4/27/2014

287. Psychosocial.

Czuję otępienie. Stoję w miejscu. I znowu piszę pierdoły, od których miałam się uwolnić. A może lepiej ich nie pisać?
Z czasem trzeba będzie podjąć decyzję.
Myślę, że tylko głośna muzyka i wiatr we włosach mi pomogą. Pędzić, pokracznie, ale pędzić.
Jeszcze tylko skończę mój kochany sok z marchwi.

Co się z Wami dzieje? Halo?

4/24/2014

286. Rojek - Beksa

Broniłam się jak mogłam, ale w końcu włączyłam i przepadłam.
Nie wiem, czy chcę dalej pisać bloga. Nie w tej formie z pewnością. Wpadłam w sidła pewnej osobistości, która uczy mnie życia. A raczej pokazuje jasno moje błędy. To ta część internetu, która wydaje się zła, ale przynosi tyle świeżości i chęci do istnienia, że nie chcę z niej wychodzić.
Jest mi głupio.
I jestem jak tytułowa Beksa.
Straszna chała.

Ale pięknieję.

4/23/2014

285. OneRepublic – Counting Stars

Tą piosenką ostatnio zaczynam i kończę dzień. I jeszcze kilkanaście razy w ciągu dnia mnie dopadnie ze słuchawek. Albo głośników, lubię, kiedy jest głośno.
Wolność.
Wróciłam wczoraj do Krakowa, była godzina 13, kiedy to z Ronda Grunwaldzkiego ruszyłam w stronę miasteczka. Upierdliwa torba nie dała się nieść, była ciężka od pyszności, które zgarnęłam z domu. Kto bogatemu zabroni. Miasteczko przywitało mnie ogromem spokoju, zieleni i kwiatuszków. Aż mi się zachciało usiąść i siedzieć, tak jak kiedyś, po prostu.
I jak to w Krakowie, wróciły moje niepokoje. Szczególnie te, których nie chciałam wyciągać na zewnątrz. Potrzebowałam się wyżyć, chciałam iść, ale nie mogłam, usiadłam w pokoju i obserwowałam pary stóp, które biegały po boisku. I tak godzina po godzinie. Aż w końcu wyszłam z Madzią na Rynek. I napiłam się najpyszniejszego świeżego soku. I wszystko się uspokoiło. Chociaż na chwilę.
Ale lubię być sama w pokoju. Mogę sobie na spokojnie biegać w samej bieliźnie i nikt nic nie mówi, i nie patrzy.
I... nie umiem się skupić, nie chcę tego pisać. Ty napisz.

4/16/2014

284. Radiohead - High & dry.

Okej, próbuję pisać posta na tablecie. Kiedyś pisałam z telefonu i nawet mi to wyszło, ale wiadomo, że wielkość wyświetlacza jednak robi swoje. Za błędy i literówki przepraszam. Za brak polskich znaków też, bo jak teraz je robię, tak za chwilę nie będzie mi się chciało.  Lenistwo poziom hard.
I jestem w Zamościu, od czwartku. Weekend spędziłam w bardzo rodzinnej atmosferze, przyjechała Gośka, Kaśka z mężem, był Młody i mama. Brakowało tylko Łukasza, ale będzie już w ten piątek.
Ciężko mi określić, czy lubię spędzać czas w gronie rodziny czy nie. To chyba zależy w dużym stopniu od nastroju. Akurat na ten weekend byłam nastawiona pozytywnie, dawno byłam w domu, dawno się widziałam z rodzeństwem i w ogóle dawno było tak gwarno. Czasem jednak wolę się zamknąć w pokoju, albo wyjść z ludźmi i nie słuchać tego bałaganu. Na szczęście nie doświadczam żadnych nieprzyjemności, więc korzystam ile mogę.
Z racji ciągle pogarszającego się stanu mojej skóry, usiadłam sobie wczoraj i zaczęłam szukać rozwiązań. Nie ufam już lekarzom, tym ich robionym maściom i obrzydliwym sterydom. Już wolę być w plamy niż się faszerować tym syfem. Ale... Zaplanowałam sobie akcję regeneracji skóry na najwyższym levelu. Skompletowałam sobie zestaw, który musi zadziałać, same perełki. Pomijam fakt, że suma sumarum będzie mnie to kosztować miliony (najwyżej nie będę jadła w maju), ale chcę jak normalna dziewczyna wyjść w spódniczce czy spodenkach i cieszyć się, że nikt nie popatrzy na moje biedronkowate nogi z obrzydzeniem. Nie mówiąc o jeździe na rolkach, która w dłuższych leginsach jest po prostu straszna. A robi się coraz cieplej...
Prócz tego wymyśliłam sobie, że pójdę do Speak Up do roboty, żeby mieć Multisporta (i kasę). Chociaż wakacyjna praca w CC mi nie wypaliła, to może tutaj będzie lepiej.
I dopadła mnie miła informacja, mam pracę na wakacje za granicą. Czekam do maja aż R. Wróci i poda mi więcej informacji. Kupiłabym sobie wyśnioną Lumię <3
Z ostatniej chwili: HTC oddany do serwisu, korzystam z koszmatnego LG na Androidzie 1.6. Komedia stulecia.
Ewelina zaprasza na zdjęcia, Michał też. Pięknie.

Uf, udało się. Do następnego!

4/08/2014

283. Foster The People - Don't Stop.

Wtorek. Nienawidzę wtorków. Jest najokrutniejszym dniem w całym tygodniu i nie znoszę go, bo mam aż 6h zajęć na których śpię. Dosłownie. Dzisiaj musiałam trzymać sobie powieki, żeby ich tylko nie przymknąć, a jestem pewna, że gdyby się tak stało to padłabym na ławkę. Później dowaliłam kofeiny, (która zazwyczaj na mnie nie działa) i jechałam na pełnych obrotach.
Oh, dotknął mnie dziś zaszczyt. MB stał ramię w ramię ze mną. Tak blisko. #bekazmb #hasztag.

Mam dziwny humor, raczej na plus, bo w czwartek.... w czwartek... W CZWARTEK !!!!!!!!!!!!!!!!!! jadę do domu MILION WYKRZYKNIKÓW. Po dwóch miesiącach w Krakowie, mam taką ochotę tam siedzieć i się nie ruszać z domu, od mamy i kotów i nawet (!) Młodego, że aż dziwnie mi się to pisze :) Nareszcie pooddycham ogromem świeżego powietrza, pospaceruję bo błotnych ścieżkach, spotkam się z Kocią i Iwonką i Olafem i wszystkimi, gdzieś nad Łabuńką, przy szumie tej czystej wody i w otoczeniu zamojskich kuców.
Odwiedzę Ekonomik, p. Beatkę, obetnę kłaki, aaaaaaaaaah gorące nożyczki!. Pójdę do Babci, przejadę się na rowerze, raz, trzeci, dziesiąty, zjem żurek, czekoladowego baranka/owcę/kurczaka/coś, przytyję (hehe). Jestem uradowana, taaaaaaaaaaak!
Odpocznę. Wiem, że średnio mi to wyjdzie, ale i tak chcę tam być.
Nawet Łukasz wraca z Niemiec, więc cała rodzina praktycznie w komplecie.
3
2
1
Wdech.
Wydech.
Już spokojnie. Jeszcze tylko jutro Guyson, pojutrze gimpoza i siedzę w busie.
I pyszne kotleciki. Mięsko. Mrau.

Prócz tego nic się nie zmieniło. Denerwuje mnie kilku osobników. Studia spoko, przecież my nic nie robimy. Czuję się jakbym miała weekend od początku października.
Okej.

4/05/2014

282. She Wants Revenge- I don't wanna fall in love

Wkręciło mi się wczoraj i słucham praktycznie ciągle.
Urodziny Kasi na miasteczku, trochę radości, trochę ciekawego towarzystwa. Dużo Lubelszczyzny. Później karaoke z Krzysiem i Gumiakiem, Wojtek gdzieś uciekł. Kolejny problem, nie mam na to siły.
I Peggy Brown, która wyszła zdecydowanie za wysoko. Ale kto Ciebie ukochać będzie umiał?

Dzisiaj czuję, że mam bardzo obolały żołądek. A czeka mnie jeszcze wyprawa z Michałem na zdjęcia. Standardowo pewnie w parku, albo na Błoniach. No nareszcie. Po dwóch miesiącach od urodzin, doczekam się od niego prezentu. Dokładnie dwa miesiące.
Ciężko mi złapać oddech.

I want to fucking tear you apart.

Or maybe this is danger and he just don't know
You pray it all away but it continues to grow


Orgazmiczne wręcz.

4/03/2014

281. Deftones - Change

Nie wiem czy dobrze widzę, ale chyba nic mnie już nie rusza. Wszystko idzie w złą stronę. I jak kiedyś bym nad tym ubolewała, tak teraz naprawdę mam to gdzieś.
Wiele się zmieniło, w myśleniu, w życiu, w przyzwyczajeniach. Nie wiem czy chcę, żeby moje życie wyglądało tak jak w tym momencie, nie wiem czy nie jestem już zmęczona.
Potrzebuję chwili wytchnienia, ogromu uśmiechu i spokojnych tras.
Słodkie nic.

Zrobiłam wczoraj dobrą rzecz. Wypiłam dwa piwa, z żalu, nie wiem czemu, i czułam się nietrzeźwo. Ekonomicznie. Po kilku godzinach poszłam na rolki, ale jazda w pojedynkę jest dość nudna. Odpuściłam po jednym okrążeniu. Poszłam spać o 24 i nie mogłam się rano dobudzić. Coś złego się dzieje.
Do tego sny naprawdę mnie męczą. Wszystko mnie męczy. Niech mnie ktoś uratuje, niech mnie ktoś weźmie na terapię słowem, niech ktoś pójdzie ze mną poleżeć i posłuchać Radioheadów, na kocu, gdzieś, gwiazdy, klimaty, życie.

A wczoraj na miasteczku o 22, zamiast Janosika zagrali Barkę. Powiem Wam, że ciary mnie przeszły wzdłuż i wszerz. I taka otępiała jestem od tego momentu.