12/27/2013

275. Imagine Dragons - It's Time

Rok temu moim hymnem na święta i sylwestra był inny utwór tego zespołu - Radioactive.
Ten rok pokazał mi czym jest przebaczanie, utrata, ucieczka i samoakceptacja. Nie raz popełniałam błędy i nie raz zastanawiałam się czy to, w czym tkwię jest rzeczywistością w której chcę żyć. Nie umiałam określić do końca uczuć, które żywiłam nie tylko do siebie, ale i do osób które poznałam, które stały się na chwilę cząstką mnie.Bo najłatwiej było mi być, bez zaangażowania, bez większego przywiązania, a czasem i dość interesownie. Dziwny ze mnie człowiek..
Teraz, kiedy spędzam te chwile w domu i widzę jak wiele się zmieniło w moich relacjach z rodziną, z osobami, którym zazwyczaj miałam wiele do zarzucenia, widzę, że jestem. Zaakceptowałam wszystkie swoje demony, złe strony, chore myśli i nieograniczoną miłość, którą darzę każdego. Zaakceptowałam się ze strony wizualnej, moje 'suche' nogi, średni, a może nawet mały biust, chorobę, która zżera mnie powoli, wzrost, który wielokrotnie sprawiał, że czułam się nieswojo. Zaakceptowałam wszystko co chciałam zmienić, a czego w rzeczywistości nawet nie dało się tknąć.
Jedyna rzecz która pozostała mi do zmiany to lenistwo. Bo jestem nad wyraz leniwa, przez co obawiam się, że wylecę ze studiów po mojej pierwszej sesji, której nie przetrwam, jeżeli czegoś z tym nie zrobię. A olać to najgorsze co może być. Trzeba być odpowiedzialnym, jeżeli za coś się już zabrało.

Chciałam napisać więcej, ale teraz nie mam pojęcia co mogę dodać. Pomieszało mi się wszystko i chyba wiem do czego to prowadzi.
Do dzisiejszej radości, do Piątej, do ludzi, do śmiechu i być może do łez.
Bo przecież wszystko jest możliwe. A kto nie podoła, jeżeli nie ja?



It's time to begin, isn't it?
I get a little bit
bigger but then I'll admit
I'm just the same as I was
Now don't you understand
That I'm never changing who I am



12/08/2013

274. She wants revange - Tear You Apart

Grudzień.
Zaczął się niezbyt przyjemnie. Wiadomość o śmierci bliskiej mi osoby dobiła mnie wystarczająco, ale nieplanowany, a jakże potrzebny powrót do Zamościa naładował mi akumulatory na maksa.
Pogrzeb w takiej formie w jakiej się odbył, pokazał mi, że łzy są zbędne. Jest jej już wystarczająco dobrze. I chociaż rzeka dosłownie płynęła mi z oczu, to duch był spokojny. Czas przez który walczyła z rakiem, później na dodatek białaczką i na koniec z jakimiś płucowymi sprawami uświadomił mi, że trzeba być silnym i nie poddawać się.
Dzisiaj na dodatek zaczęłam pisać pracę o Sokratesie i jego obronie. No kurde, wszystko się tak kłębi - wszystko pokazuje mi jedną postawę - silną i twardą. Nie poddawać się, brać to na co zasługujesz, nie błaźnić się i nie błagać o litość. A jak często wydawało mi się, że jedynym ratunkiem jest pchać się na siłę - nie to nie, bez łaski.
Filozofia jest pojebana, ale trochę mnie fascynuje. Mogłam jednak na nią iść :D

Z Kocią zamówiłyśmy sobie urocze pokrowce na telefony. Z kotami, bo jakże by inaczej. eBay stał się moim zakupowym rajem. Nie dość, że jest tam wszystko, to jeszcze w cenach kosmicznie niskich.
I z darmową wysyłką w większości przypadków.

Mój będzie już niedługo wyglądał tak :)

Zadowolona jestem i podoba mi się, Wam nie musi.
Coraz bliżej pojebany kolos na którego mam tony do przeczytania, no przecież zdążę! 
A później upragnione święta. Napierdalanie historii kultur i czas w domu. Jak nigdy w życiu tego pragnę.
Bo tęsknię za mamą, mocno. Bo ją kocham. 



A wczoraj na Niskiej zrobiliśmy sobie rodzinne Mikołajki. Brakuje na zdjęciu tylko Svietki, bo robiła zdjęcie. Taką atmosferę lubię, kocham Was wszystkich :3

Tym pozytywnym akcentem żegnam na jakiś czas, bo nie wiem kiedy znowu mnie najdzie na pisanie. Buźka.

11/26/2013

273. Blackout.


Jak długo jesteśmy razem?
Pamiętasz jak razem siedzieliśmy nad Wisłą w Krakowie, głośno śpiewałam Twoją ulubioną piosenkę, a nogami machałam tak rytmicznie, że prawie do tej Wisły wpadłam? I wtedy ktoś mnie upomniał, bo tak nie można.
Ale tak mnie wypełniała radość, życie wydawało się być wtedy takie bajkowe. Miałam tych naście lat i byłam szczęśliwa, że jestem tu, nie tam, gdzie ulatują wszystkie kolory, a pojawiają się szarości.
Nienawidzę Zamościa.
Nienawidzę za jego zwykłość. A podobno jedno z najpiękniejszych miast w Polsce. Zamościanie tak sobie to wzięli do serca, że robią z niego jeszcze brzydsze miasto niż było. Z jednej strony melancholia była przydatna. Te obdarte mury, krzywe grunty, przechylające się w parku drzewa, obskurne ławki... Wśród tego co jakiś czas uciekająca ruda wiewiórka. Podobno rudemu się nie ufa. Kto wymyślił takie pierdoły?
I ja czasem tam siadałam. Brałam kartkę czystego papieru i myślałam, żeby zapełnić go swoją żałością. Chciałam wydalić z siebie to co złe. Z wiekiem było coraz trudniej, coraz trudniej było to wszystko nazwać. Zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Nie sądziłam, że w głowie może się tak poprzestawiać. Niby przychodzące sytuacje mają nas uczyć- te moje kopały mi grób na cmentarzu, zaraz przy ojcu, tak na wszelki wypadek, gdybym się poddała.
Kto by się poddał, kiedy nigdy nie wiadomo, co jest po drugiej stronie? Boję się śmierci. Przychodzi do mnie zawsze wieczorem i dziobie ostrym czubem swojej kosy. A później wychodzi, na odchodne stuka w okno w rytm mojego uciekającego serca. Puk, puk, puk, puk, puk, puk...
Chcę uciec w sen, a wtedy w mojej głowie rodzą się czarne scenariusze. Oplatają moją głowę, spocone dłonie i bijące serce. Robi się gorąco. Chcę odkryć stopy, ale się boję, że coś mnie za nie złapie. Chcę do łazienki, ale boję się ruszyć. Biorę telefon i piszę, ale nigdy nie wysyłam. Nikogo nie będę budziła.
Trzecia czterdzieści.
Słyszę głośne chrapanie. Drzwi mam zamknięte, ale ze strachu mój słuch się wyostrza. I jak mam zasnąć w tym hałasie? Ktoś się przewraca. Czy to normalne, żeby tak się skupiać na tym, na czym nie chcę?
Znowu piszę i znowu usuwam. Odkładam telefon.
Robi się nagle zimno i zaczynam się telepać. Przytulam się do jednej z moich dwóch poduszek i robi się niewygodnie. Wracam do poprzedniej pozycji.
Nagle zasypiam, uciekam pod skrzydła chorych snów, które zmuszają mnie do pobudki. I jest jasno i cały strach ucieka, a ja beznamiętnie przewracam się na brzuch i staram jeszcze odpocząć.
Pewnie jest rano.
Leniwie łapię telefon i stwierdzam, że jest godzina 12. Nagle odechciewa mi się spać. Chcę zacząć dzień, ale zaraz rezygnuję.

Napisane jeszcze w kwietniu tego roku. Ależ miałam wyobraźnię. Nie mam weny, nie mam ochoty.


11/24/2013

272. Massive Attack - Paradise Circus

Wkręciło mi się w wersji zremixowanej. Powoziłby się jakimś mrocznym autem 220km/h nocą i słuchał tego na maxa. Niebo.
Póki co zacięłam się na ostatniej notce, którą napisałam i której to nie opublikowałam. I najprawdopodobniej nigdy nie opublikuję, gdyż wyspowiadałam się w niej z najgorszego co mi się przytrafiło. Z mojej winy oczywiście. Najgorsze najgorszym, ale niczego nie żałuję. Nie ważne.

Za to w sercu zrobiło się spokojnie. Nic mnie już nie martwi i serio jak ma być tak będzie. Niech się wszystko powoli kruszy, niech wszyscy się wypinają dupami, niech każdy mnie wini za sytuacje, których nie nakręcałam, nie obchodzi mnie to. Zamknęłam się w swoim małym światku, zamknęłam się w Krakowie i nie mam zamiaru z niego wychodzić. Są ludzie, są pragnienia, są uczucia, są przyzwyczajenia, są nowości, jest wszystko czego do życia mi trzeba. Są Ci, którym zależy, są Ci którzy kochają i za to ich cenię. To bardzo leniwe z mojej strony, ale nawet nie muszę się starać, bo to co mam jest tak po prostu. Bez zbędnej walki o kontakty, bez biadolenia. Tęsknota tęsknotą, ale wszystko jest okej.
Zaplątałam się w swoich myślach i nie wiem do czego dążę.
Jestem wyrozumiała, po prostu mi trzeba czasem powiedzieć jak jest naprawdę. Burk, burk.
Wychodzę, bo pada. I idę przed siebie. A co.


11/13/2013

271. Luxtorpeda - Autystyczny.

A raczej autystyczna.
Miałam tyle wizji różnych rzeczy, których chciałabym spróbować, ale pewne sprawy mocno mnie przed tym hamowały. Nie wiem co mnie nakłoniło do zmiany zdania.
Coś mi się w głowie poprzewracało. Nie mówię, że nie było to pozytywne poprzewracanie, bo w sumie niczego nie żałuję. Ale takiej akcji po sobie bym się nie spodziewała. Nigdy.
Nie zmienia to faktu, że postawiło mnie to do pionu. Powiał świeży, orzeźwiający wiatr, który skutecznie mnie obudził. Trzeźwo popatrzyłam na rzeczywistość.
Jednak Kraków zmienia ludzi.
Nie wiem czy na lepsze, czy na gorsze. Chciałabym to wiedzieć, ale nikt nie jest w stanie mnie określić. Jedno wiem dobrze - nikt nie będzie ze mnie robił głupa. Na to sobie nie pozwolę.
Swoją drogą poznałam dużo lepiej swoich znajomych z którymi spędzam większość czasu na uczelni. To naprawdę dobrzy ludzie na których w 100% można liczyć. Dzisiaj dzięki Michałowi dostałam 5 z logiki, sama niewiele ogarniam, a on mi pomógł w zdecydowanej większości. Warto nawiązywać nowe, zdrowe relacje z ludźmi. W końcu ( o ile zdam i oni zdadzą ) to czeka nas 3 lata wspólnego studiowania. A może nawet pięć. Ja się cieszę. I wiem, że oni też.
Najlepsza informacja ostatnich dni - wygrałam tablet. Asus Nexus 7, magia. Nawet nie wiecie jak się cieszę. A może wiecie... postawcie się w takiej sytuacji, a będziecie wiedzieć.

Oglądam Community i Breaking Bad i miliardupiliard innych seriali. Jest fajnie. I ciepło.
Buźka.

10/30/2013

270. To tylko dwieście siedemdziesiąt.

Zamość. Zamość. Brakowało mi tych obskurnych ulic, szeroko rozpostartego nieba, czystego powietrza i szczekających psów. Brakowało mi sąsiada, którego niezbyt szanuję, nadmiaru rejestracji LZ, spacerów i Zamojskiego Browaru. Jedyne czego mi nie brakowało, to pieprzone LHRy, których się naprawdę namnożyło od mojej ostatniej wizyty tutaj. Skurwiele.

Przerażają mnie ludzie. Naprawdę. Jak wiem, że bliskich mi osób bać się nie muszę, tak Ci, którzy chcą być mi bliscy ( i naprawdę dopuszczam do siebie taką możliwość) przerażają mnie swoim zachowaniem. Za szybko się otwieram na nowości, za szybko. A później wyskakują takie nieprzyjemności i ja nie wiem co zrobić i spina i to i tamto i w ogóle nie tak jak być powinno. A ja jestem tylko miła i otwarta. Nie mogę tak robić. Zmienię to i owo i będzie dobrze. Muszę się trochę poograniczać.
Cieszę się, że jutro podetnę kłaczki i spotkam się z babcią. Stęskniłam się za nią. Fajnie nam się rozmawia ale przez telefon to posucha mocno. Wolę posiedzieć, pośmiać się, poopowiadać, pogestykulować, objeść pyszny babciny obiadek i spokojnie iść włóczyć się dalej. Bo tylu ludzi ilu spotkam przez ten weekend, tylu kochanych ludzi to ja dawno nie miałam. Kooooooooocia, Olaaaaaaaaaaaaf, Bażant, Tomek, Iwonka, Jaśke, a nawet Chłopaki z Niskiej, których mam w Krakowie praktycznie codziennie, tyle radości, tyle szczęśliwości, tyle gadania i zabawy. Coś cudownego.
Dość tych smętów.
:)

10/26/2013

269. Maroon 5 - Makes Me Wonder.

Zamość, Zamość... Niedługo tam pojadę i zaznam odrobiny spokoju. Poczuję świeżą mokrą trawę, zagłębię się we mgle, przejdę się Śląską i spotkam się z ludźmi. Tak mi tego brakuje! Nie mówię, że jest mi tu źle - w akademiku jest naprawdę fajnie i cieszę się, że mieszkam tu, a nie na stancji. Ludzie są świetni i chociaż część odpierdala, to ta najbliższa pokojowi 102a jest jak najbardziej na plusie.
Mimo wszystko chcę wrócić na chwilę do domu, odwiedzić babcię, najeść się dobrego jedzonka i cieszyć się ze spokoju. I przede wszystkim - dotlenię się tak, że aż mnie rozboli głowa. Kraków jest za bardzo zanieczyszczony.
Ostatnie dni minęły zdecydowanie za szybko. Za szybko też myślę i niektórych rzeczy nie ogarniam. Ludzie mnie zadziwiają. I za bardzo mnie lubią. Zaczynam się ich bać.
Nawróciła mi się moja potrzeba przebywania, znowu nie umiem wysiedzieć nawet chwilę sama. Nie lubię, kiedy Sylwia idzie spać o 22, nie lubię za dużo siedzieć przy kompie, nie lubię pustki, nie lubię już nawet tak dużo pisać jak kiedyś. Nie umiem się obnażyć i napisać co naprawdę czuję/myślę.
W sercu zdecydowanie za dużo komplikacji, nie wiem do czego zmierzam. Za dużo, za dużo! Niech mi ludzie nie robią wody z mózgu. To się źle kończy.

Nawet nie umiem już składnie pisać. Nie wiem co się dzieje.
Tyle Wam powiem. Tyle.

10/20/2013

268. Arctic Monkeys - Number One Party Anthem

Dawno nie klikałam.
Całkowicie zapomniałam, że mam bloga. I tego i tamtego kosmetycznego. Jestem taka 'zalatana', że nie mam czasu nawet usiąść spokojnie i zająć się pisaniem czegoś sensownego.
Filozofia - to na mnie teraz czeka. Niezmienność bytu, woda jako arche, rzeczy konkretne i idee. Profesor od filozofii rzekł nam, że jeżeli zagłębimy się w naukę ww przedmiotu to nasza osobowość się zmieni nie do poznania. Jeżeli mam być taką nudziarą jak on to nie chcę. Chociaż z drugiej strony jakbym odrobinę dojrzała psychicznie ( hihi) to mogłoby być śmiesznie. I może zmieniłoby się w jakiś sposób moje podejście do życia. Bo póki co to jestem nastawiona na zabawę i wszystko co nie jest związane z nauką. Siedzenie z paczką na miasteczku od 11:00 do 19:00, oglądanie filmów na wykładach, spanie na Psychopatologii (ale luz, zaliczenie za chodzenie, a ostatnio jak się przebudziłam to wykładowca mówił "o widzę, że wszyscy śpią... ale to dobrze. Taka pora (8:00), pogoda (deszcz) i jeszcze ja takie pierdoly mówię.. " to ja wtedy hyc na drugi bok). Zresztą to fakultet, więc nie będę się specjalnie wysilała. Sam fakt, że wstaję o 6 żeby zdążyć do tego pierdzielonego D-2 to już wyczyn.
Najfajniejsze jest to, że trafiłam na świetną współlokatorkę, która co tydzień zwozi mi ciastka :D Nie, nie dlatego jest fajna. Dobrze się dogadujemy, nie ma spiny, nie ma rozpierdolu i w ogóle jakoś tak miło się nam komunikuje. Boję się tylko, że mnie w styczniu zostawi, bo kończy już pierwszy stopień. Byłoby smutno.

Nie wiem co jeszcze mogę dodać. Nie chce mi się klepać. Idę się edukować z filozofii :d
ciało.

9/19/2013

267. Placebo - Purity



Plan zajęć.
Dostałam się na AGH. Wczoraj miałam niezłe sranie czy w ogóle iść tam, czy zostać na UJ. Ale wiem lepiej, że na Jagiellońskim nie poradzę sobie z tymi wszystkimi językami łacińskimi, staropolskimi itp. Postawiłam na AGH i patrząc na plan to nie żałuję. Z tych ciemnoszarych muszę wybrać sobie dwa fakultety i coś czuję, że będą to Socjologia płci i Psychopatologia życia codziennego. Idealny piątek :3

Dużo się powyjaśniało, mam nadzieję, że dużo się powyjaśnia.
Gumiak ma działać, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Przyszedł okres, umieram :X

9/16/2013

266. Arcade Fire - Reflektor

Dopiero dzisiaj poczułam, że coś się naprawdę zmienia. Z rana telefon od babci - przyjedź bo coś tam. Pojechałam. Żałuję, że częściej tego nie robiłam.
Rozmowy z moją babuszką są zupełnie inne niż rozmowy z innymi babciami. Nie gada pierdół, nie dokarmia, nie przerywa, nie ma tabu. Mimo jej wieku, czuję się jakbym rozmawiała z najlepszą przyjaciółką.
Co najważniejsze, nie ma problemów z mówieniem tego co myśli. Rozmowa o kościele. To nie jest tak, że ja siedzę i słucham jak bardzo mi potrzebny Bóg, że to sens życia itd. ja po prostu siedzę i szczena mi opada. Aż zachciało mi się zajrzeć do kościoła i pomodlić za tą kobietę. I myślę, że nie raz tak zrobię. Nikt mnie do niczego nie zmusza, ja sama wiem co robię. Od jakiegoś czasu żadna ze mnie katoliczka, ale też żadna ze mnie ateistka. Zresztą, o religii się nie gada. Każdy sobie rzepkę skrobie. Każdy.
Poszłyśmy na jakieś zakupy, coby uzupełnić braki w mojej wyprawce, musiałam ściągać M. żeby pomógł mi to zatachać do domu. A to i tak dopiero część. Dobrze, że mam transport z P. to zawiozę bezproblemowo wszystko. Będzie śmiesznie. I szybko.
Prócz tego to chyba wszystko po staremu. Jeszcze się do końca nie wyleczyłam i raczej do końca tygodnia tego nie zrobię. Papierologia sama się nie załatwi. Wyniki z AGH w środę, urodzinowa impreza A. w czwartek, albo piątek. Jeszcze kilka osób muszę obskoczyć i będzie.
Chociaż nie mam ochoty. Jak sama nie pójdę to i do mnie nie przyjdą. Takie to wygodne.

Piosenka na dziś. Jak w tytule. Piękna.


9/09/2013

265. The Heavy.

Dzisiaj tylko nazwa zespołu w tytule Nie mogę się zdecydować na jeden utwór. Band jest genialny.
Co z tego, że wczoraj już się źle czułam. Musiałam pójść na dżemseszyn, a raczej na kawałek dżemseszyn, bo towarzystwo stwierdziło, że nuda i chodźmy gdzieś.
A gdzie? No najlepiej nad Łabuńkę, gdzie już piździ niemiłosiernie. Dobrze, że miałam bardzo gruby sweter i gruby jesienny płaszczyk, bo bym umarła. Inni w samych marynareczkach... no okej. Jak kto woli.
Odwoził mnie jakiś szwagier (?) Seby, który słuchał koszmarnej muzyki na full, palił w aucie (i to bez otwierania szyb!) i ogólnie nie przypadł mi do gustu. Łeb mnie napieprzał jak szalony, oczy zaczęły mi łzawić, z nosa woda... no źle. Ale co poradzić, głupim się jest. Oby na sobotę było już okej. Swoją drogą to dobrze się dogaduję z towarzystwem M. Myślałam, że będę się czuła jak 5 koło u wozu, ale chyba zasłużyłam sobie na akceptację. Koniec końców uważam, że M. i A. to fajne babeczki! I dobrze, że się powyjaśniało, bo mocno mi na sercu ta sytuacja leżała.
No. A dzisiaj umieram, jem polopiryne, ale jeszcze w międzyczasie musiałam wybrać się do ZUSu. No bo przecież nikt mi tego nie załatwi. To moja papierologia na studia. Sama idź. Musisz. Co z tego, że jesteś chora. Płacz sobie. Po co się szlajasz? Znowu się nie ubrałaś. Dlaczego nie posprzątałaś? Po co Ci ten papier? Masz katar? Agata!?
Eh. Dalej nie wiem co dalej. Przerażające.

y. Jest jakikolwiek sens?
Chyba bloknę bloga.

9/06/2013

264. Limp Bizkit - Behind Blue Eyes

Nie mam czasu. Nie mam siły. Nie mam wiary. Nie wiem co zrobić.


Wszystko się rozwiąże z czasem. Póki co jestem bardzo niespokojna.
Trochę zrozumienia ludzie, trochę zrozumienia.

9/01/2013

263. Arctic Monkeys - R U Mine?

Kiedyś strasznie dużo pisałam. O wszystkim. Nie miałam żadnych oporów przed pisaniem o uczuciach, o głupotach, o porażkach, radościach itp.Nie wiem co się dzieje teraz. Z wielkim trudem przychodzi mi włączenie okienka na nowy post, a co tu jeszcze mówić o pisaniu- głębokim pisaniu.

Wiem jedno, lubię uszczęśliwiać ludzi. A jakby mi ktoś powiedział, że umrze za ileś i chce zobaczyć moje cycki to bym pokazała. Krejzolka. W rzeczy samej. Nakręcam dopiero teraz życie do przodu. Co z tego, że siedzę w Zamościu przez kolejnych kilkanaście dni, skoro zaraz rozpocznę podróż w nieznane. Najbliższych kilka miesięcy będzie zapewne najcięższymi w moim życiu. Żyjąc od 10 lat z samą mamą, zdając sobie sprawę, że zostaje tutaj z nierobem jakim jest Młody, zaczyna się doceniać tą małą postać. A raczej - wielką. Bo jej siła, którą każdego dnia znajduje na bycie z nami, pozwala jej rosnąć w moich oczach do rozmiarów kolosalnych. To przykre, kiedy nie docenia się najbliższych.
Nawet Gumiak, który jest skurwielem stulecia mawia 'matka jest tylko jedna, szanuj ją'. Popieram. Popieram skurwiela Gumiaka.
Wracając do tego co mnie czeka... nie wyobrażam sobie. Nie wiem z kim zamieszkam, nie wiem ile czasu będę miała dla siebie, nie wiem czy sobie poradzę. Wiem, że chcę dać z siebie jak najwięcej. Wygram życie i jak faktycznie będę musiała zostać na UJcie, to będę zapierdalać tak, że każdy się zdziwi.
Już nie chodzi o zadowolenie siebie, chyba chcę pokazać innym, że potrafię. Często zostaję pomijana. Bo kimże może zostać dziewczyna po technikum fryzjerskim? (a jeżeli o tym mowa... zdałam technika! )
Zostanie kimś wielkim. Jeszcze kiedyś zobaczycie moje nazwisko gdzieś w galaktyce i się zdziwicie.
Brudasy!
...coby "chuje" nie napisać.

Za 9 dni premiera płyty AM. Umrę z rozkoszy.


8/23/2013

262. David Bowie - Starman

Jest nadzwyczaj spokojnie. Naprawdę. Już chyba nic mnie nie zaskoczy, bo jestem wszystkiego świadoma. I chyba wszystko idzie dobrą drogą, tą bezproblemową. Wiadomo, że kiedyś coś jebnie, ale staram się o tym nie myśleć. Zabawiam się teraźniejszością. Staram się nie robić głupot, a jeżeli już jakieś robię, to są małe i nikomu nie przeszkadzają, bo to te fajne głupoty.
Nawet dzisiejszy krótki sen i niesamowity ból ( tak, faktycznie alkohol sprawia, że przeciwbólowe działają w drugą stronę) nie są w stanie wyprowadzić mnie z mojej małej bajeczki.
Boże, jak mi w tym momencie dobrze.
I te zielone oczęta, które patrzą z zachwytem.
I te dłonie, które tak dobrze wiedzą co mają robić.
I te usta, które uśmiechem zabierają całą złość daleko.
Pięknie!


A David Bowie jest cudowny :)


8/08/2013

261. If I Had A Tail

Podobno fantazje nie są czymś złym. W moim przypadku robią więcej złego niż dobrego, bo moje 'fantazje' o ile można je tak nazwać, zazwyczaj skręcają w tą negatywną stronę. Wstydzę się nawet fantazjować w tą drugą, czuję się jakbym zdradzała na najwyższych obrotach. Tak więc widzę świat tylko w kolorach ciemnych, rzeczy które mogą się dziać mają negatywny odsłuch i wszystko jest nie takie jak powinno.
Zazwyczaj w takich momentach uciekam do ludzi, ale wiem, że nie zawsze będzie ktoś, kto mnie uratuje od paranoicznych myśli. Już nie fantazji, bo tego tak nazwać nie mogę. Nie wiem co zrobić w takich sytuacjach, bo i muzyka jak na złość jest przykra.
Może powinnam poskakać, poćwiczyć, znaleźć jakieś hobby. Wiecznie o włosy dbać nie można, bo jeszcze wypadną. Przecież często czuję się taka mała i zwyczajna, bo nie potrafię zrobić nic ciekawego. Nie umiem rysować, nie umiem grać, nie umiem tańczyć, nie pływam, nie jestem jakoś wybitnie silna, nawet nie umiem biegle mówić po angielsku. Chciałabym coś zmienić, chciałabym do czegoś dotrzeć, odnieść sukces. Jednak pociąg porażek, jakim coraz częściej podróżuję skutecznie zniechęca mnie do działania.
Jedyne co teraz dobrze mi wychodzi to użalanie się, sprzątanie i palenie fajek. Dużo.

Zaczęłam ćwiczyć, od nowa, inny program. Planowo co 2 dzień, ale w rzeczywistości wiadomo jak to będzie. Jeżeli będę miała brzuch i dupsko jak z fotoszopa bez fotoszopa, to kłaniajcie się narody.
Tymczasem wracam do gruntownego czyszczenia kuchni. Samo się nie zrobi.



7/27/2013

260. Faget.

A już widziałam to malutkie światełko w tunelu, już wiedziałam, że coś mogę. Ale bardzo łatwo mi się wycofać, bardzo łatwo mnie zniechęcić, bardzo łatwo mnie podpalić. Co z tego, że próbuję, no co z tego. Zawsze będę dostawała po mordzie i zawsze wszystko będzie moją winą.
A później rycz i próbuj się opanować. Albo idź się nachlać jak świnia. Dobijam się.
Nie mam siły. Kolejny raz tak naprawdę chciałabym nie istnieć, nie musieć tego wszystkiego odczuwać, nawet nie wiem co mam zrobić, żeby było dobrze. Żebym mogła trzeźwo spojrzeć na rzeczywistość.
W jednej chwili wszystko straciło sens, wszystko. Nie widzę nic. Nie chcę Krakowa, nie chcę studiów, nie chcę pracy, nawet nie chcę wrócić do domu. Nie chcę istnieć, borze, tak bardzo chce mi się znowu płakać, tak bardzo tęsknię za spokojem. Tak bardzo tęsknię za bezpieczeństwem. Nie wiem co ze sobą zrobić. Nie wiem co począć...Pozwólcie mi nie istnieć.
Proszę.



7/15/2013

259. Don't trust me.

Ciężko mi się skupić na relaksie, szczególnie teraz, kiedy wiem, że czeka mnie jutro 8h zapierdalania. Praca co drugi dzień może i ma swoje korzyści, jednak na sierpień wezmę trochę więcej godzin. Nie ma co się opierdzielać, trzeba zarabiać pieniądze (których zawsze mało). Póki co dobrze mi idzie nie kupowanie niczego zbędnego, no prócz jedzenia ale to 'zło konieczne'. Nie odmówię sobie przecież smacznej i zdrowej rybki oraz warzywek. Czyż nie? Co za cholerny laptop, po raz wtóry zjadł mi kawałek tekstu. Wrr.

Kraków ogarnęła chandra, mnie przy okazji też. Od kilku dni leje non stop, w mojej dzielnicy jest w miarę spoko nawet, nie podtopi nas, a jak już to tylko tą wartościową piwnicę. Wszyscy lubią piwnicę,
Nawet moi współlokatorzy są jakoś nie w sosie.  Nie wiem co się dzieje. Aż sobie włączyłam smuty. Siedzę sama w półmroku, za dużo myślę, Zdecydowanie za dużo myślę. Tęsknię za moim ciepełkiem.


7/12/2013

258. Summertime Sadness

Znów szaro i deszczowo. Kraków zdecydowanie za często jest ponurym miastem. Ale pociesza mnie fakt, że spotkam się dzisiaj ze znajomymi z CC. Mimo tego, że już tam nie pracuję, to utrzymujemy nadal kontakty. Są naprawdę wspaniałymi ludźmi. Love.
Trochę przytłacza mnie fakt, że zobaczę się z M. dopiero za miesiąc. Wiem, że odpoczynek dobrze nam zrobi, jednak świadomość, że musimy po raz kolejny przez to przechodzić doprowadza mnie do szału. Wiem też, że są ludzie którzy żyją zdecydowanie dłuższe ilości czasu bez siebie. Uczucie i przyzwyczajenie jednak robi swoje.
Słucham Lany i staram się uspokoić. Myślami ciągle jestem przy mojej wizycie u lekarza, którą odkładałam dobre 3 tygodnie. Poszłam dzisiaj i czeka mnie jeszcze jedna wizyta, która rozstrzygnie, czy czeka mnie szpital, czy może coś gorszego. Swoją drogą miałam się zarejestrować, już to robię.
A ogólnie to wszystko będzie dobrze. Dajemy sobie z Gohą radę.
Deszcz napieprza niemiłosiernie, ale wszystko będzie dobrze. Jawakowa maciejka sama się podleje.
A herbata ginger&lemon jest spoko.



7/09/2013

257. Cola

A tak czekałam na ten dzień.
Cały czas żyłam w świadomości, że jest niż, łatwa matura blabla dam radę i się dostanę i co? Jak zwykle dostałam po dupie. Dzisiaj jest ciężko, bo wiadomości z dwóch uczelni o tym, że się nie udało trochę mnie załamały, ale przecież mam sensowną alternatywę. Jestem w Krakowie, mam pracę (no.. mam) i są mega możliwości na rozwój. Większe niż w Zamościu. Tam bym miała studium i tyle. Tu mogę mieć studium i robotę, fajnie tak. Zawsze to kolejny technik do kolekcji, nic nie tracę.
Taka nawałnica, że bez studiów nic nie zrobisz, a w rzeczywistości i ze studiami można sobie w tyłku pogrzebać. To nic. Chcę to przeżyć, nie chcę być już na tym poziomie, gdzie pracuję i jestem wielce dorosła.
Koszmarnie mi się dzisiaj pisze. Koszmarnie. Ciężko w takim stresie.
Ale zjadłam nawet kolację, więc nie jest źle.
Nie będę się użalała, bo nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Podnieśli progi nawet o 130 punktów (!!!) na niektórych kierunkach, więc widocznie dane mi było się nie dostać. Ale spokojnie. Czekam. 26 wyniki z jeszcze jednej uczelni. Będzie dobrze. Nie ma się co załamywać.
Stres jutro minie i będzie wszystko dobrze.
Teraz muszę się skupić na poszukiwaniach mieszkania, na oszczędności i na pisaniu więcej na moim drugim blogu. No i pracy. Ale co to za praca, kiedy mam AŻ 7 dni w miesiącu. Możliwe, że w sierpniu będzie lepiej. Dobrze, że mam miesięczny, mogę pozwiedzać. Tak zrobię. Bylebym nie trafiła na jakąś drogerie.

Uciekam się napić, dobrze dzisiaj wchodzi.
A dla was Cola.
Because my pussy taste like pepsi cola.
Cóż za perwersja.


7/05/2013

256. Alice In Chains - Heaven Beside You

Dawno mnie tu nie było. Być może dlatego, że stres związany z wynikami, Kaśki ślubem i przeprowadzką, a także sytuacją z pracą i w pracy, były tak męczące, że do komputera miałam naprawdę daleko. Teraz mogę chwilę odetchnąć, gdyż wszystko jest na dobrej drodze i jestem spokojniejsza. Jedyne co mnie teraz trzyma w sytuacji stresowej to wyniki rekrutacji na studia. Naprawdę bardzo się tym martwię, ale mam nadzieję, że dałam sobie radę na tyle dobrze, żeby dostać się na wymarzone studia. Amen. I żebym jeszcze nie musiała mieszkać w akademiku to już w ogóle byłby raj.
Zacznijmy może od początku.
24 czerwca byłam już tu gdzie jestem, czyli w Krakowie. Z chłopakami na Niskiej w przyjaznej, choć może trochę napiętej atmosferze ze względu na jednego lokatora, który krótko mówiąć ciął w chuja. Bardzo mnie irytował. W pewnym momencie eksplodowałam i tak go opierdoliłam, że w końcu mogłam spokojnie zasnąć o godzinie 23, a nie 5 nad ranem. Yea. Korona górą. W międzyczasie chodziłam na szkolenie z pracy, którą koniec końców rzuciłam w pizdu. Mimo tego, że jestem bardzo aktywnym towarzysko człowiekiem, to nie potrafię namawiać ludzi na usługi. To nic, że były to usługi mojego kochanego Orange, nawet to mnie hamowało. Dzisiaj przypieczętuję nową współpracę i wiem, że będzie dla mnie satysfakcjonująca. Póki co muszę wylać nadmiar weny.
W czwartek wieczorem pojechałam do Wrocławia. Umówiłam się z Konradem (bratankiem(?) Kaśki męża) na piwo. Miało być jedno niewinne piwo, skończyło się na ukochanym whisky i powrotem szlaczkami. Dobrze, że zaczęły już jeździć tramwaje, bo byłoby ciężko. Świetnie spędziliśmy czas, tyyyyyyyyyyyle gadaliśmy i byłam naprawdę szczęśliwa, że mogliśmy się tak zabawić. Brakowało mi tego. No i jeszcze brakowało mi picia w plenerze, takie rzeczy to jednak tylko w Zamościu. (chociaż w Krakowie nad Wisłą...).
Piątek i sobota były czasem przygotowań do ślubu Kaśki. Tak się stresowałam i ulewałam łezki, że szok. Ale wyszło wszystko genialnie, Kasia wyglądała naprawdę pięknie, Paweł dawał czadu, wesele baaaaaardzo huczne i udane.

była Korona :) 
Niedziele przespaliśmy do 15, później chwila z Młodymi i powrót do Krakowa. Dalej wszystko było dość codzienne, dom, Orange, tramwaj, piwo, spanie... 
Teraz z niecierpliwością czekam na wyniki rekrutacji i koniec lipca. 
Buziam gorąco i zbieram się na drugi koniec miasta.
Aga. 


6/17/2013

255. Passion Pit - Sleepyhead



Ostatni tydzień był dość burzliwy.
Zrobiłam się zgorzkniała i o mały włos nie doprowadziłam do końca naszego uroczego związku. Potrzebowałam odrobiny wytchnienia i powiewu świeżości, o co ciężko, kiedy ma się siebie praktycznie codziennie w mieście, które nie oferuje zbyt wiele atrakcji. Ale...
W sobotę w dość grobowym nastroju udałam się z M. na ślub jego wujka. Ślub cywilny - 15 minut, coś pięknego! Było ciężko, ale coś pękło. I zrobiło się dobrze. Tak nagle. A później był bardzo przyjemny rodzinny obiad, a następnie bardzo przyjemna popijawa w mieszkaniu. I tak bawiliśmy się dwa dni. Wynajęli mnie do robienia zdjęć ( mieli Sonego Alfe 57, którego doceniłam dopiero wczoraj wieczorem. Mimo kitowego obiektywu genialnie sobie radził bez lampy nocą, co widać wyżej) i dzięki ich otwartości miałam głowę pełną pomysłów, szał. Nie sądziłam, że mogę tak wiele wymyślić i zrealizować. Podobało mi się. W lipcu powtórka, tym razem na Śląsku. I możliwe, że z własnym sprzętem (który kurwa zapowiadam od lat), ale jestem coraz bliżej, bo Canon 60D czeka na mnie cały cieplutki ( i nie ucieknie :D).

A dzisiaj miałam egzamin zawodowy - część testową. Myślałam, że poleciałam na pytaniach z PP, ale jest okej. Kamień z serca. Tego środowego raczej nie przeżyję.


To jeszcze jedna sweet focia na koniec :)


No ja jestem w niebie. 
Do następnego :)



6/13/2013

254. Kings Of Leon - Pyro


Szkoda, że dzisiaj jesteś tak daleko. Dwa lata temu miałam Cię w Piątej i dostałaś ten niezapomniany prezent. To chyba zostanie tradycją. Ciekawe co będzie, kiedy skończymy czterdziestkę.
Aleksandra, Alex, Olaf, Ola, Nadka, Rudasek - Kochanie, wszystkiego najlepszego. Spełnienia najskrytszych marzeń (i fantazji:) ), pomyślności, radości, dużo mnie i Ciebie i Klamki. Żebyśmy zawsze były Alex&Klamex&Koronex i żebyśmy skończyły razem w bujanych fotelach, dziergając na drutach. Drutach. If You know...
Żebyś nie miała powodów do łez, żebyś skończyła studia bez problemów. Dużo cierpliwości. Dużo słodkości, dużo przyjemnych ludzi wokół siebie. 
Jasności umysłu, żebyś wiedziała czego chcesz. I żeby nigdy nikt Cię nie zranił, bo zabiłabym. Kocham Cię całym moim serduchem i tęsknię za Tobą mocno każdego dnia. 
Ale Ty o tym wiesz.
Sto lat, sto lat niech żyje żyje nam!
I jednorożców! 




a teraz mogę umierać.

6/10/2013

253. Sum 41 - Still Waiting


Jak poznawać ludzi, to tylko fajnych i tylko takich z którymi można porozmawiać na podobne tematy. Kiedy  dostałam maila z informacją o spotkaniu blogerek w Chełmie to nie wahałam się ani minuty, momentalnie przypomniało mi się zeszłoroczne spotkanie w Zamościu. W 4 osoby - szaleństwo.


I tu i tam było genialnie. Poznałam świetne dziewczyny i dobrze się bawiłyśmy. Dodatkowo wyruszył ze mną Piotrek, niezawodny jeżeli chodzi o zdjęcia. I całe szczęście, bo w tym deszczu dotarcie na busy byłoby niemożliwe.


6/04/2013

252. Marilyn Manson - Coma Black

Nic tak bardzo nie porusza jak Manson.
Całkiem niedawno Michał mi przypomniał jak bardzo kocham tego wykonawcę i jak spory kawał mojego życia przypisałam jego twórczości. Serce mi się poruszyło, kiedy pierwsze nuty Comy czy to Black czy White posłyszałam w moich głośnikach. A mamy nie było w domu... Mogłam być głośno.

Od trzech lat klepię na tym blogu, automatycznie przypominają mi się moje pierwsze kroki w serwisie blog.pl - aaaah, moment założenia pierwszej 'domeny' za smsa wartego całe 14zł. Później zmiana na jeden adres, później kolejny... Jeden nadal istnieje, nie pamiętam hasła i nie mogę go usunąć. 2008-2010, śmiechu po pachy. Do tego się już przywiązałam, myślę, że zostanę tu najdłużej jak się da. Nie wiem, kiedy znudzi mi się pisanie o pierdołach. Wiem jedno - blogowanie to świetna sprawa i powrót do notek chociażby sprzed roku sprawiają niezłą frajdę. Można się poznać na nowo, albo popatrzeć co złego się wyrabiało w życiu. A trochę tego było... Z perspektywy czasu widzę, że problemy, które kiedyś opłakiwałam, są teraz śmieszne i wręcz żałosne. Zabawnie by było, gdybym nadal trzymała jakieś urazy z gimnazjum, czy pierwszych lat liceum, przecież ludzie są wspaniali.
Z miłą chęcią spotkałabym się ze wszystkimi z którymi kontakt się zerwał, to takie fajne doświadczenie. Szkoda, że nie każdy tak do tego podchodzi. To nic.

Coraz bliżej spotkanie blogerów w Chełmie, później egzaminy, śluby i wyjazd. Coraz bliżej nowy start.


6/01/2013

251. Five Finger Death Punch - Falling in hate

Coś mi zaczęło przeszkadzać.
Zaczęłam oglądać tyle seriali, że już się gubię w wątkach. Jedno wiem - z każdego płynie inna nauka, ale razem tworzą coś dziwnie pasującego mi. Jeden twierdzi, że ludzie w sieci są zbyt płytcy - kryją się za dużą ilością znaków przestankowych czy emotikon, inny, że mamy niewiele do stracenia, a tak wiele do zdobycia, jeszcze inny nakazuje wręcz wziąć się za siebie. Wziąć porządnie - a nie tak, że dzisiaj nie ułożę włosów tak, jak zrobiłam to wczoraj. Tu raczej chodzi o te ścieżki, które są już tak przetarte, że niedługo nie będą przydatne. Podobno w życiu chodzi o to, żeby to potrafić - ja nie potrafię pójść w lewo, bo zawsze chodziłam w prawo. Jestem leniwa i nie chcę niczego zmieniać.

5/28/2013

250. Alter Bridge - Blackbird

Ostatnie dni to mieszanka humorów - nie wiem zupełnie jak się odnosić do tego, co nieubłaganie się zbliża. Tak bardzo czekałam na moment wyjazdu, a teraz chciałabym odciągnąć go jak najdalej od siebie. Świadomość, że zostawię tutaj kilogramy wspomnień, rodzinę i garstkę znajomych sprawia, że nie czuję się pewnie. Odpowiedzialność... Wiem, że nie będę miała z nią problemów, umiem o siebie zadbać, umiem się ogarnąć, znam swoje możliwości, wiem czego chcę. To jednak nie daje mi potrzebnej siły. Najchętniej schowałabym się pod kocem z kawą (moją miłością ostatnimi czasy) i oglądała seriale. Ah te wakacje. Chociaż z drugiej strony - nie chcę zostać w Zamościu na PWSZ, czy WSZY, nie chcę iść do Lublina na UMCS, czy (o borze) KUL, bo nie ma tam nic interesującego (no może logopedia, ale to tak baaaaaaardzo 'w razie gdyby').

5/12/2013

249. Gnarls Barkley - Crazy

Postanowiłam wstawiać do tytułów notki dodatkowo wykonawców, bo często gubię utwory, które akurat siedzą mi w głowie, ja z nich robię nagłówek, a później nie wiem o co mi chodziło .
No nieważne.

Dawno tu byłam, dawno pisałam, dawno się żaliłam. Jakbym napisała post tydzień temu, to pewnie byłby cały w 'kupie stres'. Matura wyssała ze mnie całą energię, schudłam 2 kilo i czuję się marnie. Ciągle bym spała, chociaż zasnąć nie mogę, a rano budzę się o 8. We wtorek idę na kolejne badania krwi, zobaczymy ile z mojej anemii zostało (albo - jak bardzo poszło do przodu).
Za oknem mocny wiatr, odrobinę błyska, z daleka słychać grzmot, ale nie pada - mogłoby, bo obrobiliśmy ładnie działkę wczoraj, przydałoby się, żeby roślinki ruszyły dupsko. Z czegoś zapasy muszę sobie zrobić.
Nie mogę się nadziwić, jak można było truć nam dupsko przez 4 lata, żeby te 3 dni matur minęły jak z bicza strzelił. Matma to chuj. Modliłam się o marne 30%, dostałam 2x więcej. Jak na mnie to pewien sukces.
W piątek pisałam rozszerzony polski, pisało mi się lekko, ale czy trafiłam chociaż w połowie w klucz... nie wiem. Mam nadzieję, bo ten przedmiot najmocniej mi się liczy.
Składam chyba na 5 kierunków z czego dwa są pedagogiczne, a reszta medialna (zarządzanie itp.), mam nadzieję, że gdzieś mnie wezmą, a jak już mnie wezmą, to mam nadzieję, że będzie to UJ. Chwała.

Teraz tylko roztrzaskać ustne i mogę spać spokojnie. Adios.



4/22/2013

248. Back in black?



Aktualnie powinnam siedzieć i napieprzać zadania z matmy, albo pisać jakieś wypracowanko, czytać jakieś tipy do rozszerzonego polskiego, albo spać (ALBO zacząć prezentację). A ja siedzę i zastanawiam się, co ja właściwie robię na tym świecie? 
Każdego dnia uświadamiam sobie, że jestem tylko dzieckiem, które nie ma nic do powiedzenia. Ot, taka Agatka co posprząta i nie przeszkadza. No i zapieprza w szkole, żeby wylądować na WSZY, albo na jakimś innym zamojskim gównie. Moje siostry miały prawo wyboru, też chciałabym je mieć. 
I skończy się w Krakowie, bo całą kasę przeznaczoną na rekrutację poślę właśnie tam. Na pedagogikę wczesnoszkolną, albo zarządzanie mediami, albo wiedzę o mediach, albo coś podobnego (chociaż ta pedagogika mnie ostatnio prześladuje). 



Całe szczęście świat nie kończy się w domu. Wiem, że będę za nim tęsknić i dzisiaj pewien serial doskonale mi uświadomił, jak czuje się samotna matka, kiedy jej dziecko postanawia wyjechać na studia, ale taka kolej rzeczy. Kiedyś ptaszek musi wyfrunąć z gniazda i stać się samodzielnym człowiekiem.
Ale wracając do tego, że cały świat nie kończy się na domu. Są jeszcze ludzie, a dokładniej jeden ludź, który we mnie wierzy całym sercem, duszą i przyrodzeniem (tak, tam też jest jakiś mózg). Staram się spędzać z nim dużo czasu, ale od jutra nasz wspólnie spędzony czas będzie polegał na zadaniach z matmy (zadania zadania zadania zadania coś tam coś tam zadania zadania zadania). Nauka z nim to sama przyjemność :) 



Wybraliśmy się ostatnio nad zalew, pod wodą siedziała masa żab, która była wręcz okropna.
Ale pogoda była piękna, słoneczna, a usta chłodne.

4/05/2013

247. Meds

Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds.

Nie lubię czuć się winna za coś, na co nie mam wpływu. Mówię wiele rzeczy i wiele z nich chciałabym spełnić, wiele osób chciałabym zatrzymać przy sobie, jednak kiedy wyczuwam niechęć do swojej osoby to się zamykam. Czy to dziwne? Chyba nie. To najzwyczajniejszy (w moim przypadku) odruch i nie mam zamiaru się z niego tłumaczyć. Kiedy wydaje mi się, że wszystko jest okej, wypisuję komuś felieton pełen radości, a otrzymuję w zamian krótką informację to nie mam zamiaru się płaszczyć. Skończyłam wymagać od siebie, skończyłam biegać za ludźmi.
Coś jeszcze mnie dzisiaj zdenerwowało. AH! No tak. Składka dla wychowawczyni na zakończenie roku. Było jak było i nikt nie powie, że było zajebiście, ale do jasnej cholery trochę wdzięczności za te 4 lata by się przydało. ALE PO CO!? Skoro był problem ze składką po 2zł na dzień nauczyciela, to po chuj w ogóle zaczynać sprawę składki po (UWAGA!!!) 10 zł!? Od razu wszystkie gęby się zamykają i nikt nie ma nic do powiedzenia. To przykre. Bo mimo wszystko naszej wychowawczyni nie możemy zarzucić okropnego traktowania nas. Musi być niesamowicie smutna, że ma AŻ tak niezgraną klasę. Zresztą co się dziwić- same baby. Najlepiej odwrócić się na pięcie i zacząć napierdalać, bo czegoś się wymaga. Tak, tak, tak to wygląda. A we mnie aż się gotuje. BOŻE CO ZA NIEWDZIĘCZNOŚĆ! Ale postanowiłam w poniedziałek rzucić krótkie ogłoszenie, za nikim biegać nie będę - kto się zrzuci ten się zrzuci. Bez łaski. Trochę odpowiedzialności.

Wróciłam z Wrocławia, święta może nie były aż tak udane, bo przez zmianę miejsca miałam tak bolesną miesiączkę, że myślałam, że odpuszczę niedzielny obiad/śniadanie z rodziną Kaśki narzeczonego. Jednak po dwugodzinnym maratonie płaczu, zwijania się i oglądania drętwego filmu w TV udało mi się wstać i zebrać. Nawet znośnie wyglądałam! (stałam przed lustrem i powtarzałam sobie 'ale z Ciebie ciacho :D' ), przyjechał po mnie Paweł - Kasi narzeczony i pognaliśmy na drugi koniec Wrocławia. Nie żałuję. Poznałam Pawła rodzinę, która okazała się być bardzo przyjazna, podobało mi się. Później z Jego bratankiem (?) wybraliśmy się na PKP po bilet na podróż. Tyle śmiechu i radości, tyle gadania, uwielbiam takich ludzi! Szkoda, że nie mieszkamy bliżej.
Ode mnie to chyba tyle. Zarzucę moją ulubioną, najulubieńszą piosenkę Placebo i jebcie się :)


3/23/2013

246. Paranoid Android.

Przyszedł czas na smętnych Radioheadów. Cieszę się, że dane mi było ich poznać w fazie rozwoju muzycznego, pozdrawiam Cię dobra duszo.
Jestem poirytowana, jestem tak poirytowana zachowaniem innych, że brakuje mi słów. A nie będę przeklinała, bo szkoda. Przestanę prosić, naprawdę. To bez sensu. Najlepiej biec w pojedynkę, przynajmniej nikt Cię nie spowalnia. Borze, jakie to poetyckie.
Jest mi przykro, bo mogę się starać, a i tak zawsze zostanę na szarym końcu. Jak zepsuta zabawka. Po cholere komuś zepsuta zabawka - niech poczeka, może kiedyś się nią zainteresuje.
Szczyt irytacji.
Ale pocieszam się myślą, że w poniedziałek wyląduję w Krakowie i oderwę od siebie te wszystkie nieprzyjemne myśli. I że święta spędzę z dala od tego zapiziałego Zamościa. Z dala od zmartwień i schizów. Będę tęskniła za jednostkami, niech mają się dobrze.
Żałuję, że nie mogę wylać z siebie wszystkiego, żałuję, że blog.pl jedzie z bloggerem na tym samym wózku. Muszę znaleźć jakiś przyjemny kąt.



3/12/2013

245. What Have You Done Now?

Nie wiem po raz który notka ma ten tytuł. Uwielbiam WT przeważnie za ten utwór- wyraża tak wiele, mam ochotę wraz z nią wykrzyczeć wszystko co leży mi na sercu, wszystkie porażki jakich doświadczam każdego dnia, wszystkie problemy, z którymi przyszło mi się borykać.
Ostatnio borykam się z lękiem przed j. polskim. Namiętnie odkładałam pisanie prezentacji i w piątek minął termin oddawania bibliografii i planu prezentacji. Brawo geniuszu! A teraz co robi polonistka? Wyżywa się i poniża te, które z przyczyn różnych nie dosłały dokumentów. Jakie to chore, znęcać się nad młodzieżą, żeby poczuć się lepiej. A nie daj Boże, jeżeli któryś z uczniów popełni samobójstwo - wtedy płacz, no bo to przecież mój uczeń był. Trzeba używać trochę mózgu, bo nie wiemy jakie kto ma nerwy i jak zareaguje na donośne krzyki i wyzwiska. Czasem czuję się taka słaba, że najchętniej sama bym sobie coś zrobiła. Ale wiem, że to minie, na szczęście.
I usiadłam dzisiaj do planu, zaczęłam, napisałam. Jeszcze jutro dopiszę literaturę przedmiotu- trudno, wyślę z tygodniowym opóźnieniem. A jeżeli znowu będzie nieprzyjemne darcie, to przyrzekam, że wyjdę. Nie mam zamiaru szarpać sobie nerwów zbędnym pierdoleniem o moim podejściu. TY CO ROZSZERZONY POLSKI ZDAJESZ - TY CIOTO!

Z przyjemniejszych rzeczy- Pyś oddał mi swój stary sprzęt komputerowy, tak więc teraz mam tyle miejsca ile potrzebuję i co najważniejsze - nikt mi w pokoju nie siedzi. Miałam trochę problemów z dźwiękiem. Całe życie zainstalowany był tu XP, jednak dołożyłam ramu i zainstalowałam ósemkę (gdyż tylko ją miałam pod ręką). A wiadomo, że nowsze Windowsy same instalują sterowniki. Ósemka tak podpasowała, że nic nie działało. To samo zrobiła siódemka, ale z pomocą internetu rozwiązałam ten problem. Wygrałam życie.

Na dzień kobiet mama zabrała mnie do kina, na film... Dzień Kobiet. Polska produkcja, którą mogę zaliczyć do pouczających, jednak główna bohaterka była mocno irytująca i ma bardzo nieprzyjemną twarz. Bu. Dostałam też możliwość zakupienia sobie butów, również na dzień kobiet. Wybrałam miętowe trampki i zgniłozielone workery, podziękowania ślę w stronę Kaśki i Mamy, dzięki za zlitowanie się nad dziurawymi glanami.

Co do moich sercowych spraw to przyznam, że robi się coraz cieplej. Mimo, że na zewnątrz temperatury ujemne, to my na nowo zaczynamy się grzać przyjemnościami. Minął nareszcie ten nieprzyjemny zastój, nienawidzę tego. Teraz wszystko idzie w dobrą stronę. Pysiu... :*


Dawno nie było sweet foci z moją rudą brodą. A macie :) 
Olafek robił, ciumkam :*

I ciumkam wszystkich, którzy myślą, że o nich zapomniałam - nie zapomniałam. Po prostu przeszłam w stan hibernacji. 
:*

3/03/2013

244. Dead or Alive



Pragnę tego ciepełka, które nas delikatnie smyra każdego dnia. A raczej próbuje, bo ten wredny wiatr wszystko psuje.
Jest przyjemnie, ostatnio coraz bardziej pozytywnie, chociaż chorych myśli z głowy wyrzucić nie mogę. Wszystko wydaje mi się dość nierealne, zaczęłam analizować podświadomość i wymiar w którym się znajdujemy, przeraża mnie rzeczywistość i to, że nie wiem co się z nami kiedyś stanie. Jest tak wiele okropności do myślenia, że najzwyczajniej mam ochotę usiąść na dupie i nic nie robić, bo po co - i tak umrzemy.
To męczące i każdy wieczór mnie martwi, bo nie mogę zasnąć i albo płaczę, albo analizuję i płaczę.
Na całe szczęście więcej jest tych pozytywnych aspektów życia i staram się nimi zagłuszać te nieprzyjemne myśli. Mam wspierającego Partnera, mam przyjaciół, mam dach nad głową, mam muzykę...
A od jutra próbne matury.

Nie wytrzymam. Brzuch boli jak szalony.
Ba dum tss.
Bon Jovi siłą :)

2/22/2013

243. Inside of You

OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOH! Zebrała mi się chęć na ćwiczenia, tak baaardzo bardzo. Wiem, że po pierwszym fit teście padnę i będę miała odruchy wymiotne, ale nie ma co zwlekać. Od poniedziałku, od poniedziałku... A może od dzisiaj?
Zaraz zabiorę się za arkusz z matmy, a później pocisnę Insanity. Nie ma co zwlekać. A~! I jeszcze Clever!

2/17/2013

242. Astair

Ostatni tydzień był zdecydowanie najdziwniejszym tygodniem od początku roku. Ciągle mi się wydaje, że wszystko jest nie tak, że jestem ciężarem, że nie zasługuję na rzeczy, które dostaje.
W dalszym ciągu siedzimy po uszy w biedzie i nie wiadomo kiedy z niej wyjdziemy na prostą. Chciałabym kupić sobie nowe buty, ale chyba będę musiała poczekać, aż glany rozpadną się na szczątki i nie będzie już wyjścia. Tak mi głupio nawet prosić o cokolwiek. Postanawiam, że w tym tygodniu nie będę się opierała na nikim, wolę zostać w domu niż czuć się źle ze świadomością, że po raz kolejny przyszłam z niczym. Beznadzieja.

Uświadomiłam sobie wczoraj, że po powrocie z ferii zostaje nam 2 miesiące uczęszczania do szkoły, a później już tylko matura i testy zawodowe... Komedia! Gdzie to tak szybko uciekło? Ratunku!

2/09/2013

241. Creep

Jest mi zle, niedobrze, boli mnie brzuch, boli mnie glowa, a z nerwow telepie sie jak paralitka. Na dodatek ciagle placze, mysle i nie moge zasnac. Chcialabym cofnac czas, chcialabym byc madrzejsza, chcialabym byc szczesliwa, miec swoj swiat dzielony z kims kogo kocham, chcialabym... Chcialabym byc czlowiekiem.
Zaluje.

2/07/2013

240. Californication


Dawno temu w trawie.
Od nowego roku nie mogę się ogarnąć, ciągle coś mi nie pasuje, ciągle znajduję jakiś problem. Podobno miało być lepiej. Z nowym rokiem to zawsze jakiś pseudo nowy start, a mi jak na złość do głowy przychodzą rzeczy, które nie powinny. I co najgorsze, nie umiem tej fali zatrzymać. Chodzę za to jeszcze bardziej znerwicowana i przez mgłę patrzę na rzeczywistość. Nie chcę jej widzieć trzeźwo, naprawdę nie chcę, bo mogą wyjść z tego sytuacje, których wolałabym uniknąć. Za to teraz mam okazję trochę popracować nad tą przejrzystą przyszłością. Chociaż nie jest mi łatwo. Niektóre sytuacje przypominają palnięcie obuchem w głowę. Nie wiem. Nie wiem jak będzie.

Bo nie jest ważne ile robisz, czasem po prostu nie wychodzi. 
BORZE jaka bezradność.

2/04/2013

239. Toxic


Świadomość, że od jutra mogę się 'cieszyć' posiadaniem lat 20 jest dziwna, przyjemnie było być nastolatką. A jeszcze przyjemniej było mieć lat 17, kiedy to adrenalina zżerała mnie na każdym karalnym kroku, to były czasy, to było życie. Taka beztroska ogarniała każdego dnia. Wstawało się z uśmiechem na twarzy, łaziło po łąkach, nie przejmowało jakąś durną maturą i matmą... 
Teraz pozostaną przyjemne wspomnienia po tamtych 'wypadach', spacerach, zabawach.
Tfu, tfu. co ja pieprzę! Podobno życie dopiero się zaczyna!
Jeszcze gdybym nie była taką wredną małpą, której najlepiej jest się poużalać. Gdybym miała jakąś ogromną motywację na życie, gdybym potrafiła się zająć tym co trzeba, a nie serialami, ależ byłoby fajnie :)

No nic, pozostaje mi czekać do wizyty u dermatologa do 5 marca, do matury w maju, do ślubów i do września...
Amen!

1/26/2013

238. Your own personal Jesus.

Sobotę spędziłam wyjątkowo przyjemnie. Wstałam z dość kiepskim humorem (jak zwykle zresztą) i wzięłam się za porządkowanie pokoju. Lubię ten zapach chusteczek do mebli i lawendowej świeczki. Brakuje mi tylko kadzideł o jakimś przyjemnym cynamonowym zapachu.
Potrzebowałam takiego dnia dla siebie, gdzie spokojnie poleżę w łóżku, wypiję dziesiątą herbatę, trzeci kubek ziół, podrapię się po dupie i nikt nie będzie mnie oglądał. Zadziwiający jest fakt, że nawet nie umyłam włosów i nie siedziałam 3 godziny z maską. Wdrożyłam w życie plan 'myję włosy raz na 4 dni' i rzeczywiście działa. Nawet nie są w koszmarnym stanie po dniu trzecim, tak więc przy pomocy pudru BD odświeżę grzywcię w poniedziałek i powędruję do szkoły, cóż za luksus i oszczędność czasu (na poranne nołlajfienie w łóżku).
Już miałam się nawet zabierać za pisanie wypracowania z polskiego R, ale stwierdziłam, że Clever mojemu umysłowi wystarczy, więc zabrałam się za dwie nieszczęsne sesje. Pocieszam się, że zostało mi ich jeszcze 118, a później hulaj dusza piekła nie ma!


A teraz hibiskus z dziką różą, Chuck i ciąg dalszy spokoju.


1/24/2013

237. All I Need

Nie uważam, że mężczyzna powinien być poddany swojej kobiecie na wszystko czego ona chce, jest pewien umiar. Ale wymaga się od mężczyzny, żeby był wsparciem, oparciem w ciężkich chwilach, słuchaczem i po części bohaterem naszych zmartwień. Bo kto inny jak człowiek, którego kochamy może nas zrozumieć i analizować z nami wszystko od podstaw.
Serce mi się kraja, kiedy widzę, że dziewczyny są traktowane przedmiotowo - przyjemności na pierwszym miejscu, a problemy schowaj w rękaw.
Męskość? Gdzie ona dzisiaj jest?

Dobrze, ze jesteś mój Luby i dobrze, że nie jesteś tyranem, patrzącym tylko na siebie.
Amen.

/// Matura napisana. Sprawdzian zaliczyłam jako jedna z 4 osób, czyli już mam stabilną sytuację z matmy. Rozszerzona z pl na dzień dzisiejszy 50%, humor niestabilny, ale jest dużo herbaty i dużo czaka i chyba za dużo miłości od wszystkich dookoła.
Niedługo Kocia i Klamcia, kolejne lawiny miłości <3 nbsp="" p="">

1/22/2013

236. Bohemian Like You

Wszystko jest dobrze, no przecież wszystko jest dobrze! Wmawiam sobie wiele rzeczy, ale naprawdę niektóre zaczynają mnie przerastać.
Do tego ta depresyjna pogoda za oknem. Śniegu po kolana, przez co MZK porusza się z szybkością ślimaka, matura z polskiego, pojutrze matura z matmy (której i tak nie zdam) i kolejne pierdolenie - wy się zastanówcie, bo po co podchodzić, skoro nie zdacie. A dla własnej satysfakcji proszę pani. Bo nie po to odbieram świadectwo, żeby nie podchodzić do matury. Cóż za pazerne społeczeństwo.
A nie dopuszczaj mnie i tak nie masz nic do powiedzenia.
Chcę wiosny, chcę stąd uciec i chcę ciepła.
I trzeźwego myślenia.
I spokoju.
Help.

1/19/2013

235. New Born.

Wczoraj nastąpił przełomowy moment w moim życiu. Dwie sytuacje sprawiły, że poczułam się naprawdę normalna i naprawdę... przyjazna dla siebie.
Chyba nigdy czegoś takiego nie czułam. Wylewając z siebie falę złości i prawie uderzając drugiego człowieka za słowa, które wypływały z jego ust, dziękowałam siłom wyższym, że mój dom normalnie funkcjonuje, że nikt nie wyzywa mojej mamy od szmat i dziwek i że wszyscy potrafimy jakoś (nieważne, że czasem nie wychodzi) rozmawiać. Byłam na tyle zdenerwowana, że z nadmiaru adrenaliny wszystko zaszło mgłą, a ja telepiąc się ledwo mogłam oprzeć się o ścianę, ale warto było. Warto było się przekonać, że jest się pomiędzy kochanymi ludźmi, którzy mają dobre zamiary. THANKS! THANKS GOD.
Druga sytuacja, to program na który natrafiłam przypadkiem - o metamorfozach amerykańskiej tandety w piękności.
Nie wiem, jak tak zniszczona skóra może się przetransformować w piękność i zdecydowanie było to widać przy zmywaniu tapety. Z deszczu pod rynnę jednym słowem. Baby 23 letnie wyglądały jak emerytki, albo tranwestyci.
I tak się cieszę, że życie mnie nie pokarało. Być może ta choroba skóry i wszystko co przytrafia się mojemu ciału nie jest perfekcyjne, ale jest naturalne. I cieszę się, że nie noszę doczepów, tipsów i taśmy izolacyjnej zamiast bluzki i że nie muszę nakładać kilograma tapety, żeby wyglądać normalnie. I że nie maluję włosów na blond, a nawet, że w ogóle nie maluję włosów, bo po co.
Ciężko będzie się do siebie przyzwyczaić po takim przetelepaniu mózgu, ale myślę, że czas pokaże.

Nieubłaganie zbliża się czas moim 20 urodzin, nie chcę myśleć o tym, jak szybko minęły mi te dwa lata od mojej osiemnastki... to straszne. Zaczynam myśleć jak stara baba. Kiedyś bawiły mnie zaczepki na twitterze, blogu, czy facebooku, pisanie dwuznacznych postów, ironizowanie i robienie z siebie debila. Teraz patrzę z politowaniem dla takich wybryków. Masz problem? Napisz. Zadzwoń. Przyjdź.
Internet pochłania zdecydowanie za dużą część mojego życia.

Time to change.

1/12/2013

234. Black Gives Way To Blue

Fading out by design
Consciously avoiding changes
Curtains drawl now it's done
Silencing all
Tomorrow's forcing a goodbye

Lay down, black gives way to blue
Lay down, I'll remember you



Wyssij ze mnie ostatnią nadzieję na lepsze jutro. Trzymanie się krawędzi do niczego nie prowadzi. Przygoda podobno zaczyna się po drugiej stronie. A mówili mi tyle razy - więcej spokoju. A spokój do niczego nie prowadzi. Robi z Ciebie głupka i rzuca na kolana.

Jak łatwo jest się poddać. Jak łatwo wszystko zostawić za swoimi plecami. Jak łatwo zamknąć wszystko, kiedy nie masz siły, żeby stawić temu czoło. 
Jesteś wrakiem, pogódź się z tym. Wrakami nikt już nie pływa.

1/10/2013

233. Savin Me.



Bo właśnie tak.
I weny brak :)

1/08/2013

232. Lies, Lies, Lies.


Wracam do ulubionych utworów, które porzuciłam kilka lat temu. Powody są różne, zazwyczaj przyjemność słuchania zabijają wspomnienia. Nad większością umiem zapanować, jednak np. New Divide-Linkin Park do tej pory przyprawia mnie o dreszcze i zawroty głowy. Nie ma się co dziwić, jest przepełniona emocjami, których się boję i które próbuję zabić od dłuższego czasu.
Nawet muzyka nie jest ostatnio moim sprzymierzeńcem. Telefonowa szufla jak na złość karmi mnie smutami, a ja tak łatwo się temu poddaję.
Podobno chandra atakuje na wiosnę i na jesień. Zastanawia mnie dlaczego przyszła właśnie teraz. I dlaczego mimo tak wielkiego wsparcia i pomocy osób mi bliskich, jest mi tak ciężko. I dlaczego tak skutecznie zniechęca mnie do normalnej egzystencji? I dlaczego tak łatwo mi się płacze, a później tak ciężko zasypia?
Są pewne granice wytrzymałości, trzymajcie mnie, bo upadnę.

across this new divide...

1/04/2013

231. Ich Will

Marne kreatury otaczające mnie na co dzień. Tak bardzo zaczynam nienawidzić otaczające mnie społeczeństwo, że coraz częściej przez myśl przechodzą mi rzeczy okropne i nieludzkie, które tak bardzo potępiam. Ale wiadomo, że jestem tchórzem, więc nie ma się chyba o co obawiać.

Znienawidziłam język polski po całości, nie mogę wyrazić swojego zdania, bo nauczycielka jest... nie obrażając nikogo, ale naprawdę jest niezrównoważona psychicznie. Obróciła wczoraj moją prośbę w obelgę i była tym taka urażona, że zaczęłam się zastanawiać ile ona musi mieć kompleksów, żeby tak genialnie sobie nawmawiać, a później zrzucić wszystko na mnie. I nieeeeee, nie można przeprosić, to już pójdzie do wychowawczyni. Amen. Moja wychowawczyni to skarb.
Dzisiaj za to było 'Agatko podłącz', bo przecież nikt nie umie włączyć laptopa, podłączyć rzutnika i odpalić filmu z płyty. Patologia. A co najlepsze nikt nie znał hasła do laptopa. I ja też nie znam, bo włączył się przy którymś z rzędu wpisywanym wyrazie. JESTEM TAKIM GENIUSZEM OJEZU.


Prócz tego zrobiłam 100 zadań z matmy (wprawdzie z pomocą geniusza z internetu, ale zrobiłam) i mogę być z siebie dumna. Trochę podniosła mnie na duchu wczorajsza rozmowa z Gośką. Dobrze, że jest.
Chyba muszę zrobić sobie jakiś stretching, bo wysiada mi ciałko.

amen.

1/01/2013

230. Radioactive



ja, Klamcia i Bażant - Poduszka :)



I'm waking up, I feel it in my bones
Enough to make my systems blow
Welcome to the new age, to the new age

Welcome to the new age, to the new age

I'm radioactive, radioactive

Zaczął się nowy rok, ten odgórnie sobie zaplanowałam, a przynajmniej w takich małych punktach, coby podleczyć moją chorą główkę. Pójść na leczenie, nie odkładać niczego na ostatnią chwilę, rozmawiać, pracować, utrzymywać głębsze kontakty z przyjaciółmi, mniej się burzyć (a to chyba w moim przypadku najtrudniejsze), szanować, dbać, doprowadzić w końcu ciało do stosownego stanu (żebym się mniej kruszyła), być systematyczna, pić więcej ziół i herbat, zapuścić włosy ( no chociaż za łopatki ), wysypiać się, skończyć Clevera na zadowalającym poziomie, zdać maturę. 

Chyba na chwilę obecną to wszystko co bym chciała osiągnąć. Wiem, że będzie ciężko, ale wiem też, że są osoby na które mogę liczyć i które są moim ogromnym wsparciem. 

Liczę na ogrom siły i wsparcia i liczę na to, że w zamian oddam z siebie najlepsze. 

 Szczęśliwego Nowego Roku!