9/26/2012

201. Hysteria.

Nabawiłam się nieprzyjemnego stanu, przez który potrafię się rozpłakać podczas słuchania lajwów z koncertów Muse. Tak samo miałam z Coldplayem, a kiedyś nawet w In Flamesmi, czy Kornem. Niesamowite. Nie dość, że mam gęsią skórkę na całym ciele, to jeszcze samoistnie lecą mi łzy z oczu.
Za dużo tych łez ostatnimi dniami, chciałabym się tego wyzbyć.
W szkole powoli zaczyna się robić duszno, koniec września zawsze mi się kojarzył z niesamowitym zapierdolem- mój zapierdol ogranicza się do zrobienia kilku zadań i odrobieniu Clevera, a później lenieniu się przed komputerem. Miałam takie ambitne plany, ale niektóre sytuacje tak wspaniale potrafią zburzyć wszystko, po kolei. Aż się ma ochotę rzucić tym wszystkim. Gdzie ten zapał? Matura? Kij z maturą.
Nie widzę teraz żadnych perspektyw. Kraków, tak chcę Kraków, ale co ja w tym Krakowie będę robiła? Pójdę na prywatne? A może na byle gówno, żeby się tylko wyrwać. A może zostanę tutaj, założę ręce i nie będę robiła nic, bo po co. Nie chcę, żeby nadchodził ten okres... Nie chcę się na tyle usamodzielnić, żeby musieć walczyć ze wszystkim na własną rękę.
Muse lekiem na wszystko.

buziaki.

9/24/2012

200. Panic Station

Siedzę pod kocykiem, czekam na skrzyp, zastanawiam się nad przespaniem całego dnia i wygrzania się nareszcie oraz słucham nowej płyty Muse, której 'strimy' dzisiaj otworzyli. Jestem zaskoczona. Singiel, o ile to można nazwać singlem, który wypłynął do sieci był mocno dubstepowy, podobnie jak zapowiedź płyty, która okazała się mocnym naprowadzeniem, nawet fanów, na hejty.
Faktycznie, jest kilka motywów mocniejszych dubstepów, ale całość przypomina ich starszą twórczość, da się przyporządkować dany utwór do którejś z poprzednich płyt, czuje się ten niesamowity klimat, głos Matta wślizguje się w każdy zakamarek mózgu i rozluźnia wszystkie mięśnie, rozpływają się nagromadzone nieprzyjemne emocje i wszystko upływa gdzieś w dal. To takie niesamowite, że aż niemożliwe.
Czasem współczuję niektórym, że tak bardzo krytykują taką muzykę - należy jej się odpowiedni szacunek. To nie to samo co wydzierający się przez 10 minut w jednym utworze blackmetalowy 'wokalista'.
Ale są gusta, a o gustach się nie dyskutuje. Amen.
Ostatnie dni upływają dość szybko i zgrabnie. Dzisiaj miałam pojechać na samorządową wycieczkę w Bieszczady, ale zrezygnowałam. Wydawało mi się, że to ze względu na okropny stan zdrowia, pozarażałabym wszystkich i przy okazji nie pozwoliła się wyspać, bo tak mnie mocno dusi, ale w rzeczywistości to chyba za bardzo mi zależało na zapowiedzianych kartkówkach i ogólnie na szkole. To aż dziwne. Nawet będąc chora to myśl 'nie idę do szkoły' jest tylko chwilowa. Jak znam życie to jutro wstanę i pójdę, choćby nie wiem co. To dopiero chore.

kaszlu kaszlu. moja głowa.


9/16/2012

199. Sonne


ZSZEF trwa, w mundurówce się pewnie teraz dużo dzieje. Pewnie siedzą w ciemnej sali i grają w Slendera, a ich krzyki słychać na całym piętrze, pewnie oglądają animce i popijają sake, albo grają w RPGi i świetnie się bawią. Wracając dzisiaj nad ranem, słyszałam od wracających wiele pozytywnych opinii, o organizacji, o zgraniu o poczucie wspólnoty i pełną akceptację. Lubię ten klimat - wszyscy jesteśmy równi i wszyscy się dobrze bawimy, chociaż nawet się nie znamy.
I ja tam byłam. Jako menadżer Bażanta & Bad company, wybrałam się nastawiona na najlepsze. Nie zawiodłam się, chociaż dręczyła mnie nieobecność Lubego. Ale Gumiak robił za mojego bodyguarda i nie nudziłam się, to najważniejsze. Na karaoke zdarłam sobie gardło, na koncercie też sobie pośpiewałam, dzisiaj po spektaklu śpiewaliśmy Bożenkę, wszyscy razem na scenie, tak taaaak. Jednak siły mnie opuściły. Jeszcze jak dojście na miejsce konwentu nie byłoby problemem, tak wrócenie z niego na karolówkę jednak graniczyłoby z cudem. Wolałam ciepły pokoik i skrzypik z pokrzywą.
Nie chcę, żeby weekend się kończył, ale chcę być już po maturach i chcę się stąd zabrać. Na drugi koniec świata. W ciepłe ramionka i namiętne śniadania.
Jest mi zimno.

W piątek stuknął nam okrągły rok, szczęście nie do opisania. A przed nami tego szczęścia nieskończoność :)




tydzień temu było tak cieplutko, a teraz co? Marrrrrrznę! 

Supergirl mnie prześladuje, wczoraj każdego męczyłam, żeby to zaśpiewał ze mną. Dopiero Tomasz pełen zapału się zdecydował. A później przyznał, że zawsze to chciał zaśpiewać właśnie tak. Cudowne to jest!


9/10/2012

198. I Want To Break Free


 
Powiem Wam, że ludzie są okropni. Potrafię jednak zaakceptować okropność na poziomie, jednak dziecinady w stylu 'wyzwę ją od kurew, a później pójdziemy na piwko i zakupy' nie zdzierżę. Okrutność. Ale czego wymagać od gimnazjalistów, albo wyrastających dopiero licealistów.
Szkoła wita nas mega jebnięciem w głowę - jesteście maturzystami! Walnęłabym mema w stylu YOU DONT SAY? Ale nie mam ochoty na obrazki. 
Całe pieprzone 3 lata czekałam na ten ostatni rok, a teraz jak na złość mam go dość. Gdzieś uciekł ten zapał, ta chęć skończenia dobrze. Już nawet nie mówię o maturze, bo na tym mi zależy koszmarnie, ale zawodowy... litości. Jeden pisany zawodowy, a miliard dodatkowych lekcji, które są obowiązkowe. Serce się kraja na samą myśl, że zamiast zrobić kilka godzin zawodowych więcej, to dojebali nam informatykę z kobietą, która goli się maszynką firmy ŻBYK. Ah te nasze żarty. 
Naprawdę. To ironiczne podejście ze strony każdego nauczyciela, ta pogarda nam rzucana na matmie, to zawzięcie na rosyjskim, kiedy to na głowie mam dwie matury z angielskiego i do jasnej cholery NIE MAM ZAMIARU uczyć się rosyjskiego. Cóż za żałość. Jak się zdenerwuję, to powiem co myślę, bo kobieta od angielskiego nie czepia się tych, którzy na maturze zdają rosyjski. Cóż za profesjonalizm. Jedna z najlepszych nauczycielek w szkole. 
Ponarzekałam, ponarzekałam, ah to zachwalanie się swoją starością... Nic fajnego.
Czekam tylko na kwiecień, na matury, na zawodowy, wesela, Kraków i wyjazd w pizdu za granicę. Nie będę się marnowała w tym kraju. 
Smród, brud i ubóstwo. 
Achuj! :)

9/01/2012

197. Narcystyczny kanibalu.


Powrót z Ursynowa. A nie... To dopiero droga na niego. Obawiam się, że za rok nie uda mi się tam pojechać. A jak już to prosto z Wrocławia. Tydzień po weselu Karoliny.
Śmieszne, jak nikomu się do ślubu nie spieszyło, tak nagle na głowę spadają cztery, w tym jeden mojej siostry rodzonej. Jakie to piękne. Skoro jedna już do ślubu się szykuje, to pociągnie za sobą pewnie nas wszystkich.  Nie ukrywam, że nie mam nic przeciwko. Jednak człowiek się starzeje. Są plany, są marzenia, są przyzwyczajenia, jest TO. Życie idzie do przodu, czas się ustatkować.
Spędziłam wczoraj z Klamką kilka dobrych godzin na Kamyku. Robi się coraz chłodniej wieczorami, całe szczęście wzięłam skórę. Pogawędki o wszystkim dosłownie, takiego przetrzepu mózgu mi trzeba było. Najlepszy był powrót do punktu wyjścia, czyli starówki. Hardcore. I księżyc koszmarnie świecił po oczach. I w tym momencie skończyła się moja wena. Blog kosmetyczny też stoi w miejscu, chociaż na głowie tyle się dzieje.
I szkoła zaraz i znowu stres.Chcę już wyjechać z Tobą i mieć ten plebs daleko za sobą.


jako jedno z nielicznych megadefu- bardzo polubiłam.
Młody, dziena.