12/31/2014

340. Bon Iver - Skinny Love



Żebyśmy w przyszłym roku mieli się odrobinę więcej. 
Albo nie mieli się wcale. 

A.

12/29/2014

339. Muse- Madness

Torowisko Kociowisko. Zamość.
Ale zacznijmy od początku.

Święta to podobno taki czas, kiedy wszyscy się jednoczą, jest miło, przytulnie, mama biega za Tobą z jedzeniem i wpycha na siłę, mądra Agatka dzieli się ze swoimi tłustymi kotami i chowa się pod kocem. Lubię święta, ale skutecznie przypominają mi czas ten naprawdę beztroski, kiedy to cała rodzina siedziała przy stole, ojciec odczytywał fragment ewangelii i podnosił do nieba przy dzieleniu się opłatkiem. To jest właśnie to, czego brakuje mi od 11 lat.
Jestem mądrą dziewczynką i pogodziłam się z faktem, że jest jak jest, nikomu życia nie przywrócę i z czasem przy stole będzie nas coraz mniej, a z kiedyś zostanę tylko ze swoimi bachorami (...) czy kotami i to nadal będą święta - czas radosny, bla bla bla pierdolenie. Nie wiem jak do tego podchodzi reszta mojego rodzeństwa, bo trochę nas jest i czasem chciałabym poruszyć ten wątek, ale mocno trzymam się tego, że może oni po prostu wo1lą nie pamiętać. Za to wiem, że mama nigdy nie pomyślała o tym, żeby związać się z kimś innym, mówi, że to była prawdziwa miłość i jest wdzięczna ojcu za to co było. Okej.
W sumie nie wyobrażam sobie jakiegoś chłopa, który pałęta się dumnie po domu i uważa nas za swoje dzieci. Takiego.
To ten niemiły aspekt świąt. Poza tym było całkiem znośnie. Babcia jak zwykle opowiadała zabawne historie, nie obeszło się bez wspominania dziadka po którym mam chyba taką bujną wyobraźnię. Spoko.
Z Młodym i Gohą jak zwykle gotowaliśmy namiętnie i tworzyliśmy krokiety, jak przejdzie mi obecny stan to z pewnością zrobię sporą porcję w Krakowie, bo krokieciki są mega mniam.
     W Boże Narodzenie spotkałam się z Kaczym. Szkoda, że widujemy się tak rzadko, bo nasze spotkania zawsze owocują jakimiś głębszymi rozmowami. Tak było i tym razem, a czas płynął taaaaaaak szybko, że jak spojrzałam na zegarek, to była już trzecia. Norma. I właśnie wtedy zaczął sypać pierwszy śnieg, miałam iść do domu, ale poszliśmy jeszcze na spacer. SPACER PO KAROLÓWCE. Jak za szczeniaka, te wszystkie znane nam dobrze ścieżki, pobliski cmentarz, Śląska, zimno, śnieg, rozmowy tak głębokie, że wiercą dziurę w głowie. Magia. Bez tych wszystkich pierdół z przeszłości, które nas poróżniły (moja bardzo wielka wina), po prostu zdrowy kontakt. Dobry kontakt. To był przemiły wieczór. Warto o nim wspomnieć.
W piątek odsypiałam ten uroczy wieczór, pogadałam z mamuśką, coś tam nawet zjadłam i znowu spałam i spałam i niańczyłam koty i w ogóle.
Sobota - umówiłam się z Kocią, znacie Kocie, bo już o niej nie raz wspominałam. Siostra ze świadomego wyboru, kobieta trzeźwo patrząca na świat, wyrozumiała, kochająca. Moja Kocia. Pogadałyśmy od serca, jak zwykle nie obyło się bez śmiesznych komentarzy z jej strony. Cieszę się na każde spotkanie z tą małą, a jakże wielką istotą w moim życiu. Ogarniaj statsy, to dobra rzecz :D
Później na szybko do domu, wszyscy spali, grzecznie pomaszerowałam do babci. Już nawet nie czekałam na mój kochany MZK, poszłam przez te zasypane ulice, przez park, zachwycając się każdym szczegółem mojego pięknego miasta. Odsłonięte mury obronne nadają mu jeszcze więcej uroku i zrobili świetny 'deptak' na przeciwko parku. Jest pięknie. Wiosną będzie jeszcze piękniej.
U babci posiedziałam chwilkę, pośmiałyśmy się z ciotką z kolędników, pogadałyśmy po rosyjsku  <tak właśnie>.Obyło się bez karmienia, całe szczęście, bo przykro byłoby odmówić, a jeszcze przykrzej byłoby, gdybym wcisnęła coś w siebie i miała ochotę to zwrócić. Fujbe.
Grzecznie zamiast do kościółka poszłam do Bażanta, Lipskiego i reszty ekipy, Za chwilę goniliśmy do kina. Dosłownie - goniliśmy. Nie ogarnęliśmy się z czasem i biegliśmy na skróty z Bażantem przez śnieg i doły i górki aż do samego kina. Takiego workoutu dawno nie było, Zabawnie!
Hobbit - spojlerować nie będę, powiem tylko, że najgorsza część jaka wyszła, zresztą tego Hobbita w Hobbicie było tyle 'co kot napłakał'. Jak to Dem powiedział ' rzucił dwa kamienie i stracił przytomność' - na kolejną godzinę filmu. Pozdrawiam.
Całe szczęście obok siedział Olaf, więc można było rzucić co jakiś czas zabawnym komentarzem. O.
Po filmie wylądowaliśmy w Pauzie (bo przecież nie pójdziemy do 'Piwnicy pod Kameralną, a w ogóle co to za profanacja Piątej. Ja tam nie idę, ściany są za białe i za dużo tam kultury. Ble), posiedzieliśmy jak kiedyś, gadając o głupotach, snując ciężkie, jak krakowskie powietrze, rozkminy i pijąc alkohol. Po jednym piwie miałam dość. Nie lubię tego syfu.
Patrząc na towarzystwo, z którym spędzam tak czas od kilku dobrych lat, zauważyłam, że starzejemy się. I to tak konkretnie. Niedobrze.
A Gumiax z J. tworzą naprawdę dobrą parę. Taki związek pochwalam. Będą z tego dzieci.
Niedziela minęła na podróży z kotem, kota ogólnie zwariowała, chodzi z wypiętym tyłkiem i chce robić dzieci. Święty Boże. Prócz tego wybrałam się jeszcze odebrać klucze. O, i mam kolejnego Berkowicza do kolekcji. Dzięki Janusz!

A teraz? Siedzę na moim wielkim łóżku, jest 1:47, leci Madness po raz setny, wyłączyłam myślenie, wyłączyłam emocje, egzystuję, piszę i czuję zmęczone oczy. Jeszcze tylko jeden odcinek Bleach i mogę spać (ostatnio też miał być jeden, a skończyłam oglądać o 4, zresztą zaraz będzie walka Ichigo z Byakuyą. Wróciłabym na bractwo, ponapieprzałabym mieczem, kurczęęęęę. )

Jeżeli dotarliście do samego końca tej notki, to wejdźcie tutaj - pokazałam cycki.
Buźka!

12/23/2014

338. Arctic Monkeys - I Wanna Be Yours



Let me be your leccy meter 
And I'll never run out 
And let me be the portable heater 
That you'll get cold without 


Jedziemy na drążek. Z Młodym jest zawsze zabawnie.
W domku spoko, po 30h bez snu i trzeciej nieprzespanej nocce padłam wczoraj o 21 i śniłam o samych miłych rzeczach. Dawno tak dobrze mi się nie spało.
Zresztą... grzały mnie 3 kociaki, nie dało się nie wyspać.

Stwierdzam, że The Neighbourhood to odkrycie 2014 roku.
Przyjemne.

___________________________________
Zamość jest okej, pod warunkiem, że świeci słońce, jest zielona trawa i można na spokojnie wyjść na łąki. Kocham łąki i te wszystkie rzeczki, przy których można się rozłożyć i najzwyczajniej w świecie zasnąć. Natura jest mega. Patrzenie w niebo jest najlepsze na świecie. Leżenie na kocyku i słuchanie świerszczy i tej płynącej wiecznie wody... ah i oh.
Dlatego, mimo bezkresnej radości z powodu powrotu do domu, czuję niedosyt w przebywaniu tutaj. Jest zimno i mokro i wietrznie, nie ma śniegu, zero jakiejś świątecznej aury (chociaż już kij z nią, ale trochę mogłoby być dla lepszego samopoczucia ogółu), jest po prostu smętnie. Pociesza mnie myśl, że spędzę chwilę z rodziną i znajomymi, których dawno widziałam (a z niektórymi przeszło...rok!?). I że pójdziemy wspólnie na Hobbita, nie żebym w Krakowie nie mogła -po prostu wszystko co zamojskie wydaje mi się... sentymentalnie lepsze, nawet kino. Lokalny patriotyzm - lvl up.

Zbyt łatwo przychodzi mi pisanie krótkich zdań na tematy, które mogłabym rozwinąć na kilka notek nawet. Nie chce mi się, nie dziś. Jestem wykończona.
Bo wiecie- zakupy z mamą spoko, śpiewamy sobie tatu i Shakirę, ogarniamy tematy, ścigamy się z ludźmi na obwodnicy - super, super, ale to taaaaaaak męczy. Szczególnie, kiedy jestem niedożywiona, bo nadal nie mogę w siebie nic sensownego wcisnąć i najlepsze, że nie wiem dlaczego. Wigilia w tym roku mogłaby dla mnie nie istnieć. Jedyne co przełykam z miłą chęcią to drożdże. Bo już tak się nastawiłam na to, że muszę, że teraz sobie nie odpuszczę (nie kostka drożdży, tylko 1/3 rozpuszczona we wrzątku - napój bogów). A zaraz przyjdzie sesja, troszkę stresu i już całkiem zniknę.
Reklamy Spotify są okrutne. Zawsze mi się włączą w najmniej oczekiwanym momencie, zazwyczaj przed ulubioną piosenką.Jak teraz. Remember what the people said - When it's said and done - Let it go.

23:59. Czas na mnie.
















12/20/2014

337. Muse - Neutron Star Collision

Prawdziwa miłość nigdy nie ma końca.

Ubolewam nad tym, że pojechały moje małpy z mieszkania i Olaf i kot i zostałam sama.
Pocieszam się tym, że w poniedziałek będę już w domu.
W domu.
W ciepełku.

Radość!

12/16/2014

336.Hazel Fernandes - Number One




Gdybym...

Gdybym była deszczem... wiążącym wspólnie niebo i ziemię, które, w całej wieczności nigdy nie będą połączone... 
... mogłabym związać razem dwa serca?
Orichime Inoue

Bleach to jedna z lepszych anime jakie przyszło mi oglądać. Zaczęłam od początku, może będę kończyć jak (nareszcie) wypuszczą nowe odcinki. Piosenka tytułowa posta - Ichigo ganiający ze swoim Zangetsu, akcja, motywacja. Swoją drogą - bardzo fajny tekst.

Na dzień dzisiejszy muszę się zmobilizować do dwóch rzeczy: jedzenia, bo cierpię ostatnio na jadłowstręt i to taki dość męczący, i picia drożdży (tak, tak, po 2 latach czas najwyższy).
Okazuje się, że mój brat bierze ślub w 2016r. więc postawiłam sobie za cel zapuszczenie długich włosów na ten dzień. Lubię wesela. Będzie fajnie.

Szkoła- bardzo dzisiaj zmotywowała mnie mega super hiper pochwała od mysys Paris, spodobał jej się mój plan PR, który skleciłam w 15min na podstawie strony internetowej i własnych wiadomości (a... bo wywiad miałam dopiero po zajęciach - swoją drogą to jeden z lepszych wywiadów, jakie udało mi się poprowadzić. Myster Maciek jest świetnym człowiekiem.). Z miłą chęcią zaskoczę ją moją świetną prezentacją, bo chyba jako jedyna mam III sektor PR i jak dla mnie to najlepszy sektor z dostępnych. Dobra dobra, nie przechwalamy się, bo nie ma po co.

Plan na jutro jest taki: wyspać się, pościnać włosy, pouczyć się i... właśnie. O tym pisać nie będę.
Zabiorę się niedługo za podsumowanie roku, jak kiedyś, przyjemnie się to później czyta. Buźka!

P.S. 10/10

12/12/2014

335. Fisz - Drewno



"ja wiem to, a Ty wiesz to na pewno"

Niezmiennie.
Przez to zaskakujące słońce dzisiaj, poczułam wiosenną aurę i załączyłam Fisza.
Fisz to chyba jedyny zespół w którego utwory jest wpisanych tyle wspomnień, sytuacji, wydarzeń. Nie lubię przypisywać utworów do ludzi itp. ale do Fisza się samo przykleja. Nawet jeżeli nie słuchałam go w danej sytuacji. Tak to po prostu działa.
Ale do tytułowego Drewna nie przypisało się nic. NIC kompletnie. Dlatego tak namiętnie go dzisiaj katuję odprężając zmęczone ciało i umysł.
Byłam nawet w pracy... na 2h. Całe szczęście, że akurat mnie i M. postanowili pognać do domu wcześniej, bo mogłoby być ze mną źle. A tak jest dobrze, bo jest muzyczka, bo jest łóżeczko, bo jest sok marchwiowy i dużo jedzenia. I kot, wiadomo.
Mama ostatnio mi powiedziała, że zostanę starą panną z kotem.
Ok.

Polecam wyjść na spacer o drugiej w nocy i postać chwilę na wietrze i deszczu, a później biec jak głupi. Szaleństwo.
Bądźmy szaleni, bądźmy radośni, piękni, jak dawniej...
...będziemy działać sprawniej! <czesławśpiewaversjakorona>

Biorę się za projekt, serial i mogę iść spać.
Kocham Was wszystkich.

( hooooolllyy shit  , dobry teledysk)

12/08/2014

334. t.A.T.u. - 30 minut


Zawsze jest jakiś powód.
Może być tylko jeden, ale może też być ich cała masa. Nikt o nich nie wie, prócz Ciebie. Jesteś tylko małą cząstką wśród tego całego syfu, który Cię otacza.
Małą cząstką. To jak małą, zależy tylko od Ciebie.
Bo możesz być nikim, możesz podążać za tłumem, możesz robić co Ci mówią, biec za trendami, wejść w stworzoną już rzeczywistość. A możesz też dyktować, tworzyć i budować.
To jak tworzenie bloga. Tak po części.
Bo jest wiele szablonów dostępnych w sieci, wystarczy tylko odpowiedni wyszukać, pobrać i wgrać do systemu. Ale jest też kreator, dzięki któremu możesz stworzyć własny, krok po kroku, tak jak chcesz, bez niczyjej pomocy. Uczysz się nowych rzeczy, pisania kodu, tworzenia grafiki, układania tego w jednolitą całość. Coś Twojego. Coś pięknego. Dopasowujesz czcionkę, którą będziesz pisał, wybierasz kolory w które to wszystko będzie ubrane. Może być szaro, jednolicie, nudno, a może być kolorowo, wesoło, radośnie. Wszystko zależy od Ciebie.
Powtórzę – Ciebie.
A zrobić możesz wszystko. Dodajesz odtwarzacz, wybierasz utwory. To Twój soundtrack, Tobie ma się podobać, Ciebie ma wyrażać. Możesz pisać co chcesz, możesz być władcą Twojego małego świata.
I możesz do niego kogoś wpuścić, selekcjonować, wybierać.
Wszystko zależy od Ciebie.
Wystarczy się nauczyć. Nauka jest dobra. A później wszystko jest Twoje.
Władco.



11/29/2014

333. Glass Animals - Gooey

Ten kawałek powinna znać każda namiętna dusza.
Wpadam w taki trans, że trudno ogarnąć mi rzeczywistość.

Chciałam napisać dużo, cały wieczór układałam sobie w głowie przyjemnego posta, którym mogłabym Was, moi drodzy, uraczyć.
Chyba jednak nie będę pisała na siłę, bo klawiatura skutecznie mnie zniechęciła do dzielenia się tym wszystkim. Biorę zeszyt, długopis i w drogę.
A do spanka pogram w Max Payne i posłucham głośno muzyki, chłopcy na imprezie... cała moja!

11/24/2014

332. Pink Floyd - Wish You Were Here



n a j l e p i e j
ale nie mam siły na pisanie. chciałam tylko, żeby tamten smętny post tak nie wisiał, bo zaraz mi przeszło.
M u s z ę się przespać, odpocząć, tak zrobię.
Teraz.
18:59

11/21/2014

331. Coldplay - The Scientist

Zawsze może nam się upiec. Bo nam się nie chce. Zawsze nam się nie chce. Pozdrawiamy. Ja i Kasia P.
Rzuciłabym Ci przerażone spojrzenie i uciekła, najwygodniej. Nie lubię uciekać. Nie lubię, kiedy jest zimno, nie lubię chłodu pomiędzy ludźmi. Nie lubię niedojrzałości.
Zaszczyt.
Kopnął mnie taki zaszczyt, że nie wiem czy się w tym momencie śmiać, czy płakać. Zawsze doceniałam relacje międzyludzkie na wysokim poziomie, teraz nie mam na to siły.
Popadłam w dziurę smutnych wieczorów, słonych łez i ucieczki od rzeczywistości. Jedyny stały kontakt mam z chłopakami (bo wiadomo, mieszkamy razem), z Malagą (bo mieszka dwa piętra niżej i jej nawet zależy, co dziwne, bardzo) i Marcinem (bo pracujemy razem). Poza nimi kontakty z resztą są oschłe, czasem powygłupiamy się z Bażantem na fejsiku (pozdrawiam Słońce moje) i w sumie to tyle. Nie przeszkadza mi to.
No może troszkę.
Od tego smętnego 14 maja minęło już pół roku. Wow.
Zaraz znowu będzie maj.
Nie chce mi się żyć. Nie mam myśli samobójczych, ale nie chce mi się żyć. Mam w sumie wszystko, czego mogłabym chcieć. Na związkach mi nie zależy, na ludziach też przestaje. Zamknęłabym się i nie istniałabym. Plan idealny.

Wiecie co mnie dzisiaj pocieszyło? Wstałam rano, a obok mnie leżał rudy łeb Malagi. Wieczorem oglądałyśmy bajki braci Grimm, zrobiła mi mięte na ból brzuszka, przytuliła, ucałowała i zasnęłyśmy.
Aż się wzruszyłam.
Koniec narzekania. Czas na działania.
Kolejny weekend wyciągnięty z życiorysu. Dobrze.

Gratuluję, owacje na stojąco.

11/15/2014

330. Tom Odell - Another love

-Spotkałeś kiedyś kota?
-tak!
-i jaki był?
-Puszysty, mięciutki i słodki. Ale trochę drapał i uciekał, a trochę mruczał...
-Wiesz jakie koty są naprawdę?
Koty są przede wszystkim słodkie. Łaszą się do Ciebie, chcą Cię przytulać, chcą leżeć na Twojej piersi, mruczeć i być głaskane. Każdy lubi przytulać koty, to przyjemne. Koty lubią, kiedy sprawiasz im przyjemność. Wiesz jak łatwo to zaobserwować? Kot odpływa, bardzo powoli zamyka oczy, mruczy i przeciąga się tak, by mieć z Tobą jak najwięcej bezpośredniego kontaktu. Sierść do ciała, łapka na policzku, obserwacja Twoich ruchów, głębokie spojrzenia w oczy. Kot to lubi.
Koty są indywidualistami, są leniwe, są zachłanne, walczą o swoje i zazwyczaj to zdobywają. Na miarę swoich możliwości. Bo kota można oswoić, ale to ciężki orzech do zgryzienia.
Kot lubi chodzić własnymi ścieżkami, lubi zwinąć się w kłębek w najcieplejszym miejscu łóżka i lubi (przede wszystkim) mieć Cię w dupie.
Ale tylko czasem, bo w rzeczywistości bardzo Cię kocha. Koty są dziwne i lubią się bawić, jak dzieci. I wszystkim, naprawdę! Nie trudno o znalezienie im rozrywki, akceptują wszystko, ale i same (bez Ciebie) będą się bawiły świetnie.
Związek z kotem to niesamowite doświadczenie. Koty są idealne. Kochają się, kochają Cię, ale kochają też niezależność, dystans, dlatego są wspaniałymi partnerami.
A wiesz, że kiedy jest im chłodno, to szukają odpowiedniego miejsca pod Twoją kołdrą, najlepiej jak najbliżej Twojego serca. To ten moment, kiedy kota możesz przytulić i czuć, że jest tylko Twój.
A rano? Rób co chcesz, kot pójdzie w swoją stronę. Ale zawsze wróci.
To nie jest tak, że ma Cię dość. Kot po prostu wie, że i on i Ty macie swoje sprawy. Zapewne jego nie są tak ważne jak Twoje, ale jest tego świadom.
A oczekiwanie na moment, kiedy znów usiądzie Ci na kolanach, zamruczy i przytuli pyszczek do Twojej twarzy sprawia, że pragnie tego jeszcze bardziej.
Ale grzecznie zaczeka. 
 

c.d.n

Pisane jednym tchem na którymś wykładzie. Wena wróciła! Chwała niebiosom!
Może nie jest to coś cudownego, ale sam fakt, że udało mi się cokolwiek ruszyć niesamowicie mnie cieszy.
Postanowiłam też wrócić do pisania w papierowej wersji pamiętnika. Zdecydowanie lepiej przelewa się na papier wszystkie odczucia, przyjemności i nieprzyjemności, które mnie spotykają.
Tych ostatnich jest niewiele, więc nawet się na nich nie skupiam.
Plan na wieczór: super s i spanie, wstajemy o 4.

11/06/2014

329. The Kooks - Bad Habit




Snuję się. W halce, po zimnej podłodze, boso. Włosy opadają na ramiona i muskają po plecach. Kot przemyka mi między nogami, delikatnie się ociera, słyszę jak mruczy. Czegoś chce. Siada naprzeciwko i patrzy swoimi wielkimi ślepiami. Słychać głuche miauknięcie, kot wstaje, podchodzi do mnie i łapami opera się o kolano. Patrzy. Już nie mruczy, jest cicho. Wymieniamy się długimi spojrzeniami. Wiem do czego dąży.
Zmierzam do pokoju. Słyszę, jak szybko drepcze za mną.
Zamykam mu przed nosem drzwi.
Chowam się pod koc.
Czuję zimną dłoń na plecach. Delikatnie muska mnie wzdłuż kręgosłupa opuszkami. Za chwilę cała kładzie się na moim brzuchu. Jest taka przyjemna. I tak dobrze wie, co robić.
Kot coraz głośniej protestuje za drzwiami. Zamykam oczy.
Tracę przytomność. 





10/27/2014

328. Fisz Emade - Najpiękniejsza kobieta w mieście

























Lana w tym teledysku wygląda zbyt dobrze.

1. Mamy kota! A raczej kotkę, czteromiesięczną, słodziutką, uczącą się dopiero kociej natury. Pierwsze dwa dni były dla niej okresem poznawania otoczenia i nas, mam tak podrapane dłonie, że wstyd ściągać rękawiczki. Prócz tego pogryzła mnie trochę w płatki uszu, a później się uspokoiła i zasypia mi już na kolanach. I traktuje mnie jak swoją matkę, bo potrafi łapać twarz, żeby się do niej przytulić, a później zwija się w kłębek zaraz przy szyi i pociera noskiem. Przekochane zwierze. Chyba jednak zaadoptujemy ją na stałe. Tzn - ja to zrobię.

   2. Byliśmy na weselu. Mała sala, około 50 osób na imprezie. Ciotki biorące nas za parę. Dużo tańca, dużo śmiechu i (dla niektórych) za dużo alkoholu. Ja postawiłam przy sobie butelkę wina i sączyłam przez całe wesele. Uniknęłam kaca i nieprzyjemnego samopoczucia.
Nie lubię być osobą towarzyszącą, szczególnie kiedy nikogo prócz mojego partnera nie znam. Ale dałam radę.
...a moje nogi robiły furorę. Pozdro.

  3. Miałam dzisiaj szkolenie na operatora suwnicy. Teraz tylko praktyka i czekanie na egzamin właściwy. Jaram się jak las. Mam nadzieję, że moim nauczycielem będzie Kuba, bo ostatnio dobrze nam się rozmawia. W ogóle jakoś dobrze mi się ostatnio pracuje.

Jesień. Piździernik (strasznie mnie to bawi). Mróz. Ciepłe skarpetki. Hektolitry herbaty. Kocyk. Kot.
Zaczynam mieć delikatne wahania nastroju, dzisiaj rano chciałam umierać, bo nie widziałam żadnego sensu swojej egzystencji, ale po kilku kwadransach już wszystko było okej.
Brakuje mi czegoś, nie wiem jeszcze czego, ale mój mózg domaga się większej dawki serotoniny. Więcej emocji, przeżyć. Chcę wariatkowa w swoim życiu, sytuacji, których sama boję się przeżyć.
Tego chcę.
Ale. Jest jedno ale. Chciałabym to przeżyć z kimś. A aktualnie nie chcę mieć kogoś. Tzn. może i chcę, ale nie chcę. To dość pogmatwane. I nie mam czasu i nie chcę. Nie chcę.
Boże.
Że niby miałabym znowu być w związku... brr...
Byłoby okej, gdybym nie trafiła na dzieciucha, albo (jak mawia moja matka) 'cipka' z którym trzeba by było siedzieć jak najwięcej, tęsknotki po godzinie nieobecności, pierdoły, zero szaleństwa, zero powietrza, kckc.
A wiecie, że ja kiedyś taka byłam? Rzygam tym. Nie zniosłabym tego znowu. Aż ciężko mi uwierzyć, że tak bardzo zmieniło się moje podejście. Jestem związkowym hejterem, podobnie jak jestem hejterem samgunga i kij wam w oczy. A jak ktoś będzie chciał mnie w sobie rozkochać to... no po prostu nie mogę się doczekać :)
Nie wyobrażam sobie tego.
No po prostu sobie tego nie wyobrażam.

Zmykam do angielskiego i pewnie coś obejrzę. Ah.
Buźka!


10/22/2014

327. The Pretty Reckless - Make Me Wanna Die



... przez chwilę chciałam założyć nowego bloga, bo stwierdziłam, że jak pożegnałam się na tym, to żeby sobie popisać otworzę nowego. Wiecie. Nowy start bez tych wszystkich bóli w przeszłości itd.
Nie wiem po co miałabym to robić, skoro tu jestem od dobrych CZTERECH lat. Dużo. Nie zrobię tego sobie. Jednak czasem muszę postukać w klawiaturę przelewając na nią to co siedzi mi w głowie.
I muszę przestać się bać to robić.
Zaczynamy od nowa.
























Cześć.
Jestem A. i jestem studentką drugiego roku kulturoznawstwa na wuhaagieha. Nie żeby to miało cokolwiek wspólnego z moimi planami na przyszłość, po prostu myślałam, że zostanę kiedyś PRowcem/marketingowcem, ale wiem, że nic z tego. Ale zawsze warto mieś jakąś alternatywę. Jestem maniaczką technologiczną, uwielbiam wiercić w komputerze i jaram się starymi autami. Kocham koty i dzisiaj oficjalnie zostałam zaakceptowana na dom tymczasowy dla przeuroczej kotki, którą (mam nadzieję) dostarczą mi już w piątek. Dodatkowo zastanawiam się nad powrotem do wolontariatu, ale czasu mam tak mało, że to mogłaby być już przesada. Pomyślę.
Pracuję w pracy i pracy i pracy, chociaż z jednej niestety będę musiała zrezygnować. Z bawienia dzieciaka i uczenia go życia. To było takie fajne. I budowaliśmy dużo z klocków lego i w ogóle, dużo różnych rzeczy. Byłabym dobrą matką. Brrr.
Druga praca to drukarnia - przez pierwsze 2 miesiące ogarniałam głównie prowadzenie nieogarniętych owieczek, jednak po rozpoczęciu roku akademickiego czasu na pracę zrobiło się mało, więc sama do tych owieczek zaczęłam się zaliczać. Super! Uwielbiam zapieprz, uwielbiam męską robotę i naprawdę jarają mnie dziwne maszyny. A od dźwigania różności zaczęły mi rosnąć bicki. Nieźle. Zostałam zaproszona jutro na badania, bo w poniedziałek robię szkolenie na... operatorkę suwnicy. Niewielu osobom to cokolwiek mówi i niech tak zostanie. Najpierw suwnica, później wózek widłowy. Będę sexy operatorką.
Dodatkowo poznałam tam jedną z lepszych osób jakie było mi dane spotkać - M. Jest chamem, niektóre by powiedziały, że jest płytki i ma wszystko w d. Dobrze! Taki powinien być facet. I nie- nie jesteśmy i nie będziemy razem, chociaż wszyscy w pracy tak myślą. Nienawidzę tego cholernie ograniczonego społeczeństwa. Żebyśmy się jeszcze całowali czy cokolwiek, co by wskazywało na jakąś głębszą relację. A my się tylko wygłupiamy, szydzimy i śmiejemy jak chorzy umysłowo. Najlepiej!
Trzecia to... fryzjerstwo. Nie pracuję w salonie, rozkręcam własną działalność w moim pokoju i koszę na tym spoko kasę, więc nie narzekam. Spotykam wielu ciekawych ludzi, głaskam sporo włosia i wyrabiam sobie całkiem niezłą praktykę. Przechodzi mi mój strach przed niektórymi technikami, więc być może niedługo zacznę się ogłaszać dalej. Np gumtree. Zobaczymy jak będzie z czasem.
Mam skrzywiony gust muzyczny i naprawdę wolę o tym nie pisać. Od jakiegoś czasu jestem zakochana w Lanie Del Rey i chociaż jej teksty nie pachną mądrością, to muzycznie i teledyskowo wypada świetnie.
(...nie mogę oglądać tych teledysków, bo wprawiają mnie w myślenie o różnych niestosownych rzeczach. )
Mogę się uznać za serialową maniaczkę, bo wieczorami czepiam się dosłownie wszystkiego. Dzisiaj zaczęłam Faking it, zaraz dołączył Zenek więc obejrzeliśmy kilka odcinków. 20 minut, całujące się laski, żadnych gorących scen = serial dla nastolatek, idealny do kręcenia hula hopem.
A jeśli już o tym mowa... mam nareszcie hula hop z wypustkami, waży ponad kilogram i obija tak mocno brzuch, że aż boli. Zaczęłam od serii po 10 minut, foteczka przed jest, teraz czekamy na efekty. Muszę jeszcze wykminić coś na tyłek, bo nie jestem z niego zbytnio zadowolona.

Nie wiem co mogłabym jeszcze dodać.
Jestem szczęśliwa, spełniam się w miarę swoich możliwości i na wiele rzeczy mam, jak to się mówi, wyjebane.
Mama jest dumna. Ja jestem dumna. Wszyscy powinni być z siebie dumni.

Ho! Rozpisałam się fest. Idę pohulać kolejną serię i do łóżeczka.
Grzeczna Agatka.

Buźka!

10/16/2014

326.

Stęsknione wiadomości zaczynają mnie przerażać.


Chciałam napisać posta wczoraj i przedwczoraj. Próbuję to zrobić dzisiaj, ale tylko wgrałam zdjęcie i... wena odeszła. Całkowicie.
Nie mam potrzeby dzielenia się tym co się dzieje. Nareszcie! Nareszcie jestem wolna od tego.
Od wszystkiego co złe.
Od analizowania.
Od niepokoju.
Od złych snów.
Od kropek (po części).
Od potrzeby wylania z siebie tego, co na mnie się nazbierało i boli.
Już nie boli.
I cieszy mnie ten spokój, kiedy idę ulicą, kiedy patrzę na tych ludzi, kiedy znajomi wypną się dupą, wszystko.
Spokój.
Cisza.

Nie wiem, czy jeszcze tu zawitam.
Z pewnością kiedyś, może się pochwalę swoimi zajebistymi osiągnięciami.
Może.
Pochwalę się. Zobaczycie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I feel so high 
I come alive

10/12/2014

325. The Cure - Lullaby



Nieważne w jaką postać by się wcielała, zawsze jest dostojna, piękna i urzekająca.
Czwarty sezon American Horror Story zaczął się dobrze, nie powiem, że genialnie, bo dopiero się rozkręca, ale już widać, że będzie sporo świństwa i obrzydlistwa. Jeżeli nie oglądaliście nigdy, to możecie zacząć. Od obojętnie którego sezonu, bo każdy jest o czymś innym. W pierwszym najlepsza była ruda sprzątaczka, ah, jej rola była fajna. (nie żeby wnosiła sobą coś więcej poza seksapilem do serialu). Drugi i trzeci były mega, dla odmóżdżenia w sam raz.

Jest osiemnasta, normalnie bym pewnie przysypiała, ale spałam dzisiaj grubo ponad 12h, zmogło mnie wczoraj po pracy. Wstrętne zmęczenie.
Do tego uroniło mi się kilka łez w drodze do domu. Zrobiło mi się przykro, przez pewną sytuację o której nie mam ochoty wspominać. Niedojrzałość i samolubność do tego stopnia, że szkoda czasu. Ale zawsze się martwiłam, dopytywałam chłopaków co i jak, czy okej, martwiłam się. Serio. Od wczoraj mam to głęboko w poważaniu. Mama miała rację, kurcze, dlaczego ona zawsze wie szybciej niż ja.
Ale nikomu ustępować nie będę. Bo niby dlaczego? Że niby ja mam problem w przebywaniu z kimś w jednym pomieszczeniu? A mamy po 4 lata, żeby się wiecznie żreć? Serio? SERIO? Raz tak zrobiłam, następnym razem nie mam zamiaru. Rozumiem, wielki żal i ból, ale to nie ja go tworzę, sami sobie to wszystko tworzymy we własnej głowie. Dupie by się chciało w tym wypadku napisać.  Dorośnij, człowieku.
Ale do nikogo nienawiścią pałać nie będę. To bez sensu.
"Życie trzeba przeżyć!"

na dziś: piosenka tytułowa +


... bo dobrze nam się z chłopakami spędza przy tym wieczory. 

We could love you
 If you need somebody to love you

Cium!

10/08/2014

324.

Mniej więcej tak. Chłopaki już mają dość. No weźcie.

Poszłyśmy wczoraj z Malagą na clubbing, dopóki tańczyłyśmy sobie same, było ok. Później zaczęły się kręcić jakieś dziwaczne typy i zrobiło się dziwnie.
Jestem za stara na takie rzeczy.
Serio?
Bierzesz laskę do tańca, tańczysz z nią chwilę i zaraz do całowania. ŻE-NA-DA. Liść, po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci, przechodzisz do kolejnego etapu, czyli wypieprzasz.
Nie no, obyło się bez bicia. Bez przesady, grzecznie podziękowałam za współpracę.
Umrę dzisiaj w nocy, zachciało mi się trzeciej zmiany. Brrr...

W sumie to. Racja. Tak zrobię.
Co mi tam.

Sezon na spięte kłaki rozpoczęty, bh odstają, kręcą się jak głupie, a do tego puszą i wyglądam prześmiesznie. Tzn. to całkiem sexy, ale nie chce mi się ogarniać ich w tym wietrze.
Co to za zima? Co to ma być?

Podjęłam dość dojrzałą decyzję. Dojrzałą, jak to brzmi. Usuwam kosmetycznego bloga, tego pewnie przyblokuję, wypieprzę twittera (4,5 tys. pościków ;o), nad instagramem się zastanawiam, bo czasem coś tam śmiesznego wrzucę. Nie mam czasu. Facebook jest, bo jest, ogarniam tam grupę whagh, więc niech zostanie, czasem komuś odpiszę, a i promuję się fryzjersko no to ok. Snap będzie, bo to całkiem zabawne, co dostaję od ludzi. Fajnie tak.
Stacjonarka idzie w odstawkę, więc pewnie wróci do właściciela, będzie lapek, będzie odpoczywał.
O jeju, co to się dzieje.
Kto by pomyślał.
-Kapitanie, usiądź proszę.
-Co kurwa?



10/07/2014

323. The Neighbourhood - Sweater Weather


























Nie jestem na bieżąco z muzyką. Nie ważne.
Sweater Weather - adekwatnie do praktycznie wszystkiego. Leżę tak jak na zdjęciu, kadzę kolejne kadzidło, dopalają się świeczki, robi się późno, robi się wcześnie, idę na uczelnie, wracam, praca, szkoła, spotkanie, cokolwiek. Kolejny utwór lecący do soundtracku mojego genialnego życia. Zatracam się w muzyce. Leżę i zapadam się. Dosłownie. Nie istnieje. I nie obchodzi mnie co robi reszta świata, ile osób aktualnie umiera, ile się rodzi, ile orgazmów jest właśnie przeżywanych, ile łez wylewanych. Po co. Tu i teraz. Ja i muzyka. I te cudowne kadzidła. I ten brak jakiejkolwiek świadomości. Jakbym była pijana, nieprzytomna, nieżywa.
Umarłam.
Umieram codziennie.
Wiadomo, przyjemniej się umiera z kimś. Kogoś zastąpiłam sobą. Umieram sam na sam z własną świadomością, ze swoimi słabościami, z moją natrętnie namiętną naturą.
Nie słyszę pukania do drzwi. Nie słyszę telefonu. Nie słyszę myśli. Nicość. Pustka.
Każda cząstka jest tak czuła, spokojna, a jednak delikatnie drżąca.
I cały świat w moich rękach. Jestem silna jak Iron Man.

Rozpłynęłam się.
Jestem wszędzie.

10/05/2014

322. Muse - Resistance

Tak ciężko dzisiaj pracowaliśmy, że nam telefony popadały. Zieloniutki mój, żółciutki Marcina.
MUSE! Ileż to już jesteśmy w związku? Grube lata. Coś pięknego. Za teledysk do Resistance należą im się gromkie brawa. Wczoraj wieczorem, kiedy byłam już w połowie nieprzytomna, włączyłam sobie ich utwory i snułam się po mieszkaniu, ogarnęło mnie takie przyjemne ciepełko. Głos Matta, mistrzowska gitara, niesamowity koncert na Wembleyu z 2007 [H.A.A.R.P], Unintended, Knights of Cydonia, Hysteria, Feeeeeeeeeeeling gooood! Kocham i pragnę być w tłumie koncertowiczów, jeżeli tylko nadarzy się okazja.
Nowe Muse? Kiedyś pisałam o ich pseudo-dubstepowej płycie, Madness mnie pochłonęło w całości. Kojarzy mi się z czymś idealnym.
Jak romantycznie.
Jak uroczo.
Jak skromnie.
Ja i Muse.
*pomrukiwanie*

Jest dzisiaj tak przyjemnie na dworze, słońce grzało nas po pyskach w drodze do domu. Bo to wygląda mniej więcej tak. Idę na tramwaj przed piątą rano, ciemno, szaro, mgła i zimno tak, że pragnę mieć na sobie zimówkę. Wchodzę na hale i na 8h odcinam się od rzeczywistości. A później wychodzę i albo jest dalej zimno i brzydko, a ja mam ochotę spać i grzać się pod kołdrą, albo jest przyjemnie ciepło i nie chcę robić nic innego jak się cieszyć z byle głupoty i robić śmieszne rzeczy.
Dzisiaj nie mam siły na śmieszne rzeczy. Wybieram łóżko, kubek ciepłego soku i książki.
Mam 30 nieprzeczytanych wiadomości na fejsie.
Nie chce mi się z Wami rozmawiać.
Może łapie mnie jesienna chandra?
Super! To znaczy, że mogę nie istnieć i nikt tego nie zauważy.
Tylko praca, tylko uczelnia, tylko łóżko, ja i czas.
I może organizacja festiwalu.
I jeszcze Monika, bo muszę.
I chłopaki, bo ich minę czasem w drodze do kuchni.
I Krzyś, bo zaraz się stęskni.
I ja.
I Muse. I Radioheadzi, bo nowa płyta zaraz. I Placebo. Moje ulubione trio od lat.
I Lana. Przecież jej nie zostawię.

Trzy
Dwa
...Jeden?

I pijana wersja Feeling Good. Ginę ze śmiechu za każdym razem, kiedy słucham.
Buźka!





P.S.
And how can we win
when fools can be kings? 

10/03/2014

321. Crazy Town - Butterfly

Dział z warzywami, zamojski Społem, lata temu przed testami Młodego, Mozart w łapie, jesteśmy jak bliźniacy. Joł!
Ile się od tamtego czasu zmieniło, o ludzie, Młody już nie wygląda jak ja, ani Kaśka, tylko jak chłop z krwi i kości, jakby komuś przydał się wpierdol, to polecam.
I co najlepsze, ta mała menda kończy dzisiaj lat 18! Boże, dziwnie się z tym czuję, bo to zawsze będzie mój młodszy i kochany braciszek i w ogóle... posiadający rodzeństwo zrozumieją. Cieszy mnie fakt, że nareszcie się możemy dogadać, że już nie jest w tym całym okresie buntu i zaczyna gadać z sensem. Będą z niego ludzie. Moja krew! Sto Lat Młody, mordo Ty moja :)))

Co u mnie? Ano. Wszystko ostatnio idzie inaczej niż sobie planuje. Miałam przesiedzieć dzień w łóżku z najlepszymi filmami, których jest cała kolejka do obejrzenia, ale wpadłam na pomysł, żeby pójść do zielarskiego po pewną rzecz, zgarnęłam po drodze MalagaTikitaki z mieszkania i poszłyśmy na poszukiwania. Znalazłyśmy w sumie najbliżej domku, ale obeszłyśmy całą Karmelicką, bo "TU Z PEWNOSCIA NIE BEDZIE, idziemy dalej! " I koniec końców wróciłyśmy w miejsce w którym miało nie być, a było. Baby. Ale się naspacerowałyśmy, pośmiałyśmy mocno i w ogóle. Później miałam już siedzieć w tym łóżku faktycznie, ale przychodzi ww MalagaTikitaki i mówi 'eeeeeeeeeeeej impreza, najpierw do Piotrka, później akademiki AWFu, chodź, urodziny!,kfshfuehjwdljalkdla". Serio? Impreza? Ludzie? Ja nie umiem już rozmawiać z ludźmi, nie chce mi się imprezy, jestem leniwa, zmęczona, dajcie mi spokój, chce być w łóżeczku, z moimi czerwonymi podusiami, z wyłączonym telefonem, z muzyką, paaaaaani nieeeeeee.
5 minut później byłam już gotowa do wyjścia.  
30 minut później byłyśmy już u Piotrka.
2 godziny później byłyśmy na kampusie AWFu.
x godzin później byłyśmy w domu.
Bajo bongo. Tańce, hulańce, swawola, ej jesteśmy młodzi! Jest czas na prace, szkołę, ale i na przyjemności też musi odrobina być. Sztywniaki!
Rano poszłam na zajęcia, później ogarnęłam test z angielskiego , przesiedziałam popołudnie z ww istotą, puszczałyśmy na full Last Christmas i darłyśmy mordy w niebogłosy, love, później obejrzałam TVD i Awkward  
A teraz... idziemy na karaoke. Bo to być może moja pierwsza i ostatnia okazja, żeby się tam pojawić. Tikitaki! Wywijamy!

Nie chwialiłam się jak w skul - ej, myślałam, że to będzie koleny nudny semestr, a zaczyna się naprawdę ciekawie. No nareszcie jakieś ludzkie i sensowne przedmioty.
Kij z tym, że human sruman bezrobocie, i tak zostanę światowej sławy kosmetyczko-operatorką wózka.
Mam się świetnie, norma!
This could be para- para- PARADISE! 

10/02/2014

320.


Z Laną zawsze lepiej.
Nie chce mi się. Nie chce mi się pisać. Zakopię się dzisiaj na cały dzień w łóżku. Najlepiej.
Oh, jakie to smaczne!

10/01/2014

319. Timo Maas & Brian Molco - First Day

Wow.
Wrocław jest naprawdę najcudowniejszym miejscem na świecie. Kiedyś tam pojadę z Tobą, jak już Cię poznam. Takie śmieszki.
Szwagier ciągle pytał, kiedy planuję znaleźć męża, o zgrozo. Przyjdzie czas na związki, na małżeństwo średnio. O dzieciach nie wspomnę. Może jedno. Syn. Jedyny pierworodny, który będzie łamał serca naiwnych dziewczynek.
Ok.
Dużo na temat weekendu pisać nie będę. Ogarnęliśmy się z Kondziem po kilku miesiącach na spotkanie. Miało być kulturalnie, wyszło jak zwykle.
Ogólnie sobota była dziwna. Tzn bardzo przyjemna, pogoda dopisała, wjechaliśmy na Sky Tower, pięknie! Wieczorem wyszliśmy na rynek i w pewnym momencie złapało mnie coś nieokreślonego. Zostawiłam siostrę z Pawłem i poszłam w drugą stronę, nie mogłam się opanować i, uwaga, rozpłakałam się. . Tak dawno nie płakałam, że nie wiedziałam co się dzieje i co ze sobą zrobić. Usiadłam gdzieś na chodniku i tak patrzyłam na ludzi. To uspokaja. Przekierowałam myślenie na łączki i baranki i wszystko nagle było okej. Dziwactwo. I nie wiem, stres? Nie. Przez chwile przeszła mi myśl, że ja po prostu nie mogę mieć wolnego, bo zaraz kłębią mi się w głowie dziwne rzeczy nad którymi nie mogę zapanować. Podświadomie. Co jest? Halo? Ziemia do puszki w mojej głowie, ogarnij się! Przecież tak dobrze nam się współpracowało!
W niedziele umierałam, Paweł ratował mnie kakaem, kocham kakao. Mniam.
Później praca, praca i mamy dzisiaj. Bo już jest pierwszy października. Wow.

Zapytajcie co to! Albo stwierdźcie - lampa. Żarówka jakaś niebieska trochę, coś dziwacznego, nie ma się czym chwalić.
O niebiosa, jaki ja majątek na to wydałam. Zobaczycie, ta lampa zmieni moje życie. Tylko czekałam, aż to cudo do mnie przyjdzie. Przypieka aż miło, raajajajajaajj.

A skoro mamy 1.10.2014 to z pewnością dzisiaj wydarzy się jakiś cud. Jeszcze nie wiem jaki, ale się wydarzy.
Jak dobrze, że do pracy dopiero w weekend( PIERWSZA ZMIANA <3 dobrze="" e="" gdzie="" jak="" monik="" nbsp="" nie="" niedobrze="" o="" onko="" p="" si="" strzy="" wiem="" wsadzi="" zacz="">Jak strasznie spamują na grupie roku, jakie to wszystko nieogarnięte, uczelnia, 'studia', UniTime (wtf), spokój, relaks.
Obejrzę sobie jakiś dobry film. Tak. Wieczór będzie mój.

AAA! Spotkałam się wczoraj w pracy z gościem, z którym jakieś 3 tygodnie temu miałam okazję przegadać kilka godzin podczas wspólnego ogarniania nakładu. A gadaliśmy o wózkach widłowych i o kursie. Przychodzi i pyta, czy się nie rozmyśliłam i żebym dawała znać, to pójdziemy razem. O KURDE PEWNIE ŻE SIĘ NIE ROZMYŚLIŁAM. Puszka z finansami się zapełnia, miano operatora będzie moje! Zaczynam mieć manię, podobnie jak na punkcie tramwajów, autobusów i telefonów. (swoją drogą zaraz będzie beta Windowsa 10 na komputery, trzeba to sprawdzić...czyli nie obejrzę filmu? Dylematy.)
I ogólnie to tak.
Mogłabym się nawet zakochać w tym stanie. Co to. Co.

Piosenka tytułowa? Ciągle mi się myliło z This Mess we're in Thoma Yorke i PJ Harvey. Obie są genialne, obie ubóstwiam i dobrze, że po latach mi się przypomniały. Tak dzisiaj zasnę.

Naklepałam głupot. Czytajcie. Śmiejcie się, na zdrowie, do zobaczenia!

9/26/2014

318. Czy ma Pani chwilę?

JEST JEST JEST.
Previev for Developers dla HTC 8S! Już myślałam, że wiecznie będziemy na pierwszej wersji pfd i nigdy nie dostaniemy oficjalki. Ale skoro wyszły 3 aktualizacje na raz to coraz bliżej do wersji stabilnej.
Po dwóch dniach użytkowania mogę stwierdzić, że z pewnością zrobili coś z wydajnością, bateria na spokojnie wytrzyma mi dodatkowy dzień. (czyli... dwa! ale zamówiłam sobie power bank, więc git.) Wprowadzili opcję robienia folderów, więc nie mam śmietnika na pulpicie, zmiany w Wiadomościach - można sklejać w łatwy sposób kilka smsów do przesłania dalej. Jedyny ból - nie mogę dalej zaktualizować Muzyki. Nie przeszkadza mi to w sumie w niczym, bo mogę słuchać jednego i oglądać okładkę czegoś innego i wyskakuje mi np dobra blondyna, jak TU. Reszty jeszcze nie sprawdziłam, ale szczerze mówiąc- nie chce mi się. Z telefonem mam do czynienia tylko w drodze do i z pracy, ograniczam się.
Dodatkowo za aktualizacją systemu wpadło kilka aktualizacji aplikacji, więc wszystko działa zgrabnie. Jestem zadowolona. Fest.

Jeszcze tylko kilka razy posłucham Oompha!, wrzucę serial na tablet i mogę spokojnie wybywać na dworzec.

SIC!

śmieszna sytuacja. Słyszę, że Zenek wychodzi z pokoju i idzie do kuchni, ja wychodzę od siebie i słyszę 'WOW, WŁOSY TAKIE PROSTE', Zenek się odwraca i zonk, bo kręcone. 'eee sorry, jeszcze się nie obudziłem, wydawało mi się, że prostowałaś' - tak, bo prostownicę słychać w całym mieszkaniu.
...nie mam prostownicy.
...Zenek, jak Ty patrzysz tyłem głowy.
...co.

Idę już, idę!

9/24/2014

317. Justin Timberlake - My love

DZIEŃ DOBRY PAŃSTWU!

Dostaję o 11 smsa 'przyjdź na 15', wychodzę do Kefirka 5 minut przed tramwajem, stoję przy kasie i dostaję smsa 'Wybacz, że dopiero teraz piszę, masz wolne.' WOLNE, WOLNE, WOLNE! Widzę wyraz WOLNE i aż mam ochotę pisnąć. Nie żebym nie lubiła swojej pracy, jestem już tak przyzwyczajona i obojętna jak wychodzę z domku, że aż się sobie dziwię. A jeszcze jak wiem, że będzie ze mną Marcin to już w ogóle. A że on ma dzisiaj wolne i byłabym sama to cieszę się, że tak wyszło. (chociaż z drugiej strony... kasasasa)
Z racji tego, jedziemy zaraz z Maćkiem do Ikei, ogarnę sobie tablicę korkową i podusie i w ogóle, a później przychodzi Krzyś i świętujemy nasze smuteczki. Dobrze. Jeszcze tylko jutro, piątek u Moniki i zmykam do Wrocławia. Trzeba było się tam przenieść jak miałam okazję, a tak to już zostanę na tym wuha agieha i będę się męczyła.
Piosenka tytułowa postu - jak tylko się zaczyna to odpływam. Wpadam w trans i nie mogę się ogarnąć. Najgorzej jak mi się włączy gdzieś w szufli w tramwaju. Zamknę oczy i nie ogarniam rzeczywistości. Jest po prostu genialna! Coraz częściej mi się to zdarza. Muzyka jak narkotyk, my love.
Wiecie. Nie lubię chamstwa, nie lubię prostactwa, a najbardziej w świecie nie lubię braku szacunku do drugiego człowieka. Taki słup soli. Denerwuje mnie to strasznie. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. I doszłyśmy wczoraj z Olafem do przykrych wniosków, ale wciąż najlepsze jest to, że razem tak myślimy. To się nazywa przyjaźń. I szacunek. Warto, naprawdę warto.
A teraz moi mili... życzę Wam miłego dnia i przyjemnego wieczoru i wszystkiego co najlepsze, bo tak powinno być. Jeżeli sami sobie nie weźmiecie, to nikt Wam nie da.
Buźka i uśmieszki, jak na zdjęciu.
:*

9/23/2014

316. Bażant - Zapałki

Bażanci seksizm (KLIK). To będzie dobra epka. 


Chciałam ogarnąć plan, ale jak tylko go widzę, to robi mi się niedobrze. Dwie nocki tygodniowo się szykują, nie ma opcji działać albo tylko na pierwszą, albo tylko na drugą zmianę. Damy radę.
Najgorsze jest to, że nie wiem gdzie wcisnę Monikę. Dobra. Spokojnie.

Śmieszne, Sviety nie trzeba długo przekonywać. Piszę jej 'jedźmy do Anglii, już teraz', a ona 'DOBRA'. No, pojedziemy.

Byłam w pracy i wracając nie zasnęłam w 20, zaczyna się robić ciekawie. Ogarnęłam, że jak przesiądę się na Bagateli to będę 10 minut wcześniej w domu, superere. Takim sposobem zdążyłam na spokojnie zjeść, ukręcić murzynka i jest dopiero kilka chwil po północy. Muszę się wyspać, rano strzyżenie.

Jeszcze tylko durasexsedsex i mogę spać.
Cium.


9/22/2014

315.

Still
better
love
story
than
Twilight!
















Zacznijmy od początku.
Piątek! 
Wsiadam w busa o 11 i pędzę do domu. Do mamci, do tej wredoty ze zdjęcia i jak się okazało do rodziny, która przyjechała z Głogowa. Wysiadam po 15 na Peowiaków i zgrabnie zasuwam na Karolówkę. Spory kawał drogi, ale pogoda jest genialna, świeci słońce, wieje lekki wiatr. Wchodzę na ulicę Aleksandra Gie i wybiega mi Lyncia! Mruk mój słodki, najlepszy na świecie z wężowymi oczami. Przed domem siedzi mamuśka i wyczekuje. Jest i Polcio, piękna granatowa strzałka. Jest i Marek, biegnie jak potłuczony, mruczenie słychać wszedzie, oklaski, wybuchy... dobra, dobra. Bez przesady.
Bez szczegołów, okej? No okej. Albo troszkę.
Siadamy na balkonie, jak zwykleeeeeeeeeeeeeeee, jest tak pięknie, zielono i świeżo, że mam ochotę wybiec na łąki. Łąki, kocham tam siedzieć.
Mamuśka opowiada co się dzieje w pracy, w domu, u tych i tamtych, ja opowiadam o pracy i pracy i mieszkaniu z chłopakami, mama pyta o to, ja odpowiadam, ja pytam, mama odpowiada. Kurde, znowu.
Później wyczekiwane od miesięcy spotkanie z Kocią. Chyba jedyna osoba z gimnazjum z którą utrzymał mi się taki dobry kontakt. Widujemy się przecież tak rzadko... Ale jak już się spotkamy, to jest intensywnie. Zaburżuiłyśmy w Bohemie, było cieplutko, była Starówka, było gadanie, paplanie, śmiechy, chichy. Ups, już 43 po północy. Jedziemy dalej.
Sobota!
Budzi mnie Młody, który mówi ' ALE JA PANI NIE ZNAM, NIE WPUSZCZĘ PANI'. Sytuacja komiczna, bo przyjechała ciotka z dupy strony, której Młody nigdy nie widział i chciała się wprosić na herbatę. Nie wstałam, leżę i słucham. Młody walczy, mama się chowa, nie wiemy co się dzieje, koniec końców ciotka wchodzi i pije tą herbatę. Ze zrezygnowaną mamą. Ja się śmieje do momentu, kiedy czuję, że muszę wyjść z pokoju. 2h zmarnowane, bo tej się zachciało plotkować. Zaraz dostaję smsa od Młodego i cwaniak ucieka z domu. Dobre sobie, leżę i czekam, aż wyjdzie. Słyszę jakieś krwawe historie pełne ładnych wiązanek i widzę w myślach wyraz twarzy mojej matki, tak mnie to rozśmieszyło.
Zaczynam się rozpisywać jak na maturze, Chryste Panie, o czym ja myślę.
Wieczorem wpada cała rodzina i zadowolona mamuśka wystawia wino na stół. Czerwone! Półwytrawne! Moje ulubione!
Ojciec chrzestny patrzy czujnym okiem jak z Kacprem pochłaniamy napój bogów, zaraz nam się włącza głupawka, przypominamy sobie hasła sprzed lat i śmiejemy się na całego. Dzisiaj/wczoraj doszło do naszego zestawu następne, ale o tym później.
Później najlepsze, czyli w sumie to po co przyjechałam- Dom Kultury, spektakl, Tomek, Baż, Gumiak, Lypski, Kacper, masa ludzi, których nie widziałam wieki, tysiące uścisków, wielki B. Boże, tyle radości w jednym ZSZEFIE. Później kawałek meczu w naszym Browarze, tyle emocji! I koncert. Najlepsze. NAJ-LE-PSZE! Zrobienie koncertu w tym miejscu było mistrzostwem. Świetne nagłośnienie, mega akustyka, piękni i młodzi gitarzysto-basiści :D
Powrót do domu był dość ciekawy, ale nie chce mi się o tym pisać. Zajęło mi to godzinę. Godzinę! I podkreślam, że nie byłam pijana. Alkohol ostatnio na mnie źle działa.
Niedziela!
Tu krótko, bo: pojechałyśmy z mamką na mszę za dziadka. Wszystko fajnie, pięknie, wyłączyłam się, wstawałam i klękałam kiedy trzeba było i poszło (wspaniała umiejętność, polecam). I tu pojawia się nasze hasło. Przychodzi na koniec taki zmulony, baaaaaardzo zmulony ksiądz i rzuca ogłoszenia: 'no tu bedzie msza za kogoś, za tydzien swieto czyjes tam, konkurs na aniolki... a w dzisiejszym wydaniu NIEDZIELI artykuł o ojcu Pio, kanonizacji czyjejś tam, święcie kogoś tam, obchodach czegoś tam i przepis jak zrobić marmoladę bez cukru'  włączam się automatycznie i patrzę na Kacpra. Widzę, że już płacze ze śmiechu, ja się zaczynam chować w łapach, mama mnie uspokaja: NIE ŁADNIE! Umierałam przez następnych kilkanaście chwil. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO.
Później tylko chwila u babci i śmigamy strzałą na PKSy. Wsiadamy z Maćkiem do busa i w smutkach odjeżdżamy z krainy szczęśliwości. Koniec.
P.S. Pojebało mi się coś.
P.S. 2. Z racji wolnego wieczoru przeszłam sporo kilometrów, przegadałam z Gośką połowę tego wypadu. Naoglądałam się kibiców i w ogóle. Przyjemnie tak.
P.S. 3. Jest pięć po pierwszej.
P.S. 4. KLIK.
P.S. 5. Nie będzie więcej podobnych wpisów. Chyba, że się wyśpię i zmienię zdanie.
P.S. 6. Twoja kolej.

Od jutra do pracbazy, jejjeejejee. Czekam do piątku, od 17:00 wolne jak i cały weekend. W tany!
A niech stracę... macie!





9/18/2014

314. Radiohead - No suprises.



A heart that's full up like a landfill,
 a job that slowly kills you, 
bruises that won't heal. 
You look so tired-unhappy, 
bring down the government, 
they don't, they don't speak for us. 
I'll take a quiet life, 
a handshake of carbon monoxide, 

with no alarms and no surprises

silent. 

/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\

stać mnie na więcej.
dostanę więcej.

9/17/2014

313. Happysad - Mów mi dobrze

Coś mi dzisiaj strzeliło do głowy i słucham Comy pomieszanej z Happysadem. Złapie mnie czasem taka faza. Sorrrrrryyy.
Jestem w szoku. Nie sądziłam, że popadnę w delikatny pracoholizm. Wiecie jak wyglądał mój wolny poniedziałek? Znalazłam sobie dorywczą pracę - wyszłam po 8, skończyłam po 16, a później przez trzy godziny szukaliśmy z Krzysiem odpowiedniego garnituru. Między jednym, a drugim ani chwili w mieszkaniu. Fakt, nogi mi odpadały, ale nawet nie chciało mi się wracać do leniuchowania. A od wtorku normalnie praca na drugą zmianę. Okej. Fajnie. Chciałam pojechać do Ikei, zrobię to pewnie dopiero w przyszły piątek. Nie ma opieprzania sie.
Na dodatek wszystkim się nagle zachciało ścinać i wstaję przed 9, żeby ogarnąć towarzystwo. ALE kładę się o w miarę sensownych porach. Muszę się tego nauczyć i się tego trzymać. Najlepsze jest to, że chłopaki nie idą spać później jak o 24, więc są moją motywacją. Będzie spoko.

Śniła mi się dziwna rzecz. To jakby jakiś fragment mnie zatęsknił do tego osobnika i mi o tym przypominał. Wstałam delikatnie zszokowana i obolała - wszystko jasne. Czas na termofor! (dzięki Bogu, bo miałam mega schiza).
Tak to właśnie wygląda. Pierdoły i pierdoły. Zawsze pierdoły, ale ileż można być poważnym. Uwaga - :D.
Operator z 35 strzelał wczoraj do mnie takimi tekstami, że chyba zażenowanie na mojej twarzy było widoczne z 5km. bo uciekł i już nie wrócił. Dżizaz. Serio? Chyba zacznę mówić ludziom, że jestem lesbijką.

Ogarniam pokój i czekam na ziomka do strzyżenia.
Tak mi się piosenka teraz przypomniała. hrhrhr


9/14/2014

312. Bez tytułu.

Zamykam drzwi.
Rozbieram się - z myśli, z gestów, z makijażu. Powoli pozbywam się kolejnych części garderoby. Jestem taka naga, że chyba nigdy przed samą sobą aż tak naga nie byłam. Kładę się na łóżku. Jestem tylko ja i blady sufit nade mną. Nie znam się, ale z pewnością znam się lepiej, niż znasz mnie Ty, czy Ty czy ona.
Wszystko mogłoby być takie proste, gdyby mogło być proste. Ale nie jest. Głupoty, znasz to, prawda? Ile razy z moich ust usłyszałeś głupoty, ile razy nie mogłam się zamknąć, bo panicznie się śmiałam. Jak wariatka! To jak wtedy, kiedy jechałam tramwajem i nie mogłam opanować śmiechu. Kiedy to było? Wczoraj? Przedwczoraj? A, wiem! Zawsze tak jest. Znasz to?
A znasz to spojrzenie, kiedy nie wiem co ze sobą zrobić, chociaż wiem, czego chcę. Ale czasem się boję. Strach jest przecież tylko moim wymysłem, ale i tak się boję. Strach jest potrzebny, emocje są potrzebne. Nawet świadomość tego, że nie chcesz, ale chcesz jest potrzebna. Świadomość tego, że jestem, ale mnie nie ma też jest potrzebna.
Mogę przechodzić koło Ciebie codziennie, ale tylko na mnie zerkniesz. Może z czasem zaczniesz mnie rozpoznawać, może nawet kiedyś zbierzesz się na odwagę i powiesz mi 'cześć'. Co to zmienia? Nic.
Nie znasz mnie.
Zdarza mi się, że myślę, że Cię znam. Kurwa. Co to znaczy 'znać kogoś'? Czy to jest miłość? Gdzie wiesz o swojej drugiej połowie praktycznie wszystko, wiesz jaki zapach lubi, co żre na śniadanie, czy dzisiaj zaspał do pracy, szkoły, czy na coś cierpi. Jakie filmy go wzruszają, piosenki sprawiają, że chce tańczyć. To jest 'znanie kogoś'? Głupota. Nie znamy się. Możesz mi powiedzieć o sobie wszystko, a i tak nie będę Cię znała.
Nie chcę Cię znać. Ciebie też nie.
Wiecie co to są pozory? Pozory są cholernie mylące. Myślisz, że coś wiesz, ale nie wiesz tego. Czasem nawet nie wiesz wielu rzeczy o sobie. Ale są pozory.
Stwarzam ich tysiące, miliardy, każdego dnia. Od rana do nocy i w nocy też.
Kiedy jesteś obok, kiedy Cię nie ma, kiedy śpię, kiedy robię sobie śniadanie, kiedy tańczę, w pracy, na uczelni, na spotkaniach. Wiem, że to okrutne.
I teraz już wiesz, że mnie nie poznasz.
Ale.
Ale jest taki moment, kiedy mogę się przed Tobą rozebrać, ze wszystkiego, jak przed sobą. Położę się swoją nagą piersią na Twoim torsie/Twojej piersi i popatrzę. Może nawet będę płakała, może nawet coś powiem, a może po prostu będę patrzyła. Z pewnością się uśmiechnę. Tutaj nikomu nie robię psikusa, lubię się uśmiechać.
Może nawet zrozumiesz.
Musi być tylko jedno.
Musi być silne połączenie, musi być chęć poznania, musi być całkowite odprężenie.
Jedność.
Nie mówię tu o miłości. Kiedyś może się zakocham. Może w Tobie? A może nie. A może w Tobie!
Przekroczyłam już tak wiele granic, że nie wiem ile jeszcze mi zostało. Ty też nie wiesz.
A może...?
A może poznasz i uciekniesz. A może poznasz i zostaniesz. A może nawet mnie nie poznasz.
Może.
Może..
Może...

A teraz pytanie: czy to fikcja? Czy może pisałam to, o czym naprawdę myślałam.
Wiesz o czym myślę?
A wiesz o czym myślisz?

To może lepiej, jak się ubiorę.

/14.09.2014 - 01:03/

9/10/2014

311. Massive Attack - Angel

i d e a l n i e 

Jest tak idealnie, że boję się momentu, w którym wszystko mi pieprznie. Nastawienie- wiem, wiem! 
Przeprowadziłam się na czwarte piętro, mieszkam z chłopakami i już wiem, że to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć ostatnimi czasy. Na dodatek szykuje się zmiana pracy (musi się udać, musi! i się uda!), więc wszystko idzie w dobrym kierunku.
Pisałam ostatnio, że zapisałam się na kosmetykę - sprawa zostaje odroczona. Przemyślałam wszystko, ułożyłam plan, obgadałam z mamuśką i na kosmetykę wybieram się za rok. Albo na fizjoterapię. Zobaczymy. Póki co skupiam się na flakach z olejem i pracy. I na sobie oczywiście. Wszystko będzie okej. Wszystko jest okej. Idealnie! 
I chcę zrobić kurs na operatora wózka widłowego - śmiejcie się. Tak się tym w pracy jaram, że wszyscy dziwnie się na mnie patrzą. To jak oglądanie autobusów i tramwajów. Tramwajem też mogłabym pojeździć :) Raz się żyje, a najlepiej żyć bez ograniczeń. Po co to komu. Że niby kobieta nie może sobie pozwolić na męską robotę? Że niby mi się pazurki połamią? Pieprzyć pazurki, zabawa!
Bierzemy się niedługo do pracy przy D+S dla kolejnego Krakowskiego Festiwalu Filmowego. W następnym roku będzie zdecydowanie lepiej, zaczynamy pracę z ogromnym wyprzedzeniem, więc... Nic tylko czekać, aż się ziści. 
Jestem rambo-tarzan. Jestem najlepsza.
Cium! 


9/05/2014

310. Bonobo - Kiara

Spotify jednak na cos sie przydaje.
Przywitalam Zamosc wczoraj o 13. Przyznam, ze mialam spory problem z odnalezieniuem sie, nie wiedzialam w ktora strone kierowac sie do mamy do pracy... To troszke straszne.
Ale udalo sie, zrobilam jej mega niespodzianke, prawie mi sie poplakala :)
Ja sama sie praktycznie poryczalam jak wysiadlam z busa. Wszystko takie moje, kochane, znane, autobus 'Jestem z Zamoscia', graffiti Stforkow, MZK <3. Pewnie gdyby mi ktos towarzyszyl, to zapiszalabym mu sie ze szczescia. Poczulam automatycznie taka lekkosc, swiezosc, spokoj. I zasnelam jak czlowiek! Teraz grzecznie leze w lozeczku i cos czuje ze zasne lada chwila. I to nie bedzie Krakowskie 4h zanim na moment odplyne, cale szczescie.
W biedrze -20% na herbatki, zrobilam sobie zapas pokrzywy z trawa cytrynowa, jest genialna. Zlapalam jeszcze 2opakowania zimnej kawy za grosze, nie wiem czy to wypije, ale szklanki sie przydadza. (Nie zeby byly jakies inne niz te z ikei... Taniej! :D)
Chcialam napisac jeszcze o wypadzie do Lublina, ale oczy mi sie zamykaja. Zapomnialam jakie to uczucie.
23:14-pobijam rekord.
Do nastepnego, pewnie bedzie jesscze wiecej do opowiedzenia :)

9/04/2014

309. Passion Pit - Sleeepyhead

Bez polskich znakow. Pisze z tableta. Nie chce mi sie ogarniac ogonkow.
Bezsennosc! Juz wiem dlaczego tak bardzo mnie ostatnio meczy- za bardzo czekalam na dzisiejsza noc, za bardzo chcialam tej swiadomosci, ze rano wsiade w busa. Najlepsze jest to, ze bylam swiecie przekonana ze jade o 11 (o czym nawet wapominalam kilka postow temu), dobrze, ze dzisiaj w drodze do pracy cos mnie natchnelo zeby jednak sprawdzic. Jade o 7:30! Brawa dla mnie, jakbym nie zobaczyla to pewnie bym do d. pojechala. To jak z tym kinem ostatnio. Praca mnie wykancza.
Tzn nie tyle wykancza, co sprawia, ze nie skupiam sie na niczym innym i w sumie to slabo ogarniam rzeczywistosc. Nie mam czasu, nie istnieje. Gdzie te przyjemnosci z ktorych mialam korzystac?
Ciesze sie na ten wyjazd, ciesze sie, ze wroce do domu, ciesze sie z glosnego mruczenia Lynki, ciesze sie ze spotkania z Babuszka i Mamusia i Mlodym i wszystkimi,  ktorzy aktualnie w Zamosciu przebywaja. A troche tych kochanych jest. Ciesze sie. Nie zebym na co dzien byla jakas nieszczesliwa. Nie. Po prostu brakuje mi tego, niektorzy maja mozliwosc wracac co tydzien, co dwa, a mi przyszlo czekac 3 miesiace na taki moment. I ciesze sie na dzien w Lublinie z Siwym, Wroclaw na wschod przywieje, bo do Krakowa daleko ;)
Jestem tak szczesliwa, ze chyba nie zasne i przespie cala trase. Dla mnie bomba. Moge sie obudzic juz na Gminnej.
Smieszne, ze mama mysli ze bede o 16. Zadzwonie po przyjezdzie i powiem, ze mamy postoj pod Tarnobrzegiem, wybadam czy jest w pracy i zrobię jej niespodziankę. O, ogarnelam troche Swipe, to sa polskie znaki, ah, Nexus.
Przysypiam ostatnio w komunikacji miejskiej, dziwie sie, ze mnie jeszcze nikt nie okradl. Ostatnio zasnelam na stojaco w 125... Dzisiaj w 20, mialam sie przesiasc na grzegorzeckim, a obudzilam sie przy Parku Jordana. Bosko! Ale pogoda byla genialna, idealna na spacer. Zreszta... Na Lea mam tak daleko. Hoho.
Czy moge pisac pierdoly? Moge?
Moge. Mam wywalone.
Co mnie przeraza - mam w teamie laske, ktora kompletnie sie nie slucha, ani mnie, ani operatorow. Co gorsza, brak jej jakiejkolwiek kultury i potrafi pocisnac mi/im soczystym 'spierdalaj, ja ide na odbior'. Przy okazji podrywa wszystkich prowadzacych, a oni idioci na to leca. Co z trego, ze obraczka na palcu. Fajna, latwa blondyneczka, nic tylko brac. Pozdrawiam, takiego syfu nie akceptuje. Czekam tylko na akcje w kiblu. Boze.
O! Nie napisalam ze spedzam druga noc w swoim nowym pokoju! Poki co tylko sobie tu spie, bo place jeszcze za czworke, ale po powrocie z zamoscia bede sie powoli przenosila. Pokoj jest genialny. Jeszcze jak sobie go ladnie urzadze pod siebie i zaadoptuje kota to juz calkiem bede sie czula jak w domu. Szkoda, ze tak niewiele czasu bede tu spedzala w spokoju.
I WAAAANT IT ALLLLLL!
Robie sie glodna. Nie chce mi sie spac, co robic, jak zyc.
Za 3h powinnam wstac, ciekawe jak to wyjdzie.
Bedzie lało, zrobil sie przeciag.
Oh.
A tak jak na zdjeciu bedziemy sie z Lyncia kochac :)

9/01/2014

308. Emmanuel Moire - Je Fais De Toi Mon Essentiel

Śpiewało się w gimbazie. Kocia, pamiętasz?

Doszłam ostatnio do bardzo rażącego wniosku - jestem idealną przyjaciółką każdego faceta. I nie jestem materiałem na partnerkę. Co najlepsze, kilka osób przyznało mi rację. To z jednej strony przerażające, a z drugiej całkiem okej. I nie przeszkadza mi to. Kto mnie zna ten dobrze wie, że z facetami żyje mi się najlepiej. Sama prawda. Pomijam żeńskie wyjątki, jest ich... kilka. Wystarczy.

Chyba tylko tym się chciałam podzielić. Muszę odespać dzisiejszą męczącą dwunastkę. Ale cały dzień byliśmy z M. więc minęło przeszybko, szkoda tylko, że jutro sobie wziął wolne. Oh. Będzie mi się ciągnęło.

3!
3 3 3 TRZY DNI!

8/30/2014

307. Unwritten Law - Celebration Song

PIĘĆ! 5 5 55 5 55555555!!!!!!!!!!!!!!

I bardzo przyjemny dzień w pracy. Ostatnio trochę się mijaliśmy z M, bo albo on wolne, albo ja, albo nas odwołali, albo poszłam o 18 i tak jakoś słabo. Ale dzisiaj razem pojechaliśmy, byliśmy na jednym stanowisku i wracaliśmy również razem. Jak wcześniej. I tak możemy pracować, bo gęby nam się ciągle śmiały i czas leciał zdecydowanie szybciej. Tyle radości z jednego przyjaznego osobnika więcej.

Mieszkanie załatwione, kaucja została dziś zapłacona, chłopaki część rzeczy zwieźli, tylko czekać, aż zamieszkają tam na dobre. Klucze w trakcie dorabiania. Już czuję moje wielkie łóżko <3 nbsp="" p="">
Czas spać. Wczoraj położyłam się o podobnej porze, a zasnęłam koło trzeciej. Jakieś dziwactwa mi po głowie chodziły. A później mi się śniło, że właśnie z Marcinem idziemy na 6016 i jesteśmy tam do osiemnastej.
Sorry. Dali nas na 6021, do samej 22. Yay!
Swoją drogą to nie mam nawet do kogo się odezwać tutaj, bo nie widzę się praktycznie z dziewczynami ostatnio. Dla mnie bomba. I zdecydowanie lepiej mi się pisze niż mówi.

Łyżeczki!

8/29/2014

306. Arctic Monkeys - I wanna be yours (Live at L'Album de la Semaine)

Koniecznie live. Bo brzmi jak bajka.
Wygrałyśmy ze Svietą dzisiaj życie, zarezerwowałyśmy kino na 17, a poszłyśmy na 19, bo byłyśmy święcie przekonane, że takiej rezerwacji dokonałyśmy. Szkoda, że wcześniej nie sprawdziłam maila, bo minął nas naprawdę dobry film, a wylądowałyśmy na... kupie. Ale kino zaliczone, uśmiałyśmy się z bujania w fotelach jak stare babki, zmarzłyśmy niemiłosiernie, bo włączyli klimę i uciekłyśmy do domków. I naszła mnie myśl, żeby się nauczyć (na nowo) robić na drutach, coś czuję, że pomęczę w Zamościu babcię. To całkiem fajna umiejętność, szczególnie jak w pewnym momencie spod Twoich paluszków wychodzą fajne szaliczki i sweterki. Ale nie nastawiam się póki co na 'bum', bo mam tyle roboty, że nie wiem jak teraz to ogarnąć.
Ale wiem, że będzie dobrze. Mam pełne motywacji nastawienie/myślenie/działanie. Nie może się nie udać. Nie może, po prostu. I uda się, zobaczycie!
Zaczynam dzisiaj (tak dzisiaj, bo już piątek) 6-dniowy maraton w pracy. YAY codziennie do 22, tak bardzo się cieszę! Motywuje mnie myśl, że jak wrócę w środę o tej 23, to w czwartek o 11 będę już siedziała w MaxBusiku i pędziła do Zamościa. Nie byłam w domu od maja i cholernie mi tego brakuje, nawet jeżeli będę spędzała dnie na balkonie, z Lyncią, książką i etnografią, to nie będę marudziła. A później wrócę do Krakowa, zacznę się powoli przenosić na 4 piętro, a później znowu do Zamościa, na ZSZEF, na Spanishów, aaaaaaaah! Niech się dzieje! Biorę wszystko jak leci.

A! Mam w pracy prześladowce, chodzi za mną jak cień i patrzy dość jednoznacznie. Boję się. Bylebym nigdy nie trafiła z nim na jedno stanowisko, bo ciężko będzie. A jak już, to niech chociaż Marcin ze mną będzie.

Czas start!

8/27/2014

305. Fisz Emade jako Tworzywo Sztuczne - Sznurowadła

Pierwsza. Wczorajsza, a może już przedwczorajsza herbata na biurku. Okulary, klucze, uzupełniony grafik na wrzesień - 16 dni pracujących. 10 dni w Zamościu i weekend w Cosinusie. Coś czuję, że będzie ciężko.
Przyzwyczaiłam się. Do zapieprzu, do zmęczenia, do braku czasu. Ale czegoś mi brakuje. Brakuje mi ruchu i to będzie pierwsza rzecz którą zmienię po wyprowadzce do nowego mieszkania. Tu z dziewczynami, które bez pukania potrafią mi wparować do pokoju, to niewykonalne. A wyzwanie Mel-B wisi nade mną. Postanowione.
Chłopaki mi wchodzić nie będą, a zresztą... zamykane na klucz drzwi, oooooooooh! Tak bardzo zachwycam się tym, że będę mieszkała sama w pokoju.
Nie lubię ostatnio mojego telefonu, denerwuje mnie, kiedy dzwoni, piszczy, jęczy. Jest dobry tylko wtedy, kiedy chcę posłuchać muzyki. Mam ochotę się odciąć. Najchętniej zmieniłabym numer, ale strasznie mi szkoda tych trzech szóstek :D

Nie wiem. 22 minuty pisania, tylko tyle tekstu. Wstyd.
Zwijam się w kłębek i śpię.

8/25/2014

304. Avril Lavigne - Hot

Przyznaję się do tego, czego aktualnie słucham. Ha! Wiecie, że kiedyś się tym przejmowałam?
Ale jaja :)
Mam tak dobry humor, że ciężko jest wyprowadzić mnie z równowagi. Chyba, że Ewa ciągle chodzi za mną i gada o jakimś heblowanku. Laska! Ogarnij się!
Oficjalnie jestem słuchaczem Cosinusa na kierunku Kosmetyka! Złożyłam dzisiaj dokumenty, dostałam rozkład zjazdów na pierwszy semestr i jestem naprawdę szczęśliwa z tego powodu. I z wielu innych, bo wszystko mi się udaje. Siedzę i się do siebie uśmiecham, idę i się cieszę, no po prostu magia! Trzeba do mnie mówić bezpośrednio, bez żadnych wymijaczy, szczerze i tak jest najlepiej. Lubię wiedzieć.
Oh!
Przyzwyczaiłam się do swojej pracy, mimo, że potrafi być męcząca i nudna. Zostaję zapewne na dłużej (i będziemy nadal szydzić z Marcinem!), biorę pokój jako jedynkę, dodatkowo Gośka ogarnęła mi dorywczą pracę raz w tygodniu, więc będzie dobrze!
Postanowiłam wrócić na kosmetycznego bloga! Od marca nic nie pisałam, tak nie można. Jeszcze muszę się przestawić na tryb mało-treściwie, bo jak zaczynam klepać, to mogę pisać i pisać. Jak dzisiaj. Będę pisała pierdoły, dużo pierdół, bo mam ochotę. Kto bogatemu zabroni!
Kupiłam sobie dzisiaj 3 rodzaje yerby, dwie po 250g i jedna seteczka (z gruszką, na spróbowanie), to takie smaczniutkie. I szampon, bo poprzedni mnie podrażniał, a nie można podrażniać mojej kochanej główki. No chyba, że się mnie drapie, to pozwolę.
Zamość! ZAMOŚĆ! Jadę do Zamościa! Nie mogę się doczekać, nie mogę się doczekać, wczoraj mama podstawiła mi Lyncię do słuchawki - jak ona mrrrrrrrrrrruczy! Tęskno mi! I do babci, Iwonki, Koci, wszystkich! To będzie zwariowany tydzień. Mru! A dziewiętnastego na koncert Spanishów, wiecie co to znaczy?
Ou.
Koniec. Bo za dużo i bez sensu.
15:50 - czas na obiad.


8/21/2014

303. Alanis Morissette - Crazy

Nie ważne jak wyglądasz, nie ważne w co się ubierasz, nie ważne co robisz, najważniejsze jest to jak się czujesz. Jak dbasz o wewnętrzny spokój, jak pniesz się do góry, jak dążysz do tego czego pragniesz. To nie rzeczy dają szczęście, nie ludzie, nie miejsca, to Ty. Ty dajesz sobie cząsteczkę, która odpowiednio rozwijana daje Ci wszystko. Ty. Ty jesteś najważniejszy. Nikt więcej.

Od wczoraj trzyma się mnie głupi uśmiech na twarzy. Wystarczyło usiąść wieczorem w pustym mieszkaniu, obejrzeć przechadzających się ulicą ludzi, włączyć spokojną muzykę i odprężyć się. I nagle wszystko rozrosło się do maksymalnych rozmiarów.
Można tylko żyć, ale można też żyć ponad wszystkim.
I tego sobie życzę. I Wam.


btw. oglądałam "Diabeł ubiera się u Prady" - rola mojej ukochanej Anne Hathaway tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że to najpiękniejsza kobieta na świecie. A jeszcze krótki wątek z Simonem Bakerem obok, aaaaaah! Genialne połączenie.

Wracam do łóżka, pakuję sobie kolejną porcję lodów i odpływam. Dawno nie cieszyłam się tak bardzo z wolnego czasu. Jutro do pracy, pojutrze znów wolne. Miodnie!

8/19/2014

302. Muse - Undisclosed Desires


O Mój Boże.
Marzy mi się taka dzikość, lekka oschłość, gorąco i rozpusta.

Byłam na 6 w pracy, jutro też mi zaproponowali, więc wracam o 15:00 i mam wolne, aż do do piątku 14:00. A może znowu się uda na rano...
Zmieniłam jednak zdanie i jadę do Zamościa na dłużej. Piątego do Lublina i finałujemy z Siwym w "Jeden z dziesięciu", ale będzie śmiesznie.
Mraaaaaaaaaaau!
Piszę częściej, ale nadal piszę pierdoły. To nic. Jakoś trzeba rozruszać szare komórki.
Ogar!

8/18/2014

301. ?

Zgodziłam się pójść jutro na 6:00 do pracy, oznacza to, że muszę wstać o 4, żeby zdążyć na głupie 125, które jeździ taaaaaaaak rzadko... WSTANĘ! Jeżeli mam wrócić elegancko po 15 i zrobić sobie normalny (Z MIĘSEM <3) obiad, to mogę tak wstać. Bylebym normalnie jutro pracowała, a nie jak w niedzielę, bo nie wytrzymam.

 Śpię ostatnio za dużo. Zdecydowanie. Ponad 10h to już szaleństwo, a i tak wstaję nie do życia. Dzisiaj trochę poogarniałam spraw, wybrałam się w końcu do apteki, kupiłam co trzeba i mam nadzieję, że wszystko się ureguluje, bo nie dość, że strasznie osłabia mi się organizm z powodów o których pisać nie będę, to jeszcze mocno się ostatnio przemęczam w pracy. Za dużo robię, za dużo dźwigam, za bardzo chcę pomóc, a później cierpię. I w dzień wolny zamiast leżeć jak kłoda i dać sobie odpocząć, to jeszcze... kuchnie zrobię, tu pranko, tu coś umyję, aaa tu trzeba gdzieś podejść, tam podjechać, zakupy zrobić, a przydźwigam z bratysławskiej. Będzie później płacz. Ale bezczynnie też się nie da.
Przestawię sobie piątek i będę miała dwa dni z rzędu wolne, wtedy odpocznę, wygrzeję się w łóżeczku i nigdzie się nie będę ruszać. Albo pójdę na spacer, a może coś obejrzę... a może... wiem! Zrobię ciasto ( i to wyjdzie jeszcze lepsze niż ostatnie).
Zaraz odpłynę, oooooooooo jak mi się oczy zamykają.
Wiecie co jest najlepsze?
Nie wiecie?
No i się nie dowiecie.

dura sex sed sex!


A! Wiem! Urzekło mnie:

"Zwykły poniedziałek. Za oknem tysiąc fikuśnych odcieni szarości. Jestem szczęśliwa, mam kogoś do pary, a mimo to czuję się jak puzzle z fragmentem wodospadu pośród tysięcy elementów składających się na krajobraz z palmami. Marzę o kimś, kto zmiesza się ze mną, rozcieńczy samotność.Nie, nie cierpię na niedostatek kontaktów z ludźmi. Ludzie są. Mówią do mnie, a ja odwdzięczam się wielokrotnie złożonymi konstrukcjami wyrazów. Jednak dni takie jak ten potęgują wrażenie oddalenia. Człowiek to obce ciało, a słowa, które do mnie wypowiada, to paprochy spadające na błonę bębenkową, odbierane jako przykry szum. Uwięziona w twierdzy ciała nerwowo wypatruję przez judasze oczu kogoś, kto mnie rozpozna, zrozumie, przemówi w języku, który znam. To na takie momenty czyhają sekciarscy hycle. To tędy, przez tę wąziutką szczelinę, przeciska się podstępnie do serca nowa miłość, fałszywy przyjaciel, agent ubezpieczeniowy, sprzedawca rewelacyjnych noży.
Jestem tak głodna zrozumienia, opieki, że poprzeczne bruzdy na moim czole zdają się układać w napis 'Welcome'. Pomimo tej desperacji przy wejściu dokonuję ostrej selekcji, której właściwie nikt nie przechodzi pozytywnie, bom nieufna jak ślepiec wypuszczony samotnie na przechadzkę po obcym terenie. Są jednak ludzie, którzy czując się tak, jak ja się dziś czuję, rezygnują z wieloletnich związków dla tego początkowo obcego bytu, który odkrył słowa klucze, wypowiedział je perfekcyjnym tonem, a na koniec dmuchnął dwutlenkiem węgla w czułe miejsce na szyi, wprawiając w ruch pojedyncze kosmyki włosów, wywołując dreszcz nieznośnie przyjemny, który i tak stanowi jedynie namiastkę przyszłych rozkoszy, przed którymi uciec już nie sposób.
Być może chwile tak przejmującej samotności, wyobcowania są jak wprawka do umierania. Może popełniamy błąd, próbując za wszelką cenę skrócić czas przebywania ze sobą sam na sam, wypatrując innej, samotnej, przestraszonej duszy. Kiedy odliczę przedostatni, a potem ostatni oddech, a twarz zastygnie w finałowej minie, ocknę się skazana na samotną przeprawę jednoosobowym, jak mniemam, tunelem, by również samotnie ześlizgnąć się w zaświaty. Kiedy właściwie zapomniałam o tym, że człowiek miewa towarzyskie epizody, a tak naprawdę zaczyna jako samotny embrion, zalicza kolejne fazy rozwoju, potem kolejne rozkładu i finiszuje w roli samotnych zwłok? Nawet chwila miłosnego zbliżenia – kiedy kobieta łapczywie chwyta mężczyznę w kleszcze ud i przez moment zdają się przyfastrygowani do siebie perłową nitką jego nasienia, a dwutlenki węgla w ich wydechach tworzą czterotlenek, bo dwa plus dwa równa się cztery – jest tylko złudzeniem jedności. Boże! Jestem taka samotna! Kiedy to piszę, czuję, jak wypełnia mnie po brzegi, po czaszki kopułę, totalne współczucie dla nas wszystkich. I chyba paradoksalnie, stanowimy jedność w tym oddzieleniu, jesteśmy bliźniaczo samotni…
Choćbyśmy wtarli w dziąsła prochy najbliższej osoby, nie poczujemy bliskości. Gdybym otwarła sobie żyły i wraz z krwią puściła wszystkie swoje tajemnice, udostępniła zwiedzającym myśli, te najczarniejsze, złe, zawstydzające nawet mnie samą, wyszeptała marzenia, stała się całkowicie transparentna, nie zyskałabym poczucia zjednoczenia z drugim człowiekiem. Dlatego bezwzględnie konieczne jest wejście w zażyłość z samą sobą, podjęcie heroicznej próby uczynienia siebie jedyną odpowiedzialną za jakość życia, poczucie spokoju, który jest synonimem szczęścia. Człowiek, który nie lubi siebie, boi się pobyć ze sobą, staje się na powrót bezwolnym niemotą, podpina się pod cyc świata zewnętrznego i ssie iluzję – substancję odżywczą i kaloryczną jak… ocet.
Oto przyszła trzecia z popołudniowych godzin… Lubię siebie… Wypatruję Ciebie, samotnego równolegle."

Katarzyna Nosowska "Bliźniaczo samotni"

8/16/2014

300. Hans Solo - Sam

Post numer 300. Mam sentyment do takich rzeczy - okrągła liczba postów na blogu napawa mnie jakąś taką pozytywną myślą. Mimo zmian w nastawieniu do pisania, mimo koszmarnej 'weny', mimo (czasem) braku chęci, to udało mi się to utrzymać. A lubię tą nazwę, lubię te posty wstecz, lubię. Czasem siedzę i czytam od początku i śmieje się, albo podziwiam siebie. Potrafiłam. Zepsuło się. Może się uda jeszcze naprawić?

Celebruję fakt, że idę do pracy dopiero na 18. Brygadzistka nagrodziła mnie tą możliwością. Całe szczęście, nie mam siły. Przez wizytę Olafa i Michała niewiele pospałam, zresztą towarzystwo z Krakowa też trochę posiedziało i w ogóle. Nie narzekam, nie przeszkadza mi fakt, że spotykamy się w tak późnych godzinach. Pracuję, ale nadal mam czas dla nich. Byłoby źle gdybym nie miała. Zresztą każda chwila z najlepszymi ludźmi pod słońcem jest darem. Dosłownie.

Pamiętam wieczory, kiedy wychodziłam na Karolówkę w rytm Hansa. Utwór z tytułu tego postu porusza każdy malutki fragmencik we mnie. Kiedyś nie bardzo rozumiałam przesłanie. Słuchałam i robiło mi się smutno, to głupie! Dobrze, że z wiekiem człowiek staje się mądrzejszy, dobrze, że może działać. Dobrze, że zdaje sobie sprawę z tego, że niektóre rzeczy są głupie i po prostu nie mają prawa bytu. Rzeczy, relacje, sytuacje. Wszystko. Wystarczy to tylko zobaczyć, a później ruszyć swoje ciężkie, leniwe dupsko i działać. I stworzyć sobie raj. Taki mały własny raj w swojej głowie.
Doświadczyłam ostatnio małego rozstrojenia, które niestety spowodowało, że zaczęłam w siebie wątpić. Chwilowe. Całe szczęście, że to tylko chwilowe. Najważniejsze to się nie dać, bo jak już się zacznie brnąć, to lecisz w dół. I cały Twój wykres spada na wartości ujemne. Nie ma tak. NIE MA!

Wczoraj było święto, jechałam obrzydliwą czwórką z ludźmi, którzy wracali z kościołka- jedna babeczka jechała z bukietem kwiatków, a między kwiatkami... cebula na patyku! Moja mama nabijała zawsze marchewkę, strasznie mnie to bawi. Muszę do niej zadzwonić. Tylko skończę pisać.
Szkoda mi zaprzepaścić taką okazję, 300 to dużo. Co z tego, że część jest schowana. Yoł .

Tak było. Właśnie. Bo przyjechał Olaf z Michałem. Jesteśmy u Szwagra, oglądamy sobie alkohole i nagle w oko mi wpada Czarny Kot. KOT! No przecież, że muszę spróbować. Olaf wziął białego, bo jest albinosem :* Jak alkoholu ostatnio nie pijam, bo mi nie po drodze, tak na to się nie musiałam zastanawiać. I powiem Wam, że czarny wypada lepiej niż biały. Jest smaczny, delikatnie karmelowy, ciemny i pachnący. A niby ma tych 6%. Szkoda, że nie było Rudego, podobno też jest smaczny. (kupię, dla samej butelki :D ). Spędziliśmy razem tylko noc (hrhr), ale będzie jeszcze okazja, żeby spędzić tego czasu razem więcej. I być może nawet nie w Krakowie :)

A! Kupiłam bilety do Zamościa i z powrotem za... 6zł! Zaoszczędziłam 70zł. Magia! Jadę do domu! Jeszcze tylko 2 tygodnie i wyprzytulam mojego puszystego tygrysa tak, że nie będzie miał siły nawet zamruczeć. Swoją drogą, mam nadzieję, że właścicielce nie będą przeszkadzały zwierzęta w mieszkaniu i nie palnie nam w umowie, że nie można, bo chcę zaadoptować kota. Bardzo! Albo nawet zwieźć Lyncię, chociaż ona by tu pewnie nie wytrzymała. Ale zaadoptować, pokochać i opiekować się. Małe stworzonko, mruuuu! Kochałabym jak dziecko, a nawet bardziej!

I want it all!
Nie wiem co mogę jeszcze dodać. Jestem!



Chciałam zacytować... Za dużo dobrego tekstu. Wsłuchaj się.


8/15/2014

299. Passion Pit - Take a walk

Na szybko, bo trzeba wstać jak człowiek i przeżyć w pracy. Ale jutro będziemy razem z M. więc będzie ciekawieeee! Fun, fun, fun.
Oglądaliśmy dzisiaj z Lypskim i Zenkiem mieszkanie - moja reakcja - KURWA SPOCK. Jest mega wielkie, śliczne, wyremontowane, kuchnia <3333333333, w łazience zdecydowanie lepsza kabina od tej, którą mam w aktualnym mieszkaniu <mru> i duży korytarz. I LUSTRO, bo tutaj to tylko w łazience uraczysz, a takie malutkie, że ojej. Myślimy sobie- stuknie nam 1600 jak nic, nie ma opcji na mniej. A ta rzuca 1200. CO? KAPITANIE WEŹ IDŹ ZOBACZ BO JA JUŻ NIE MOGĘ.
Biorę pokój mniejszy, chłopaki biorą ten mega wielki i mieszkamy na całego. Może nareszcie ogarnę grę na gitarze, albo basie. Lypski w pokoju obok, magia! Co z tego, że jego laska chce mnie zabić, nie wiem za co, nie wiem dlaczego. Kij. Ja nikomu nic nie zrobiłam, nie jestem groźna, nie psuje niczyich związków, no helloł. Ale jak ona tak do mnie, to się nie dogadamy.
Smutne. Smutne. Walczyłam o to, żeby nie mieć spin z ludźmi, przepraszałam, starałam się wyprostować niektóre relacje, wszystko było spoko, ale nie, jedna się fochnie i cholera wie dlaczego. A fochaj się kobieto! To takie dojrzałe.

OLAF! Olaf przyjeżdża! Zrobimy spaghetti i będziemy rozmawiały, miłość, tyle miłości! Tyle radości! Tyle szczęścia! A tylko jedna osoba.
Uwielbiam ludzi, którzy mieszczą w sobie tyle dobrych uczuć do mnie i ode mnie.
Kocia! Chcę jeszcze Kocie!
Szaleństwo.

Najlepsze jest to, że jestem strasznym nie ogarem. Przywaliłam dzisiaj w tyle rzeczy, że aż nie chcę wymieniać. Nie pamiętam co mówię i ciągle czuję dyskomfort. Litości! Zacznij tabletki, będzie fajnie! Witaj anemio, kocham Cię, tęskniłam! Tyle ironii <strzał_oczami>

Żyjcie!

:3