8/23/2013

262. David Bowie - Starman

Jest nadzwyczaj spokojnie. Naprawdę. Już chyba nic mnie nie zaskoczy, bo jestem wszystkiego świadoma. I chyba wszystko idzie dobrą drogą, tą bezproblemową. Wiadomo, że kiedyś coś jebnie, ale staram się o tym nie myśleć. Zabawiam się teraźniejszością. Staram się nie robić głupot, a jeżeli już jakieś robię, to są małe i nikomu nie przeszkadzają, bo to te fajne głupoty.
Nawet dzisiejszy krótki sen i niesamowity ból ( tak, faktycznie alkohol sprawia, że przeciwbólowe działają w drugą stronę) nie są w stanie wyprowadzić mnie z mojej małej bajeczki.
Boże, jak mi w tym momencie dobrze.
I te zielone oczęta, które patrzą z zachwytem.
I te dłonie, które tak dobrze wiedzą co mają robić.
I te usta, które uśmiechem zabierają całą złość daleko.
Pięknie!


A David Bowie jest cudowny :)


8/08/2013

261. If I Had A Tail

Podobno fantazje nie są czymś złym. W moim przypadku robią więcej złego niż dobrego, bo moje 'fantazje' o ile można je tak nazwać, zazwyczaj skręcają w tą negatywną stronę. Wstydzę się nawet fantazjować w tą drugą, czuję się jakbym zdradzała na najwyższych obrotach. Tak więc widzę świat tylko w kolorach ciemnych, rzeczy które mogą się dziać mają negatywny odsłuch i wszystko jest nie takie jak powinno.
Zazwyczaj w takich momentach uciekam do ludzi, ale wiem, że nie zawsze będzie ktoś, kto mnie uratuje od paranoicznych myśli. Już nie fantazji, bo tego tak nazwać nie mogę. Nie wiem co zrobić w takich sytuacjach, bo i muzyka jak na złość jest przykra.
Może powinnam poskakać, poćwiczyć, znaleźć jakieś hobby. Wiecznie o włosy dbać nie można, bo jeszcze wypadną. Przecież często czuję się taka mała i zwyczajna, bo nie potrafię zrobić nic ciekawego. Nie umiem rysować, nie umiem grać, nie umiem tańczyć, nie pływam, nie jestem jakoś wybitnie silna, nawet nie umiem biegle mówić po angielsku. Chciałabym coś zmienić, chciałabym do czegoś dotrzeć, odnieść sukces. Jednak pociąg porażek, jakim coraz częściej podróżuję skutecznie zniechęca mnie do działania.
Jedyne co teraz dobrze mi wychodzi to użalanie się, sprzątanie i palenie fajek. Dużo.

Zaczęłam ćwiczyć, od nowa, inny program. Planowo co 2 dzień, ale w rzeczywistości wiadomo jak to będzie. Jeżeli będę miała brzuch i dupsko jak z fotoszopa bez fotoszopa, to kłaniajcie się narody.
Tymczasem wracam do gruntownego czyszczenia kuchni. Samo się nie zrobi.