1/29/2012

130. Dens dens dens!

Zimno!
Żadna nowość, luty i okres przed są chyba najzimniejszymi w roku, nie lubię. Zdecydowanie nie lubię. Nie lubię też tej ogarniającej mnie inności w niedziele, jeju, niedziele są okropne, nudne i jakieś puste. Niedziele wytwarzają zaskakująco dziwną aurę, dobrze, że mam się z kim dzielić tą innością.
Nie lubię narzekania, bo ludzie lubią, szczególnie polacy, lubia, że ludzie, że akta srakta, że fałszywość, że pieniądze, że ludzie, że muzyka, że subkultury, że niepowodzenie, że powodzenie, że innym lepiej... Takie pierdolenie i użalanie się często nad rzeczami kompletnie nieistotnymi, przywiązywanie za dużej wagi do czegoś bądź kogoś, kto/co i tak w naszym życiu nie dojdzie do skutku. A może gdyby... A gdybać też lubimy, bo to nas napawa jakąś nadzieją, na lepsze. Najlepiej- usiąść i płakać, przyglądać się innym, komentować i przyczepiać się, jaki w tym cel.
Co najsmutniejsze, często sama znajduję się w takiej sytuacji. Faktem jest, że coraz rzadziej i jak już zaczynam fazować debilizmy, to czuję się jak stuknięta. Pracuję nad tym, amen.
Innym też polecam, bo życie może być naprawdę kolorowe. Nawet bez wyimaginowanych okularów.
Następny temat godny poruszenia... nie wiem. Ferie? Nastąpić to musiało. Masa czasu tylko dla nas i dla mnie, bo planuję w końcu zabrać się za to, co powinnam robić co najmniej raz w miesiącu. Opuściłam się, źle źle źle.
Muszę się wybrać do dermatologa, bez tego niedługo stracę wszystko co mam najlepsze, czyli włoski. Może przesadzam, najlepszą to ja mam dupkę.
Humorek jest? Jest!
No to DENS DENS DENS

1/25/2012

129. Diamond Eyes

Coś czego do tej pory nie doświadczałam, a teraz towarzyszy mi codziennie, takie dziwnie przyjemne uczucie, które ogarnia i wypełnia mnie od góry do dołu i na wskroś. Ktoś by powiedział, że jestem dzieckiem i po prostu uciekam w świat wyimaginowany, idealny, perfekcyjny, ale przecież ja nigdzie nie muszę uciekać, bo ten świat sam mnie wciąga, bo on naprawdę istnieje, nic sobie nie wymyślam. I cieszę się z takiego obrotu spraw, z mojej nieugiętości, mimo tego, że nie wiedziałam do czego dążymy. 'Idziemy na gofry?' zapewne sprawiało więcej bólu niż przyjemności, ale ja tak bardzo nie chciałam go stracić. A wystarczyło się zaprzyjaźnić, tak mocno, żeby zaskoczeniem nie było przypadkowe pogłaskanie brody, czy przytulenie się, aż do pocałunku, który wybudził mnie z tego zastania, z tego przekonania, że studia, że odległość, że to nie to, że nie potrafię jeszcze czuć. Najpiękniejszy wieczór właśnie wtedy na naszym Końcu Świata, miejscu, gdzie działo się więcej niż gdziekolwiek. I wtedy rozpoczął się najpiękniejszy okres w moim życiu. Teraz, kiedy pomyślę, że to całe ciepło będzie mi towarzyszyć tak długo jak istniejemy, doprowadza mnie do najprzyjemniejszych ciarek na całym ciele i wywołuje mega uśmiech. Czy to nie miało być tak?
:)

1/23/2012

128. Heavi Metal

Miałam coś pisać, ale wypadło mi z głowy. Jest chyba za późno na takie myślenie.
Mogę Wam tylko napisać, że jest genialnie. I pragnę, żeby tak było.
wkurzył mnie dzisiejszy empik, nie mam biletu, auć, zostaje droższa opcja, ale damy radę, nie ma co narzekać.
Tęsknię za moim Kochanym <3

23.01.2012, 20:19 edytuję, bo chyba nareszcie mnie naszła wena jakaś.
Poniedziałek, już tak niedużo do ferii, a katarzę non stop i kaszlę i boli mnie głowa tak zajebiście mocno, że szok, piję na okrągło herbatkę i chce mi się słodkiego i wszystkiego co najlepsze. A teraz zaczął mnie boleć brzuszek. :( Łukasz zaraz jedzie do roboty, nie będzie go CAŁE 2 miesiące = wakacje! Weekend 3-5 lutego zapowiada się cudownie, bo i mama jedzie gdzieś na jakieś sekty, zostajemy z Młodym, żyć nie umierać. Załatwiłam sobie praktyki, wolnego dużo chyba nie będzie, ale mam nadzieję, na chociaż dwa/trzy dni w tygodniu, może się dogadamy, będzie spoko. Cieszę się, że Pyś mieszka niedaleko, to fajne ;> włączyłam Guano i przypomniało mi się nasze siedzenie w kółeczku i mój skok na 'jedną' falę. Fajnie było.
Żegnam do następnego bulgotu ;d

1/18/2012

127. Number one

Nie wiem co napisać, kiedy targają mną tak różne i tak wielkie emocje, które pozwalają zasypiać z uśmiechem na twarzy i odganiają złe sny i ból i wszystko, co do tej pory wydawało się być ważne, a ważnym nie było. Spaceruje za mną piosenka Number One z ost Bleacha, chyba jej przeznaczeniem jest sprawiać, że czuję się silniejsza niż zazwyczaj, to takie przyjemne, takie fajne. Coś jak Pop a Pill, KoRna, cód, miód i orzeszki. 
Ursynalia mnie lekko poirytowały, chcę informację o wykonawcy, ale już! no co za ironia, czekać tyle, a później przedłużać o chwilę, która ciągnie się od wczorajszego wieczora, komentarze mnożą się jak mrówki, ale widocznie Państwo sobie z tego nic nie robią. 
Pragnę gorącej wanny i cieplutkich moich ramionek, ulalove, I've fallen in love <3 

1/15/2012

126.

żałuję, że mnie tak wczoraj nosiło, straciłam tylko dzień i kupe bólu, zyskałam nic. Juda-as Juda-as, idę.

1/14/2012

125. Pop a Pill

To miała być przepozytywna notka, bo KoRn i kult piosenki Pop A Pill poprawili mi humor do granic możliwości i wracając do domu po prostu cieszyłam się jak dziecko, ale czym to jest do sytuacji, która zaistniała akurat dzisiaj i akurat dzisiaj przypada mi bolesny przed dzień i akurat dzisiaj miałam obrzydliwe sny i cholera wie czemu wieszał mi się brat. Uwielbiam PMS, jestem na takich złośliwych dragach, że odechciewa się wszystkiego.
Bażant jest wredny, ale Lady Gaga poprawia mi humor.
Nienawidzę kurwa tego.

Edytuję, bo czuję, że muszę. Nabuzowałam się tymi nieznośnościami, drę się na Łukasza od rana, bo mnie wkurwia, jak bierze nieswoje i się jeszcze wojuje, a później wygarnia mi najgorsze fakty z życia i jest z siebie taki zadowolony, że ja pierdole. Jedyne pocieszenie, z którego już się raczej nie cieszę, a powinnam, to spotkanie z Monią jutro, które aranżujemy dobre półtora roku, ale nigdy nie było czasu, nigdy nie było chwili dla dobrej koleżanki z gimnazjum, która mieszka kilka minut ode mnie, dosłownie. A przypadkowe spotkanie i jakim dziwnym trafem wolna niedziela spowodowała, że olałam wszystkie opcje, jakie sobie przygotowałam i postanowiłam poświęcić więcej niż chwilę na spacer z Nią. Oczywiście na cmentarz, pogadać o tym co przytłacza, boli, raduje, powspominać nasze wycieczki do domu ze szkoły, drożdżówki i pączki i śmianie z księdza, który robi sobie na lekcji dobrze. Prychodela jakich mało.
chcę, żeby mi już przeszło.

1/12/2012

124. ?

Dbanie o rzeczy nieistotne i przejmowanie się nimi, pisanie pierdół i komentowanie, bo to źle, kiedy ktoś się śmieje, źle, kiedy ktoś nie ma humoru, źle, kiedy komuś się po prostu odechciewa życia. Takie dziadowanie nad czyimś życiem, jakby nie można było zająć się swoim i swoimi smutkami, przyjemnościami, radością, tym co otacza, no nie, bo łatwiej komuś włazić w dupe. I obserwować i zaglądać i komentować blablabla. Nuda z flakami, powodzenia.
Usiądę z tyłu jak zawsze i popatrzę na ten zwierzyniec.
Ah i oh, czyż może być cudowniej?

 I can't find the words to speakI feel sparks

1/11/2012

123. Rats!Rats!Rats!

Zmęczyłam się ciągłym myśleniem, zastanawianiem sie 'co by było, gdyby', knuciem jak dotrzeć do niektórych mózgów, użalaniem się nad swoją beznadziejną wyjątkowością. A chciałabym bez zbędnych myśli wracać do domu, ciesząc się tym co mnie na co dzień spotyka, chciałabym być lekko niewidzialna, chciałabym bez paranoidalnie podchodzić do niektórych rzeczy, tak bardzo mnie to boli.
Staram się działać przeciwko, ale co z tego, skoro zawsze wymyślę coś na poczekaniu, co mnie po czasie zabija, jak taka bomba, rozrywa i znowu czuję się jak...
Jedyne pocieszenie to znaleziona bransoletka, nad której stratą ubolewałam lekko i śliczny lakier do paznokci.
Zaczynam się robić na tyle pusta, żeby przywiązywać wagę do takich małostek? Nie, to się chyba nazywa 'cieszenie się z małych rzeczy'. tfu tfu... aż mi się ta piosenka przypomniała.
Muszę ogarnąć się psychicznie i fizycznie, muszę się iść umyć i iść do szkoły, muszę z niej wyjść i odetchnąć swoim szczęściem.

1/04/2012

122. Check my brain

Łapię się na tym, że pewnych rzeczy nie potrafię od siebie odczepic, to znaczy, nie umiem odczepić od kogoś plakietki o tym, jaki jest. A przecież ludzie się zmieniają, na lepsze, czy na gorsze, to i tak pozostaje niesmak, bo znało się go po swojemu, bez tego, co widzi się teraz. Zastanawiam się, kiedy od siebie będę w stanie odczepić plakietkę z pewną treścią, kiedy będę pewna tego, że to już ten moment, a nie oszukiwanie swoich uśpionych zmysłów, a nie robienie czegoś, byle już, byle teraz. Czasem właśnie robię coś takiego, utwierdzam cały swój organizm w tym, że to już, a później jest źle i coraz gorzej, bo wszyscy widzą to co sama sobie wmówiłam, a zaraz się poddaję i tego nie ma. To też denerwujące.  Dlatego teraz będzie zdecydowanie inaczej i lepiej, i zaczekam, aż dojdą mnie słuchy, że coś się ze mną dzieje i nareszcie bez wahania będę mogła powiedzieć 'nie męczy mnie nic, nerwy zostały uśpione'. Jest motywacja, jest Ktoś dla kogo warto.
Znowu to robię.