3/23/2013

246. Paranoid Android.

Przyszedł czas na smętnych Radioheadów. Cieszę się, że dane mi było ich poznać w fazie rozwoju muzycznego, pozdrawiam Cię dobra duszo.
Jestem poirytowana, jestem tak poirytowana zachowaniem innych, że brakuje mi słów. A nie będę przeklinała, bo szkoda. Przestanę prosić, naprawdę. To bez sensu. Najlepiej biec w pojedynkę, przynajmniej nikt Cię nie spowalnia. Borze, jakie to poetyckie.
Jest mi przykro, bo mogę się starać, a i tak zawsze zostanę na szarym końcu. Jak zepsuta zabawka. Po cholere komuś zepsuta zabawka - niech poczeka, może kiedyś się nią zainteresuje.
Szczyt irytacji.
Ale pocieszam się myślą, że w poniedziałek wyląduję w Krakowie i oderwę od siebie te wszystkie nieprzyjemne myśli. I że święta spędzę z dala od tego zapiziałego Zamościa. Z dala od zmartwień i schizów. Będę tęskniła za jednostkami, niech mają się dobrze.
Żałuję, że nie mogę wylać z siebie wszystkiego, żałuję, że blog.pl jedzie z bloggerem na tym samym wózku. Muszę znaleźć jakiś przyjemny kąt.



3/12/2013

245. What Have You Done Now?

Nie wiem po raz który notka ma ten tytuł. Uwielbiam WT przeważnie za ten utwór- wyraża tak wiele, mam ochotę wraz z nią wykrzyczeć wszystko co leży mi na sercu, wszystkie porażki jakich doświadczam każdego dnia, wszystkie problemy, z którymi przyszło mi się borykać.
Ostatnio borykam się z lękiem przed j. polskim. Namiętnie odkładałam pisanie prezentacji i w piątek minął termin oddawania bibliografii i planu prezentacji. Brawo geniuszu! A teraz co robi polonistka? Wyżywa się i poniża te, które z przyczyn różnych nie dosłały dokumentów. Jakie to chore, znęcać się nad młodzieżą, żeby poczuć się lepiej. A nie daj Boże, jeżeli któryś z uczniów popełni samobójstwo - wtedy płacz, no bo to przecież mój uczeń był. Trzeba używać trochę mózgu, bo nie wiemy jakie kto ma nerwy i jak zareaguje na donośne krzyki i wyzwiska. Czasem czuję się taka słaba, że najchętniej sama bym sobie coś zrobiła. Ale wiem, że to minie, na szczęście.
I usiadłam dzisiaj do planu, zaczęłam, napisałam. Jeszcze jutro dopiszę literaturę przedmiotu- trudno, wyślę z tygodniowym opóźnieniem. A jeżeli znowu będzie nieprzyjemne darcie, to przyrzekam, że wyjdę. Nie mam zamiaru szarpać sobie nerwów zbędnym pierdoleniem o moim podejściu. TY CO ROZSZERZONY POLSKI ZDAJESZ - TY CIOTO!

Z przyjemniejszych rzeczy- Pyś oddał mi swój stary sprzęt komputerowy, tak więc teraz mam tyle miejsca ile potrzebuję i co najważniejsze - nikt mi w pokoju nie siedzi. Miałam trochę problemów z dźwiękiem. Całe życie zainstalowany był tu XP, jednak dołożyłam ramu i zainstalowałam ósemkę (gdyż tylko ją miałam pod ręką). A wiadomo, że nowsze Windowsy same instalują sterowniki. Ósemka tak podpasowała, że nic nie działało. To samo zrobiła siódemka, ale z pomocą internetu rozwiązałam ten problem. Wygrałam życie.

Na dzień kobiet mama zabrała mnie do kina, na film... Dzień Kobiet. Polska produkcja, którą mogę zaliczyć do pouczających, jednak główna bohaterka była mocno irytująca i ma bardzo nieprzyjemną twarz. Bu. Dostałam też możliwość zakupienia sobie butów, również na dzień kobiet. Wybrałam miętowe trampki i zgniłozielone workery, podziękowania ślę w stronę Kaśki i Mamy, dzięki za zlitowanie się nad dziurawymi glanami.

Co do moich sercowych spraw to przyznam, że robi się coraz cieplej. Mimo, że na zewnątrz temperatury ujemne, to my na nowo zaczynamy się grzać przyjemnościami. Minął nareszcie ten nieprzyjemny zastój, nienawidzę tego. Teraz wszystko idzie w dobrą stronę. Pysiu... :*


Dawno nie było sweet foci z moją rudą brodą. A macie :) 
Olafek robił, ciumkam :*

I ciumkam wszystkich, którzy myślą, że o nich zapomniałam - nie zapomniałam. Po prostu przeszłam w stan hibernacji. 
:*

3/03/2013

244. Dead or Alive



Pragnę tego ciepełka, które nas delikatnie smyra każdego dnia. A raczej próbuje, bo ten wredny wiatr wszystko psuje.
Jest przyjemnie, ostatnio coraz bardziej pozytywnie, chociaż chorych myśli z głowy wyrzucić nie mogę. Wszystko wydaje mi się dość nierealne, zaczęłam analizować podświadomość i wymiar w którym się znajdujemy, przeraża mnie rzeczywistość i to, że nie wiem co się z nami kiedyś stanie. Jest tak wiele okropności do myślenia, że najzwyczajniej mam ochotę usiąść na dupie i nic nie robić, bo po co - i tak umrzemy.
To męczące i każdy wieczór mnie martwi, bo nie mogę zasnąć i albo płaczę, albo analizuję i płaczę.
Na całe szczęście więcej jest tych pozytywnych aspektów życia i staram się nimi zagłuszać te nieprzyjemne myśli. Mam wspierającego Partnera, mam przyjaciół, mam dach nad głową, mam muzykę...
A od jutra próbne matury.

Nie wytrzymam. Brzuch boli jak szalony.
Ba dum tss.
Bon Jovi siłą :)