2/19/2014

277. Deap Vally - Lies

Podobno na studiach się chudnie, a nie tyje. Przeraziły mnie liczby na wadze - 4kg więcej, koszmar, dosłownie. Zapłakałabym się gdyby poszło w brzuch, ale chyba poszło w cycki, więc nie jest najgorzej. Nie zmienia to faktu, że jestem zrozpaczona, bo jak już waga się delikatnie ruszy, to ciężko ją później zatrzymać. Na co mi były te kebaby po 23...
Sesja zaliczona! Wyszłam zadowolona wczoraj z wydziału o godzinie 10:30, a o godzinie 15 już siedziałam w pociągu do Zamościa. Czym bliżej, tym więcej radości na spotkanie z mamą i młodym i kotami i powietrzem. Powietrzem! To najcudowniejsze co może być. Dom. Dom. Dom.
I niespodzianka - orbitrek, który stoi w pokoju. Rano cierpiałam katusze z racji okresu, teraz mogę sobie ponapieprzać zatapiając się w American Horror Story (polecam! Bardzo polecam bo jest mega zajebiste! ).
Prócz tego czekam na jakiś zastrzyk gotówki i zakup karnetu na Platinium, będziemy ze Svietką stałymi klientkami klubu. I rolki mam w planach i grę w tenisa (ah, miasteczko AGH daje tyyyyle możliwości! ). Jeszcze tylko stanik sportowy, coby mi moje wielkie cycki nie uciekły, wygodna buzka i dresiki i mogę być sportowcem roku. Póki co w Krakowie napawam się skakaniem na skakance. (O! I może bym zainwestowała w hulahop?) Stężenie niebezpiecznych pyłów skutecznie odrzuca ode mnie wieczorne bieganie, nie chcę się nabawić gruźlicy. Czasem żałuję, że nie pocisnęłam do Wrocławia.
Ale cóż bym tam miała? Z daleka od miłości i Niskiej. Oj nie oj nie.
Życie.
Buźka!