11/25/2011

104. Para-para-paradise.

Nie umiem już pisać blogów, nie czuję się na tyle zabezpieczona na nowej domenie, że stwierdziłam, że nie będę tam pisała, bo to tak jakbym rozbierała się przy kimś, kto zagląda przez dziurkę od klucza. Nie, nie będę, wezmę się za zeszyt, kiedyś i tak by do tego doszło. Włączyłam Berlin, bo napełnia mnie pozytywną energią, a zaczyna się nieprzyjemny okres, czyli dzień czternasty... Byle do piątku, jedyne pocieszenie na dzień dzisiejszy i najbliższy tydzień- PIĄTEK! Oh, czym sobie zasłużyłam na to wszystko. Ale wspominałam, że warto, prawda? Właśnie, warto, cholernie warto, w życiu nie byłam szczęśliwsza! Dziękuję! <3
Jutro wybiorę się z Młodym na starówkę, zwiedzimy jeszcze twierdzę i milion sklepów po drodze i będę już miała jakis zarys tego i owego.
Życie jest piękne, czyż nie?
ooo, soundtrack z NFS'a!

11/23/2011

103. Traumst Du.

Oh, nic mi się nie chce ładnie załadować. Brzydki blogspot.
Zdenerwowałam się całkiem niedawno na witrynę blog.pl z której musiałam usunąć 220 postów z ostatnich 2-3 lat, wszystko siedzi w koszu, więc mam do tego dostęp, ale cholera nie mam teraz weny, żeby na nowo poprowadzić coś takiego, jak tam było. Jednak człowiek przyzwyczaja się do pewnych rzeczy.
Mam ochotę schować się pod kołdrą i namiętnie rozmyślać o tym, co się dzieje. Życie zlitowało się nade mną i dało mi ogrom szczęścia w postaci tego Jednego Osobnika płci męskiej. AH! Żyć nie umierać. Nawet to oczekiwanie jakoś specjalnie mi nie przeszkadza, fakt, że czasem natchnie mnie jakieś załamanie lekkie, ale wszystko da się przetrwać, szczególnie, kiedy ma się tak najebane i tworzy się takie eseje, po których nie idzie zasnąć. Wracaj już. jużjużjuż!
Ojezu, jak mnie serce zabolało ;x
Bolą mnie niesamowicie plecki, odpuściłam przez to wczorajszą inwentaryzację... Stówka praktycznie w tyłek, ale damy radę, jakoś trzeba.
Nie mam nawet na co ponarzekać, coś jest nie tak.
sayo.

11/16/2011

102. Ichirin No Hana

Cześć!
Zjadłabym dzisiaj coś słodkiego, coś wielkiego, namiętnie ociekajacego słodkością, aż do porzygu. Przyjazny dzień, po ostatnich wahaniach nastroju, stwierdzam, że się wszystko ładnie ustabilizowało. Weny za dużej nie mam, ale piszę zawzięcie, bo co mam do roboty. Wzięło mnie na soundtrack z Bleacha, oj jak dawno słuchałam, stęskniłam się za tym wspaniałym głosem japońskich wokalistów. AH! Czy wszyscy czują zapach waty cukrowej? Czy tylko mnie dzisiaj tak prześladuje ten zapach? Czy słońce też wszystkich budzi? Czy do domów też Wam wchodzą jakieś stare kurwa chłopy i wmawiają Wam, że Łukasz jest w domu, jak go nie ma?
Czy Wy też macie wokół siebie ludzi, za których oddalibyście życie? Potaficie kochać? Tęsknić? Czuć? Być szczerym? Nie być dumnym? No kurwa.
Brawo!
Wszystko jest takie oczywiste, że oh.
Kocham KOCHAM! <3

11/13/2011

101.

CZEŚĆ BARANIE!
Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie warto się angażować i nie daj Boże myśleć o przyszłości, bo to już śmierć dla tego, co się właśnie rodzi. Zawsze stawiałam przed sobą wartości bardziej odpowiadające za mnie, niż za innych, ale ostatnimi czasy wszystko się zmieniło. Nawet nie umiem tego ogarnąć, nie umiem napisać, jak dużo drugi człowiek może zrobić, żebyś sam poczuł się lepiej, żebyś zaczął wierzyć w swoją wartości i naprawił w sobie te cechy, które tak bardzo ciążyły Tobie i najbliższemu Twojemu otoczeniu. Zaczynam mącić, nieważne, muszę z siebie dużo wyrzucić. Do niedawna uważałam, że mój pierwszy związek był cholernie wartościowym elementem mojego życia, wręcz nieodłącznym, przecież przez te trzy lata dojrzewałam do podjęcia różnych decyzji, zmieniałam się, często pod wpływem, często na gorsze. Za każdym razem, kiedy zdarza mi się rozmawiać z mamą, to zauważa, że jest dużo lepiej, że cieszy się, że jest dumna. Nawet moje podejście do rodziny, którą tak namiętnie wyklinałam nieco się zmieniło, co chodzi o mame, to można by dużo pisać, jest zdecydowanie lepiej. W każdym bądź razie wracając do tego nieodłącznego elementu, którego tak broniłam, bo był ważny i uważam, że dużo mu zawdzięczam- od dzisiaj nie mam zamiaru wracać do tego. Jestem wdzięczna Łukaszowi, że wytrzymał z taką wariatką aż tyle, brawo, i dziękuję za wszystko, było jak było i często w swojej beznadziejności było to czymś wielkim dla mnie. Ale coś się kończy, coś zaczyna, i trzeba się trzymać tego co jest, a nie tego co było, bo tego już nie ma i nie będzie. Owijajmy owijajmy, lubimy.
Kilkanaście ostatnich dni. Gdybym mogła robiłabym repeat ciągle i ciągle, ale przecież nic się nie powtarza, ciągle brniemy do przodu. Całkiem niedawno to było niczym, niczym wielkim, niczym, o czym mogłabym mówić na głos w sposób, w jaki mogę o tym mówić teraz, nastał przełom w moim życiu. Tak nagle, tak niespodziewanie, wtedy, kiedy myślałam, że wmawianie sobie mojej kochanej samotności jest odpowiednie, wtedy, kiedy wiedziałam, że wszystko tracę stawiając uczucia na kogoś, kto okazał się być bezwartościowym tchórzem. Postanowiłam, porzuciłam dawne ideały, podjęłam się walki. Teraz nie będzie łatwo, zdecydowanie, ale warto. Nie na co dzień poznaje się człowieka, który ma takie podejście do wszystkiego, który jest zupełnie inny. I pisząc inny, nie piszę jak każda nastolatka, która pozna kogoś nowego i wypowiada te słowa. Jestem ich pewna, bo to co się dzieje jest po prostu czymś zupełnie innym, niespotykanym, niecodziennym, czymś, czego nigdy nie doświadczałam. Nigdy. I czuję się trochę jak dziecko, bo odkrywam coś, co myślałam, że tak dobrze znam. Pojęcie miłości dopiero teraz nabiera sensu.
Kocham i tęsknię, dziękuję.

11/07/2011

100. BURN BURN

Znowu mnie naszła ta chęć ucieczki, zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się, czy Tarnobrzeg byłby dobrym rozwiązaniem, przecież Ciotka zawsze mówiła, że jest w stanie mi pomóc. Tym razem moja kochana matka przesadziła. Nie widząc dlaczego podeszła do tej sprawy jak jedna z największych chrześcijanek na świecie, myślę, że nadawałaby się na papieża z takim podejściem, naprawdę. To chore i nienormalne. Zablokuję Ci dostęp do szczęścia, przecież dopiero co się widzieliście. No tak, dopiero. Ale we czwartek nie będzie "dopiero co" za tydzień też nie będzie "dopiero co". Stara się mnie wychować na podobną sobie, czy siostrom? Nie rozumiem, nawet nie chcę zrozumieć. Ale będę z tym walczyła, bo nie życzę sobie, żeby moja własna matka mówiła i robiła mi takie rzeczy. To wcale nie jest ani kochane, ani troskliwe, to po prostu śmieszne.
Ah, przyszedł poniedziałeczek, coraz bliżej do weekendziku, który i tak się ziści. Ta ostatnia niedziela była straszna, ale żarty 'na poziomie' były, są i będą spoko, jeju, jak my mamy najebane we łbach.
Zastanawiam się, kiedy ja się porządnie wyśpię. Ratunku, nie dość, że mam na 12:55, to do 11 muszę donieść jakiś szit do szkoły. Litości... I wrócę po 18, zacnie Agato.
Katarzyna niedługo zjeżdża do Zamościa, dawno Cię widziałam, siostro.

Wiem że powiedziano mi 
Że moja uczciwość została sprzedana
Wyceniona i postawiona na półce
Jest warta swej wagi w złocie
Ale na prawdę uważacie że postradaliśmy zmysły?
Jasne możemy to zobaczyć przez wszystkie wasze kłamstwa
„Bo tak nie jest dobrze

Spalmy , spalmy stację
Spalimy ją do cna
Spalmy , spalmy prawdę
Radujmy się płomieniami
By to uczcić
Rozkoszujmy się dźwiękiem
Dla nas , dla nich ,dla was
Burn, burn

11/05/2011

99. Zwierzę bez nogi.

Ola robi kwaaaaaaaaaaaa! Jak to dawno było. I moja kochana Kaczuszka od Gośki i Ola i Bażant był jeszcze i naleśniczki i karpatka i w ogóle to był taki miły dzień. Piątek mamy? Piąteczek. Tydzień temu chodziłam jak zakręcona i cieszyłam się jak dziecko na ten upragniony piąteczek, ah, taka szczęśliwa zmierzałam w stronę PKP na ten wlekący się pociąg. Wystarczyło jego buczenie z daleka, a skakałam jak pogrzana, pytajcie Justyny, bo też wyszła po swoje szczęście, ile emocji, ojej, ile emocji! A teraz jest tak fajnie, tak przyjemnie, tak błogo, spokojnie, aż się nie chce wybudzić z tego snu. Niedziela będzie smutna, ale przecież niedługo znowu będzie fajnie!
Wspominałam, że lubię koty? A Lynka znowu sobie mnie olewa, niech przyjdzie.
Stałam się taka obojętna na otoczenie, może lekko zgryźliwa jestem dla pewnych pań z klasy, ale szczerze mówiąc nie obchodzi mnie ta sytuacja, wyzywają się, płaczą, jęczą, oj. Było podobnie, ale przecież znalazłam siłę, żeby się temu sprzeciwić, a teraz nie jestem po żadnej stronie, trzymam się od tego z daleka, żeby przypadkiem nie zostać w coś wrobiona.Głupie, kąśliwe, zgryźliwe, wrogie tygrysice. ojej. W ogóle żyję w jakiejś swojej wyimaginowanej rzeczywistości, jest mi z tym tak dobrze. Problemy z daleka, za to rozkminy nad typami ludzi bardzo dobrze mi wychodzą. A później pyta mnie Koprowska 'kto Cię ocenił, że napisałaś taką notkę!?', o, a gdyby to jeszcze o mnie było, to byłoby fajnie, albo śmiesznie, nie wiem.
Jestem zmarnowana po dzisiejszym dniu, przeżyłam dwie matmy, dwa polskie, czyli wypracowanie, kartkówkę z WOSu i próbę chóru, będę miała dłuższy weekend. AAA! I później miły wieczór z Pysiem i w biedro i w kinie i oj i oj ojjjjjjjj. 
Z tego miejsca pozdrawiam babcię, o. Kochana babcia :)

Jesteście gotowi?
Mikrofon w dłoni!