12/29/2011

121. All alone inside Your head.

Męczę Gośkę i Młodego moim śpiewaniem, muszę się czymś zająć. Poranki są okropne i nudne, nie lubię. Zafundowałabym sobie długą kąpiel, ale to za chwilę, bo relaks jest dzisiaj pożądany przeze mnie, szczególnie po wczorajszym wieczorze. Brakowało mi tych ludzi- tak z ręką na sercu mogę powiedzieć. Wystarczyło, że byli, nawet nie musieli się do mnie zbytnio odzywać, cieszyłam się jak dziecko z Bażantowej powagi i rękawiczek, śpiewania z Gumiakiem kolęd, śmiania się z Jawakami i resztą z wsadzania głowy do pralki i takich różnych. OCZYWIŚCIE, bo jakby inaczej, nie zabrakło słit foci, ale na nie musimy poczekać, aż Olaf spokojnie zasiądzie w Warszawie i prześle, słit słit słit.
Browar w Zamościu to bardzo ciekawe miejsce, troszkę za stylowe, co lekko zajeżdża sztywnością, ale daje radę, było fajne. Ale piąta jest piątą i piątą pozostanie, przynajmniej do czasu, kiedy działa sala dla palących

Przeraża mnie lekko zachwyt ludzi nad nami, to z jednej strony miłe, a z drugiej takie... dziwne i niecodzienne. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do tego. Mimo wszystko cieszę się, że jest TAK DOBRZE i że wszystko idzie w tym dobrym kierunku, po co nam problemy, życie jest na nie za krótkie.
Apsik.

12/27/2011

120. Closer To The Edge.

(NO NO NO NO!) I will never forget.
(NO NO!) I will never regret.
(NO NO!) I will live my life.

To tak jakby każda chciała mieć duże cycki, ale nie może, bo to naturalne, że cycki ma się takie, jakie urosły. Oczywiście istnieje możliwość sztucznego powiększenia, ale czym to jest. To jak sztuczny kawałek ciasta, chcesz go ugryźć ale nie możesz, bo sztuczny, niesmaczny. Oczywiście możesz spróbować, ale się zrazisz, bo będzie niesmaczny, a wyglądał na tak słodki. To tak jakby pokazać się z jak najlepszej strony, pokazywać same superlatywy do poziomu 'wierzę w to, on wierzy, ona wierzy', a później ściągnąć maskę i pokazać skurwiela. To tak jakby oszukać własną matkę, czy ojca, czy coś i w tym momencie nie wiem do czego dążę. Potrzebowałam się pomieszać, bo nie wiem co ze sobą zrobić. Cholernie ciężka noc, chciałam tylko, żeby już się skończyła. Gośka, Gośka, a Gośka śpi. Czemu wszyscy śpią? To tak jakby matka zabrała mi przedłużacz do kabli od komputera, a ja znalazłabym inny. To tak samo.  

12/26/2011

119. Nienawiść

Uwielbiam ten utwór Myslovitza, jest niby taki pusty jak większość ich piosenek, ale niesie ze sobą ogromną moc i coś, co chciałoby się wykrzyczeć, coś co męczy, coś co Cię boli i po czasie staje się toksyczne. Automatycznie wspominam maj, czas na Wyspie z kolegami, picie i te chwile błogostanu, kiedy czekając na koncert Myslo gadaliśmy o pierdołach, a ja co chwilę błagałam ich, żeby zagrali Nienawiść i nie myślałam o niczym innym, chociaż to był tak bolesny okres... I ta niesamowita radość, kiedy pierwsze dźwięki gitar to właśnie dźwięki Nienawiści, ten ścisk ludzi z każdej strony i ścisk serca, łzy w oczach. Coś pięknego, coś poruszającego, coś czego nie chcę zapomnieć.Jak łatwo w takich sytuacjach uciekać we wspomnienia.
trzeba mieć troszkę nastukane jak ja, nie ma się czego wstydzić.

12/23/2011

117. Jestem, byłam i będę wiedźmą.


Skąd się właściwie wzięłam i po co? Takie pytania nurtują mnie dość często, przecież życie 'kiedyś' było dużo cięższe, a mimo to mama Ewa i Tatuś Józef płodzili kolejne dzieciaki i cieszyli się z nich jak właśnie... dzieci. Jednego jestem pewna - miałam być chłopcem. Zapewne nazywałabym się Jan, albo Mateusz, bo mój młodszy brat właśnie Mateuszem jest, starszy jest Łukasz, więc z biblijnego punktu widzenia powinnam być Janem, ale wieś. Ale jestem Agata, pytanie zasadnicze- DLACZEGO? A to dlatego, że mój leniwy ojciec spojrzał w kalendarz i zauważył, że 05.02 jest św. Agaty i 'DAWAJ EWKA BEDZIE AGATA!', więc to żaden zbieg okoliczności, że urodziny i imieniny mam jednego dnia, dzieki Tato. Ale zanim wypowiedział te słowa i zanim w ogóle mnie ochrzcili, to ojciec omijał mnie szerokim łukiem. Podobno mnie nie dotknął przez 3 tygodnie od mojego urodzenia, bo miał focha, że jestem dziewczynką, a nie chłopcem, przepraszam Tato. Ale kiedy nadszedł ciężki okres i zachorowałam i mama musiała z Kaśką pojechać na zastrzyki, a mnie zostawiła z ojcem i leżałam i płakałam i krzyczałam to wtedy po raz pierwszy mnie przytulił i uspokoił. Żałuję, że tego nie pamiętam, to był pewnie najbezpieczniejszy uścisk od ojca, jaki kiedykolwiek poczułam. Od tamtej pory byłam oczkiem w głowie tatusia, co dane mi było odczuwać tylko do 10 roku życia. Mam po części do ojca żal, za to jaka jestem teraz, bo to przeważnie jego wina, ale z drugiej strony mogę mu podziękować, bo teraz mężczyzna w moim życiu to ktoś, o kogo pragnę i chcę dbać i walczyć, i zauważam Jego wartość. Szkoda, że nauczyłam się tego sama, że nigdy przed oczami nie miałam ojca i matki, którzy się kochali i wzajemnie wspierali. Lekkie zarysy w głowie zostały, ale czym to jest, kiedy ma się tych 8, czy 9 lat, teraz tego nawet nie potrafię odtworzyć.
Co jest najgorsze? Ten lęk, przed stratą, przed samotnością. Szczególnie teraz, kiedy już wiem, że mam, że mogę mówić 'kocham', w tym momencie najsilniejszy jest ten strach. To jest trudne i nie potrafię tego zwalczać, nie potrafię nad tym zapanować, nie mogę tego oswoić. Przecież wszystko można oswoić, każdą myśl, każde uczucie, ale to jedno wciąż przemyka mi pomiędzy palcami, jest śliskie i nie potrafię tego złapać. A tak bardzo bym chciała... Bo za jednym uczuciem, ciągnie się lawina beznadziejnych sytuacji w których mi głupio i ciężko i bolą.
Kiszę więc wszystkie niedoskonałości w sobie i staram się ich nie wypuszczać. Trochę smrodzą, fakt, ale nikogo nie ranią.
Boli mnie głowa i nie mogę spać... chyba będę chora.

Pisałam to 22.12.2011 około godziny 10:00 z okazji braku Internetu. Co się dzieje? Ludzie kochają, amen.

12/20/2011

116. Pamiętać chcę

Ciężka sytuacja. Staram się nikomu nie przyznawać racji, nie wtrącać się, nie wypowiadać. Fakt, że słyszę dużo, bo dużo jest wyrzucane w moją stronę, ludzie tego potrzebują, ale nie stoję nigdzie. Męczy mnie to. Nie wiem o co chodzi, co się dzieje. Takie odgrywanie na pokaz troszkę, wypowiadanie głośniej słów, żeby wszyscy słyszeli... Niedojrzałe. Milczenie, nagadywanie, obgadywanie. Myślałam, że mamy po 18 lat.
Czuję się staro. Naprawdę. Może i jestem za sztywna do tego wszystkiego, nie rajcuje mnie lanie kogoś, obrażanie i gryzienie się o byle pierdołę. Czasem wystarczy sobie odpuścić.
'Obrażanie się jest bardzo dojrzałe' mhm. Dzień dobry.Musiałam to z siebie wyrzucić, od razu lepiej.
Ale z resztą jest dobrze, jest spokojnie, jest coraz lepiej. Potrzebowaliśmy czasu dla siebie, tak bardzo mi dobrze, kiedy się przytulę, kiedy czuję to ciepełko, kiedy słyszę serduszko, a ciepłe usta całują mnie w czoło. Czego chcieć więcej? Ogarnęło mnie coś specyficznego, coś niecodziennego, to takie wspaniałe. Byle do przodu, byle więcej, byle częściej.
Śnieg! Ktoś widzi co się za oknem dzieje? Coś niesamowitego. Będzie bałwan! Będzie słodko.

i tekst z Fisza mi się nasuwa 'kocham... jak nigdy dotąd' :)

12/19/2011

115. Blackbird

Mam zastój, znowu psychicznie nie potrafię się nastawić na zwierzanie się z tego, z czego chciałabym się zwierzyć, za bardzo przywiązałam się do zeszytu i chyba tam jest mi najwygodniej.
Spadło ze mnie tyle kilo ciężaru, że nawet  nie umiem pokazać tej radości, jaka mnie ogarnia. Spokój, zdecydowanie spokój. Czasem jednak żałuję, że tak bardzo pozwoliłam się wkręcić.
Muszę wskoczyć do wanny, bo umrę. Boli :(

 Ponad cierpienie, które znałeś
Mam nadzieję, że odnajdziesz swą drogę
Obyś już nigdy więcej nie był załamany

12/15/2011

114. Stupify

To był... ożywczy dzień. Zdecydowanie tak. Po wczorajszym zastoju, który się mnie zresztą trzyma  od poniedziałku, dopiero dzisiaj poczułam się zdecydowanie lepiej, tak więc przepisywanie zeszytu, który leży dwa tygodnie poszło mi w kilka chwil. Na szczęście.
Zacznę od tego, że odpuściłam sobie pracownię. Pisanie projektu spoko, ale nie samemu, wiem, że trzeba będzie i niedługo próbny zawodowy, ale nie w momencie, kiedy na głowę spadają wszystkie inne przedmioty. Przecież projekt to ze 3h siedzenia, i nikt tego na raz nie napisze. Porażka. Tak więc odpuściłam sobie, poszłam na polski, ominęło mnie pytanie, pół lekcji gadała jak najęta. Później rosyjski - moja chluba. Pierwsza uwaga. Brzmi ona ' nie uważa na lekcji, M. Mielniczuk i A.Korona', jesteśmy bogami. Mama była rzecz jasna zachwycona, nie będę ukrywać :D Z Elizą śmiałyśmy się od samego początku lekcji, to musiało się tak skończyć. A później już z górki... Pedagogika, pół godziny biologii, spoko było. Wracałam w wyśmienitym nastroju ze świadomością, że moje szczęście niedługo będzie tak blisko. AH.
Śląska i moja ulica nie świeciły, to nadało uroku mojemu powrotowi do domu, lubię lubię, szczególnie w rytm Paraa-paraaaaa-paradiseee!
idę spać, wyśpię się dzisiaj!

12/14/2011

113. 4 AM Forever.

RUDA! Oj było się rudym, było się czarnuchem, było się blond, granatem, zielenią, o litości. Ile moje biedne włosy przeszły, ale koniec. Dzisiejszy wspaniały jakże sen mnie dodatkowo przestrzegł przed nakładaniem tej szatańskiej mieszanki na włosy.
Włączyłam sobie Lostprophetsów i UL, tak sentymentalnie do roku 2007 i tamtych wakacji, czemu ten czas tak zapierdala? Zapewne nie pojawię się w tamtym miejscu już do końca życia, bo co katalogi z ciuchami mogą zrobić z człowieka to nie skomenutję, nie pojadę już do niej. Wariatkowo.
Nie mogę się wyspać, tak bardzo bym chciała, ale cała jestem przemrożona i tak delikatnie śpię, że lekki szelest mnie budzi. I ciągle mi się wydaje, że ktoś dzwoni, paranoja.
Pociesza mnie fakt, że nie ma dzisiaj geografii, tak więc jeden sprawdzian mniej i jedna godzina mniej stresu i godzina szybciej do domu. Nie lubię domu, tak bardzo mnie ostatnio męczy.
Nie wiem co chciałam napisać, roi mi się w głowie tyle myśli, ale żadna chętna wyjść spoza niej, wezmę dzisiaj zeszyt, przyrzekam.
Ściągnęłam sobie płytkę Pretty Reckless, chyba tylko ze względu na plotkarę, spodobała mi się, przenika uczucia jak nic ostatnio.
AAA! Wczorajszy odcinek Bleacha mnie obudził na chwilę.

12/12/2011

112. Reborn





The hell I've been through, I saw my face in the bottom of a bottle
The hell I've gone through, to be reborn, reborn, again.

12/11/2011

111. Houdini

05.02.2011r. Rockoteka, Młody, Sylwia, moja pełnoletność, ojeju.
To był piękny dzień, nie wspomnę o zdziwieniu jakie przyniosły mi wizyty ludzi, czułam się jak jakaś Marysia w stajence, pielgrzymki, amen. 18 lat... Czemu to tak uciekło? Czemu to przysporzyło tyle cierpienia? Czemu tyle straciłam? Czemu nie stałam się przez to silniejsza, odporniejsza? Nerwowo uciekam od złych wspomnień, ale jakby nie patrzeć, to zawsze wraca, w różnych formach.
Nie pamiętam kiedy po raz ostatni śnił mi się ojciec, nie pamiętam... Wiem, że dzisiejszy sen mnie po prostu dobił. Ile minęło od śmierci taty? 9 lat? W lutym bedzie dokładnie tyle, a mi się przyśniło, że przez ten cały czas on żył, tylko odszedł od nas i dopiero co umarł. We śnie pojawiła się też babcia, która nie żyje dobrych pare lat, wznosiła toast za Józia, który dobrze sobie pożył, za wspaniałego ojca... Nie wytrzymałam i wydarłam się na nią, że jak może wznosić toast za kogoś, kto nas zostawił, porzucił i sprawił tyle cierpienia, nie wiem czy ją uderzyłam, ale za chwilę znalazłam się w pokoju z trumną, był ciemny, przede mną stały jeszcze jedne drzwiczki, za nimi był ojciec, oczywiście martwy. Wiem, że trzymałam w ustach truskawkową fajkę, dobrze pamiętam jej zapach ze snu, szczęka telepała mi się jak głupia, poszłam zapalić, a kiedy wróciłam to byłam już w kompletnie innym śnie. Byłam w ruinach, wiem, że Mateusz miał do mnie przyjść, ale w ostatniej chwili napisał, że ma wysoką gorączkę i nie może. I siedziałam tam, a za chwilę na schodach pojawił się On i Paweł Sadowski. Obydwaj mieli po glanie w ręku, Paweł miał glana wypełnionego winem, Mateusz nie miał nic, ale wyglądał marnie, nagle znikł, a Paweł wypił to wino na raz. Krzyczałam do nich, ale nie słyszeli. Póżniej widziałam z góry jak Paweł napity uderza mocno głową w mur, jak leje się krew z jego głowy. Zaczęłam schodzić po spieprzonych schodach z góry tych ruin i próbowałam się dodzwonić na pogotowie. Nie wiem co działo się dalej. Obudziłam się taka nieprzytomna, bolały mnie wszystkie mięśnie.
Irytuje mnie ten brak, nie dość, że w szkole pod górkę, to teraz jak na złość bardziej odczuwam tą odległość, chcę już Ciebie.
Jestem muzyczną kaleką ostatnio. Słucham wszystkiego, ale nic nie sprawia mi ogromnej przyjemności i nic nie chce mnie zatrzymać na dłużej. Źle, źle, muszę poszukać czegoś.
Sentymentalnie słucham najdroższych Fosterów, tyle wspomnień...
Wczoraj z Kocią- miłości moja, dziękuję za wieczór <3

110. Heavi Metal





co kurwa? 

jakoś tak. Dzień cały na wielki obleśny plus, w życiu nie nasłuchałam się wiecej. Dwie babcie i Sylwia, jako ukoronowanie dnia.
Szykuje się kolejny przejebany tydzień, nauczyciele mają najebane, tak to siedzimy całe dnie i nic nie robimy, a nagle przed wystawieniem sprawdzian za sprawdzianem, już nawet nie mamy się co bronić statutem, bo to bez sensu, ocen z dupy nie wyciągniemy. Jak zwykle klasa HT jest kurwa do tyłu. Pojebało ich do reszty. Trudno. Byle matme zdać, z resztą daję sobie doskonale radę.
i Heavi metal gra i gra i gra...
płakać mi się chce.

12/10/2011

109. That's The Way

dobre śmianie ze starych śmieci. Wyspałam się! Słoneczko mnie obudziło, jest pięknie! A co to znaczy? Że minął mi nerw i mam ochotę już wyjść. Tak więc idę na ploty do Pysiowej babci, a później do Kociaka mojego. Będzie fajnie, dobra sobota się zapowiada.
Pocieszający fakt - jeszcze tylko 10! dni. 10, 10, 10, 01, 01,10!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jak liczby potrafią pocieszyć człowieka, ah!
godzina 11:11, jakoś nigdy mnie nie ruszało takie coś, ale teraz wydało mi się to fajne.
Z tym wsadzaniem głowy do pralki to mówiłam serio, Jama Zła jest zajebista! /ktoś mógłby tu stwierdzić, że mam ostro najebane, skoro mi się podobają takie teksty, nic dziwnego, nie wstydzę się, mam i to rzeczywiście ostro/
Smashing Pumpkins na ucha i wio w świat.
Brać aparat? Nie brać aparatu? Chyba brać. Albo nie.

12/09/2011

108. Wsadzę Ci głowę do pralki

Miałam ochotę wstawić jakieś przedziewicze zdjęcie, ale daruję sobie. Targa mną ironia, taka obrzydliwa ironia, która sprawia, że wszystko wygląda inaczej, mam ochotę każdemu powiedzieć co w tym momencie mnie boli, co mnie wkurwia, czego oczekuję, czego nie toleruję. Nawroty nawroty... Jeżeli kolejne dni będą tak kurewsko nerwowe, to chyba zabiję i siebie i ludzi najbliższych mi. Jedyne pocieszenie po tym całym okropieństwie, to spotkanie z Kocią jutro, jest chyba moim zbawieniem, światełkiem w tunelu, pomocną dłonią pośród tego całego syfu, dobrze, że jest tutaj na miejscu. Reszta ostro studiuje, jakie to przytłaczające. Nie ma, kiedy trzeba, a trzeba właśnie dzisiaj.
 Chciałam napisać coś mądrego, ale nic z tego.
Wsadźcie sobie głowę do pralki, bo tutaj Was ostatnio za dużo.
Biorę się za Gossip Girl.

12/07/2011

107. Krakowskie Clarity

Zirytowałam się. Nie uważam się za wierną chrześcijankę, nie wyznaję zasady 'sex po ślubie', nie chodzę do kościoła, nie idę na rekolekcje, nie modlę się, śpię na religii i nie dyskutuję o swoich poglądach. Jednak kiedy jednostka z zewnątrz stara się mi wpoić, że związek dwóch religijnych przeciwieństw nie powinien mieć prawa bytu, zapala się we mnie nieprzyjemnie palące światełko.
'Nawróć' - co oznacza dzisiaj to słowo? Jak dzisiaj postrzegane jest chrześcijaństwo, co to tak naprawdę jest chrześcijaństwo? Kiedyś niewątpliwie czułam, będąc na mszy w kościele czy na cmentarzu, to coś, coś co nadawało jakiegoś sensu wierze. Nie wiem, czy to kwestia wieku, czy tego co się teraz dzieje w kościołach, to ma być religia? Ciągłe protesty, kolejni księża żyjący w celibacie z gromadką dzieci, wołanie o pieniądze, kobiety narzucające wszystkim wiare w Boga, przesiadujące wiecznie przed ołtarzem, wiecznie z różańcem w dłoniach, robiące coś na pokaz, rozpowiadające brednie. Czym jest wiara? Czy to cotygodniowa wycieczka do kościoła i odsiedzenie godziny ze słuchawkami w uszach ? Masz iść, masz wierzyć, musisz, bo bez tego nie istniejesz.
Nie uważam, że różnica wieku, czy wzrostu, czy wyznawanej wiary ma jakiekolwiek znaczenie. Jeżeli mamy się nie dogadać, albo pokłócić, rozstać czy coś, to i tak by się stało. Nic nie ma na to wpływu, tylko my sami. Ja nie rozumiem. Ręce opadają, dosłownie.
Mamy już środę, słucham Krakowskiego Come Clarity, ciągle skupiam swoje mysli na nas i na tym co przed nami. Ulało mi się dzisiaj troszkę łez, pieką mnie oczy, wyglądam koszmarnie... Ale damy radę. Zawsze dajemy radę, bo do czegoś dążymy.
Odpływam, żegnam, całuję.

12/06/2011

106. Take This Life

Najgorsza jest ta chwila, kiedy odrywam usta od Twoich i wiem, że musimy się rozstać na kolejnych kilkanaście dni, najgorsze są te pierwsze wieczory, kiedy namiętnie rozpamiętuję każdy oddech, uśmiech, uścisk, dotyk, to wszystko się wydaje wtedy takie odległe, nie mogę tego dotknąć, doświadczyć, zostaje głucha cisza. Jakie to smutne. Rzekłby jakiś młody mędrzec, że wszystko MOJA WINA, sama chciałaś, teraz z łaski swojej nie użalaj się, nie rycz i trzymaj fason, albo zostaw to w pizdu i ciesz się życiem, przecież jest takie piękne, nawet, kiedy się idzie przez nie w samotności. Nie.
Tęsknota towarzyszy mi każdego dnia i chociaż te pierwsze są najgorsze, to te następne dają już szczęście, to oczekiwanie daje tyle frajdy, nosi człowieka jakby był naćpany, taka świadomość nadchodzącego ciepła, spokoju, relaksu, bezpieczeństwa...
Nie sądziłam, że trafi mnie to tak bardzo, nie sądziłam, że uda mi się, po tych wszystkich potyczkach.
Dziękuję, że tak jest.
Bo któż inny by mnie tak pokochał ?

12/01/2011

105. We Breaking Free.

Staroć, starszy od starocia. Uzyskałam dzisiaj pełny dostęp do laptopa i otworzyły się przede mną drzwi do przeszłości... Milion zdjęć, folderów sprzed kilku lat. Nie wiem czy od patrzenia w tak oczojebne zdjęcia czy od wspomnień popłynęło mi kilka łez, w każdym bądź razie to było miłe doświadczenie. Życie może być jednak miłe i przyjemne, gdybym nie dawała z siebie nic, a tylko BRAŁA I BRAŁA i zgarniała sobie na zapas to wyrosłabym na chuj wie kogo, nawet nie chcę tego nazywać. A tak... Jest jakoś tak... inaczej, lepiej, spokojniej. Nawet moja typowo nerwicowa choroba zanika, powoli, jest tego coraz mniej, nawet nie wiecie jaka to radość. Wiecznie zestresowana Agatka znalazła wreszcie źródło ukojenia. Czuję się zdrowsza przez to i lżejsza o te kilogramy, które mi przybyły. Mam dzisiaj taki dobry humor, że włączyłam sobie Rihanne [a co!], wspominam dobre czasy, miliony przypałów z Kacprem, nasze pisanie harlequinów i książek, śpiewanie Breaking Free i innych HSMowych piosenek na starówce, tańcowanie na balkonie, 'niebieska sukienka' i ten letni ciepły deszcz... Tyle tego było, byliśmy dziećmi, było tak fajnie. Zresztą... Nadal jest, wystarczy, że przyjedzie. Mamy zdrowo najebane, cieszy mnie ten fakt.
Odpuściłam sobie dzisiaj lekcje, na rzecz wydobrzenia mojego brzuszka, poszłam tylko na biologię, z której przydałaby się ocena, bo żadnej się nie posiada. Kartkówkę ładnie napisałam i jestem z siebie dumna.
Czyżby przypływ weny?
Kasia przyjechała, nawet się dogadujemy, jutro jedzie do Krasnobrodu, nie wiem po co, pewnie będzie się sektować :p a niech jedzie, tyle spokoju. Jeden z plusów - pomogła mi sprzątać hihihi. Trochę się nawet zmieniła, ale nie wydaje mi się, żebyśmy jakoś spodobniały. Lepszą więź jednak utrzymałam z Gohą Samohą.
Jak nigdy w życiu wczoraj zadbałam o to, by pokazać innym, że mi zależy. nie otrzymałam tego, co dostać chciałam, no ale wszystko już wyjaśnione.
Nie trujcie się kurwa, bo to nie wy będziecie cierpieć, jak Wam się coś stanie! Pojebane.
Dobra, kończę, włączam coś normalnego, albo... Włączam xoxo Gossip Girl!