4/22/2013

248. Back in black?



Aktualnie powinnam siedzieć i napieprzać zadania z matmy, albo pisać jakieś wypracowanko, czytać jakieś tipy do rozszerzonego polskiego, albo spać (ALBO zacząć prezentację). A ja siedzę i zastanawiam się, co ja właściwie robię na tym świecie? 
Każdego dnia uświadamiam sobie, że jestem tylko dzieckiem, które nie ma nic do powiedzenia. Ot, taka Agatka co posprząta i nie przeszkadza. No i zapieprza w szkole, żeby wylądować na WSZY, albo na jakimś innym zamojskim gównie. Moje siostry miały prawo wyboru, też chciałabym je mieć. 
I skończy się w Krakowie, bo całą kasę przeznaczoną na rekrutację poślę właśnie tam. Na pedagogikę wczesnoszkolną, albo zarządzanie mediami, albo wiedzę o mediach, albo coś podobnego (chociaż ta pedagogika mnie ostatnio prześladuje). 



Całe szczęście świat nie kończy się w domu. Wiem, że będę za nim tęsknić i dzisiaj pewien serial doskonale mi uświadomił, jak czuje się samotna matka, kiedy jej dziecko postanawia wyjechać na studia, ale taka kolej rzeczy. Kiedyś ptaszek musi wyfrunąć z gniazda i stać się samodzielnym człowiekiem.
Ale wracając do tego, że cały świat nie kończy się na domu. Są jeszcze ludzie, a dokładniej jeden ludź, który we mnie wierzy całym sercem, duszą i przyrodzeniem (tak, tam też jest jakiś mózg). Staram się spędzać z nim dużo czasu, ale od jutra nasz wspólnie spędzony czas będzie polegał na zadaniach z matmy (zadania zadania zadania zadania coś tam coś tam zadania zadania zadania). Nauka z nim to sama przyjemność :) 



Wybraliśmy się ostatnio nad zalew, pod wodą siedziała masa żab, która była wręcz okropna.
Ale pogoda była piękna, słoneczna, a usta chłodne.

4/05/2013

247. Meds

Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds, Meds.

Nie lubię czuć się winna za coś, na co nie mam wpływu. Mówię wiele rzeczy i wiele z nich chciałabym spełnić, wiele osób chciałabym zatrzymać przy sobie, jednak kiedy wyczuwam niechęć do swojej osoby to się zamykam. Czy to dziwne? Chyba nie. To najzwyczajniejszy (w moim przypadku) odruch i nie mam zamiaru się z niego tłumaczyć. Kiedy wydaje mi się, że wszystko jest okej, wypisuję komuś felieton pełen radości, a otrzymuję w zamian krótką informację to nie mam zamiaru się płaszczyć. Skończyłam wymagać od siebie, skończyłam biegać za ludźmi.
Coś jeszcze mnie dzisiaj zdenerwowało. AH! No tak. Składka dla wychowawczyni na zakończenie roku. Było jak było i nikt nie powie, że było zajebiście, ale do jasnej cholery trochę wdzięczności za te 4 lata by się przydało. ALE PO CO!? Skoro był problem ze składką po 2zł na dzień nauczyciela, to po chuj w ogóle zaczynać sprawę składki po (UWAGA!!!) 10 zł!? Od razu wszystkie gęby się zamykają i nikt nie ma nic do powiedzenia. To przykre. Bo mimo wszystko naszej wychowawczyni nie możemy zarzucić okropnego traktowania nas. Musi być niesamowicie smutna, że ma AŻ tak niezgraną klasę. Zresztą co się dziwić- same baby. Najlepiej odwrócić się na pięcie i zacząć napierdalać, bo czegoś się wymaga. Tak, tak, tak to wygląda. A we mnie aż się gotuje. BOŻE CO ZA NIEWDZIĘCZNOŚĆ! Ale postanowiłam w poniedziałek rzucić krótkie ogłoszenie, za nikim biegać nie będę - kto się zrzuci ten się zrzuci. Bez łaski. Trochę odpowiedzialności.

Wróciłam z Wrocławia, święta może nie były aż tak udane, bo przez zmianę miejsca miałam tak bolesną miesiączkę, że myślałam, że odpuszczę niedzielny obiad/śniadanie z rodziną Kaśki narzeczonego. Jednak po dwugodzinnym maratonie płaczu, zwijania się i oglądania drętwego filmu w TV udało mi się wstać i zebrać. Nawet znośnie wyglądałam! (stałam przed lustrem i powtarzałam sobie 'ale z Ciebie ciacho :D' ), przyjechał po mnie Paweł - Kasi narzeczony i pognaliśmy na drugi koniec Wrocławia. Nie żałuję. Poznałam Pawła rodzinę, która okazała się być bardzo przyjazna, podobało mi się. Później z Jego bratankiem (?) wybraliśmy się na PKP po bilet na podróż. Tyle śmiechu i radości, tyle gadania, uwielbiam takich ludzi! Szkoda, że nie mieszkamy bliżej.
Ode mnie to chyba tyle. Zarzucę moją ulubioną, najulubieńszą piosenkę Placebo i jebcie się :)