7/28/2012

190. Jak to poważnie brzmi!


Nie czuję się najlepiej. Z okazji nieprzyjaznego humoru chętnie odpuściłabym dzisiejszą imprezę i jakiekolwiek spotkania, bo wiem, że jestem mendą do kwadratu. Ale nie zrobię tego Bażantowi, to w końcu jego urodziny. Takich rzeczy takim ludziom się nie robi, chyba, że w grę wchodzi ketonal i spanie. Wtedy niech się dzieje co chce, ja idę spać.
Odkryłam dzisiaj w zamrażarce 4 opakowania drożdży, z mamą dokupiłyśmy jeszcze dwa, tak więc jak już będę gotowa na odpowiedzialność w postaci - ugotuj - wypij, to będę miała dobry zapas. Ale muszę się zmobilizować, a przez te upały to jest jeszcze gorzej.

Chcę wrócić do Kaczórek, jeść plastry, zapijać wódką, leżeć, przytulać, kochać i o niczym nie rozmyślać. I huśtać się z Olafem i kraść internet :D


zęby, tfu! 
Miś <3 

7/24/2012

189. Come back!

Wraz ze zmianą podejścia do życia, trzeba było zmienić wystrój. Minimalizm jest czymś co zawsze mi się podobało, teraz blog bardziej mi podchodzi. 
To w końcu mój drugi domek. 
Zamierzam też przysiąść się do pisania, bo notek opublikowanych już prawie 200, a ja nadal piszę o pierdołach, albo kiedy czuję się jak po dawce najobrzydliwszego alkoholu i spod palców wypływa coś na miarę ostatniej notki. Do dziś nie wiem co mi strzeliło, ale jak to Luby stwierdził 'nie wiem do czego dążyłaś' - ja też nie i na tym przystańmy. 
Weekend minął pod patronatem Kaczórek. Impreza Kiciora, przed którą miałam stany lękowe, okazała się przyjemnym ogniskiem w ramionach Pysia z przyjemnym towarzystwem naokoło. Nie zabrakło żartów Gumiaka za które go uwielbiam, podbudowuje mnie psychicznie, kiedy rzuci tam, gdzie ja nie mam odwagi, soczyste 'spierdalaj'. Ot i wszystko. Kiełbasa, Radler, Luby, drzewka, laski i czipsy. Ogólnie fajnie. Jednak najlepszym punktem imprezy był rozpad towarzystwa i przeniesienie się do domku letniskowego Krzysia. Ale tam jest wygodnie i przyjemnie (i dużo coli!). Jak normalna chałupka, strasznie mi się tam spodobało. Graliśmy w Eurobiznes, popijaliśmy 'piwerko', łapaliśmy nieznośną, GŁOŚNĄ koleżankę i gadaliśmy o pierdołach. Ha! I wygraliśmy! :* Zrobiło się jasno i wszyscy poszli spać. Przytuliłam się do poduszki, a za chwilę na brzuszku poczułam ciepłe rączki i odpłynęłam w tym przyjemnym klimacie. Poranek był trochę męczący ze względu na panujący głośny krzyk koleżanki. Po wyjeździe trójki znajomych zrobiło się tak cicho, że moje struny głosowe mogły odpocząć i na luzie mówić normalnie, spokojnie i powoli o co chodzi i wszyscy rozumieli.
To popołudnie z Pysiem, Gumiakiem i Krzysiem długo będę pamiętała. Uwielbiam takie przyjemne planowanie... Kapsuła czasu- no pomysł geniusz! Jestem zachwycona z posiadania takich znajomych, od lat nie czułam aż takiego przejęcia, takiej pasji w tym co się dzieje. Nareszcie coś się ruszyło do przodu.


A wracając do domku zaplanowaliśmy nasz weekend w górach. Liczę na dobrą passę i zakończenie wakacji w najprzyjemniejszym miejscu na ziemi :)



a na dobry koniec dawka nowego Passion Pita :)



7/20/2012

188. Fire It Up


Oko moje przesłodkie.

Coraz częściej przeglądając strony typu wp, onet, czy interia (rzadko tam trafiam, ale jednak) widzę posty w stylu 'zgwałcił ją ksiądz', 'powiesiła się przez proboszcza', 'ksiądz doprowadził do śmierci dziecka' (które sam spłodził oczywiście). Nigdy nie byłam ani ślepą katoliczką, ani wysiloną ateistką. O religii staram się nie dyskutować, bo jednak od czasu, kiedy zdecydowałam się z rezygnacji z nabożeństw, lekcji religii, procesji, czy kij wie co jeszcze tam wymyślają, mam mały zasób wiedzy i nie mam argumentów, którymi mogłbym się w rozmowie podpierać. Zresztą, po co się podpierać, skoro nie ma sensu o wierze dyskutować. To jak wejście w dyskusję z moją mamą- intensywnie biorącą udział w życiu przykatedralnego Neokatechumenatu, kobietą po pięćdziesiątce z jednym wytłumaczeniem na każdy problem - Bóg. Nie stać nas na spłacenie pożyczki - pomodlę się, nie daję rady psychicznie - pomódl się, nie wiem czy zdam maturę - pomódl się. Żyć nie umierać. Nic do tego nie mam, chociaż czasem chciałabym stąd uciec, każdy ma prawo mówić i myśleć co chce, jednak czasem mnie to męczy i zastanawia.
Zastanawia. Najbardziej na przykładzie tego, co napisałam na samym początku KSIĄDZ ZGWAŁCIŁ DZIECKO. Jak moja matka, z której łona wyszłam, podchodzi do takich newsów. Bo jak na złość całemu katolicyzmowi, wiek XXI jest chyba najgorszą kumulacją takich przypadków, a raczej - najgorszą kumulacją nagłośnionych przypadków.
Staram sobie ułożyć w głowie wytłumaczenia mamy, ale nie podchodzi mi nic w jej stylu. Chyba sama nie byłaby w stanie odpowiedzieć, albo poszłaby się za nich modlić. (widzę, że tak namalowałam moją matkę, że teraz każdy myśli OJEZU Z KIM ONA MIESZKA, aż tak źle nie jest, do momentu, kiedy nie zacznę tematu jakiegoś bubla kościelnego). W czym sens w czym logika.
Teraz zastanawiam się, czy nasi parafianie i bożyszcze parafian- miejscowi księża, żyją zgodnie z tym co głoszą i (w przypadku bożyszczy) z perfidnym celibatem.
Perfidnym, bo... Wszyscy wiedzą.
Nadszedł czas, kiedy religijne przemyślenia kończą się, bo nie lubię rozwijać swoich myśli (lenistwo, to grzech), a ja zamykam oczy i wyobrażam sobie to co czuję, a raczej staram się to zobrazować.

A bo dzisiaj przy okazji słuchania Fisza, mojej ulubionej płytki Heavy Metal, rozpłynęłam się w wakacjach sprzed roku. Tyle problemów, tyle niewyjaśnionych spraw, tyle ucieczek, tyle kłótni, tyle przelanego alkoholu i wypalonego tytoniu, tyle nieodpowiedzialności. I nie wiedzieć dlaczego, te niewyjaśnione sprawy chciałyby się wyjaśnić, ale mi się nie chce ich ruszać. Bo gówno śmierdzi, a ja na nie nie mam siły. Bo gdybym ruszyła, to by poszła FALAAAAAA dosłownie żali i przepraszaj i tłumacz się i opowiadaj co u Ciebie. Zostawię to w spokoju. A ona niech czeka. Cóż za nieodpowiedzialność.
I znowu mi się poprzewracało w głowie od Fisza i nabrałam chęci na życie.
A celibat wszyscy mają... w dupie ;)

7/17/2012

187. Fuck You.

Jak dawno byłam na bloggerze, o matulu moja.
Jakoś niekoniecznie trzyma się mnie wena, próbuję się raczej doprowadzić do w miarę normalnego stanu. Jest progress, bo zaczynam już jeść grubo po północy i nie ograniczam się do kanapki dziennie, to dobrze.
Wakacje... Wakacje... Trochę stresu się do tej pory najadłam. Chciałabym teraz utrzymać równowagę dobrego humoru i robić więcej rzeczy, które nie będą mnie przyprawiały o ścisk wszystkich mięśni brzucha i klatki piersiowej, tylko mięśni twarzy, dużo uśmiechu, dużo śmiechu, dużo dobrych emocji, dużo miłości.
Zaczęłam nawet pracować nad swoją głową  i jestem z siebie dumna. Tzn. jeszcze nie teraz, bo jeszcze nic konkretnego się nie działo, ale uzupełniam masę karteczek i karteluszek, a później to się analizuje i takie tam brednie o pogodzie:)
Autobusy są przytłaczające, chcę już działający rower.


7/11/2012

186. Californication.

Noszą mnie te cholerne nerwy, boli to co zwykle w tym stanie. Zaprzestałam nawet łykać wit. B, bo bym sobie doprawiła serducho tylko.
Ta niepewność jest najgorsza. Chcę żeby było już jutro i chcę wiedzieć na co się nastawić, chcę się uspokoić i poczuć ulgę, tak mi tego trzeba.
Nie lubię takich napięć, wolałabym zasnąć i obudzić się wtedy, kiedy już będzie po wszystkim.
A za rok matura. Jak ja się dzisiaj nieswoim tak stresuje, to co będzie za rok w maju? To stwarza taki dyskomfort możliwości, nie wiesz już na co Cię stać, albo wydaje Ci się, że nie stać Cię już na nic.
Spokój duszy zapewniają mi ludzie do których zawsze lgnęłam. Może to nie zawsze było odpowiednie rozwiązanie, ale teraz jest jak najbardziej. Takie rzeczy się czuje. Nocka z Kocią, która przysporzyła mi seansu a'la rozmowy w toku, pozdrawiam Kolegę :) Piwo z Olafem na boisku, chłopaki grający w nogę, spacer na Karolówkę późną nocą, piwo z Gumiakiem, śpiewanie na starym z Bażantem, czas z Moim najważniejszym Mężczyzną. Niby jest tego tak dużo, a i tak wydaje mi się, że to taka niewielka cząstka naszych możliwości.
Zaraz koncert Spanishów, Wszystko gra w Zamościu, kolejne granie z Bażantem, ogniska, 'wypoczynek', łąki, głupie rozmowy i radość.
Na to liczę.

A Bażant z Wami na drogę!



7/06/2012

185.

wena przychodzi i odchodzi wraz z kolejną falą
i chyba nie napiszę nic, coby nie obnażyć swoich histerycznych myśli,
i jest jak zwykle
możesz potrzebować wszystkich, ale co z tego, kiedy oni nie potrzebują Ciebie

i Seether i Radiohead.

7/02/2012

184. Help, help!

Jak nigdy odczuwam teraz cholernie ludzkie uczucia. Chciałabym się pozbyć bezsensu w rozmowach z ludźmi, dziecinady w działaniu, chciałabym móc zmienić rzeczywistość na lepszą, chciałabym, żeby zdradliwe suki cierpiały za swoje.
O ile żałują zdrady, rzecz jasna.
Ostatnie dwa dni minęły mi w gronie wspaniałych ludzi. Czasem brakuje mi tego pieprzenia o byle czym, czy śmiechu z ciągnącej się jak gówno czekolady. Przecież takie rzeczy są ludzkie, nie ma sensu się przed tym chować.
Nie lubię sztywności. Cholernie mnie to ostatnio irytuje. Ludzie powinni się otwierać, ot i wszystko!
A ja piszę głupoty, ale cierpię okropnie, ściskam w garści ketonal i czytam i piszę i myślę i tęsknię.
I kocham i myślę i chce mi się pić.
I muszę wziąć CP.
Tak.