12/27/2013

275. Imagine Dragons - It's Time

Rok temu moim hymnem na święta i sylwestra był inny utwór tego zespołu - Radioactive.
Ten rok pokazał mi czym jest przebaczanie, utrata, ucieczka i samoakceptacja. Nie raz popełniałam błędy i nie raz zastanawiałam się czy to, w czym tkwię jest rzeczywistością w której chcę żyć. Nie umiałam określić do końca uczuć, które żywiłam nie tylko do siebie, ale i do osób które poznałam, które stały się na chwilę cząstką mnie.Bo najłatwiej było mi być, bez zaangażowania, bez większego przywiązania, a czasem i dość interesownie. Dziwny ze mnie człowiek..
Teraz, kiedy spędzam te chwile w domu i widzę jak wiele się zmieniło w moich relacjach z rodziną, z osobami, którym zazwyczaj miałam wiele do zarzucenia, widzę, że jestem. Zaakceptowałam wszystkie swoje demony, złe strony, chore myśli i nieograniczoną miłość, którą darzę każdego. Zaakceptowałam się ze strony wizualnej, moje 'suche' nogi, średni, a może nawet mały biust, chorobę, która zżera mnie powoli, wzrost, który wielokrotnie sprawiał, że czułam się nieswojo. Zaakceptowałam wszystko co chciałam zmienić, a czego w rzeczywistości nawet nie dało się tknąć.
Jedyna rzecz która pozostała mi do zmiany to lenistwo. Bo jestem nad wyraz leniwa, przez co obawiam się, że wylecę ze studiów po mojej pierwszej sesji, której nie przetrwam, jeżeli czegoś z tym nie zrobię. A olać to najgorsze co może być. Trzeba być odpowiedzialnym, jeżeli za coś się już zabrało.

Chciałam napisać więcej, ale teraz nie mam pojęcia co mogę dodać. Pomieszało mi się wszystko i chyba wiem do czego to prowadzi.
Do dzisiejszej radości, do Piątej, do ludzi, do śmiechu i być może do łez.
Bo przecież wszystko jest możliwe. A kto nie podoła, jeżeli nie ja?



It's time to begin, isn't it?
I get a little bit
bigger but then I'll admit
I'm just the same as I was
Now don't you understand
That I'm never changing who I am



12/08/2013

274. She wants revange - Tear You Apart

Grudzień.
Zaczął się niezbyt przyjemnie. Wiadomość o śmierci bliskiej mi osoby dobiła mnie wystarczająco, ale nieplanowany, a jakże potrzebny powrót do Zamościa naładował mi akumulatory na maksa.
Pogrzeb w takiej formie w jakiej się odbył, pokazał mi, że łzy są zbędne. Jest jej już wystarczająco dobrze. I chociaż rzeka dosłownie płynęła mi z oczu, to duch był spokojny. Czas przez który walczyła z rakiem, później na dodatek białaczką i na koniec z jakimiś płucowymi sprawami uświadomił mi, że trzeba być silnym i nie poddawać się.
Dzisiaj na dodatek zaczęłam pisać pracę o Sokratesie i jego obronie. No kurde, wszystko się tak kłębi - wszystko pokazuje mi jedną postawę - silną i twardą. Nie poddawać się, brać to na co zasługujesz, nie błaźnić się i nie błagać o litość. A jak często wydawało mi się, że jedynym ratunkiem jest pchać się na siłę - nie to nie, bez łaski.
Filozofia jest pojebana, ale trochę mnie fascynuje. Mogłam jednak na nią iść :D

Z Kocią zamówiłyśmy sobie urocze pokrowce na telefony. Z kotami, bo jakże by inaczej. eBay stał się moim zakupowym rajem. Nie dość, że jest tam wszystko, to jeszcze w cenach kosmicznie niskich.
I z darmową wysyłką w większości przypadków.

Mój będzie już niedługo wyglądał tak :)

Zadowolona jestem i podoba mi się, Wam nie musi.
Coraz bliżej pojebany kolos na którego mam tony do przeczytania, no przecież zdążę! 
A później upragnione święta. Napierdalanie historii kultur i czas w domu. Jak nigdy w życiu tego pragnę.
Bo tęsknię za mamą, mocno. Bo ją kocham. 



A wczoraj na Niskiej zrobiliśmy sobie rodzinne Mikołajki. Brakuje na zdjęciu tylko Svietki, bo robiła zdjęcie. Taką atmosferę lubię, kocham Was wszystkich :3

Tym pozytywnym akcentem żegnam na jakiś czas, bo nie wiem kiedy znowu mnie najdzie na pisanie. Buźka.