troszkę łez, pieką mnie oczy, wyglądam koszmarnie... Ale damy radę. Zawsze dajemy radę, bo do czegoś dążymy.
Odpływam, żegnam, całuję.

12/06/2011

106. Take This Life

Najgorsza jest ta chwila, kiedy odrywam usta od Twoich i wiem, że musimy się rozstać na kolejnych kilkanaście dni, najgorsze są te pierwsze wieczory, kiedy namiętnie rozpamiętuję każdy oddech, uśmiech, uścisk, dotyk, to wszystko się wydaje wtedy takie odległe, nie mogę tego dotknąć, doświadczyć, zostaje głucha cisza. Jakie to smutne. Rzekłby jakiś młody mędrzec, że wszystko MOJA WINA, sama chciałaś, teraz z łaski swojej nie użalaj się, nie rycz i trzymaj fason, albo zostaw to w pizdu i ciesz się życiem, przecież jest takie piękne, nawet, kiedy się idzie przez nie w samotności. Nie.
Tęsknota towarzyszy mi każdego dnia i chociaż te pierwsze są najgorsze, to te następne dają już szczęście, to oczekiwanie daje tyle frajdy, nosi człowieka jakby był naćpany, taka świadomość nadchodzącego ciepła, spokoju, relaksu, bezpieczeństwa...
Nie sądziłam, że trafi mnie to tak bardzo, nie sądziłam, że uda mi się, po tych wszystkich potyczkach.
Dziękuję, że tak jest.
Bo któż inny by mnie tak pokochał ?

12/01/2011

105. We Breaking Free.

Staroć, starszy od starocia. Uzyskałam dzisiaj pełny dostęp do laptopa i otworzyły się przede mną drzwi do przeszłości... Milion zdjęć, folderów sprzed kilku lat. Nie wiem czy od patrzenia w tak oczojebne zdjęcia czy od wspomnień popłynęło mi kilka łez, w każdym bądź razie to było miłe doświadczenie. Życie może być jednak miłe i przyjemne, gdybym nie dawała z siebie nic, a tylko BRAŁA I BRAŁA i zgarniała sobie na zapas to wyrosłabym na chuj wie kogo, nawet nie chcę tego nazywać. A tak... Jest jakoś tak... inaczej, lepiej, spokojniej. Nawet moja typowo nerwicowa choroba zanika, powoli, jest tego coraz mniej, nawet nie wiecie jaka to radość. Wiecznie zestresowana Agatka znalazła wreszcie źródło ukojenia. Czuję się zdrowsza przez to i lżejsza o te kilogramy, które mi przybyły. Mam dzisiaj taki dobry humor, że włączyłam sobie Rihanne [a co!], wspominam dobre czasy, miliony przypałów z Kacprem, nasze pisanie harlequinów i książek, śpiewanie Breaking Free i innych HSMowych piosenek na starówce, tańcowanie na balkonie, 'niebieska sukienka' i ten letni ciepły deszcz... Tyle tego było, byliśmy dziećmi, było tak fajnie. Zresztą... Nadal jest, wystarczy, że przyjedzie. Mamy zdrowo najebane, cieszy mnie ten fakt.
Odpuściłam sobie dzisiaj lekcje, na rzecz wydobrzenia mojego brzuszka, poszłam tylko na biologię, z której przydałaby się ocena, bo żadnej się nie posiada. Kartkówkę ładnie napisałam i jestem z siebie dumna.
Czyżby przypływ weny?
Kasia przyjechała, nawet się dogadujemy, jutro jedzie do Krasnobrodu, nie wiem po co, pewnie będzie się sektować :p a niech jedzie, tyle spokoju. Jeden z plusów - pomogła mi sprzątać hihihi. Trochę się nawet zmieniła, ale nie wydaje mi się, żebyśmy jakoś spodobniały. Lepszą więź jednak utrzymałam z Gohą Samohą.
Jak nigdy w życiu wczoraj zadbałam o to, by pokazać innym, że mi zależy. nie otrzymałam tego, co dostać chciałam, no ale wszystko już wyjaśnione.
Nie trujcie się kurwa, bo to nie wy będziecie cierpieć, jak Wam się coś stanie! Pojebane.
Dobra, kończę, włączam coś normalnego, albo... Włączam xoxo Gossip Girl!

11/25/2011

104. Para-para-paradise.

Nie umiem już pisać blogów, nie czuję się na tyle zabezpieczona na nowej domenie, że stwierdziłam, że nie będę tam pisała, bo to tak jakbym rozbierała się przy kimś, kto zagląda przez dziurkę od klucza. Nie, nie będę, wezmę się za zeszyt, kiedyś i tak by do tego doszło. Włączyłam Berlin, bo napełnia mnie pozytywną energią, a zaczyna się nieprzyjemny okres, czyli dzień czternasty... Byle do piątku, jedyne pocieszenie na dzień dzisiejszy i najbliższy tydzień- PIĄTEK! Oh, czym sobie zasłużyłam na to wszystko. Ale wspominałam, że warto, prawda? Właśnie, warto, cholernie warto, w życiu nie byłam szczęśliwsza! Dziękuję! <3
Jutro wybiorę się z Młodym na starówkę, zwiedzimy jeszcze twierdzę i milion sklepów po drodze i będę już miała jakis zarys tego i owego.
Życie jest piękne, czyż nie?
ooo, soundtrack z NFS'a!

11/23/2011

103. Traumst Du.

Oh, nic mi się nie chce ładnie załadować. Brzydki blogspot.
Zdenerwowałam się całkiem niedawno na witrynę blog.pl z której musiałam usunąć 220 postów z ostatnich 2-3 lat, wszystko siedzi w koszu, więc mam do tego dostęp, ale cholera nie mam teraz weny, żeby na nowo poprowadzić coś takiego, jak tam było. Jednak człowiek przyzwyczaja się do pewnych rzeczy.
Mam ochotę schować się pod kołdrą i namiętnie rozmyślać o tym, co się dzieje. Życie zlitowało się nade mną i dało mi ogrom szczęścia w postaci tego Jednego Osobnika płci męskiej. AH! Żyć nie umierać. Nawet to oczekiwanie jakoś specjalnie mi nie przeszkadza, fakt, że czasem natchnie mnie jakieś załamanie lekkie, ale wszystko da się przetrwać, szczególnie, kiedy ma się tak najebane i tworzy się takie eseje, po których nie idzie zasnąć. Wracaj już. jużjużjuż!
Ojezu, jak mnie serce zabolało ;x
Bolą mnie niesamowicie plecki, odpuściłam przez to wczorajszą inwentaryzację... Stówka praktycznie w tyłek, ale damy radę, jakoś trzeba.
Nie mam nawet na co ponarzekać, coś jest nie tak.
sayo.

11/16/2011

102. Ichirin No Hana

Cześć!
Zjadłabym dzisiaj coś słodkiego, coś wielkiego, namiętnie ociekajacego słodkością, aż do porzygu. Przyjazny dzień, po ostatnich wahaniach nastroju, stwierdzam, że się wszystko ładnie ustabilizowało. Weny za dużej nie mam, ale piszę zawzięcie, bo co mam do roboty. Wzięło mnie na soundtrack z Bleacha, oj jak dawno słuchałam, stęskniłam się za tym wspaniałym głosem japońskich wokalistów. AH! Czy wszyscy czują zapach waty cukrowej? Czy tylko mnie dzisiaj tak prześladuje ten zapach? Czy słońce też wszystkich budzi? Czy do domów też Wam wchodzą jakieś stare kurwa chłopy i wmawiają Wam, że Łukasz jest w domu, jak go nie ma?
Czy Wy też macie wokół siebie ludzi, za których oddalibyście życie? Potaficie kochać? Tęsknić? Czuć? Być szczerym? Nie być dumnym? No kurwa.
Brawo!
Wszystko jest takie oczywiste, że oh.
Kocham KOCHAM! <3

11/13/2011

101.

CZEŚĆ BARANIE!
Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie warto się angażować i nie daj Boże myśleć o przyszłości, bo to już śmierć dla tego, co się właśnie rodzi. Zawsze stawiałam przed sobą wartości bardziej odpowiadające za mnie, niż za innych, ale ostatnimi czasy wszystko się zmieniło. Nawet nie umiem tego ogarnąć, nie umiem napisać, jak dużo drugi człowiek może zrobić, żebyś sam poczuł się lepiej, żebyś zaczął wierzyć w swoją wartości i naprawił w sobie te cechy, które tak bardzo ciążyły Tobie i najbliższemu Twojemu otoczeniu. Zaczynam mącić, nieważne, muszę z siebie dużo wyrzucić. Do niedawna uważałam, że mój pierwszy związek był cholernie wartościowym elementem mojego życia, wręcz nieodłącznym, przecież przez te trzy lata dojrzewałam do podjęcia różnych decyzji, zmieniałam się, często pod wpływem, często na gorsze. Za każdym razem, kiedy zdarza mi się rozmawiać z mamą, to zauważa, że jest dużo lepiej, że cieszy się, że jest dumna. Nawet moje podejście do rodziny, którą tak namiętnie wyklinałam nieco się zmieniło, co chodzi o mame, to można by dużo pisać, jest zdecydowanie lepiej. W każdym bądź razie wracając do tego nieodłącznego elementu, którego tak broniłam, bo był ważny i uważam, że dużo mu zawdzięczam- od dzisiaj nie mam zamiaru wracać do tego. Jestem wdzięczna Łukaszowi, że wytrzymał z taką wariatką aż tyle, brawo, i dziękuję za wszystko, było jak było i często w swojej beznadziejności było to czymś wielkim dla mnie. Ale coś się kończy, coś zaczyna, i trzeba się trzymać tego co jest, a nie tego co było, bo tego już nie ma i nie będzie. Owijajmy owijajmy, lubimy.
Kilkanaście ostatnich dni. Gdybym mogła robiłabym repeat ciągle i ciągle, ale przecież nic się nie powtarza, ciągle brniemy do przodu. Całkiem niedawno to było niczym, niczym wielkim, niczym, o czym mogłabym mówić na głos w sposób, w jaki mogę o tym mówić teraz, nastał przełom w moim życiu. Tak nagle, tak niespodziewanie, wtedy, kiedy myślałam, że wmawianie sobie mojej kochanej samotności jest odpowiednie, wtedy, kiedy wiedziałam, że wszystko tracę stawiając uczucia na kogoś, kto okazał się być bezwartościowym tchórzem. Postanowiłam, porzuciłam dawne ideały, podjęłam się walki. Teraz nie będzie łatwo, zdecydowanie, ale warto. Nie na co dzień poznaje się człowieka, który ma takie podejście do wszystkiego, który jest zupełnie inny. I pisząc inny, nie piszę jak każda nastolatka, która pozna kogoś nowego i wypowiada te słowa. Jestem ich pewna, bo to co się dzieje jest po prostu czymś zupełnie innym, niespotykanym, niecodziennym, czymś, czego nigdy nie doświadczałam. Nigdy. I czuję się trochę jak dziecko, bo odkrywam coś, co myślałam, że tak dobrze znam. Pojęcie miłości dopiero teraz nabiera sensu.
Kocham i tęsknię, dziękuję.

11/07/2011

100. BURN BURN

Znowu mnie naszła ta chęć ucieczki, zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się, czy Tarnobrzeg byłby dobrym rozwiązaniem, przecież Ciotka zawsze mówiła, że jest w stanie mi pomóc. Tym razem moja kochana matka przesadziła. Nie widząc dlaczego podeszła do tej sprawy jak jedna z największych chrześcijanek na świecie, myślę, że nadawałaby się na papieża z takim podejściem, naprawdę. To chore i nienormalne. Zablokuję Ci dostęp do szczęścia, przecież dopiero co się widzieliście. No tak, dopiero. Ale we czwartek nie będzie "dopiero co" za tydzień też nie będzie "dopiero co". Stara się mnie wychować na podobną sobie, czy siostrom? Nie rozumiem, nawet nie chcę zrozumieć. Ale będę z tym walczyła, bo nie życzę sobie, żeby moja własna matka mówiła i robiła mi takie rzeczy. To wcale nie jest ani kochane, ani troskliwe, to po prostu śmieszne.
Ah, przyszedł poniedziałeczek, coraz bliżej do weekendziku, który i tak się ziści. Ta ostatnia niedziela była straszna, ale żarty 'na poziomie' były, są i będą spoko, jeju, jak my mamy najebane we łbach.
Zastanawiam się, kiedy ja się porządnie wyśpię. Ratunku, nie dość, że mam na 12:55, to do 11 muszę donieść jakiś szit do szkoły. Litości... I wrócę po 18, zacnie Agato.
Katarzyna niedługo zjeżdża do Zamościa, dawno Cię widziałam, siostro.

Wiem że powiedziano mi 
Że moja uczciwość została sprzedana
Wyceniona i postawiona na półce
Jest warta swej wagi w złocie
Ale na prawdę uważacie że postradaliśmy zmysły?
Jasne możemy to zobaczyć przez wszystkie wasze kłamstwa
„Bo tak nie jest dobrze

Spalmy , spalmy stację
Spalimy ją do cna
Spalmy , spalmy prawdę
Radujmy się płomieniami
By to uczcić
Rozkoszujmy się dźwiękiem
Dla nas , dla nich ,dla was
Burn, burn

11/05/2011

99. Zwierzę bez nogi.

Ola robi kwaaaaaaaaaaaa! Jak to dawno było. I moja kochana Kaczuszka od Gośki i Ola i Bażant był jeszcze i naleśniczki i karpatka i w ogóle to był taki miły dzień. Piątek mamy? Piąteczek. Tydzień temu chodziłam jak zakręcona i cieszyłam się jak dziecko na ten upragniony piąteczek, ah, taka szczęśliwa zmierzałam w stronę PKP na ten wlekący się pociąg. Wystarczyło jego buczenie z daleka, a skakałam jak pogrzana, pytajcie Justyny, bo też wyszła po swoje szczęście, ile emocji, ojej, ile emocji! A teraz jest tak fajnie, tak przyjemnie, tak błogo, spokojnie, aż się nie chce wybudzić z tego snu. Niedziela będzie smutna, ale przecież niedługo znowu będzie fajnie!
Wspominałam, że lubię koty? A Lynka znowu sobie mnie olewa, niech przyjdzie.
Stałam się taka obojętna na otoczenie, może lekko zgryźliwa jestem dla pewnych pań z klasy, ale szczerze mówiąc nie obchodzi mnie ta sytuacja, wyzywają się, płaczą, jęczą, oj. Było podobnie, ale przecież znalazłam siłę, żeby się temu sprzeciwić, a teraz nie jestem po żadnej stronie, trzymam się od tego z daleka, żeby przypadkiem nie zostać w coś wrobiona.Głupie, kąśliwe, zgryźliwe, wrogie tygrysice. ojej. W ogóle żyję w jakiejś swojej wyimaginowanej rzeczywistości, jest mi z tym tak dobrze. Problemy z daleka, za to rozkminy nad typami ludzi bardzo dobrze mi wychodzą. A później pyta mnie Koprowska 'kto Cię ocenił, że napisałaś taką notkę!?', o, a gdyby to jeszcze o mnie było, to byłoby fajnie, albo śmiesznie, nie wiem.
Jestem zmarnowana po dzisiejszym dniu, przeżyłam dwie matmy, dwa polskie, czyli wypracowanie, kartkówkę z WOSu i próbę chóru, będę miała dłuższy weekend. AAA! I później miły wieczór z Pysiem i w biedro i w kinie i oj i oj ojjjjjjjj. 
Z tego miejsca pozdrawiam babcię, o. Kochana babcia :)

Jesteście gotowi?
Mikrofon w dłoni!

10/29/2011

98. Granda

Brodka mnie dzisiaj prześladuje, podobnie jak 3OH!3. Miałam dzisiaj humor jak kobieta w ciąży, później wymyślałam, co by zjeść, skończyło się na jakimś szicie w twierdzy. KOTY wszędzie widzę koty, Lynka wróciła dzisiaj na trochę, myślałam, że już nigdy jej nie zobaczę, smutne to było.
Podobnie jak smutna była moja wizyta na cmentarzu. Odwiedziłam grób ojca, zaczęłam dumać, jakby było, gdyby... Zawsze to robię. Zazwyczaj cmentarz omijam szerokim łukiem, ale dzisiaj czułam potrzebę, musiałam się tam znaleźć, musiałam przypomnieć sobie, że istnieje we mnie to miejsce, w którym ukryte są wszystkie smutki po stracie, a raczej stratach, że potrafię się wzruszyć z tęsknoty, tej nieziemskiej. Później poszłam do wujka, łzy zaczęły mi cieć samoistnie, nie potrafię się z tym pogodzić, do tego nadchodzi 1 listopada, którego zawsze szliśmy razem na cmentarz, wieczorem, żeby wchłonąć trochę melancholii, popatrzeć na ogrom zniczy i kwiatów, porozmawiać... Wtorek wieczorem mam nadzieję, że spędzę na cmentarzu, przy grobie wujka. Tęsknię za nim. Okropnie...
Nie wiem co jeszcze mogę napisać. Jestem taka... Nakręcona. Uwielbiam takie wieczory, brakowało mi tego ciepła oj. Cholernie mi tego brakowało. Chcę już się obudzić i być tam, gdzie pragnę być. Mam wielkie szczęście, jak ja to widzę!
Kręci mi się w głowie na każde wspomnienie tego ciepłego dotyku.

10/25/2011

97. Needled 24/7


Jak mnie dzisiaj wszystko epicko wkurwia. Pięknie, po prostu pięknie. Na nic dzisiaj zdrowo nie patrzę, wszystko się zgromadziło i trzyma się mojej głowy, która ma ochotę eksplodować. Nie umiem słuchać, nie lubię, nie chcę, kiedy do głowy ktoś chce mi wstukać swoje szczęście. Fakt - to wspaniale, że układa się, jestem z tego faktu naprawdę zadowolona i chętnię to szczęście będę dzieliła swoim uśmiechem, ale do cholery, proszę bez szczegółów, bez wychwalania, zachwalania, przechwalania. Dlaczego tak bardzo lubicie się tym dzielić ze światem? Odrobinę intymności dla siebie i swojego partnera. Ludzie!
Wróciło mi namiętne słuchanie Needled 24/7 , jak mnie to uspokaja, wprowadza w ten jebany trans, którego doświadczałam swego czasu. Ucieczka od wszystkiego, czego w tym momencie chcę się pozbyć na rzecz ogromnego uśmiechu. Wtorek mamy? Pięknie. Słowa Koprowskiej do mnie przemówiły w mgnieniu oka - 'mam ochotę się najebać' . To co? Idziemy.

10/23/2011

96. Sleepyhead.

Jak ja lubię wracać na stare śmieci. Od ostatniego wpisu minęło tyle czasu i zmieniło się tyle w moim życiu, że nie jestem w stanie wszystkiego wymienić. Większość się zmieniła, chyba ta ważniejsza większość, ale to co kiedyś było ważne pozostaje dzisiaj miłym wspomnieniem. Każdy był kiedyś dzieckiem i obrażanie swojej osoby za błędy swojej dziecinady, są nie na miejscu, wręcz to idiotyczne moim zdaniem. Przez wszystko trzeba przejść, wszystkiego spróbować, przejechać się kilka razy, upaść i powstać tylko po to, żeby dzisiaj było nam łatwiej. A czym szybciej, tym lepiej, jesteśmy w stanie się uodpornić na podobnego rodzaju sytuacje, wiemy jak zareagować, kiedy odpuścić, jak patrzeć na życie.
Ciastko, ah, zjadłabym ciastko. Minęła przyjemnie sobota. Sobota... każda sobota jest teraz jakaś taka miła i przyjemna, każdy dzień jest teraz miły i przyjemny. Dawno tak było, żebym się cieszyła z byle czego. A myślałam, że moja samotność, którą oswoiłam i pokochałam wystarczy mi do podjęcia się walki o byt. I cóż bym teraz miała? Ogrom rozmów z Bażantem w których narzekamy na to co było i na to co będzie, co jest, jak jest teraz, czyli jak jest beznadziejnie. Ale... Ale... Zawsze jest jakieś ale, jakiś znak, który Cię przestawi i pokieruje na lepszą ścieżkę. I cóż mam? Słońce. Słoneczko, którego tak namiętnie szukałam w każdym popełnionym błędzie, w każdej ucieczce do fałszywego szczęścia, w naiwności, w sytuacjach, których teraz tak się wstydzę, o których myślałam, jako o przewodnich w swoim życiu. Żałuję pewnych decyzji. Chociaż... Przecież tak musiało być. Słoneczko :*
Wszyscy mi narzekają, chyba idziemy spać.