3/31/2012

150. Clusterf*ck

Zanim przejdę do tematu, który chciałabym poruszyć, a jeszcze mi owy do głowy nie przyszedł, to chciałabym zauważyć, że sprzedałam się i promuję reklamy Googla, tak więc nie bójcie się i klikajcie, a będzie mi dane. Staję się komercyjna. Sorry.
Już miałam pisać, że niedziela, bo jakoś dziwnie mi się dzisiaj myśli, tak jakbym jutro miała zawitać do szkoły (aż tak bardzo to chyba nie tęsknię :f), no ale to drugi dzień wolnego, a ostatnio mało takich dni było, więc nic dziwnego, że jestem taka zakręcona. Pogoda strasznie mnie dobija, dostałam gradem w twarz nie raz i nie jestem zadowolona z tego faktu, a wiatr tak mi dawał po uszach, że miałam je zatkane przed dłuuugą chwilę.
Ale pogrzaliśmy się przy Plotkarze i Skinsach, czas mijał szybko, niestety, ale i przyjemnie. Ciepło ciepło!
Podali już pełny rozkład Ursynaliów, nie wiem czy jestem zadowolona, ale Fisz pierwszego dnia to coś na co czekam. Ah i Oh !
Muse włączyłam, dawno słuchałam, a głos Matta przecież tak koi :)

3/30/2012

149. What comes around goes around.

Nowy wygląd Bloggera mnie przeraża, nie lubię modern paneli użytkownika. Trzeba się będzie przyzwyczaić, tak samo jak do beznadziejności nowego facebooka, czy youtuba.
Koniec marca jest równoznaczny z końcem praktyk, cieszę się z tego powodu, chociaż może nie do końca. Ale cieszę się, że nie będę słuchała jęku tych bab i nie będę musiała oferować tak często moim dłoniom mega nawilżenia różnymi specyfikami. Przed trzema laty chciałam być fryzjerką, bo mnie to ciekawiło. Mogę nią być dla siebie, a dla innych tylko i wyłącznie służę radą, bo jestem obeznana. Ciężko jest robić coś, co przyglądając się wydaje się być takie proste. W rzeczywistości trzeba być po prostu zwinnym i odważnym, a tego mi brakuje.
Kocia obchodzi dzisiaj swoje 19 urodziny, spadł rzęsisty deszcz, wszystko jest takie fajne.

3/27/2012

148. Leave Out All The Rest



Okres praktyk zmierza nieubłaganie do końca, w sumie będę miałam za czym tęsknić, ale dzisiaj nerwowo nie dawałam rady. Jestem cierpliwa, może nie cholernie mocno, ale potrafię się opanować. Zło wychodzi, kiedy ktoś nagminnie wciska mi rózne historie, o których nie chcę, albo po prostu nie lubię słuchać. Rozumiem- fryzjer, przyjaciel, ktoś nie tylko od włosowej roboty- ale bez przesady. Nadawałabym się na fryzjerke pod względem mojej przyjazności do otoczenia, jednak nie na dłuższą metę. 
Ah, dzisiejszy number one- byłam w kościele. Wiem, że to nie jest nie wiadomo jakie wydarzenie, jednak dla mnie, po tak długim czasie nieobecności tam, po prostu mnie szokuje :) Poszłam tam tylko ze względu na Niego i dla Niego wysiedziałam do samego końca. Zamiast przejmować się tym co słyszę, zajęłam się myśleniem nad rzeczami ważnymi i ważniejszymi. Nie wspomnę o świdrującym wzroku Mariana na który ciągle się napatoczałam, po każdym podniesieniu oczu. Dziw cholernie. 
Tak więc, siedziałam i rozmyślałam. Sprawą ważną dla mnie jest oczywiście fizycznie wyjść na prostą. Waga mi nie służy, ciąglę widzę o 6kg za dużo, razi mnie to, mimo tego, że mam świadomość, że ciągle wyglądam dobrze. Co nie zmienia faktu, że drugi wieczór siedzę na głodzie, a w dzień zajadam nabiał i rzodkiew i inne pierdoły, no powiedzmy, że w mniejszych ilosciach, nie Pysiu? ;p 
Drugie- mobilizacja do czynów i chodzi mi nie tylko o ćwiczenie, ale i o szkołę, którę ostatnio ostro zawalałam. Ostatnio, czyli przed praktykami. Jak widać, źle mi z tym, ale leń jest silniejszy i ciągle tu jestem. Tu, czyli przed monitorem, myszką i klawiaturą. Jestem taka niemądra. Muszę się nareszcie wziąć do roboty. 
Trzecie- relacje między mną, a ludźmi. Dużo w ciągu całego roku się zmieniło, zyskałam kilku dobrych znajomych, zawiązałam silną, szczerą przyjaźń i zakochałam się niesamowicie mocno, co nie zmienia faktu, że źle mi za przeszłość, że tak bez hepiendingowo się zakończyła. Źle, czy nie źle, jak zwykle jestem wszystkiemu winna, więc zwyczajnie się od tego oderwę, tak na dobre. Zresztą, nie ma się czego trzymać. Komentując to z miejsca w którym stoję, mogę powiedzieć 'całe szczęście'. Kocia, Kocia, jesteś jedyną z przeszłości, która podąża w moją przyszłość. 
Raz, dwa, trzy, baba jaga patrzy. 

3/25/2012

147. Chodźmy w deszcz.

Więcej dystansu. Zdecydowanie więcej dystansu.
Zadziwiająca wiadomość od Marcina, czyli jak w 5 dni wykminić coś wyjątkowego, zaskakującego, miłego. Nie będę o tym wspominała, bo czytelniczka tego bloga nie może znać szczegółów. Buziaczki Mała.
Jutro 26, rocznica przeniemiłego zdarzenia, nie chcę o tym myśleć. Ale muszę wybrać się na cmentarz. Kiedykolwiek.
Czuję się za bardzo obserwowana, wiec nie napiszę swoich planów i marzeń związanych ze ślubem. W każdym bądź razie, wszystko się zmienia.

3/24/2012

146. System.

Koniec marca daje się poczuć tak namacalnie. Nie lubię, szczególnie tych dni teraz, kiedy wstaję ze świadomością, że za chwilę rocznica okropnej rodzinnej katastrofy, rocznica od odejścia człowieka, który znaczył cholernie dużo, dla mnie, dla nas, a który tak bestialsko się potraktował. A jednocześnie nas. Bycie swoim własnym katem jest cholernie samolubne. Mimo wszystko, strata jest bolesna i bardzo bym chciała, żeby dało się cofnąć czas. Nie da się. Postanowiłam wybrać się na rocznicową mszę. Ostatni raz w kościele byłam na Jego pogrzebie, tak więc w tym roku pójdę na mszę. Eh, nie lubię o tym myśleć. Nie chcę.
Zauważyłam, że ludzie mają cholerne problemy z zaakceptowaniem biegu wydarzeń. W rzeczy samej nie mam na myśli otoczenia, ale i mnie, bo do niektórych spraw szło mi się przyzwyczajać miesiące. Ale jakieś mało znaczące internetowe gesty nie robią na mnie wrażenia. Kiedyś bym chyba przeżywała. Podchodzę do tego jak do błahostki. A niech tam. Może komuś to sprawi ogromną radość.
Zrobiłam dzisiaj mega porządek na ciałku, jestem z siebie dumna. Mam nadzieję, że będzie jutro ciepło, pragnę tego niesamowicie! Chcę wyjść na spacer i pogrzać się w słoneczku. Coś mi się chyba stało w głowę, bo słucham Comy. O losie.
Kocham i buziakuję, szatany!

3/20/2012

145. Ja tu tylko sprzątam.

Tak mogę nazwać swoją pracę w salonie, kiedy słyszę kolejne 'ooo ma Pani nową pracownicę'. Ale to dla mnie zdecydowanie lepsze, niż siedzenie w szkole do 19, będzie mi tęskno. Aż nie wierzę, że to piszę. I mam następne dwa, a może nawet trzy dni wolne, więc jestem uradowana.
Słucham Disturbeda, staram się odgonić męczące mnie myśli daleko poza mnie. Ciężko jednak nie myśleć, kiedy to przed czym uciekam dopada mnie praktycznie na każdym zakręcie. Czasem się boję nawet zamknąć oczy. Nic nie poradzę, nie ucieknę przed tym, co każdego z nas spotka. Słodki wieczny sen. Brrr...
Mam ochotę na słodkie, mam ochotę na Niego i mam ochotę poszaleć troszkę, pobawić się, zdziecinnieć.

fuck you. 

3/18/2012

144. I wanna touch you.

Bardzo irytują mnie ludzie, którzy zamiast przejmować się sobą, swoimi związkami, problemami, radościami, smuteczkami, wytykają innym ich wady, a na dodatek strzelają rażącymi poradami, którymi i tak wszyscy podcierają sobie tyłki. Czasem zbyt duża pewność siebie nie pozwala nam ujrzeć, jak żałośni i beznadziejni jesteśmy w swojej zajebistości. To boli, bo kiedyś kogoś przypadkiem można skrzywdzić, a to prowadzi do różnych sytuacji. Często tych niespodziewanych. 
Pragnę zielonej trawy i dużo słońca. Położyć się i nie martwić się niczym, nie denerwować praktykami, szkołą, włączyć jakąś odprężającą muzykę i myśleć, myśleć, myśleć... Rozpływać się w tym, w czym tkwię już dobrych kilka miesięcy. Tak sobie właśnie pragnę. 
Dzisiejszy dzień to jeden z tych lepszych, przyjemnych, ciepłych i NASZYCH, bardzo naszych. 
Olafku, tęsknię, tulę i wysyłam koty. :3 
dobranoc. 

3/14/2012

143. Second sight

 To zdjęcie jest tak słitaśne, że nie mogę się powstrzymać przed udostępnieniem go tutaj, jak i tam.
Środa - bolesna. Wstałam po 6 i zdecydowałam, że pojadę obudzić Lubego wcześniej, zresztą nie miałam ochoty spać, ból dawał w kość. W międzyczasie dostałam takich zawrotów głowy, zaczęłam się bać, że zemdleje. I po co mi było wstawać tak wcześnie? Ale przeszło, uf uff :) I pojechałam, siedemnastką o 7:35. Do 9 mieliśmy chwilkę, ale było coraz gorzej. Zamiast się przejść tych 20metrów do salonu, to zadzwoniłam i przeprosiłam, że nie przyjdę. Już wczoraj się nacierpiałam. Ojejku jejku, jak ja lubię takie drzemki, kiedy nie wiem, czy mi się śni, czy naprawdę coś się dzieje, taki półsen. I gadanie Pysiaka, komedia :D Guziu Guziu.
Tak bardzo się cieszę, że jest właśnie tak, że uwolniłam się z tych sideł beznadziejności i pozwoliłam sobie dzielić życie właśnie z Nim. Nigdy w życiu nie pomyślałam nawet, że mogłoby być tak jak jest, że mogłoby nam się udać, moglibyśmy być TAK szczęśliwi, że moglibyśmy się tak pokochać. Że moglibyśmy zdecydować się na więcej niż jeden krok w stronę wspólnej przyszłości. Udaje się. Nam się zawsze uda. Przez te 183 dni daliśmy z siebie dużo, ale damy z siebie jeszcze więcej, ja wycisnę z siebie jak najwięcej, żeby mogło być tak, jak jest.
Ale nie wsiąkajcie. Tu naprawdę nie ma się czym interesować i komentować. Czasem za bardzo ponoszą mnie emocje i podkolorowuję wszystko, ale w tym przypadku nie ma czego kolorować. Współczuję problemów innym, nie miejcie nam za złe, że jesteśmy szczęśliwi. To żałosne. Czasem trzeba wziąć dupke w troki, żeby szczerze się uśmiechać.

Walk away to save your face
You never were a genius
Walk away to save your face
You let it come between us 

3/12/2012

142. Another Heart Calls

Jest mi tak przykro, że ciągnę za sobą takie pasmo niepowodzeń, że czasem wolałabym zniknąć, zamknąć się, umrzeć, albo coś w tym rodzaju. Wszystko stawia się przeciwko mnie, wraz z moją osobą. Nie wiem co sobie myślałam, nie wiem nawet co się działo. Jednego jestem pewna - nie popełnię drugi raz tego błędu. Nie wiem jak długo będę chomikowała łzy pod powiekami, ale liczę na szybką rehabilitację po tym upadku.

Zamieniłam dzisiaj plasterki na dragi. Zobaczymy jak to będzie. Cholernie boli mnie brzuch i plecy, nienawidzę TYCH dni. Zazwyczaj zwijam się z bólu, ale w tym miesiącu wydaje się być spokojniej niż ostatnio. Przynajmniej z brzuszkiem.Zobaczymy jutro, bo jutro chyba umrę. I PÓJDĘ Z PRAKTYK HE-HE-HE! evil.
Mam ochotę napisać list do taty, opowiedzieć mu o sobie. To nic, że patrzy i wszystko widzi i się opiekuje mną tych 9 lat, ale chcę po swojemu przedstawić mu swoje życie. Myślę, że będzie ciężko, ale zeszyt, który skrzętnie wszystko przechowuje będzie idealnym miejscem na takie pisanie.
nie będę smutać. wystarczy.

3/11/2012

141. say it

nie wiem co powiedzieć.

3/09/2012

140. to tylko kawa i papierosy.

Piątek. Jakoś niekoniecznie się cieszę, bo nie ma z czego, jutro znowu dzień praktyk, dzień wchłaniania tych chemii, wdychania obrzydliwych oparów, bólu kręgosłupa i stóp. A to dopiero tydzień. Dam radę, zawsze daję radę.
Wydaje mi się, czy jest coraz cieplej? Czy niedługo znowu będę wysiadywała do późna na balkonie, patrzyła w niebo i wdychała świeżość? Świat jest taki piękny, kiedy wiśnie kwitną, tulipany zdobią ogródki i wszystko zielenieje. Aż się chce żyć. No i można hodować swoje własne słoneczniki:)
Ogólnie rzecz biorąc to jest mi psychicznie lepiej. Od tej pogody wszystko jest lepsze.
Miałam wspomnieć o swoich czyścikach i kosmetykach, których nie jest dużo, bo jestem bardzo ograniczona, niestety. Moja skóra nie toleruje 70% kosmetyków dostępnych na polskim rynku, tak więc ratuję się tym, czym mogę. To bolesne.
Od lewej: 
  • Sulphur Zdrój, Mineralna odżywka do włosów 'Zdrojowa' - bogata przede wszystkim w minerały, których potrzebuję. Włosy już po pierwszym użyciu są niesamowicie przyjemne w dotyku, delikatne i czuć, że są odżywione. Skóra głowy nie swędzi, wszelkie zmiany skórne wydają się być zmniejszone. Jedyną wadą odżywki jest jej niewydajność, ma niezbyt wygodną do rozprowadzania konsystencję, mimo wszystko jest godna polecenia. Cena: 12zł / 200ml [ www.doz.pl ]
  • Garnier, Nawilżająca Pielęgnacja 7 dni, Ekstrakt z Aloesu - są i inne bardzo przyjemne zapachy z tej serii do różnych rodzajów skóry, jednak ten wydaje się być najlepszym i najprzyjemniejszym. Po przygodach z aptekowym Cethapilem, postanowiłam znaleźć jego sklepowy odpowiednik. Zależało mi na skuteczności i cenie, to chyba przede wszystkim. Skóra po kilku dniach wydawała się być w zdecydowanie lepszej kondycji. Niestety nie jest mi dane używać go codziennie, bo jestem leniwa i zapominalska. Mimo wszystko nie powstrzymam się przed kupnem następnej 'buteleczki'. Cena: ok. 14zł / 250ml.
  • Rossmanowa Alterra Morela + Pszenica- szampon bez szkodliwych SLS, czego unikam, a jest niestety w praktycznie każdym szamponie, nawet leczniczym. Dlaczego kupiłam... potrzebowałam czegoś lekkiego i delikatnego, żeby nie obciążać włosów i nie doprowadzić do beznadziejnej kondycji skóry głowy [wysuszenia]. Nie jestem do końca zadowolona. Owszem - włosy są przyjemne w dotyku, miękkie, nawilżone, jednak czuję, że nie zaprzyjaźnimy się na dłużej. Może z innym szamponem z tej linii będzie lepiej. Natomiast odżywka z Alterry morela + pszenica to mistrzostwo świata. Więc polecam. Cena: 8,99 zł / 250ml [aktualnie promocja 25% więcej]
  • Polytar, mój ulubiony, śmierdzący szampon rakotwórczy, ale chyba najtrafniejszy. Używam go 2x w tygodniu ze względu właśnie na chorą skórę. jest strasznie wodnisty, nie posiada SLS, nie pieni się jak należy, jest w wyciągu z dziegci, ale DZIAŁA i czuję, że niedługo będę miała idealnie czystą skórę głowy i będę przeszczęśliwa. Po użyciu czuć jakby ściąganie się skóry na głowie, przyjemne uczucie, dzięki czemu wiem, że działa. Zmiany są namacalne i naprawdę mnie cieszą. Jedyny minus to zapach, oczywiście ww. odżywka + serum redukują ten zapach, więc nie narzekam. Cena 18zł / 150ml [www.doz.pl]
  • Krem do rąk Garniera- z tej samej serii co balsam. Szybko się wchłania i odżywia. Ręce są gładkie, skóra jest nawilżona, skórki zmiękczone. Cena ok. 7zł.
  • Tabletki MEGA-KRZEM z metioniną. Jedna tabletka dziennie. Aktualnie żywię się tymi z próbek, ale przy zamówieniu dostajemy kupon na 4 miesiące kuracji za 20zł (razem z przesyłką). Ogromnym plusem jest bogaty skład. Przy przyjmowaniu tabletek nie powinno się pić skrzypu, drożdży, czy pokrzywy, a także przyjmować innych wzmacniających włosy i paznokcie specyfików. Zażywam od miesiąca, jednak nie zauważyłam ogromnych zmian. Być może dlatego, że tabletki nie są dla mnie dobrym rozwiązaniem. Zamówić próbki można poprzez wysłanie maila z danymi na adres mailowy: megakrzem@avetpharma.pl. 
  • Na zdjęciu nie widać Serum na zniszczone końcówki z Avonu. Dla dodatkowego nawilżenia i nadania kondycji zniszczonym i wysuszonym zimą końcówkom. Ślicznie pachnie, jest wydajna i nie obciąża włosków Nie każdemu podejdzie, jednak jest warta swgo. Avon, cena 14zł / 30ml
  • Do ust dodatkowo używam Balsamu Avon Naturals honey. Wchłania się za szybko, jednak dzięki temu usta są przyjemnie miękkie i różowiutkie.  A że jestem osobą całuśną, to dodatkowa całuśna kuracja nadaje im wyjątkowej jędrności :)




Pharmaceris H-Purin - Wakacyjne odkrycie, które ląduje w koszu na śmieci. Po trzech buletkach tego szamponu włosy stały się zniszczone, skóra zrobiła się taka jak przed kuracją i swędziała. To było nieprzyjemne. Pomiędzy jedną drugą, a ostatnią butelką używałam szamponu Seboradin z czarną rzepą i wydaje mi się, że zaburzyłam to co zyskałam Pharmacerisem, dlatego tak zaczął działać. Żałuję z jednej strony, bo był wydajny, miałam go na 2 miesiące. Minusy to cena i splątane po myciu włosy. Bez odżywki ani rusz. Cena: 22zł / 250ml. [www.doz.pl]

Mogłabym dodać jeszcze to i owo, jednak czas pogania. Aktualnie planuję zakupić kilka olejów i zacząć natłuszczanie włosów i skóry [winogronowy, kokosowy, oliwa z oliwek] i wrócić do picia skrzypokrzywy, bądź drożdży. Paznokciom nie mogę dać rady, więc po ponad 1,5 miesięcznej przerwie od smarowania kolorowymi lakierami wracam do tego smutnego nawyku. Włosy są wiązane i myte jak najrzadziej (za wyjątkiem grzywki, która się moczy co 2 dni najszybciej).
Hoho.

A na wiosnę fioletowe tramposzki. Ależ jestem alternatywna. Brakuje mi tylko kubka ze Starbucksa :)




Polecam na dzisiaj Fisza - nie wyróżniam żadnej płyty- dzisiaj wszystko co można znaleźć w internecie. Amen/

3/04/2012

139. Granice

Miała być notka nt. kosmetyków i mojej 'pielęgnacji' włosów, chociaż to za dużo powiedziane. Nie będzie, nie mogę podłączyć telefonu i zrzucić zdjęć, a z aparatem się pożegnałam, więc poczekacie, aż Zune łaskawie zadziała.
Pieką mnie oczy, jestem w psychicznej rozsypce, tak łatwo mnie zasmucić, tak łatwo mnie wyprowadzić z równowagi, tak ciężko mi utrzymać pion. Wystarczy kilka słów za dużo, a cieknie mi po policzkach, jak jakiejś wariatce. Pewne słowa chodzą za mną krok w krok od wielu lat i po prostu za mocno w nie wierzę, za bardzo się ich trzymam, za dużo robię przez to problemów, przez co czuję się jak prawie dwumetrowy pryszcz wypełniony nerwami. Problem. I wierzę w siebie, znowu. I nie tylko ja w siebie wierzę, znowu. A ja znowu nie wiem od czego zacząć, bo wystarczy, że sytuacja się powtórzy, a ja znowu będę dramatyzować. Jestem beznadziejna. I bolą mnie plecy. Tak niesamowicie. A jutro te praktyki, a ja nie mam rozchodzonych butów, nie rozchodziłam moich ślicznych fioletowych tramposzków. I nie umyję rano włosów, bo nie będzie na to czasu. A nie, przecież myłam dzisiaj.
Potrzebuję takiej bliskościowej kuracji, najlepiej 24/7, w łóżku, w szczęściu.
21:51, muszę się jeszcze umyć, idę do lekarza.
Muszę się położyć, bo zaraz zasnę.
Muszę zdać sobie sprawę, tak dosadnie, z tego, że jest KTOŚ bardzo ważny dla mnie, dla kogo jestem równie ważna. Muszę wbić sobie do głowy, że myślenie typu 'męczy się' jest mylne. Muszę wbić sobie do głowy, że jestem więcej warta niż Ty, niż ona i on, niż wszyscy.
Muszę w siebie uwierzyć : )

3/01/2012

138. Behind.

Zaskakujące, jak bez żadnego 'ale' potrafię rozmawiać z tymi, którzy już dawno stracili w moich oczach. Przykre oczywiście jest to, że tak się kiedyś stało, ale dzisiaj to już nie ma żadnej wartości. Po co się przejmować marnymi znajomościami utrzymującymi się na 'łał, masz cycki'.
Nawiedziłam dzisiaj aptekę i odebrałam szampon z odżywką. Już po pierwszym użyciu jestem mega zadowolona, co nie zmienia jednak faktu, że ciężko będzie myć włosy tylko dwa razy w tygodniu. Już kiedyś to praktykowałam i przyzwyczajenie tych dziwnych skórnych wytworów do tak rzadkiego mycia, zajmowało tygodnie. Nie wiem, czy plusem, czy minusem jest posiadanie praktyk akurat teraz, no ale zobaczymy jak będzie.
Coś jeszcze miałam poruszyć? No chyba mi się właśnie odechciało. Tak więc znikam.