7/27/2013

260. Faget.

A już widziałam to malutkie światełko w tunelu, już wiedziałam, że coś mogę. Ale bardzo łatwo mi się wycofać, bardzo łatwo mnie zniechęcić, bardzo łatwo mnie podpalić. Co z tego, że próbuję, no co z tego. Zawsze będę dostawała po mordzie i zawsze wszystko będzie moją winą.
A później rycz i próbuj się opanować. Albo idź się nachlać jak świnia. Dobijam się.
Nie mam siły. Kolejny raz tak naprawdę chciałabym nie istnieć, nie musieć tego wszystkiego odczuwać, nawet nie wiem co mam zrobić, żeby było dobrze. Żebym mogła trzeźwo spojrzeć na rzeczywistość.
W jednej chwili wszystko straciło sens, wszystko. Nie widzę nic. Nie chcę Krakowa, nie chcę studiów, nie chcę pracy, nawet nie chcę wrócić do domu. Nie chcę istnieć, borze, tak bardzo chce mi się znowu płakać, tak bardzo tęsknię za spokojem. Tak bardzo tęsknię za bezpieczeństwem. Nie wiem co ze sobą zrobić. Nie wiem co począć...Pozwólcie mi nie istnieć.
Proszę.



7/15/2013

259. Don't trust me.

Ciężko mi się skupić na relaksie, szczególnie teraz, kiedy wiem, że czeka mnie jutro 8h zapierdalania. Praca co drugi dzień może i ma swoje korzyści, jednak na sierpień wezmę trochę więcej godzin. Nie ma co się opierdzielać, trzeba zarabiać pieniądze (których zawsze mało). Póki co dobrze mi idzie nie kupowanie niczego zbędnego, no prócz jedzenia ale to 'zło konieczne'. Nie odmówię sobie przecież smacznej i zdrowej rybki oraz warzywek. Czyż nie? Co za cholerny laptop, po raz wtóry zjadł mi kawałek tekstu. Wrr.

Kraków ogarnęła chandra, mnie przy okazji też. Od kilku dni leje non stop, w mojej dzielnicy jest w miarę spoko nawet, nie podtopi nas, a jak już to tylko tą wartościową piwnicę. Wszyscy lubią piwnicę,
Nawet moi współlokatorzy są jakoś nie w sosie.  Nie wiem co się dzieje. Aż sobie włączyłam smuty. Siedzę sama w półmroku, za dużo myślę, Zdecydowanie za dużo myślę. Tęsknię za moim ciepełkiem.


7/12/2013

258. Summertime Sadness

Znów szaro i deszczowo. Kraków zdecydowanie za często jest ponurym miastem. Ale pociesza mnie fakt, że spotkam się dzisiaj ze znajomymi z CC. Mimo tego, że już tam nie pracuję, to utrzymujemy nadal kontakty. Są naprawdę wspaniałymi ludźmi. Love.
Trochę przytłacza mnie fakt, że zobaczę się z M. dopiero za miesiąc. Wiem, że odpoczynek dobrze nam zrobi, jednak świadomość, że musimy po raz kolejny przez to przechodzić doprowadza mnie do szału. Wiem też, że są ludzie którzy żyją zdecydowanie dłuższe ilości czasu bez siebie. Uczucie i przyzwyczajenie jednak robi swoje.
Słucham Lany i staram się uspokoić. Myślami ciągle jestem przy mojej wizycie u lekarza, którą odkładałam dobre 3 tygodnie. Poszłam dzisiaj i czeka mnie jeszcze jedna wizyta, która rozstrzygnie, czy czeka mnie szpital, czy może coś gorszego. Swoją drogą miałam się zarejestrować, już to robię.
A ogólnie to wszystko będzie dobrze. Dajemy sobie z Gohą radę.
Deszcz napieprza niemiłosiernie, ale wszystko będzie dobrze. Jawakowa maciejka sama się podleje.
A herbata ginger&lemon jest spoko.



7/09/2013

257. Cola

A tak czekałam na ten dzień.
Cały czas żyłam w świadomości, że jest niż, łatwa matura blabla dam radę i się dostanę i co? Jak zwykle dostałam po dupie. Dzisiaj jest ciężko, bo wiadomości z dwóch uczelni o tym, że się nie udało trochę mnie załamały, ale przecież mam sensowną alternatywę. Jestem w Krakowie, mam pracę (no.. mam) i są mega możliwości na rozwój. Większe niż w Zamościu. Tam bym miała studium i tyle. Tu mogę mieć studium i robotę, fajnie tak. Zawsze to kolejny technik do kolekcji, nic nie tracę.
Taka nawałnica, że bez studiów nic nie zrobisz, a w rzeczywistości i ze studiami można sobie w tyłku pogrzebać. To nic. Chcę to przeżyć, nie chcę być już na tym poziomie, gdzie pracuję i jestem wielce dorosła.
Koszmarnie mi się dzisiaj pisze. Koszmarnie. Ciężko w takim stresie.
Ale zjadłam nawet kolację, więc nie jest źle.
Nie będę się użalała, bo nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Podnieśli progi nawet o 130 punktów (!!!) na niektórych kierunkach, więc widocznie dane mi było się nie dostać. Ale spokojnie. Czekam. 26 wyniki z jeszcze jednej uczelni. Będzie dobrze. Nie ma się co załamywać.
Stres jutro minie i będzie wszystko dobrze.
Teraz muszę się skupić na poszukiwaniach mieszkania, na oszczędności i na pisaniu więcej na moim drugim blogu. No i pracy. Ale co to za praca, kiedy mam AŻ 7 dni w miesiącu. Możliwe, że w sierpniu będzie lepiej. Dobrze, że mam miesięczny, mogę pozwiedzać. Tak zrobię. Bylebym nie trafiła na jakąś drogerie.

Uciekam się napić, dobrze dzisiaj wchodzi.
A dla was Cola.
Because my pussy taste like pepsi cola.
Cóż za perwersja.


7/05/2013

256. Alice In Chains - Heaven Beside You

Dawno mnie tu nie było. Być może dlatego, że stres związany z wynikami, Kaśki ślubem i przeprowadzką, a także sytuacją z pracą i w pracy, były tak męczące, że do komputera miałam naprawdę daleko. Teraz mogę chwilę odetchnąć, gdyż wszystko jest na dobrej drodze i jestem spokojniejsza. Jedyne co mnie teraz trzyma w sytuacji stresowej to wyniki rekrutacji na studia. Naprawdę bardzo się tym martwię, ale mam nadzieję, że dałam sobie radę na tyle dobrze, żeby dostać się na wymarzone studia. Amen. I żebym jeszcze nie musiała mieszkać w akademiku to już w ogóle byłby raj.
Zacznijmy może od początku.
24 czerwca byłam już tu gdzie jestem, czyli w Krakowie. Z chłopakami na Niskiej w przyjaznej, choć może trochę napiętej atmosferze ze względu na jednego lokatora, który krótko mówiąć ciął w chuja. Bardzo mnie irytował. W pewnym momencie eksplodowałam i tak go opierdoliłam, że w końcu mogłam spokojnie zasnąć o godzinie 23, a nie 5 nad ranem. Yea. Korona górą. W międzyczasie chodziłam na szkolenie z pracy, którą koniec końców rzuciłam w pizdu. Mimo tego, że jestem bardzo aktywnym towarzysko człowiekiem, to nie potrafię namawiać ludzi na usługi. To nic, że były to usługi mojego kochanego Orange, nawet to mnie hamowało. Dzisiaj przypieczętuję nową współpracę i wiem, że będzie dla mnie satysfakcjonująca. Póki co muszę wylać nadmiar weny.
W czwartek wieczorem pojechałam do Wrocławia. Umówiłam się z Konradem (bratankiem(?) Kaśki męża) na piwo. Miało być jedno niewinne piwo, skończyło się na ukochanym whisky i powrotem szlaczkami. Dobrze, że zaczęły już jeździć tramwaje, bo byłoby ciężko. Świetnie spędziliśmy czas, tyyyyyyyyyyyle gadaliśmy i byłam naprawdę szczęśliwa, że mogliśmy się tak zabawić. Brakowało mi tego. No i jeszcze brakowało mi picia w plenerze, takie rzeczy to jednak tylko w Zamościu. (chociaż w Krakowie nad Wisłą...).
Piątek i sobota były czasem przygotowań do ślubu Kaśki. Tak się stresowałam i ulewałam łezki, że szok. Ale wyszło wszystko genialnie, Kasia wyglądała naprawdę pięknie, Paweł dawał czadu, wesele baaaaaardzo huczne i udane.

była Korona :) 
Niedziele przespaliśmy do 15, później chwila z Młodymi i powrót do Krakowa. Dalej wszystko było dość codzienne, dom, Orange, tramwaj, piwo, spanie... 
Teraz z niecierpliwością czekam na wyniki rekrutacji i koniec lipca. 
Buziam gorąco i zbieram się na drugi koniec miasta.
Aga.