12/30/2012

229. Personal Jesus

29.12.2012 - Rolnicza City


Nadszedł moment, żeby zebrać myśli i podsumować rok, który jutro hucznie pożegnamy. Jednak z moim aktualnym podejściem do życia nie potrafię spisać nic, bo nic nie pamiętam. Nie mam ochoty wspominać, nie mam ochoty sobie przypominać, nawet nie potrafię.

Wiem, że jestem głodna i matma rozpierdala mi mózg, a Radioheadzi próbują się z nim zbratać i załagodzić stresy. Coś niemiłego wkradło się do mojej głowy, chcę się tego pozbyć.
Dobrze, że jutro Bażancia impreza. Będę taka dojrzała i napiję się do nieprzytomności. I chuj :)

Słuchajcie Personalnego Jezusa, fajny jest!


12/23/2012

228. Nienawiść


Bogowie życia- tak podsumuję mądrości, które wrzucają ludzie w statusach na facebooku. Aż szlag jasny trafia, kiedy widzę kolejne przechwalanie się swoją antyreligijnością, albo lenistwem, albo problemem w związku. Oh God, jakie to głębokie! Aż przeraża.
Od czwartku próbowałam się dodzwonić do mojego specjalisty, okazuje się, że koleś się pojawi dopiero pod koniec grudnia (o ile w ogóle się pojawi...). Szkoda, bo lepiej by mi było ze świadomością, że mam już zaklepane i mogę wyczekiwać lepszego. No cóż. Jeszcze się uda.
Usiadłam nareszcie po całym dniu robienia 'czegoś'. Moje robienie opiera się przeważnie na jedzeniu i robieniu wielu rzeczy, które nie wymagają wysiłku. I takim sposobem dorobiłam się masy schylania w czego konsekwencji moje plecy chcą wypluć kręgosłup, znienawidzone uczucie powróciło-again. Ale to przecież nic wielkiego, no nic. Zaraz pójdę spać, a rano obudzi mnie Kaśka i jej narzeczony - już czuję się wypoczęta.

I nadeszły kolejne święta, już nasze drugie i zapowiadają się naprawdę przyjemnie... 100 zadań z matmy i dużo miłości :) (i jedzenia of kors)

I co najbardziej mnie cieszy to nadchodząca środa... Chcę tam iść!



12/19/2012

227. Blackbird fly away...



Ktoś nakazał Ci kiedyś podążać tą ścieżką? Iść drogą, którą teraz kroczysz? A może sam zaplanowałeś swoje życie, bo któż inny jest kowalem TWOJEGO losu. Nikt mi nie zabronił patrzeć na świat oczami wariata, w pozytywny sposób nastrajać się na nadchodzącą przyszłość, nikt nie zamknie mojej wyobraźni na  dobro. Ja sama nie chcę jej zamykać, chcę wierzyć, że wszystko będzie dobrze.
Rozczarowania rozczarowaniami... Wszystko jest warte działania.

Środę przeżyłam w szkole, było nas aż 6 osób, wynudziłam się jak nigdy. Jutro będzie gorzej - 2h polskiego na którym podobno ostatnio jest ostro. Sama nie wiem, bo nie byłam w szkole od czwartku, ale przekonam się jutro. Jak dojebie nam kolejne wypracowanie, to wstanę i coś powiem, bo to cholernie niepoważne podejście, żeby wymagać od nas tego, czego przez 3 lata się nie wymagało (nie mówię o samym wypracowaniu...nieważne, to dłuższa historia). Kobieta jest niezrównoważona chyba, bo potrafi nam zrobić taki rozpierdol na lekcji, że połowa płacze. JAJEBIE.
Chcę odpocząć psychicznie od tej rozpierduchy.

Niech brzmi Alter Bridge!

12/18/2012

226. Bliss

everything about you is how i'd wanna be
your freedom comes naturally
everything about you resonates happiness
now i won't settle for less

give me all the peace and joy in your mind



Ostatnimi czasy sny nie dają mi spokoju, są cięższe i męczące, przez co jestem odrobinę rozstrojona. 
A tu połowa grudnia już, zaraz nowy rok, zaraz nowy etap, być może wyjazd za granicę, być może wspólne mieszkanie, być może dużo nowego i uczucia nowe i wszystko dookoła. Mam nadzieję, bo mam już dość użerania się z domem, szkołą, zamościem, ludźmi... Chcę spokoju. Muszę się zabezpieczyć dodatkowo dropsami i innymi pierdołami poprawiającymi nastrój i patrzenie na rzeczywistość. I zmienić tabsy na plastry i zapuścić włosy i zadbać o siebie i zadbać o nas i zadbać o radość i zapanować nad nerwami. Tak dużo do zrobienia, tak dużo czasu na ułożenie życia, na rozpoczęcie życia. Na samo życie. 

Pierdole smuty.
I słucham smutów, ale wewnętrznie mi bardzo dobrze i spokojnie. 

Trzymajcie się cieplutko :)

12/13/2012

225. Move Along


Stara foteczka jeszcze z lutego. Dużo się od tamtego czasu zmieniło- moja kitka zrobiła się dużo dłuższa, a kitka Lubego znikła na dobre. I mam dłuższe włosy niż on, nareszcie :) (dlaczego piszę o tym dopiero teraz? Przecież już tyle minęło od cięcia...) No nieważne.
No i uczucia się zmieniły- na jeeeeeeeszcze silniejsze :)

Boli mnie brzuszek i kręgosłup. Nienawidzę miesiączek, są chyba najgorszym czasem w ciągu miesiąca. Ale  nie byłam AŻ tak drażliwa jak miesiąc temu :D 

Strasznie szybko upłynął mi semestr, nie wiedziałam, że do grudnia jest tak niewiele czasu. A tu bach i już... koniec semestru, szał poprawiania, biegania za nauczycielami. Całe szczęście, że mnie to bieganie minęło. Nawet za matematyką nie musiałam biegać, zaskakujące :) Jestem zadowolona no tako... Od czasu, kiedy uczy nas nowa polonistka, tzn. nie ta, która nas miała prowadzić do matury, mój zapał do nauki języka polskiego automatycznie zmalał. Nienawidzę tych zajęć, są bez sensu, a do tego kobieta nie jest w ogóle interesująca. Dam radę, jeszcze tylko 4 miesiące.

...




12/09/2012

224. Hard To See

Znowu zabieram się za napisanie czegoś sensownego, ale chyba nie potrafię. Nie wiem co się dzieje, ale wena to chyba zrobiła sobie wolne.
Do końca tego tygodnia jest wystawienie ocen, na całe szczęście mam czystą sytuację ze wszystkich przedmiotów, więc nie mam się czym martwić. Uf :) Okulary wylądowały już w Warszawie, a dzisiejsze włosy 'na kwiatowym propolisie' chcą być głaskane jak koty. Coś za dużo dobrego ostatnio dostają. Podobnie jak ja.
Nieubłaganie nadchodzi czas świąt, już pierwszy śnieg mocno wprowadził mnie w ten klimat i tylko czekam na swoje rodzeństwo. Znowu będzie wielki ruch, dużo jedzenia, śmiechu i zabawy. Jeszcze tylko wyciągnąć Gośkę na sanki... jak kiedyś :) 
Zaskakująco szybko minął czas, kiedy to G i K wyjechały z domu i dziwi mnie fakt, że za rok to ja sama będę przyjeżdżała naprawdę rzadko na 'stare śmieci'. Wszystko (jak dobrze pójdzie) zacznie się w czerwcu, a później już bon voyage! 
Przeczesując włosy zauważam, że głowa jest praktycznie cała zdrowa. Nie ma skorupek, NARESZCIE!




I like it!

12/06/2012

223. Madness



Kiedy pierwszy raz przysłuchiwałam się najnowszej płycie Muse, myślałam, że moje bębenki poumierają. W rzeczywistości każdy dźwięk tak mnie przenikał, że bez pamięci zakochałam się w części utworów i już znam ich teksty na pamięć (jak zwykle...).
Każda płyta ma jakieś buble, na tej jest ich 5 na 13 utworów, z czego dwa to instrumentale/dubstepy, które lubie, a przynajmniej jeden z nich. Nie zmienia to faktu, że to jedna z lepszych płyt tego roku. Muse po raz kolejny wykazało się pomysłowością, wnieśli coś nowego, zaskakującego, niespodziewanego. A głos Matta zrobił się dźwięczniejszy.
Moje perełki to: Supremacy, Madness, Survival <3 follow="follow" me="me" nbsp="nbsp" p="p" unsustainable.="unsustainable.">Żałuję z całego serca, że nie mogłam pojechać na koncert. Nadrobię, a raczej nadrobimy, bo było obiecane :)

6 Grudnia zawsze kojarzy mi się z babcią podrzucającą paczki pod drzwi i goniącą spowrotem na autobus. Taki z niej sportowiec. Od kilku lat już tego nie praktykuje, starość nie radość, nie mam jej tego za złe. W tym roku prezentem zadowoliła mnie mama, czego skutkiem jest niechęć do słodyczy (do kosmetyków chęć jest cały czas... ;d niestety. ).
Aktualnie zaspokajam swoją rządzę Musów, piszę na forum i przeglądam maile. Znowu!

12/03/2012

222. Fuck U Anyway

Cześć, jak żyjesz? Wszystko okej? Coś się ostatnio nie odzywasz.
Tak, wiem, zrobiłam straszne głupstwo. To zadecydowało o wszystkim. Nie byliśmy warci tej znajomości. Tak niewiele wystarczyło, żeby rzucić tym o ścianę i pozwolić, żeby się rozsypało na małe kawałki. A może wcale nie wystarczyło. Tego właśnie chciałeś. No trudno.
Przecież muszę żyć dalej ze świadomością, że jestem już tylko wspomnieniem. Ulotnym i pełnym goryczy. Gorzkim i niesmacznym, przyprawiającym o zgagę. Zgaga jest niedobra. Dawno miałam, już nie pamiętam.
Wyleczyłam się z goryczy i ciężkich słów.
Czas dorosnąć.
Więc, co tam u Ciebie? Jak żyjesz? Wszystko okej? Coś się ostatnio nie odzywasz.
Słyszałam, że dobrze Ci się wiedzie.Wszystko czego się dowiaduję jest od osób trzecich, być może kłamią, albo mają fałszywe informacje. Nie zmienia to faktu, że kilka razy Cię widziałam na mieście. Chciałam nawet podbiec, ale przecież byłeś z kobietą. To musiałoby głupio wyglądać. Mimo wszystko przeszłam za Wami kilka metrów. Nareszcie zdecydowałam pójść w drugą stronę. Przecież spieszyłam się tak bardzo na spotkanie z kimś o kim nawet nie miałam pojęcia. Nawet nie wiem, czy naprawdę tam szłam, czy tylko uciekłam z domu, żeby na nowo nie przeżywać tego piekła.
Czas dorosnąć, no tak.
To powiesz mi co u Ciebie?

Znowu milczenie.

Cześć, słyszałam, że nie żyjesz. Jest mi bardzo przykro, że tak zaniedbaliśmy nasze relacje. Jak zwykle po fakcie łapię się za głowę i myślę o swojej nieodpowiedzialności. Ileż okazji było, żeby wyjść razem chociażby na głupie piwo, porozmawiać, pośmiać się. Ty też z tego zrezygnowałeś. Z dumą odszedłeś nie oglądając się w tył.
To nic. Rozumiem.
Dojrzałam.


________________
Wersje robocze odkrywane na nowo.
I Archive na nowo.

12/01/2012

221. Changes.

Zaktualizowałam wczoraj iTunes. Przeszedł znaczną transformację z wersji poniżej, na wersję jeszcze niżej

http://regmedia.co.uk



Weszło naprawdę dużo zmian, można zmienić odtwarzacz na wersję mini co wg mnie jest zupełnie zbędne, jest w delikatniejszych kolorach, zupełnie jak najnowszy iOS no i nieprzyjemnie się go obsługuje. Jestem niezadowolona, bardzo. Wiem, że z czasem się przyzwyczaję, podobnie jak do ósemki, ale póki co to postanowiłam włączyć szuflę i niech sobie w pasku wisi.

AQQ wraz z rozpoczęciem grudnia włącza się nową grafiką i dźwiękiem saneczek, jakie to urocze. Wszystko starannie nam przypomina, że zbliżają się święta. Nawet dekoracje na Twierdzy, które są śliczne. Święta, święta... Ukochana osoba obok Ciebie, zapach pomarańczy i cynamonu, rodzina i rozmowy. Przyjedzie Kasia z narzeczonym, Gośka, usiądziemy i będziemy gadać, tak! 
Przyjedzie Kocia i Olaf i Klamka i Bażant i Gumiak i i i cała reszta, pójdziemy do piątej i będziemy pić, tak! 
Będzie wolne i przeznaczę dużo czasu na leniuchowanie (i matematyczkę :3), włosiska i jedzenie, tak! Może przytyję troszkę (i tak mi to nie grozi :< ), przynajmniej się nawpierdzielam słodyczy. 
Ulepimy z Lubym bałwana i będziemy znowu mieli kilkanaście lat. Zima... 
nienawidzę zimy :)

Tym wspaniałym akcentem kończę i idę popisać coś, albo poczytać. Nieważne :D

11/26/2012

220. Moon Baby

03.06.2010
Z Martu i Justyną, pozna na Gage.
Chciałabym napisać głęboką notkę o moim stanie wewnętrznym, jednak nie potrafię go nawet nazwać. Chcę stąd uciec, tak daleko.

11/24/2012

219. Coma Black

Gdybyśmy mogli zmienić tok wydarzeń z pewnością byłoby łatwiej i lepiej w życiu. Przeżywanie po raz kolejny samobójczego czynu jest dla mnie jak uderzenie w drugi policzek. Nie lekkie, ale mocne, sine uderzenie przepełnione łzami i wyrzutami sumienia. Polak mądry po szkodzie... Tylko że w tym przypadku nie ma opcji 'cofnij', nikomu nie wrócimy życia, nikomu nie pomożemy. Obawiam się jutrzejszego pogrzebu... to najgorsze co może być.
Będę tęskniła za tym uśmiechem, głosem, takim ciepłym,delikatnym i jego radosnym 'czeeeeeeść Kochanie!'. Będę tęskniła...

Melduję, że jestem po maturach. Podstawy zjebałam, nie wliczając angielskiego, który był dla gimnazjum, a może nawet podstawówki. Za to z rozszerzonego polskiego jestem zadowolona i liczę na dużo. Chociaż jak znam życie, to nie trafię w klucz jak trzeba. Z pewnością jednak poszedł mi lepiej niż podstawowy. Ba dum tss.
Ogarniam matmę, a raczej się staram. Muszę się zmobilizować, muszę sobie poradzić...


Tak na dobranoc.

11/19/2012

218. The Howling


Przypomniało mi się, jak swego czasu lubiłam posłuchać WT, dzisiaj na nowo przeżywam tą fazę.
Przeczytałam Pożegnanie z Marią, a raczej ważniejsze fragmenty i szczegółowe streszczenie oraz problematykę. Po takim 'przygotowaniu' zawsze wypracowania itp. wychodzi sensownie. I dużo mi w główce zostaje.
Aktualnie mam w głowie pustkę- wizja tych kilku dni, próbnych matur i stresu mnie przeraża. Już widzę ten wysyp złuszczonych kropek. Pięknie.

Wczoraj zamieniłam się na chwilę w informatyka. Na kosmetycznym blogu poprawiłam gadżet do przekierowywania do podobnych postów (kształt, zmieniłam pasek pomiędzy nimi, wyśrodkowałam, zmieniłam napis z 'you might also like' na 'zobacz także') i pobawiłam się przy komentarzach- moja odpowiedź na kolorowym tle, większy odstęp (przerywaną linią). Po tych wszystkich maturach chciałabym się zabrać za bannerki do Stron i ruchomego nagłówka wraz z ikonkami do fb, twittera, lasta itp no i nie wiem co jeszcze. Muszę go dopracować do perfekcji, nie wiem po co.
...masz maturę kurwa, ucz się...
I wyobraźcie sobie, że jestem jedną z 5 osób, która nie ma wystawionego zagrożenia na półrocze z matmy- niesamowite. A robienie matmy z Pysiem stało się dzisiaj nawet przyjemne, nie wiem czemu, ale mogłabym posiedzieć z tą matmą jeszcze trochę. To dobrze.

A teraz skrzypokrzywa, HIMYM, repetytorium z polskiego, olejek na łeb i spanko.
Bo dzisiejsza noc to koszmar był.
Buziaki.

11/14/2012

217. AAA!




Oglądam HIMYM i śmieję się z Barneya. I staram się coś napisać, ale widzę, że już późno, więc zaczynam myśleć o spaniu.
Ogarnął mnie stan 'podgorączkowy' i próbuję go rozładować.
Młody zrobił ciasto, więc... dupa mi urośnie.

3 dzień hhABS - czuję się świetnie :)

11/12/2012

216. Ichirin No Hana.




Najchętniej to kupiłabym wszystkie trzy- najbardziej się skłaniam ku ostatniej, mniam! 
Popijam skrzypokrzywę- dzisiaj leniwie tylko zalana wrzątkiem, ktoś się czepił mojego garnuszka i nie umył po sobie, no... ja po nich robić nie będę :)
Zaczęłam dzisiaj HHABS, praktycznie wcale nie męczy ( w porównaniu do Insanity, to chyba nic nie męczy), dodatkowo zrobiłam sobie 6 minutowy trening praktycznie na same nogi. 30 dni czadu! Będzie fajnie.
Ah, pisałam dzisiaj próbny zawodowy - na ten właściwy się uprzednio dobrze najem, bo w takiej ciszy słychać każde burknięcie, a mój brzuch lubi poburkać. No nie miałam czasu, no sorry. Wyszłam po 2h? Może nawet nie. Poszło dość szybko, myślę, że na właściwym się troszkę podstresuję i posiedzę dłużej. Chociaż wolałabym napisać tako i polecieć do domu, pocieszyć się wolnością. 
Jeju... Tak niewiele czasu dzieli mnie od bezgranicznej wolności i radości. Chcę już być 'na swoim' i 'na swoje' pracować. I chcę skończyć Clevera, żeby móc z niego korzystać jak najwięcej na studiach. Jeszcze 15 podręczników- Damy radę! 
Skrzypokrzywa chlup- Wasze zdrowie :)

11/08/2012

215. High and Dry.


Dawno temu na końcu świata.

Jestem poirytowana i wkurwiona dzisiejszą czołówką. To była tragedia. Mam nadzieję, że po zmontowaniu będzie to jakieś sensowne. Ale plan niewypał i część klasy oczywiście NIE BĘDZIE BRAŁA UDZIAŁU, bo po co... chodzimy 4 lata do technikum, żeby się na koniec odwrócić do siebie dupą z wielkim honorem. Też mi honor... dziecinada. No ale co kto woli. Ja chciałam mieć pamiątkę nagrywając całą klasą. No nieważne. Najważniejsze, że cokolwiek wyszło - nareszcie.

Mamy już 9 listopada, jeszcze 3 zabiegi i koniec rehabilitacji- początek ćwiczeń. Chyba muszę odpuścić Insanity, za mocno wyciska ze mnie wszystko, a teraz będę musiała delikatniej do kręgosłupa podchodzić. Ściągnęłam Hip Hop ABS, też z Shaunem T. Ćwiczenia z elementami hh strasznie mi się podobają. Wytrzymam 30 dni i wrócę do Insanity, woohoo! Albo do Rockin' Body, ale to cudne !

A teraz biorę aspirynkę i planuję się położyć.
Spałam prawie 12h dzisiaj, mrah! 

11/05/2012

214. We get to carry each other.


Listopad, listopad. Mogę śmiało stwierdzić, że dopadła mnie jesienna zmiana nastroju. Straciłam humor, straciłam zapał, chęci, pomysły, nastrój. Wszystko mnie irytuje, ludzie mnie irytują, nawet jedzenie, bo nie mogę się zdecydować na cokolwiek. Nie chce mi się chodzić na rehabilitację, nie chce mi się, nie chceeeeee... Matura, temat rzeka - co zdawać, gdzie startować, na co, po co, czego potrzebuję. 
Miałam zdawać geografię, to chyba pozostaje tylko wspomnieniem. Na kierunki, które mnie interesują najbardziej uwzględniane są polski i angielski, więc spróbuję startować z rozszerzeniem. Matma... byle odpukać te 30% i żegnaj luba. Muszę się wziąć w garść.
20-23 są próbne, w poniedziałek próbny zawodowy, brr... szit.

Mam nadzieję, że wszystko się ułoży, że uda mi się przesunąć matury ustne na najwcześniejszy termin, że zdam, że się dostanę i że wyjedziemy na wakacje za granicę. A później wszystko będzie dobrze.
I będzie kolorowo.
I będziemy.



11/01/2012

213. Greed.



haha, wczorajszy wieczór w piątej. Było fajnie, do momentu, kiedy nie zaczęłam robić za spowiednika. Nie lubię słuchać tak dużo, kiedy wiem, że mam lepsze zajęcia do roboty. Ale nieważne. Oderwałam się od wysłuchiwania smutów i przysiadłam z Klamcią i Olafem. 
Nagle w końcu sali pojawiła się grupa Koreańczyków, kilka razy machnęłyśmy im piwem 'na zdrowie', a oni się pośmiali, pośmiali aż w końcu się dosiedli. Moja bariera przed mówieniem po angielsku automatycznie się włączyła, zapomniałam wszystkich słów, ale z czasem było coraz lepiej. Obok mnie siedział Tomo,a pomiędzy nami nie mam pojęcia kto, ale wiem, że szukał polskiej żony. I uśmiechał się jak trollface. No i nie potrafił mówić po angielsku, więc mu tłumaczyli. Ale nasze imiona ładnie wymawiali. Śmieszne.
Za chwilę na stole pojawiła się kolejka, za chwilę druga, później kolejna, a później musiałam iść. Z opowieści Klamki wiem, że reszta imprezy była przednia. Szkoda, że musieli już wyjechać. Dzisiaj są w Kopenhadze w biznesach. 
Po moim podziękowaniu 'arigato' posypało się mocne uuuuuuuuu i pytania, czy znam japoński. 
A little, a little... i love anime!

A później moje słodkie ramionka mnie grzały do samego rana. Moje ramionka kochane :3 

Wybrałam się nawet na mszę na cmentarz, było zimno. Jutro nie będzie sposobności, bo mam Clevera na 12:45, a na 14:00 rehabilitację. A później relax.
Cały dzień się ostro irytuje:| przeglądałyśmy z Gośką znowu oferty uczelni, teraz się zastanawiam nad Uniwersytetem Rolniczym, bo to dobra fucha. Ale chyba bycie inżynierem nie jest mi dane. Matematyko :3 
Później pogadałam z Bażantem-moja ostoja, szczególnie, kiedy lekko się podpije- robi się taki pocieszny :) a teraz chwila przy Godsmacku, zebranie dupska i spanko.
Jestem taaaaaaaaakaaaaaaa zmęczona!

Wysyłam miłość <3 nbsp="nbsp" p="p">

10/30/2012

212. Bodom!


Pokraczna Agatka.
Rok temu w Krakowie, za rok znowu tam będę. Ale już na dłużej. Ah.

Jestem po pierwszej rehabilitacji, ćwiczenia nie są męczące, jest świetna atmosfera, ale leżenie plackiem podczas laserów i prądów (;d) przez bite 45 minut bije mój brzuszek na łopatki (;d2) i robię się strasznie głodna. Dobrze, że wcześniej się najadłam słodkości na rosyjskim, który był angielskim. Później pogoniłam do mojej miłości i cieszyłam się ciepełkiem z ramionek. Coraz większych ramionek ;> 
Teraz troszkę siedzę i próbuję wykminić jakiś makijaż na jutro, jakieś halloween w Piątej podobno ma być, a raczej góra tego nie ustalała, tylko odwiedzający piątą żule=my!
Nie chce mi się pić alkoholu, tak bardzo mi się nie chce! To takie fajne uczucie! Chwała niebiosom za taki dar. Ale jedno- dla dobra organizmu - wypiję z chęcią w doborowym towarzystwie. Amen.

Tak bardzo mi się nie chce chodzić do szkoły, tak bardzo jutro pójdę do szkoły :)

10/28/2012

211. Light My Fire

W Częstochowie wypizdowie. Śniegu nasypało strasznie dużo, wiał mroźny wiatr. Nasz autokar w tłumie innych autokarów wyglądał jakby wywoził na Sybir- biały, cały oblodzony. W środku wiało od okien, a z sufitu kapało, zanim się nagrzał to byliśmy już za Lublinem.
Nawiasem mówiąc - kto normalny jedzie do Częstochowy przez Lublin?
Wysiedziałam w kościele tych kilka godzin, droga krzyżowa odbywała się w bazylice, było za zimno, żeby wyjść na zewnątrz. Al urzekło mnie, poczułam ten klimat. Gdyby tak wyglądały wszystkie msze, to do kościoła chodziłabym z wielką radością, a nie... pójść, wysiedzieć na odpierdol i do domu, żeby mama była szczęśliwa. Już dawno sobie odpuściła, dziękuję mamo.
Wracaliśmy dobre 8h. Tył autobusu się ponapijał i darli się w najlepsze. O MOJE POIRYTOWANIE. Nauczycielki najpierw zareagowały, a później rżały razem z resztą, no tragedia.
Głupie pipy.
__________

I jestem mądra i się odezwałam, ratowanie kolejnej znajomości- może trochę, ale bez większych emocji.


Chcę się potuliiiiiiiiić !

10/25/2012

210. I'm the one


Złota polska jesień. Jeżeli świeci słoneczko i mogę usiąść na ławce i stwierdzić, że jest mi ciepło, to lubię tą porę roku. Ale jeżeli w grę wchodzi szalik, czapeczka i rękawiczki, to ja się wycofuję. Całe szczęście ta jesień jest pełna - wszystkiego! A w szczególności motywacji. Chcę do czegoś dotrzeć dając z siebie jak najwięcej. Jak mogłam do tej pory siedzieć. Jaka byłam leniwa. 
Co to za życie, kiedy człowiek siedzi i się opierdala.
Chcę zdać tą maturę i wyjechać stąd z satysfakcją, że robię coś po swojemu. 

Robiłam dzisiaj 4 trening, Cardio Recovery, szczerze mówiąc liczyłam na odrobinę odpoczynku. I faktycznie ćwiczenia były spokojne, wolne, ale nogi mnie tak piekły, że myślałam, że upadnę. W łydkach czuję okropne zakwasy, jestem dumna. Trzymam się też jako takiej diety :D o ile można tak to nazwać. Odzwyczajenie się od kanapeczek na noc jest chyba moim największym bólem. Serku wiejski - nadchodzę!




 A tu mamy przykład zamojskiego wypoczynku w parku, Amarenki na lajcie :D
Brrr... :)

10/23/2012

209. The First Time Always Hurts


Jak w tytule :)
Motywacja przyszła nagle. Nie sądziłam, że z łatwością, a nawet z radością przyjdzie mi kicać przed monitorem z Shaunem T. Mimo dzisiejszych boleści po samym fit teście (!!!!) to cieszyłam się na kolejny trening. 43 minuty wycisnęły ze mnie naprawdę wszystko. W życiu chyba nie ciekło ze mnie tak, jak przy tych ćwiczeniach. I co stwierdzam... Że to naprawdę fajne uczucie. I na dodatek mam automatyczny odruch hamujący co chodzi o papierosy. Mam identycznie jak z farbowaniem. Takie samozaparcie raz na kilka lat :)
Oby się utrzymało jak najdłużej. 
Zadania z matmy - codziennie! Cudownie, normalnie cudownie. 
Teraz poczytam troszkę historię i kopsam spać. Czas na jakiś plan dnia :)

10/19/2012

208. Fallin' Apart


Nie powiem Wam dlaczego tak lubię ten serial, po prostu nie wiem. Nie wiem za co się lubi seriale. Po prostu je lubię.
Za to czwarty sezon Vampire Diares zapowiada się jako najbardziej wzruszający. Nienawidzę Eleny, jest durną ciotą. Co nie zmienia faktu, że tworzyłaby z Damonem świetną parę. Ah, lubię tego skurwiela! :)
Cóż za piątek. Wstałam o 5, a raczej przebudziłam się, bo Kaśka za głośno gadała. Posiadanie kuchni za ścianą nie jest fajne, wrrr. Zasnęłam koło 6, a później wstałam o 9. Kolejny pusty piątek. Pojechałam z Łukiem po wyniki. Z analizy wychodzi pieprzona anemia. Wszystkiego we krwi jest za mało, a w szczególności czerwonych krwinek. Cały dzień napieprza mnie głowa. I kręgosłup na dodatek, pięknie! Zaraz zasnę, bo oczy mi się okropnie kleją.
Nie chcę być złym człowiekiem, naprawdę nikomu źle nie życzę. Wręcz przeciwnie, chciałabym żeby wszyscy mieli pięknie i kolorowo i dostawali to co chcą. Po co zgryźliwości? Po co nerwy? Po co kłótnie, pochopne wyciąganie wniosków? Rozmowa, rozmowa, rozmowa. Ot i wszystko!
posklejane, polepione, chaos ;p

Kolejny wieczór z analizą kierunków na UJ i UP, chyba do niczego się nie nadaję. Wyląduję na socjologii.

Bum!

10/18/2012

207. SAIL.

Jak nie słuchałam taki okres czasu, tak dzisiaj znowu wróciłam do Awolnation, a konkretniej do ich utworu SAIL Kompletnie o nim zapomniałam, a przypomniał mi Łukasz, który zazwyczaj włącza soundtrack z Szybkich i Wściekłych co mnie cholernie irytuje.
Zjebałam poprawę z matmy, miałam ochotę podrzeć tą kartkę i wykląć nauczycielkę za takie podejście. Sprawdzian właściwy był prosty (kiedy robiłam go po fakcie), a ten dzisiejszy to po prostu z kosmosu wzięty. A miał być łatwiejszy. Proszę sobie tymi zadaniami tyłek podetrzeć i powiedzieć, czy piecze.
Powinnam iść spać. Rano przyjeżdża Kasia, chciała żebym wstała wcześniej na kawkę, ah tak. Rozmowy z siostrą o 5 nad ranem przy kawie. Planowałam nie iść do szkoły, żeby wybrać się z nią i mamuśką na ciuchy, ale mam sprawdzian z Podstaw Kosmetyki, te deformacje czaszki są naprawdę ciekawe. 
Nie lubię zawodowych przedmiotów, tak mnie irytują, że szok. Fryzjerstwo powinno być ciekawe i zgadzać się w teorii i praktyce. A nie... uczymy się, że od karku do potylicy, a w praktyce robimy odwrotnie. A później kartkówka no i jak! 70 % klasy z obniżonymi ocenami, bo podczas miesiąca w zakładzie fryzjerskim  liznęliśmy praktyki i teoria okazała się fałszywa. Podręczniki powinny być pisane przez fryzjerów, a nie przez teoretyków, bo oni mają gówniane pojęcie. 
Co jeszcze mnie poirytowało- cena podręczników do fryzjerstwa. 4 lata temu kupowałam za 50, dzisiaj ceny sięgają do 150 za cienki podręcznik do materiałów fryzjerskich (odrobina teorii i dużo chemii). Podstawa fryzjerek się zmieniła- mają zawodowy język (a nawet dwa), rozszerzoną chemię i nacisk na praktykę. My tego nie miałyśmy w konsekwencji czego, potrafię podciąć włosy 'po swojemu' i podciąć końcówki. Nie ma się czego wstydzić. To szkoła powinna nam zapewnić warunki do rozwijania się, a nie, że nauczymy się ścinać, jak przyprowadzimy sobie swoją lalkę. Cóż za nieprofesjonalizm. Swoją lalkę przyprowadziłam dwa tygodnie temu, tak, dopiero.
Jednak zawodówka to zawodówka, tam się szkolą najlepsi. Co ja zrobię z papierkiem TECHNIK, skoro tego technika zyskałam OPISUJĄC jak wykonuję dekoloryzacje, mycie itp. Wariatkowo.
Czołówka na studniówkę - kolejna porażka. Nigdy nie dogadamy się w tej kwestii. 
Nienawidzę mieć klasy pełnej rozdartych bab. Moja głowa.

SAIL!

10/17/2012

206. King Kong

Ciesz się, jesteś młoda, zdrowa, ładna, nie masz jeszcze zmarszczek i całe życie przed Tobą... Serio? Który normalny nastolatek choruje nieuleczalnie, ciągle ma problemy hormonalne i nerwowe i ma zaplanowaną rehabilitację kręgosłupa? I wybiera się na szereg badań, bo waga leci mu niesamowicie.
7kg. w miesiąc..., gdybym była tłusta jak świnia to nie płakałabym, a tak to to naprawdę zaczynam się martwić, bo wraz z wagą leci moja koncentracja i temperatura ciała. Czuje się jak kaleka i co najlepsze, nie wiem jak sobie radzić.
Dobra, już mi lżej. Zrobiłam sobie dzisiaj włosowy relaks, przynajmniej tyle mogę od siebie dla siebie zrobić.
Jestem bardzo zmęczona, ciągłe bóle głowy i lęki nie pozwalają mi zasnąć, a rano nie mogę wstać. Dzisiaj znowu zaspałam, a na pytanie do mamy : dlaczego mnie nie zbudziłaś? Usłyszałam: a skąd ja mam wiedzieć na którą Ty masz? MATKO moja. Wybaczam jej, starzeje się kobiecina. Mimo tego, że czasem potrafi mi zajść za skórę to kocham ją i chcę jej pomóc. Tym bardziej, kiedy wiedzę, że moi upośledzeni bracia wybierają przesiadywanie przed głupią gierką zamiast pomoc. Od kiedy siostry wyjechały na studia wszystko spadło na moją głowę.
Kiedyś niekoniecznie mi przeszkadzał nieporządek. Dzisiaj mam ochotę urwać głowę, kiedy widzę jakiś niewyrzucony papier, albo znowu zostawiony chlebek bez woreczka. No cholera trafia.
Zupełnie inaczej jest z moim pokojem- owszem, są reguły, każdy wynosi swoje talerze, kubki czy syfy, które przyniesie, ale ja osobiście mogę sobie nasyfić ile wlezie, ale w sobotę jak zacznę sprzątać, tak nie wyjdę z domu aż nie skończę. Już co jak co, ale niedzieli w chaosie nie przesiedzę. Ustaliłam sobie kilka przyjemnych reguł i cieszę się, że potrafię ich przestrzegać.
Szkoła, szkoła... temat nieunikniony. Coraz częściej mam ochotę to rzucić wpizdu. Człowiek przez 3 lata chce jak najlepiej, a ostatniego oczywiście odpuszcza. Bo po co. Bo czym bliżej, tym bardziej się nie chce. Byle do semestru, wtedy odejdzie WOS, historia, biologia, informatyka... Większość ocen się poprzepisuje. Całe szczęście.
Włączyłam Kim Nowak, odpływam.

10/11/2012

205. Second Chance

 Od czasu ponownej aktualizacji zdążyłam przesłuchać Shinedown tylko tyle razy, najwięcej ulubiony utwór, który wywołuje u mnie JUŻ dość mieszane uczucia. Do tej pory szerokim łukiem omijałam ten zespół (i minęłam się z nową płytą!), dość namiętnie kojarzyłam go z przeszłymi przyjaźniami, znajomościami itp, dzisiaj nie robi na mnie większego wrażenia. Po prostu dobrze znam teksty, uwielbiam głos Brenta i mogę się lekko oderwać od nieprzyjemności, które przez szkołę non stop są ze mną. 
Zastanawiam się jaki czas minie, zanim ponownie przekonam się do innego zespołu. Zanim zapałam miłością do większości zespołów z przeszłości. Ma to dla mnie ogromne znaczenie.

Wg iTunes (z którego mało korzystam ostatnimi czasy, odkryłam Chromusa) strasznie zmienia się mój humor, lubię zapętlać utwory, ale i lubię zmieniać utwory na podobnym poziomie, niekoniecznie tego samego zespołu. Ot dowód:
To śmieszne. Muzyka, którą posiadam na dysku już tak do mnie nie przemawia. Myślę, że nie miałabym skrupułów przed usunięciem tych kilkunastu gb. Takie podejście też mam do zdjęć, co jeszcze rok temu było samobójstwem. Człowiek się zmienia.

(NAWIASEM MÓWIĄC nowa płyta Shinedown dobrze się rozpoczyna).

Napisałabym dużo więcej, ale mam hamulce przed tym. Spławiłam ostatnio Joanne, postawili tak dużo wymagań za jakiś pieprzony peeling, że podziękowałam. Jakim trzeba być ciemnym człowiekiem.

Wypad!


10/09/2012

204. Shelter.

Muszę odświeżyć playlistę na Mozarcie, od czerwca go nie aktualizuję, a odkryłam kilka naprawdę dobrych zespołów, czy utworów.
Piję kolejny kubeł herbaty. takie dni jak ten zdecydowanie przyczyniają się do mojej miłości herbacianej. Uwielbiam to. Pomijam fakt, że pogoda strasznie mnie irytuje i chodzę z czerwonym noskiem.
W szkole spokojnie, mam chyba tylko jedną niedostateczną z rosyjskiego, ale to nic takiego. Muszę się nauczyć czytać, zaliczyć, napisać jakąś kartkówkę i odpukane. Zajmę się angielskim przez następne miesiące. Ogólnie mój entuzjazm związany z Cleverem i całym tym maturalnym syfem mnie opuścił. Jedynie widoczne efekty mnie pchają do przodu. Przydaje się taki program.
Zastanawiałam się dzisiaj nad rezygnacją z zawodowego, ale faktem jest, że za rok jeszcze bardziej nie będzie mi się chciało do niego podchodzić. Spróbuję, jak nie zdam, to nie będę płakała.
Chcę mieć już wszystko za sobą i chcę napawać się szczęściem każdego dnia, a później wystrzelić stąd jak najdalej, ale jak najbliżej Ciepełka.
Trzymam kciuki.

10/04/2012

203. You're going down.

Włączyłam sobie jakiś nowy zespół, ostatnio buszuję po laście w poszukiwaniu nowego ja. Wszystko się powoli zmienia. Pomalowałam paznokcie na któryś z odcieni nude i jestem zachwycona tym kolorem. Wcześniej takie rzeczy przychodziły mi z trudem. Ograniczałam się do swojego małego światka z którego nie chciałam wychodzić chociażby małymi gestami. Ktoś miał kiedyś rację. Ale cóż z tego, było się dzieckiem i mocno trzymało się swoich racji. Dobrze, że to tak łatwo przemija.
Powoli zaczynam tęsknić za przesiadywaniem do późnych godzin na dworze w doborowym towarzystwie. Sączyło się syf i rozmawiało o życiu, o przyszłości, o starości, o pierdołach, o intymności i wszystkim, co tak naprawdę nie jest już obklejone plakietką TABU. Z bliskimi nie ma takiego czegoś.

Zdecydowałam się dzisiaj na odważny krok w swojej włosowej pielęgnacji. Od ponad pół roku siedzę w tym po uszy i naprawdę wystrzegam się różności na rzecz naturalności. Wychodziło to dość dobrze, jednak skóra nie reagowała zbyt dobrze. Wczoraj dopadł mnie głód normalności, bez ciągłego tłumaczenia co się dzieje na mojej głowie i ciele. Zapragnęłam wrócić do stanu 'czystości', do którego doprowadzi mnie tylko i wyłącznie szampon, który posiada składniki, których unikam. Raz się żyje. To nieważne. To tylko włosy.

Tęsknię za Kocią, za Olafkiem, Klamcią, Jawaczkami, Gumiakiem, Krzysiami, Kiciorem i wszystkimi wspaniałymi ludźmi.
I za Pysiem, mimo tego, że wiem, że jutro znowu mnie przytuli. Miłości!


10/02/2012

202. Again.

Zamknęłam się na kilka dni, żeby popracować nad zmianami. Wygląd miał być jesienny, no ale...
Kot zawsze na miejscu, kot do wszystkiego pasuje.

Dużo się pozmieniało - życie się zmieniło. Ludzie się zmienili. Podejście się zmieniło.
Zawsze byłam zdania, że do niektórych spraw nie należy podchodzić zbyt impulsywnie. Raz, że praktycznie do niczego to nie prowadzi, dwa, że na marne idą nasze starania, a na dodatek strzępimy sobie nerwy. Warto się czasem uspokoić, przemyśleć, powiedzieć, porozmawiać i cieszyć się spokojem.

Szkoła? Myślałam, że będzie mi szło gorzej, a jest naprawdę dobrze. Zmiana podejścia kobiety od rosyjskiego przypadła mi do gustu, mam w zamian 4h angielskiego w tygodniu + jeden dodatkowy, który jest trochę za późno. Czas się zapisać na geografię.
Potrzebuję lekkiej stabilizacji, muszę ułożyć sobie plan działania, przyłożyć się i zdać.
Ah, kobieto, post wcześniej wszystko miałaś w dupie!

Najważniejsze, że nie złapałam ani jednej gały, rar!

9/26/2012

201. Hysteria.

Nabawiłam się nieprzyjemnego stanu, przez który potrafię się rozpłakać podczas słuchania lajwów z koncertów Muse. Tak samo miałam z Coldplayem, a kiedyś nawet w In Flamesmi, czy Kornem. Niesamowite. Nie dość, że mam gęsią skórkę na całym ciele, to jeszcze samoistnie lecą mi łzy z oczu.
Za dużo tych łez ostatnimi dniami, chciałabym się tego wyzbyć.
W szkole powoli zaczyna się robić duszno, koniec września zawsze mi się kojarzył z niesamowitym zapierdolem- mój zapierdol ogranicza się do zrobienia kilku zadań i odrobieniu Clevera, a później lenieniu się przed komputerem. Miałam takie ambitne plany, ale niektóre sytuacje tak wspaniale potrafią zburzyć wszystko, po kolei. Aż się ma ochotę rzucić tym wszystkim. Gdzie ten zapał? Matura? Kij z maturą.
Nie widzę teraz żadnych perspektyw. Kraków, tak chcę Kraków, ale co ja w tym Krakowie będę robiła? Pójdę na prywatne? A może na byle gówno, żeby się tylko wyrwać. A może zostanę tutaj, założę ręce i nie będę robiła nic, bo po co. Nie chcę, żeby nadchodził ten okres... Nie chcę się na tyle usamodzielnić, żeby musieć walczyć ze wszystkim na własną rękę.
Muse lekiem na wszystko.

buziaki.

9/24/2012

200. Panic Station

Siedzę pod kocykiem, czekam na skrzyp, zastanawiam się nad przespaniem całego dnia i wygrzania się nareszcie oraz słucham nowej płyty Muse, której 'strimy' dzisiaj otworzyli. Jestem zaskoczona. Singiel, o ile to można nazwać singlem, który wypłynął do sieci był mocno dubstepowy, podobnie jak zapowiedź płyty, która okazała się mocnym naprowadzeniem, nawet fanów, na hejty.
Faktycznie, jest kilka motywów mocniejszych dubstepów, ale całość przypomina ich starszą twórczość, da się przyporządkować dany utwór do którejś z poprzednich płyt, czuje się ten niesamowity klimat, głos Matta wślizguje się w każdy zakamarek mózgu i rozluźnia wszystkie mięśnie, rozpływają się nagromadzone nieprzyjemne emocje i wszystko upływa gdzieś w dal. To takie niesamowite, że aż niemożliwe.
Czasem współczuję niektórym, że tak bardzo krytykują taką muzykę - należy jej się odpowiedni szacunek. To nie to samo co wydzierający się przez 10 minut w jednym utworze blackmetalowy 'wokalista'.
Ale są gusta, a o gustach się nie dyskutuje. Amen.
Ostatnie dni upływają dość szybko i zgrabnie. Dzisiaj miałam pojechać na samorządową wycieczkę w Bieszczady, ale zrezygnowałam. Wydawało mi się, że to ze względu na okropny stan zdrowia, pozarażałabym wszystkich i przy okazji nie pozwoliła się wyspać, bo tak mnie mocno dusi, ale w rzeczywistości to chyba za bardzo mi zależało na zapowiedzianych kartkówkach i ogólnie na szkole. To aż dziwne. Nawet będąc chora to myśl 'nie idę do szkoły' jest tylko chwilowa. Jak znam życie to jutro wstanę i pójdę, choćby nie wiem co. To dopiero chore.

kaszlu kaszlu. moja głowa.


9/16/2012

199. Sonne


ZSZEF trwa, w mundurówce się pewnie teraz dużo dzieje. Pewnie siedzą w ciemnej sali i grają w Slendera, a ich krzyki słychać na całym piętrze, pewnie oglądają animce i popijają sake, albo grają w RPGi i świetnie się bawią. Wracając dzisiaj nad ranem, słyszałam od wracających wiele pozytywnych opinii, o organizacji, o zgraniu o poczucie wspólnoty i pełną akceptację. Lubię ten klimat - wszyscy jesteśmy równi i wszyscy się dobrze bawimy, chociaż nawet się nie znamy.
I ja tam byłam. Jako menadżer Bażanta & Bad company, wybrałam się nastawiona na najlepsze. Nie zawiodłam się, chociaż dręczyła mnie nieobecność Lubego. Ale Gumiak robił za mojego bodyguarda i nie nudziłam się, to najważniejsze. Na karaoke zdarłam sobie gardło, na koncercie też sobie pośpiewałam, dzisiaj po spektaklu śpiewaliśmy Bożenkę, wszyscy razem na scenie, tak taaaak. Jednak siły mnie opuściły. Jeszcze jak dojście na miejsce konwentu nie byłoby problemem, tak wrócenie z niego na karolówkę jednak graniczyłoby z cudem. Wolałam ciepły pokoik i skrzypik z pokrzywą.
Nie chcę, żeby weekend się kończył, ale chcę być już po maturach i chcę się stąd zabrać. Na drugi koniec świata. W ciepłe ramionka i namiętne śniadania.
Jest mi zimno.

W piątek stuknął nam okrągły rok, szczęście nie do opisania. A przed nami tego szczęścia nieskończoność :)




tydzień temu było tak cieplutko, a teraz co? Marrrrrrznę! 

Supergirl mnie prześladuje, wczoraj każdego męczyłam, żeby to zaśpiewał ze mną. Dopiero Tomasz pełen zapału się zdecydował. A później przyznał, że zawsze to chciał zaśpiewać właśnie tak. Cudowne to jest!


9/10/2012

198. I Want To Break Free


 
Powiem Wam, że ludzie są okropni. Potrafię jednak zaakceptować okropność na poziomie, jednak dziecinady w stylu 'wyzwę ją od kurew, a później pójdziemy na piwko i zakupy' nie zdzierżę. Okrutność. Ale czego wymagać od gimnazjalistów, albo wyrastających dopiero licealistów.
Szkoła wita nas mega jebnięciem w głowę - jesteście maturzystami! Walnęłabym mema w stylu YOU DONT SAY? Ale nie mam ochoty na obrazki. 
Całe pieprzone 3 lata czekałam na ten ostatni rok, a teraz jak na złość mam go dość. Gdzieś uciekł ten zapał, ta chęć skończenia dobrze. Już nawet nie mówię o maturze, bo na tym mi zależy koszmarnie, ale zawodowy... litości. Jeden pisany zawodowy, a miliard dodatkowych lekcji, które są obowiązkowe. Serce się kraja na samą myśl, że zamiast zrobić kilka godzin zawodowych więcej, to dojebali nam informatykę z kobietą, która goli się maszynką firmy ŻBYK. Ah te nasze żarty. 
Naprawdę. To ironiczne podejście ze strony każdego nauczyciela, ta pogarda nam rzucana na matmie, to zawzięcie na rosyjskim, kiedy to na głowie mam dwie matury z angielskiego i do jasnej cholery NIE MAM ZAMIARU uczyć się rosyjskiego. Cóż za żałość. Jak się zdenerwuję, to powiem co myślę, bo kobieta od angielskiego nie czepia się tych, którzy na maturze zdają rosyjski. Cóż za profesjonalizm. Jedna z najlepszych nauczycielek w szkole. 
Ponarzekałam, ponarzekałam, ah to zachwalanie się swoją starością... Nic fajnego.
Czekam tylko na kwiecień, na matury, na zawodowy, wesela, Kraków i wyjazd w pizdu za granicę. Nie będę się marnowała w tym kraju. 
Smród, brud i ubóstwo. 
Achuj! :)

9/01/2012

197. Narcystyczny kanibalu.


Powrót z Ursynowa. A nie... To dopiero droga na niego. Obawiam się, że za rok nie uda mi się tam pojechać. A jak już to prosto z Wrocławia. Tydzień po weselu Karoliny.
Śmieszne, jak nikomu się do ślubu nie spieszyło, tak nagle na głowę spadają cztery, w tym jeden mojej siostry rodzonej. Jakie to piękne. Skoro jedna już do ślubu się szykuje, to pociągnie za sobą pewnie nas wszystkich.  Nie ukrywam, że nie mam nic przeciwko. Jednak człowiek się starzeje. Są plany, są marzenia, są przyzwyczajenia, jest TO. Życie idzie do przodu, czas się ustatkować.
Spędziłam wczoraj z Klamką kilka dobrych godzin na Kamyku. Robi się coraz chłodniej wieczorami, całe szczęście wzięłam skórę. Pogawędki o wszystkim dosłownie, takiego przetrzepu mózgu mi trzeba było. Najlepszy był powrót do punktu wyjścia, czyli starówki. Hardcore. I księżyc koszmarnie świecił po oczach. I w tym momencie skończyła się moja wena. Blog kosmetyczny też stoi w miejscu, chociaż na głowie tyle się dzieje.
I szkoła zaraz i znowu stres.Chcę już wyjechać z Tobą i mieć ten plebs daleko za sobą.


jako jedno z nielicznych megadefu- bardzo polubiłam.
Młody, dziena.

8/21/2012

196. I am.


chcielibyście.
A ja Wam powiem, że Gośka przyjeżdża w sobotę, że kocham Wszystkich i chce mi się słodkiego.
Radość :)

8/17/2012

195. Czkawka.




Kobieta przed miesiączką, dzień pierwszy. W takie dni jak ten, chadzanie do sklepów powinno być zabronione. Kuszące mnie zewsząd słodkości sprawiały, że moja silna wola uległa, a w koszyku znalazły się AŻ orzeszki w karmelu, które zjadłam chwilę...sekudnę po odejściu od kasy. Kaufland :3
W zamian za to, dostałam od Bażanta dawkę Placebo w drodze do domu. Jego srebrna Astra przebrnęła przez szlaki rolniczego parku... zamojskiego i moja wygodna dupa wygrzebała się z auta, aby chwilę potem schować swe królewskie stopy pod kocykiem. Jak zwykle włączyłam w Mozarcie wifi i popłynęłam z falą włosowych wywodów, nieogarniętych niewiast, łączących suplementy ziołowe z piciem pokrzywy. Serce się kraja.
Następnie ponarzekałam na Rossmanna i Alterrę, aż w końcu dosiadłam do mojego rumaka-komputera i napisałam głupkowatą notkę, na którą nie miałam ochoty, ale coś trzeba było napisać.
A listonosz odwiedza mnie praktycznie codziennie. Przywozi co raz to większą paczkę i pyta "Czy Pani, Pani Agato, zaprzestanie kupowania tych kosmetyków?" Wtedy z przekąsem odpowiadam NIE i cieszę się jak dziecko, bo za te kosmetyki nic nie płacę. *złowieszczy śmiech testerki*
Pod sam wieczór dopadła mnie niesprawiedliwość ludzka. Wraz ze łzami mojej kochanej Koci poleciały moje wiązanki skierowane w stronę ludzkiej pustoty. Prostoty-prostaty i debilizmu. Zrozumienie. ZROZUMIENIE ! Społeczeństwo powinno się wybrać na odwyk.
Pocieszam Was wszystkich informacją, że niedługo zamykam bloga dla większości niewdzięczników, którym ślina z pyska cieknie, kiedy widzą nową notkę. A nóż będzie się z czego pośmiać. Nie będzie, chyba, że życie Was tak śmieszy.
Ohy i ahy ! Buziachy :*

8/13/2012

194. Take a walk.

Odbierajmy wszystko zbyt pochopnie, miejmy problemy ze sobą, nic nie wyjaśniajmy. Nie ma w tym żadnego sensu przecież. Ludzie są od tego, żeby się wspierać, a nie wyzywać, wyśmiewać i wszystko co złe naokoło.
Tak, jestem tu i mam się dobrze.
Zamieszkałam w swoim już małym pokoiku, mam całe posiniaczone nogi od przenoszenia ciężkich mebli, ale wszystko jest już na swoim miejscu i wygląda dość... ponuro. Białe ściany, które tu są odkąd pamiętam, kilka razy poprawiane, żeby były nieskazitelne, wcale mi się nie podobają. Chcę kupić sobie TAKIE naklejki ścienne i relaksować się każdą chwilą spędzoną tutaj.
Tym bardziej, że od października czeka mnie samotna walka o moją wiedzę i maturę. Wydaje mi się, że będzie cholernie ciężko zapanować nad nieprzyjemnymi emocjami, tym bardziej, że jeszcze nie jest do końca okej.
Ale nie zamierzam się poddawać. Zajmę się nauką, włosami, pierdołami, wzruszeniami i radościami z powodu powrotów i wyjazdów Pysia, jakoś to się ułoży.
Wiara jest ogromna. Przecież komu jak komu, ale nam miałoby się nie udać?


I czy ta pogoda nie mogłaby być łagodniejsza? Jak chcieliśmy deszczu to było parno jak w piecu, a teraz co... Zimno jak w listopadzie.
Jeżeli tak ma wyglądać moja jesień to obawiam się jej.



11 robi puk puk. Czy ten czas nie zapieprza za szybko?
Miłości moja :3 


8/09/2012

193. Golden Age.


Niesamowite! Kompletnie zapomniałam o jej istnieniu, aż do dzisiaj, kiedy trzeba było przebuszować wszystkie szafy, znalazłam ją wraz kilkoma innymi kasetami i starymi płytkami. Radość nie do opisania... Gówniarzem się było.
Nie mam nawet o czym napisać, wszystko się wałkuje w kółko, jest spokojnie, przyjemnie, trochę gorąco i czasem nieznośnie, wrednie. Pasuje mi to, ale czasem aż się palę, a tu nie ma jak się ochłodzić, zagasić. 
Zaczęliśmy dzisiaj z Młodym 'remont'. Ciężko jest, najchętniej wypieprzyłabym wszystko i kupiła na nowo, bo noszenie, rozkręcanie, przenoszenie, dźwiganie itp. to nie dla mnie. Kręgosłup będzie po takim czymś potrzebował długiego urlopu. Czekam tylko na konsultację i rozpoczęcie rehabilitacji, ameeen :)
Wypady towarzyskie pewnie zacznę ogarniać po uspokojeniu tego rozpierdolu...
A jeszcze maluj łazienkę, wymień kabinę, układaj, znoś... jezu ! Nie wytrzymam.

Potrzebuję się wyspać, bo gnojasy mnie obudzili o 8 ;x no pięknie.
I chcę już moje zielone oczy ;3


8/05/2012

192. Hey You!

Zachwycam się wszystkim tak powoli.
Przeanalizowałam kilka spraw, naprawdę moje podejście nie było zbyt profesjonalne, nie powinnam tak burzliwie do wszystkiego podchodzić. Samolubnie wszystko oceniłam. To moja sprawa, czy poradzę sobie z maturą i nauką do niej, czy zawalę zawodowy, czy będę siedziała i się użalała, czyż nie? Owszem.
Tak więc chowam zbędne pierdolenie do kieszeni, a staram się opanować wszystko.
We wtorek kłaniam się Mojemu Lekarzowi ponownie, częstotliwość wizyt nie jest bardzo zadowalająca, ale co poradzę. W sumie dobrze, że jestem na miejscu, zdążę się naprawić zanim zacznę żyć na własną rękę.
A raczej na wspólną rękę.
Lynka grasuje pod oknem :)
Następny rok stoi pod znakiem wesel, szykują się bodajże cztery, nie jestem pewna jednego, ale trzy są już na 100% potwierdzone. No i studniówka. Czyli dwie imprezy w Zamościu, jedna w Tarnobrzegu i dwie we Wrocławiu, tyle jeżdżenia, tyle zabawy, tyle Ciebie <3 doczeka="doczeka" mog="mog" nbsp="nbsp" nie="nie" p="p" si="si">No i matura, cholerna matura, której się boję. Nie pozostaje nic jak korki i latanie do kogoś, kto będzie taką ciotę jak ja uczył. Byleby tą matmę zdać, z resztą jakoś będzie. Geografia na luzie, na polski się poczyta, pouzupełnia, popisze, nauczy, na angielski nie ma spiny. Później UP, bądź UJ, ale to odległe plany.
Najważniejsze, żeby ruszyć, a później jakoś pójdzie. Jak ze wszystkim. I być i tworzyć.

Dzisiaj na spokojnie, cium.


8/03/2012

191. Pyro.

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Czy te cholerne dzieci mogą przychodzić trochę później? Jeden z niewielu dni, kiedy spałabym do usranej śmierci, a oni mnie budzą po ósmej. Norma, no norma, po co mam spać więcej? Zawsze to kilka godzin stukotu więcej.
Jogurt i buła, takie mam śniadanie. Stoi przede mną i się patrzy, ani tego zjeść, ani odstawić, bo Młody będzie krzyczał, co za dobry brat. Nasmarowałam paznokcie olejem, tak więc jedzenia dotknąć nie mogę, później posmaruję odżywką, niech się nie czepia. 
I takie to życie. Oglądałam w nocy Supernatural, trzaskałam drzwiami i lałam z oczu i na co mi to. Czekam do ósmego... a może szóstego, na wizytę, no jak to długo... i do dwudziestego, kiedy to będę miała wizytę kontrolną, a później rehabilitację i może ten cholerny kręgosłup przestanie boleć. A może to ma inne podłoże i się nie da przez rehabilitację, a może będę jak Gośka i do końca życia będę wyła, że boli, że mam dość. Nie uśmiecha mi się takie coś.
Weszłam dzisiaj na naszą klasę, bo dawno się logowałam i popatrzyłam oznaczone focie. 
Zdjęcie sprzed dwóch lat


i tak się to wszystko posypało. Było się gówniarzem i robiło wiochę na starówce, gadało o pierdołach i piło na pttku. I objadało przy każdej okazji. To ostatnie się akurat nie zmieniło.
Zajmę się dzisiaj może wyrywaniem chwastów, albo oglądaniem. 
amen. 

om nom nom :)




7/28/2012

190. Jak to poważnie brzmi!


Nie czuję się najlepiej. Z okazji nieprzyjaznego humoru chętnie odpuściłabym dzisiejszą imprezę i jakiekolwiek spotkania, bo wiem, że jestem mendą do kwadratu. Ale nie zrobię tego Bażantowi, to w końcu jego urodziny. Takich rzeczy takim ludziom się nie robi, chyba, że w grę wchodzi ketonal i spanie. Wtedy niech się dzieje co chce, ja idę spać.
Odkryłam dzisiaj w zamrażarce 4 opakowania drożdży, z mamą dokupiłyśmy jeszcze dwa, tak więc jak już będę gotowa na odpowiedzialność w postaci - ugotuj - wypij, to będę miała dobry zapas. Ale muszę się zmobilizować, a przez te upały to jest jeszcze gorzej.

Chcę wrócić do Kaczórek, jeść plastry, zapijać wódką, leżeć, przytulać, kochać i o niczym nie rozmyślać. I huśtać się z Olafem i kraść internet :D


zęby, tfu! 
Miś <3 

7/24/2012

189. Come back!

Wraz ze zmianą podejścia do życia, trzeba było zmienić wystrój. Minimalizm jest czymś co zawsze mi się podobało, teraz blog bardziej mi podchodzi. 
To w końcu mój drugi domek. 
Zamierzam też przysiąść się do pisania, bo notek opublikowanych już prawie 200, a ja nadal piszę o pierdołach, albo kiedy czuję się jak po dawce najobrzydliwszego alkoholu i spod palców wypływa coś na miarę ostatniej notki. Do dziś nie wiem co mi strzeliło, ale jak to Luby stwierdził 'nie wiem do czego dążyłaś' - ja też nie i na tym przystańmy. 
Weekend minął pod patronatem Kaczórek. Impreza Kiciora, przed którą miałam stany lękowe, okazała się przyjemnym ogniskiem w ramionach Pysia z przyjemnym towarzystwem naokoło. Nie zabrakło żartów Gumiaka za które go uwielbiam, podbudowuje mnie psychicznie, kiedy rzuci tam, gdzie ja nie mam odwagi, soczyste 'spierdalaj'. Ot i wszystko. Kiełbasa, Radler, Luby, drzewka, laski i czipsy. Ogólnie fajnie. Jednak najlepszym punktem imprezy był rozpad towarzystwa i przeniesienie się do domku letniskowego Krzysia. Ale tam jest wygodnie i przyjemnie (i dużo coli!). Jak normalna chałupka, strasznie mi się tam spodobało. Graliśmy w Eurobiznes, popijaliśmy 'piwerko', łapaliśmy nieznośną, GŁOŚNĄ koleżankę i gadaliśmy o pierdołach. Ha! I wygraliśmy! :* Zrobiło się jasno i wszyscy poszli spać. Przytuliłam się do poduszki, a za chwilę na brzuszku poczułam ciepłe rączki i odpłynęłam w tym przyjemnym klimacie. Poranek był trochę męczący ze względu na panujący głośny krzyk koleżanki. Po wyjeździe trójki znajomych zrobiło się tak cicho, że moje struny głosowe mogły odpocząć i na luzie mówić normalnie, spokojnie i powoli o co chodzi i wszyscy rozumieli.
To popołudnie z Pysiem, Gumiakiem i Krzysiem długo będę pamiętała. Uwielbiam takie przyjemne planowanie... Kapsuła czasu- no pomysł geniusz! Jestem zachwycona z posiadania takich znajomych, od lat nie czułam aż takiego przejęcia, takiej pasji w tym co się dzieje. Nareszcie coś się ruszyło do przodu.


A wracając do domku zaplanowaliśmy nasz weekend w górach. Liczę na dobrą passę i zakończenie wakacji w najprzyjemniejszym miejscu na ziemi :)



a na dobry koniec dawka nowego Passion Pita :)



7/20/2012

188. Fire It Up


Oko moje przesłodkie.

Coraz częściej przeglądając strony typu wp, onet, czy interia (rzadko tam trafiam, ale jednak) widzę posty w stylu 'zgwałcił ją ksiądz', 'powiesiła się przez proboszcza', 'ksiądz doprowadził do śmierci dziecka' (które sam spłodził oczywiście). Nigdy nie byłam ani ślepą katoliczką, ani wysiloną ateistką. O religii staram się nie dyskutować, bo jednak od czasu, kiedy zdecydowałam się z rezygnacji z nabożeństw, lekcji religii, procesji, czy kij wie co jeszcze tam wymyślają, mam mały zasób wiedzy i nie mam argumentów, którymi mogłbym się w rozmowie podpierać. Zresztą, po co się podpierać, skoro nie ma sensu o wierze dyskutować. To jak wejście w dyskusję z moją mamą- intensywnie biorącą udział w życiu przykatedralnego Neokatechumenatu, kobietą po pięćdziesiątce z jednym wytłumaczeniem na każdy problem - Bóg. Nie stać nas na spłacenie pożyczki - pomodlę się, nie daję rady psychicznie - pomódl się, nie wiem czy zdam maturę - pomódl się. Żyć nie umierać. Nic do tego nie mam, chociaż czasem chciałabym stąd uciec, każdy ma prawo mówić i myśleć co chce, jednak czasem mnie to męczy i zastanawia.
Zastanawia. Najbardziej na przykładzie tego, co napisałam na samym początku KSIĄDZ ZGWAŁCIŁ DZIECKO. Jak moja matka, z której łona wyszłam, podchodzi do takich newsów. Bo jak na złość całemu katolicyzmowi, wiek XXI jest chyba najgorszą kumulacją takich przypadków, a raczej - najgorszą kumulacją nagłośnionych przypadków.
Staram sobie ułożyć w głowie wytłumaczenia mamy, ale nie podchodzi mi nic w jej stylu. Chyba sama nie byłaby w stanie odpowiedzieć, albo poszłaby się za nich modlić. (widzę, że tak namalowałam moją matkę, że teraz każdy myśli OJEZU Z KIM ONA MIESZKA, aż tak źle nie jest, do momentu, kiedy nie zacznę tematu jakiegoś bubla kościelnego). W czym sens w czym logika.
Teraz zastanawiam się, czy nasi parafianie i bożyszcze parafian- miejscowi księża, żyją zgodnie z tym co głoszą i (w przypadku bożyszczy) z perfidnym celibatem.
Perfidnym, bo... Wszyscy wiedzą.
Nadszedł czas, kiedy religijne przemyślenia kończą się, bo nie lubię rozwijać swoich myśli (lenistwo, to grzech), a ja zamykam oczy i wyobrażam sobie to co czuję, a raczej staram się to zobrazować.

A bo dzisiaj przy okazji słuchania Fisza, mojej ulubionej płytki Heavy Metal, rozpłynęłam się w wakacjach sprzed roku. Tyle problemów, tyle niewyjaśnionych spraw, tyle ucieczek, tyle kłótni, tyle przelanego alkoholu i wypalonego tytoniu, tyle nieodpowiedzialności. I nie wiedzieć dlaczego, te niewyjaśnione sprawy chciałyby się wyjaśnić, ale mi się nie chce ich ruszać. Bo gówno śmierdzi, a ja na nie nie mam siły. Bo gdybym ruszyła, to by poszła FALAAAAAA dosłownie żali i przepraszaj i tłumacz się i opowiadaj co u Ciebie. Zostawię to w spokoju. A ona niech czeka. Cóż za nieodpowiedzialność.
I znowu mi się poprzewracało w głowie od Fisza i nabrałam chęci na życie.
A celibat wszyscy mają... w dupie ;)

7/17/2012

187. Fuck You.

Jak dawno byłam na bloggerze, o matulu moja.
Jakoś niekoniecznie trzyma się mnie wena, próbuję się raczej doprowadzić do w miarę normalnego stanu. Jest progress, bo zaczynam już jeść grubo po północy i nie ograniczam się do kanapki dziennie, to dobrze.
Wakacje... Wakacje... Trochę stresu się do tej pory najadłam. Chciałabym teraz utrzymać równowagę dobrego humoru i robić więcej rzeczy, które nie będą mnie przyprawiały o ścisk wszystkich mięśni brzucha i klatki piersiowej, tylko mięśni twarzy, dużo uśmiechu, dużo śmiechu, dużo dobrych emocji, dużo miłości.
Zaczęłam nawet pracować nad swoją głową  i jestem z siebie dumna. Tzn. jeszcze nie teraz, bo jeszcze nic konkretnego się nie działo, ale uzupełniam masę karteczek i karteluszek, a później to się analizuje i takie tam brednie o pogodzie:)
Autobusy są przytłaczające, chcę już działający rower.


7/11/2012

186. Californication.

Noszą mnie te cholerne nerwy, boli to co zwykle w tym stanie. Zaprzestałam nawet łykać wit. B, bo bym sobie doprawiła serducho tylko.
Ta niepewność jest najgorsza. Chcę żeby było już jutro i chcę wiedzieć na co się nastawić, chcę się uspokoić i poczuć ulgę, tak mi tego trzeba.
Nie lubię takich napięć, wolałabym zasnąć i obudzić się wtedy, kiedy już będzie po wszystkim.
A za rok matura. Jak ja się dzisiaj nieswoim tak stresuje, to co będzie za rok w maju? To stwarza taki dyskomfort możliwości, nie wiesz już na co Cię stać, albo wydaje Ci się, że nie stać Cię już na nic.
Spokój duszy zapewniają mi ludzie do których zawsze lgnęłam. Może to nie zawsze było odpowiednie rozwiązanie, ale teraz jest jak najbardziej. Takie rzeczy się czuje. Nocka z Kocią, która przysporzyła mi seansu a'la rozmowy w toku, pozdrawiam Kolegę :) Piwo z Olafem na boisku, chłopaki grający w nogę, spacer na Karolówkę późną nocą, piwo z Gumiakiem, śpiewanie na starym z Bażantem, czas z Moim najważniejszym Mężczyzną. Niby jest tego tak dużo, a i tak wydaje mi się, że to taka niewielka cząstka naszych możliwości.
Zaraz koncert Spanishów, Wszystko gra w Zamościu, kolejne granie z Bażantem, ogniska, 'wypoczynek', łąki, głupie rozmowy i radość.
Na to liczę.

A Bażant z Wami na drogę!



7/06/2012

185.

wena przychodzi i odchodzi wraz z kolejną falą
i chyba nie napiszę nic, coby nie obnażyć swoich histerycznych myśli,
i jest jak zwykle
możesz potrzebować wszystkich, ale co z tego, kiedy oni nie potrzebują Ciebie

i Seether i Radiohead.

7/02/2012

184. Help, help!

Jak nigdy odczuwam teraz cholernie ludzkie uczucia. Chciałabym się pozbyć bezsensu w rozmowach z ludźmi, dziecinady w działaniu, chciałabym móc zmienić rzeczywistość na lepszą, chciałabym, żeby zdradliwe suki cierpiały za swoje.
O ile żałują zdrady, rzecz jasna.
Ostatnie dwa dni minęły mi w gronie wspaniałych ludzi. Czasem brakuje mi tego pieprzenia o byle czym, czy śmiechu z ciągnącej się jak gówno czekolady. Przecież takie rzeczy są ludzkie, nie ma sensu się przed tym chować.
Nie lubię sztywności. Cholernie mnie to ostatnio irytuje. Ludzie powinni się otwierać, ot i wszystko!
A ja piszę głupoty, ale cierpię okropnie, ściskam w garści ketonal i czytam i piszę i myślę i tęsknię.
I kocham i myślę i chce mi się pić.
I muszę wziąć CP.
Tak.

6/29/2012

183. Lśnienie.

Włączyłam Come, to niesamowite, bo ostatnio mam jakiś uraz. Ale głos Roguckiego to przecież raj dla uszu :D
Koniec roku szkolnego przyszedł cholernie szybko, tak szybko uciekło tych 10 miesięcy, że nie miałam czasu się nawet w głowe podrapać, żeby ogarnąć to co się dzieje.
Bywały wzloty i upadki, każdemu się przecież zdarza, myślałam, że będę miała poprawkę z historii, myślałam, że z przedmiotów, które w tym roku się kończą będę miała beznadziejne oceny, myślałam, że będzie gorzej, myślałam... Ale to niepotrzebne, bo to tylko dodatkowy stres. Zamiast wygodnie się ułożyć w ramionkach Lubego, zamartwiałam się, że nic nie potrafię. Chyba jednak coś potrafię. Dałam radę i kamień z serca mi spadł, kiedy dzisiaj uświadomiłam sobie, że przede mną dwa miesiące laby, która pewnie ucieknie strasznie szybko. Ale liczę, że dobrze to wykorzystamy.
Niesamowite rzeczy się dzieją.
A czwartek przyniesie coś nowego :)

6/27/2012

182. Love is in the air.

Pisze z komórki, bo wieczór mnie natchnął, a jest ciężko, bo nie pisze z Mozarta, a z androidowego one V co jest dla mnie nie lada wyzwaniem.
Nałożyłam olej na włoski i próbuje Sie ułożyć wygodnie, mama śpi w pokoju obok, aż tutaj słyszę jej zmęczone sapanie. Młody przewraca Sie z boku na bok i coś gada przez sen, jak zwykle. Łuk nołlajfi na telefonie, bo słychać jak cos klika. Za oknem ciemne niebo, spokojne, zimne lekko powietrze i cisza. Jest przyjemnie.
Moglabym uzalac Sie and swoimi wadami, ronić łzy nad psychicznymi problemami, mogłabym napisac jak cierpie z bólu kręgosłupa, czy stóp, mogłabym iść spać, albo włączyć komputer i nabijac lvl w maplu... A zamiast tego, chciałabym napisać, jak bardzo sobie każdego dnia uswiadamiam swoje aktualne położenie, swoje nieograniczone szczęście, wsparcie, jakiego dotąd nie zaznalam, cieplo, które czuje tak blisko, tak często.
Zwątpienie? Lęk?
Tak cholernie sie ciesze, że te uczucia są mi obce, tak mi dobrze ze świadomością, że ktoś za mną stoi murem.
Tak mimo wszystko, tak silnie i trwałe.
Tak sie cieszę, że we mnie pokłada swoje nadzieję na lepsze, na szczęście, na życie. Że nie jest to wyimaginowana rzeczywistość w która ślepo sie wierzy.
Że ja wierzę, że to jest to.
Różowych okularów nigdy nie nosilam na nosie, nigdy nie mogłam dobrać ich do twarzy, wszystkie mi spadały, albo sie niszczyły, a kiedy myślałam że są, to najzwyczajniej w świecie sie mylilam. Zrezygnowalam z tej opcji na rzecz rzeczywistości, w którą tak bardzo sie wkrecilam.
Pisze jak popieprzona, ale tak mi w tym stanie dobrze :)
I niech mnie to nie opuszcza, bo ruinę cały mój porcelanowy świat :)

Chyba największą przyczyną tych miłosnych wyznań jest wiadomość, która dzisiaj przekazał mi kolega. Zdziwilam sie, kiedy zadzwonił i poprosił o spotkanie. Coś sie dało wyczuć. Okazało się, że zdradziła go dziewczyna i to nie tak dziub dziub z innym. Ludzie są dla siebie bezlitosni.
Szanujmy sie, panowie i panie.

Całuje wszystkich, którzy o tym wiedzą, że są calowani :*
Adios !

6/24/2012

181. Somebody Told Me


Trochę ponad rok mojego najlepszego. 
Cały dzień bym coś jadła, mam ochotę wepchnąć w siebie całą lodówkę, nie wspominając o drożdżach, które sobie dodatkowo 'zaparzyłam'. 
Żyję sobie powoli, coraz mniej nerwów gromadzę, chociaż, kiedy widzę otaczającą mnie hipokryzję, to mam ochotę wyrwać sobie z głowy wszystkie włosy. Ostatnio rozmawiając z Justyną jednogłośnie stwierdziłyśmy - rozmowa jest najważniejsza. I nieważne, czy mówimy o związku, czy o znajomości, przyjaźni, relacjach w rodzinie. Rozmowa ponad wszystko, ale co z tego, skoro rozmowy najlepiej unikać, kryć się za swoimi widzimisie. Sznureczek ma dwa ogonki. Współczuję. 
Co więcej- zrobiłam spory krok w stronę swojej paranoidalnej strony. Zadzwoniłam, zapisałam, czekam. I wierzę mocno w to co ma się stać. 
W sumie - nie wiem o czym pisać, czuje się, jakbym miała obnażyć się ze skóry, przed milionami ludzi, to jednak mnie trochę... zawstydza. 
Czekam do piątku, kiedy z ulgą usiądę w plenerze z całą rzeszą pacanów. Nareszcie. 
A Pysia tulę mocniutko :******