11/26/2013

273. Blackout.


Jak długo jesteśmy razem?
Pamiętasz jak razem siedzieliśmy nad Wisłą w Krakowie, głośno śpiewałam Twoją ulubioną piosenkę, a nogami machałam tak rytmicznie, że prawie do tej Wisły wpadłam? I wtedy ktoś mnie upomniał, bo tak nie można.
Ale tak mnie wypełniała radość, życie wydawało się być wtedy takie bajkowe. Miałam tych naście lat i byłam szczęśliwa, że jestem tu, nie tam, gdzie ulatują wszystkie kolory, a pojawiają się szarości.
Nienawidzę Zamościa.
Nienawidzę za jego zwykłość. A podobno jedno z najpiękniejszych miast w Polsce. Zamościanie tak sobie to wzięli do serca, że robią z niego jeszcze brzydsze miasto niż było. Z jednej strony melancholia była przydatna. Te obdarte mury, krzywe grunty, przechylające się w parku drzewa, obskurne ławki... Wśród tego co jakiś czas uciekająca ruda wiewiórka. Podobno rudemu się nie ufa. Kto wymyślił takie pierdoły?
I ja czasem tam siadałam. Brałam kartkę czystego papieru i myślałam, żeby zapełnić go swoją żałością. Chciałam wydalić z siebie to co złe. Z wiekiem było coraz trudniej, coraz trudniej było to wszystko nazwać. Zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Nie sądziłam, że w głowie może się tak poprzestawiać. Niby przychodzące sytuacje mają nas uczyć- te moje kopały mi grób na cmentarzu, zaraz przy ojcu, tak na wszelki wypadek, gdybym się poddała.
Kto by się poddał, kiedy nigdy nie wiadomo, co jest po drugiej stronie? Boję się śmierci. Przychodzi do mnie zawsze wieczorem i dziobie ostrym czubem swojej kosy. A później wychodzi, na odchodne stuka w okno w rytm mojego uciekającego serca. Puk, puk, puk, puk, puk, puk...
Chcę uciec w sen, a wtedy w mojej głowie rodzą się czarne scenariusze. Oplatają moją głowę, spocone dłonie i bijące serce. Robi się gorąco. Chcę odkryć stopy, ale się boję, że coś mnie za nie złapie. Chcę do łazienki, ale boję się ruszyć. Biorę telefon i piszę, ale nigdy nie wysyłam. Nikogo nie będę budziła.
Trzecia czterdzieści.
Słyszę głośne chrapanie. Drzwi mam zamknięte, ale ze strachu mój słuch się wyostrza. I jak mam zasnąć w tym hałasie? Ktoś się przewraca. Czy to normalne, żeby tak się skupiać na tym, na czym nie chcę?
Znowu piszę i znowu usuwam. Odkładam telefon.
Robi się nagle zimno i zaczynam się telepać. Przytulam się do jednej z moich dwóch poduszek i robi się niewygodnie. Wracam do poprzedniej pozycji.
Nagle zasypiam, uciekam pod skrzydła chorych snów, które zmuszają mnie do pobudki. I jest jasno i cały strach ucieka, a ja beznamiętnie przewracam się na brzuch i staram jeszcze odpocząć.
Pewnie jest rano.
Leniwie łapię telefon i stwierdzam, że jest godzina 12. Nagle odechciewa mi się spać. Chcę zacząć dzień, ale zaraz rezygnuję.

Napisane jeszcze w kwietniu tego roku. Ależ miałam wyobraźnię. Nie mam weny, nie mam ochoty.


11/24/2013

272. Massive Attack - Paradise Circus

Wkręciło mi się w wersji zremixowanej. Powoziłby się jakimś mrocznym autem 220km/h nocą i słuchał tego na maxa. Niebo.
Póki co zacięłam się na ostatniej notce, którą napisałam i której to nie opublikowałam. I najprawdopodobniej nigdy nie opublikuję, gdyż wyspowiadałam się w niej z najgorszego co mi się przytrafiło. Z mojej winy oczywiście. Najgorsze najgorszym, ale niczego nie żałuję. Nie ważne.

Za to w sercu zrobiło się spokojnie. Nic mnie już nie martwi i serio jak ma być tak będzie. Niech się wszystko powoli kruszy, niech wszyscy się wypinają dupami, niech każdy mnie wini za sytuacje, których nie nakręcałam, nie obchodzi mnie to. Zamknęłam się w swoim małym światku, zamknęłam się w Krakowie i nie mam zamiaru z niego wychodzić. Są ludzie, są pragnienia, są uczucia, są przyzwyczajenia, są nowości, jest wszystko czego do życia mi trzeba. Są Ci, którym zależy, są Ci którzy kochają i za to ich cenię. To bardzo leniwe z mojej strony, ale nawet nie muszę się starać, bo to co mam jest tak po prostu. Bez zbędnej walki o kontakty, bez biadolenia. Tęsknota tęsknotą, ale wszystko jest okej.
Zaplątałam się w swoich myślach i nie wiem do czego dążę.
Jestem wyrozumiała, po prostu mi trzeba czasem powiedzieć jak jest naprawdę. Burk, burk.
Wychodzę, bo pada. I idę przed siebie. A co.


11/13/2013

271. Luxtorpeda - Autystyczny.

A raczej autystyczna.
Miałam tyle wizji różnych rzeczy, których chciałabym spróbować, ale pewne sprawy mocno mnie przed tym hamowały. Nie wiem co mnie nakłoniło do zmiany zdania.
Coś mi się w głowie poprzewracało. Nie mówię, że nie było to pozytywne poprzewracanie, bo w sumie niczego nie żałuję. Ale takiej akcji po sobie bym się nie spodziewała. Nigdy.
Nie zmienia to faktu, że postawiło mnie to do pionu. Powiał świeży, orzeźwiający wiatr, który skutecznie mnie obudził. Trzeźwo popatrzyłam na rzeczywistość.
Jednak Kraków zmienia ludzi.
Nie wiem czy na lepsze, czy na gorsze. Chciałabym to wiedzieć, ale nikt nie jest w stanie mnie określić. Jedno wiem dobrze - nikt nie będzie ze mnie robił głupa. Na to sobie nie pozwolę.
Swoją drogą poznałam dużo lepiej swoich znajomych z którymi spędzam większość czasu na uczelni. To naprawdę dobrzy ludzie na których w 100% można liczyć. Dzisiaj dzięki Michałowi dostałam 5 z logiki, sama niewiele ogarniam, a on mi pomógł w zdecydowanej większości. Warto nawiązywać nowe, zdrowe relacje z ludźmi. W końcu ( o ile zdam i oni zdadzą ) to czeka nas 3 lata wspólnego studiowania. A może nawet pięć. Ja się cieszę. I wiem, że oni też.
Najlepsza informacja ostatnich dni - wygrałam tablet. Asus Nexus 7, magia. Nawet nie wiecie jak się cieszę. A może wiecie... postawcie się w takiej sytuacji, a będziecie wiedzieć.

Oglądam Community i Breaking Bad i miliardupiliard innych seriali. Jest fajnie. I ciepło.
Buźka.