10/29/2011

98. Granda

Brodka mnie dzisiaj prześladuje, podobnie jak 3OH!3. Miałam dzisiaj humor jak kobieta w ciąży, później wymyślałam, co by zjeść, skończyło się na jakimś szicie w twierdzy. KOTY wszędzie widzę koty, Lynka wróciła dzisiaj na trochę, myślałam, że już nigdy jej nie zobaczę, smutne to było.
Podobnie jak smutna była moja wizyta na cmentarzu. Odwiedziłam grób ojca, zaczęłam dumać, jakby było, gdyby... Zawsze to robię. Zazwyczaj cmentarz omijam szerokim łukiem, ale dzisiaj czułam potrzebę, musiałam się tam znaleźć, musiałam przypomnieć sobie, że istnieje we mnie to miejsce, w którym ukryte są wszystkie smutki po stracie, a raczej stratach, że potrafię się wzruszyć z tęsknoty, tej nieziemskiej. Później poszłam do wujka, łzy zaczęły mi cieć samoistnie, nie potrafię się z tym pogodzić, do tego nadchodzi 1 listopada, którego zawsze szliśmy razem na cmentarz, wieczorem, żeby wchłonąć trochę melancholii, popatrzeć na ogrom zniczy i kwiatów, porozmawiać... Wtorek wieczorem mam nadzieję, że spędzę na cmentarzu, przy grobie wujka. Tęsknię za nim. Okropnie...
Nie wiem co jeszcze mogę napisać. Jestem taka... Nakręcona. Uwielbiam takie wieczory, brakowało mi tego ciepła oj. Cholernie mi tego brakowało. Chcę już się obudzić i być tam, gdzie pragnę być. Mam wielkie szczęście, jak ja to widzę!
Kręci mi się w głowie na każde wspomnienie tego ciepłego dotyku.

10/25/2011

97. Needled 24/7


Jak mnie dzisiaj wszystko epicko wkurwia. Pięknie, po prostu pięknie. Na nic dzisiaj zdrowo nie patrzę, wszystko się zgromadziło i trzyma się mojej głowy, która ma ochotę eksplodować. Nie umiem słuchać, nie lubię, nie chcę, kiedy do głowy ktoś chce mi wstukać swoje szczęście. Fakt - to wspaniale, że układa się, jestem z tego faktu naprawdę zadowolona i chętnię to szczęście będę dzieliła swoim uśmiechem, ale do cholery, proszę bez szczegółów, bez wychwalania, zachwalania, przechwalania. Dlaczego tak bardzo lubicie się tym dzielić ze światem? Odrobinę intymności dla siebie i swojego partnera. Ludzie!
Wróciło mi namiętne słuchanie Needled 24/7 , jak mnie to uspokaja, wprowadza w ten jebany trans, którego doświadczałam swego czasu. Ucieczka od wszystkiego, czego w tym momencie chcę się pozbyć na rzecz ogromnego uśmiechu. Wtorek mamy? Pięknie. Słowa Koprowskiej do mnie przemówiły w mgnieniu oka - 'mam ochotę się najebać' . To co? Idziemy.

10/23/2011

96. Sleepyhead.

Jak ja lubię wracać na stare śmieci. Od ostatniego wpisu minęło tyle czasu i zmieniło się tyle w moim życiu, że nie jestem w stanie wszystkiego wymienić. Większość się zmieniła, chyba ta ważniejsza większość, ale to co kiedyś było ważne pozostaje dzisiaj miłym wspomnieniem. Każdy był kiedyś dzieckiem i obrażanie swojej osoby za błędy swojej dziecinady, są nie na miejscu, wręcz to idiotyczne moim zdaniem. Przez wszystko trzeba przejść, wszystkiego spróbować, przejechać się kilka razy, upaść i powstać tylko po to, żeby dzisiaj było nam łatwiej. A czym szybciej, tym lepiej, jesteśmy w stanie się uodpornić na podobnego rodzaju sytuacje, wiemy jak zareagować, kiedy odpuścić, jak patrzeć na życie.
Ciastko, ah, zjadłabym ciastko. Minęła przyjemnie sobota. Sobota... każda sobota jest teraz jakaś taka miła i przyjemna, każdy dzień jest teraz miły i przyjemny. Dawno tak było, żebym się cieszyła z byle czego. A myślałam, że moja samotność, którą oswoiłam i pokochałam wystarczy mi do podjęcia się walki o byt. I cóż bym teraz miała? Ogrom rozmów z Bażantem w których narzekamy na to co było i na to co będzie, co jest, jak jest teraz, czyli jak jest beznadziejnie. Ale... Ale... Zawsze jest jakieś ale, jakiś znak, który Cię przestawi i pokieruje na lepszą ścieżkę. I cóż mam? Słońce. Słoneczko, którego tak namiętnie szukałam w każdym popełnionym błędzie, w każdej ucieczce do fałszywego szczęścia, w naiwności, w sytuacjach, których teraz tak się wstydzę, o których myślałam, jako o przewodnich w swoim życiu. Żałuję pewnych decyzji. Chociaż... Przecież tak musiało być. Słoneczko :*
Wszyscy mi narzekają, chyba idziemy spać.