8/30/2014

307. Unwritten Law - Celebration Song

PIĘĆ! 5 5 55 5 55555555!!!!!!!!!!!!!!

I bardzo przyjemny dzień w pracy. Ostatnio trochę się mijaliśmy z M, bo albo on wolne, albo ja, albo nas odwołali, albo poszłam o 18 i tak jakoś słabo. Ale dzisiaj razem pojechaliśmy, byliśmy na jednym stanowisku i wracaliśmy również razem. Jak wcześniej. I tak możemy pracować, bo gęby nam się ciągle śmiały i czas leciał zdecydowanie szybciej. Tyle radości z jednego przyjaznego osobnika więcej.

Mieszkanie załatwione, kaucja została dziś zapłacona, chłopaki część rzeczy zwieźli, tylko czekać, aż zamieszkają tam na dobre. Klucze w trakcie dorabiania. Już czuję moje wielkie łóżko <3 nbsp="" p="">
Czas spać. Wczoraj położyłam się o podobnej porze, a zasnęłam koło trzeciej. Jakieś dziwactwa mi po głowie chodziły. A później mi się śniło, że właśnie z Marcinem idziemy na 6016 i jesteśmy tam do osiemnastej.
Sorry. Dali nas na 6021, do samej 22. Yay!
Swoją drogą to nie mam nawet do kogo się odezwać tutaj, bo nie widzę się praktycznie z dziewczynami ostatnio. Dla mnie bomba. I zdecydowanie lepiej mi się pisze niż mówi.

Łyżeczki!

8/29/2014

306. Arctic Monkeys - I wanna be yours (Live at L'Album de la Semaine)

Koniecznie live. Bo brzmi jak bajka.
Wygrałyśmy ze Svietą dzisiaj życie, zarezerwowałyśmy kino na 17, a poszłyśmy na 19, bo byłyśmy święcie przekonane, że takiej rezerwacji dokonałyśmy. Szkoda, że wcześniej nie sprawdziłam maila, bo minął nas naprawdę dobry film, a wylądowałyśmy na... kupie. Ale kino zaliczone, uśmiałyśmy się z bujania w fotelach jak stare babki, zmarzłyśmy niemiłosiernie, bo włączyli klimę i uciekłyśmy do domków. I naszła mnie myśl, żeby się nauczyć (na nowo) robić na drutach, coś czuję, że pomęczę w Zamościu babcię. To całkiem fajna umiejętność, szczególnie jak w pewnym momencie spod Twoich paluszków wychodzą fajne szaliczki i sweterki. Ale nie nastawiam się póki co na 'bum', bo mam tyle roboty, że nie wiem jak teraz to ogarnąć.
Ale wiem, że będzie dobrze. Mam pełne motywacji nastawienie/myślenie/działanie. Nie może się nie udać. Nie może, po prostu. I uda się, zobaczycie!
Zaczynam dzisiaj (tak dzisiaj, bo już piątek) 6-dniowy maraton w pracy. YAY codziennie do 22, tak bardzo się cieszę! Motywuje mnie myśl, że jak wrócę w środę o tej 23, to w czwartek o 11 będę już siedziała w MaxBusiku i pędziła do Zamościa. Nie byłam w domu od maja i cholernie mi tego brakuje, nawet jeżeli będę spędzała dnie na balkonie, z Lyncią, książką i etnografią, to nie będę marudziła. A później wrócę do Krakowa, zacznę się powoli przenosić na 4 piętro, a później znowu do Zamościa, na ZSZEF, na Spanishów, aaaaaaaah! Niech się dzieje! Biorę wszystko jak leci.

A! Mam w pracy prześladowce, chodzi za mną jak cień i patrzy dość jednoznacznie. Boję się. Bylebym nigdy nie trafiła z nim na jedno stanowisko, bo ciężko będzie. A jak już, to niech chociaż Marcin ze mną będzie.

Czas start!

8/27/2014

305. Fisz Emade jako Tworzywo Sztuczne - Sznurowadła

Pierwsza. Wczorajsza, a może już przedwczorajsza herbata na biurku. Okulary, klucze, uzupełniony grafik na wrzesień - 16 dni pracujących. 10 dni w Zamościu i weekend w Cosinusie. Coś czuję, że będzie ciężko.
Przyzwyczaiłam się. Do zapieprzu, do zmęczenia, do braku czasu. Ale czegoś mi brakuje. Brakuje mi ruchu i to będzie pierwsza rzecz którą zmienię po wyprowadzce do nowego mieszkania. Tu z dziewczynami, które bez pukania potrafią mi wparować do pokoju, to niewykonalne. A wyzwanie Mel-B wisi nade mną. Postanowione.
Chłopaki mi wchodzić nie będą, a zresztą... zamykane na klucz drzwi, oooooooooh! Tak bardzo zachwycam się tym, że będę mieszkała sama w pokoju.
Nie lubię ostatnio mojego telefonu, denerwuje mnie, kiedy dzwoni, piszczy, jęczy. Jest dobry tylko wtedy, kiedy chcę posłuchać muzyki. Mam ochotę się odciąć. Najchętniej zmieniłabym numer, ale strasznie mi szkoda tych trzech szóstek :D

Nie wiem. 22 minuty pisania, tylko tyle tekstu. Wstyd.
Zwijam się w kłębek i śpię.

8/25/2014

304. Avril Lavigne - Hot

Przyznaję się do tego, czego aktualnie słucham. Ha! Wiecie, że kiedyś się tym przejmowałam?
Ale jaja :)
Mam tak dobry humor, że ciężko jest wyprowadzić mnie z równowagi. Chyba, że Ewa ciągle chodzi za mną i gada o jakimś heblowanku. Laska! Ogarnij się!
Oficjalnie jestem słuchaczem Cosinusa na kierunku Kosmetyka! Złożyłam dzisiaj dokumenty, dostałam rozkład zjazdów na pierwszy semestr i jestem naprawdę szczęśliwa z tego powodu. I z wielu innych, bo wszystko mi się udaje. Siedzę i się do siebie uśmiecham, idę i się cieszę, no po prostu magia! Trzeba do mnie mówić bezpośrednio, bez żadnych wymijaczy, szczerze i tak jest najlepiej. Lubię wiedzieć.
Oh!
Przyzwyczaiłam się do swojej pracy, mimo, że potrafi być męcząca i nudna. Zostaję zapewne na dłużej (i będziemy nadal szydzić z Marcinem!), biorę pokój jako jedynkę, dodatkowo Gośka ogarnęła mi dorywczą pracę raz w tygodniu, więc będzie dobrze!
Postanowiłam wrócić na kosmetycznego bloga! Od marca nic nie pisałam, tak nie można. Jeszcze muszę się przestawić na tryb mało-treściwie, bo jak zaczynam klepać, to mogę pisać i pisać. Jak dzisiaj. Będę pisała pierdoły, dużo pierdół, bo mam ochotę. Kto bogatemu zabroni!
Kupiłam sobie dzisiaj 3 rodzaje yerby, dwie po 250g i jedna seteczka (z gruszką, na spróbowanie), to takie smaczniutkie. I szampon, bo poprzedni mnie podrażniał, a nie można podrażniać mojej kochanej główki. No chyba, że się mnie drapie, to pozwolę.
Zamość! ZAMOŚĆ! Jadę do Zamościa! Nie mogę się doczekać, nie mogę się doczekać, wczoraj mama podstawiła mi Lyncię do słuchawki - jak ona mrrrrrrrrrrruczy! Tęskno mi! I do babci, Iwonki, Koci, wszystkich! To będzie zwariowany tydzień. Mru! A dziewiętnastego na koncert Spanishów, wiecie co to znaczy?
Ou.
Koniec. Bo za dużo i bez sensu.
15:50 - czas na obiad.


8/21/2014

303. Alanis Morissette - Crazy

Nie ważne jak wyglądasz, nie ważne w co się ubierasz, nie ważne co robisz, najważniejsze jest to jak się czujesz. Jak dbasz o wewnętrzny spokój, jak pniesz się do góry, jak dążysz do tego czego pragniesz. To nie rzeczy dają szczęście, nie ludzie, nie miejsca, to Ty. Ty dajesz sobie cząsteczkę, która odpowiednio rozwijana daje Ci wszystko. Ty. Ty jesteś najważniejszy. Nikt więcej.

Od wczoraj trzyma się mnie głupi uśmiech na twarzy. Wystarczyło usiąść wieczorem w pustym mieszkaniu, obejrzeć przechadzających się ulicą ludzi, włączyć spokojną muzykę i odprężyć się. I nagle wszystko rozrosło się do maksymalnych rozmiarów.
Można tylko żyć, ale można też żyć ponad wszystkim.
I tego sobie życzę. I Wam.


btw. oglądałam "Diabeł ubiera się u Prady" - rola mojej ukochanej Anne Hathaway tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że to najpiękniejsza kobieta na świecie. A jeszcze krótki wątek z Simonem Bakerem obok, aaaaaah! Genialne połączenie.

Wracam do łóżka, pakuję sobie kolejną porcję lodów i odpływam. Dawno nie cieszyłam się tak bardzo z wolnego czasu. Jutro do pracy, pojutrze znów wolne. Miodnie!

8/19/2014

302. Muse - Undisclosed Desires


O Mój Boże.
Marzy mi się taka dzikość, lekka oschłość, gorąco i rozpusta.

Byłam na 6 w pracy, jutro też mi zaproponowali, więc wracam o 15:00 i mam wolne, aż do do piątku 14:00. A może znowu się uda na rano...
Zmieniłam jednak zdanie i jadę do Zamościa na dłużej. Piątego do Lublina i finałujemy z Siwym w "Jeden z dziesięciu", ale będzie śmiesznie.
Mraaaaaaaaaaau!
Piszę częściej, ale nadal piszę pierdoły. To nic. Jakoś trzeba rozruszać szare komórki.
Ogar!

8/18/2014

301. ?

Zgodziłam się pójść jutro na 6:00 do pracy, oznacza to, że muszę wstać o 4, żeby zdążyć na głupie 125, które jeździ taaaaaaaak rzadko... WSTANĘ! Jeżeli mam wrócić elegancko po 15 i zrobić sobie normalny (Z MIĘSEM <3) obiad, to mogę tak wstać. Bylebym normalnie jutro pracowała, a nie jak w niedzielę, bo nie wytrzymam.

 Śpię ostatnio za dużo. Zdecydowanie. Ponad 10h to już szaleństwo, a i tak wstaję nie do życia. Dzisiaj trochę poogarniałam spraw, wybrałam się w końcu do apteki, kupiłam co trzeba i mam nadzieję, że wszystko się ureguluje, bo nie dość, że strasznie osłabia mi się organizm z powodów o których pisać nie będę, to jeszcze mocno się ostatnio przemęczam w pracy. Za dużo robię, za dużo dźwigam, za bardzo chcę pomóc, a później cierpię. I w dzień wolny zamiast leżeć jak kłoda i dać sobie odpocząć, to jeszcze... kuchnie zrobię, tu pranko, tu coś umyję, aaa tu trzeba gdzieś podejść, tam podjechać, zakupy zrobić, a przydźwigam z bratysławskiej. Będzie później płacz. Ale bezczynnie też się nie da.
Przestawię sobie piątek i będę miała dwa dni z rzędu wolne, wtedy odpocznę, wygrzeję się w łóżeczku i nigdzie się nie będę ruszać. Albo pójdę na spacer, a może coś obejrzę... a może... wiem! Zrobię ciasto ( i to wyjdzie jeszcze lepsze niż ostatnie).
Zaraz odpłynę, oooooooooo jak mi się oczy zamykają.
Wiecie co jest najlepsze?
Nie wiecie?
No i się nie dowiecie.

dura sex sed sex!


A! Wiem! Urzekło mnie:

"Zwykły poniedziałek. Za oknem tysiąc fikuśnych odcieni szarości. Jestem szczęśliwa, mam kogoś do pary, a mimo to czuję się jak puzzle z fragmentem wodospadu pośród tysięcy elementów składających się na krajobraz z palmami. Marzę o kimś, kto zmiesza się ze mną, rozcieńczy samotność.Nie, nie cierpię na niedostatek kontaktów z ludźmi. Ludzie są. Mówią do mnie, a ja odwdzięczam się wielokrotnie złożonymi konstrukcjami wyrazów. Jednak dni takie jak ten potęgują wrażenie oddalenia. Człowiek to obce ciało, a słowa, które do mnie wypowiada, to paprochy spadające na błonę bębenkową, odbierane jako przykry szum. Uwięziona w twierdzy ciała nerwowo wypatruję przez judasze oczu kogoś, kto mnie rozpozna, zrozumie, przemówi w języku, który znam. To na takie momenty czyhają sekciarscy hycle. To tędy, przez tę wąziutką szczelinę, przeciska się podstępnie do serca nowa miłość, fałszywy przyjaciel, agent ubezpieczeniowy, sprzedawca rewelacyjnych noży.
Jestem tak głodna zrozumienia, opieki, że poprzeczne bruzdy na moim czole zdają się układać w napis 'Welcome'. Pomimo tej desperacji przy wejściu dokonuję ostrej selekcji, której właściwie nikt nie przechodzi pozytywnie, bom nieufna jak ślepiec wypuszczony samotnie na przechadzkę po obcym terenie. Są jednak ludzie, którzy czując się tak, jak ja się dziś czuję, rezygnują z wieloletnich związków dla tego początkowo obcego bytu, który odkrył słowa klucze, wypowiedział je perfekcyjnym tonem, a na koniec dmuchnął dwutlenkiem węgla w czułe miejsce na szyi, wprawiając w ruch pojedyncze kosmyki włosów, wywołując dreszcz nieznośnie przyjemny, który i tak stanowi jedynie namiastkę przyszłych rozkoszy, przed którymi uciec już nie sposób.
Być może chwile tak przejmującej samotności, wyobcowania są jak wprawka do umierania. Może popełniamy błąd, próbując za wszelką cenę skrócić czas przebywania ze sobą sam na sam, wypatrując innej, samotnej, przestraszonej duszy. Kiedy odliczę przedostatni, a potem ostatni oddech, a twarz zastygnie w finałowej minie, ocknę się skazana na samotną przeprawę jednoosobowym, jak mniemam, tunelem, by również samotnie ześlizgnąć się w zaświaty. Kiedy właściwie zapomniałam o tym, że człowiek miewa towarzyskie epizody, a tak naprawdę zaczyna jako samotny embrion, zalicza kolejne fazy rozwoju, potem kolejne rozkładu i finiszuje w roli samotnych zwłok? Nawet chwila miłosnego zbliżenia – kiedy kobieta łapczywie chwyta mężczyznę w kleszcze ud i przez moment zdają się przyfastrygowani do siebie perłową nitką jego nasienia, a dwutlenki węgla w ich wydechach tworzą czterotlenek, bo dwa plus dwa równa się cztery – jest tylko złudzeniem jedności. Boże! Jestem taka samotna! Kiedy to piszę, czuję, jak wypełnia mnie po brzegi, po czaszki kopułę, totalne współczucie dla nas wszystkich. I chyba paradoksalnie, stanowimy jedność w tym oddzieleniu, jesteśmy bliźniaczo samotni…
Choćbyśmy wtarli w dziąsła prochy najbliższej osoby, nie poczujemy bliskości. Gdybym otwarła sobie żyły i wraz z krwią puściła wszystkie swoje tajemnice, udostępniła zwiedzającym myśli, te najczarniejsze, złe, zawstydzające nawet mnie samą, wyszeptała marzenia, stała się całkowicie transparentna, nie zyskałabym poczucia zjednoczenia z drugim człowiekiem. Dlatego bezwzględnie konieczne jest wejście w zażyłość z samą sobą, podjęcie heroicznej próby uczynienia siebie jedyną odpowiedzialną za jakość życia, poczucie spokoju, który jest synonimem szczęścia. Człowiek, który nie lubi siebie, boi się pobyć ze sobą, staje się na powrót bezwolnym niemotą, podpina się pod cyc świata zewnętrznego i ssie iluzję – substancję odżywczą i kaloryczną jak… ocet.
Oto przyszła trzecia z popołudniowych godzin… Lubię siebie… Wypatruję Ciebie, samotnego równolegle."

Katarzyna Nosowska "Bliźniaczo samotni"

8/16/2014

300. Hans Solo - Sam

Post numer 300. Mam sentyment do takich rzeczy - okrągła liczba postów na blogu napawa mnie jakąś taką pozytywną myślą. Mimo zmian w nastawieniu do pisania, mimo koszmarnej 'weny', mimo (czasem) braku chęci, to udało mi się to utrzymać. A lubię tą nazwę, lubię te posty wstecz, lubię. Czasem siedzę i czytam od początku i śmieje się, albo podziwiam siebie. Potrafiłam. Zepsuło się. Może się uda jeszcze naprawić?

Celebruję fakt, że idę do pracy dopiero na 18. Brygadzistka nagrodziła mnie tą możliwością. Całe szczęście, nie mam siły. Przez wizytę Olafa i Michała niewiele pospałam, zresztą towarzystwo z Krakowa też trochę posiedziało i w ogóle. Nie narzekam, nie przeszkadza mi fakt, że spotykamy się w tak późnych godzinach. Pracuję, ale nadal mam czas dla nich. Byłoby źle gdybym nie miała. Zresztą każda chwila z najlepszymi ludźmi pod słońcem jest darem. Dosłownie.

Pamiętam wieczory, kiedy wychodziłam na Karolówkę w rytm Hansa. Utwór z tytułu tego postu porusza każdy malutki fragmencik we mnie. Kiedyś nie bardzo rozumiałam przesłanie. Słuchałam i robiło mi się smutno, to głupie! Dobrze, że z wiekiem człowiek staje się mądrzejszy, dobrze, że może działać. Dobrze, że zdaje sobie sprawę z tego, że niektóre rzeczy są głupie i po prostu nie mają prawa bytu. Rzeczy, relacje, sytuacje. Wszystko. Wystarczy to tylko zobaczyć, a później ruszyć swoje ciężkie, leniwe dupsko i działać. I stworzyć sobie raj. Taki mały własny raj w swojej głowie.
Doświadczyłam ostatnio małego rozstrojenia, które niestety spowodowało, że zaczęłam w siebie wątpić. Chwilowe. Całe szczęście, że to tylko chwilowe. Najważniejsze to się nie dać, bo jak już się zacznie brnąć, to lecisz w dół. I cały Twój wykres spada na wartości ujemne. Nie ma tak. NIE MA!

Wczoraj było święto, jechałam obrzydliwą czwórką z ludźmi, którzy wracali z kościołka- jedna babeczka jechała z bukietem kwiatków, a między kwiatkami... cebula na patyku! Moja mama nabijała zawsze marchewkę, strasznie mnie to bawi. Muszę do niej zadzwonić. Tylko skończę pisać.
Szkoda mi zaprzepaścić taką okazję, 300 to dużo. Co z tego, że część jest schowana. Yoł .

Tak było. Właśnie. Bo przyjechał Olaf z Michałem. Jesteśmy u Szwagra, oglądamy sobie alkohole i nagle w oko mi wpada Czarny Kot. KOT! No przecież, że muszę spróbować. Olaf wziął białego, bo jest albinosem :* Jak alkoholu ostatnio nie pijam, bo mi nie po drodze, tak na to się nie musiałam zastanawiać. I powiem Wam, że czarny wypada lepiej niż biały. Jest smaczny, delikatnie karmelowy, ciemny i pachnący. A niby ma tych 6%. Szkoda, że nie było Rudego, podobno też jest smaczny. (kupię, dla samej butelki :D ). Spędziliśmy razem tylko noc (hrhr), ale będzie jeszcze okazja, żeby spędzić tego czasu razem więcej. I być może nawet nie w Krakowie :)

A! Kupiłam bilety do Zamościa i z powrotem za... 6zł! Zaoszczędziłam 70zł. Magia! Jadę do domu! Jeszcze tylko 2 tygodnie i wyprzytulam mojego puszystego tygrysa tak, że nie będzie miał siły nawet zamruczeć. Swoją drogą, mam nadzieję, że właścicielce nie będą przeszkadzały zwierzęta w mieszkaniu i nie palnie nam w umowie, że nie można, bo chcę zaadoptować kota. Bardzo! Albo nawet zwieźć Lyncię, chociaż ona by tu pewnie nie wytrzymała. Ale zaadoptować, pokochać i opiekować się. Małe stworzonko, mruuuu! Kochałabym jak dziecko, a nawet bardziej!

I want it all!
Nie wiem co mogę jeszcze dodać. Jestem!



Chciałam zacytować... Za dużo dobrego tekstu. Wsłuchaj się.


8/15/2014

299. Passion Pit - Take a walk

Na szybko, bo trzeba wstać jak człowiek i przeżyć w pracy. Ale jutro będziemy razem z M. więc będzie ciekawieeee! Fun, fun, fun.
Oglądaliśmy dzisiaj z Lypskim i Zenkiem mieszkanie - moja reakcja - KURWA SPOCK. Jest mega wielkie, śliczne, wyremontowane, kuchnia <3333333333, w łazience zdecydowanie lepsza kabina od tej, którą mam w aktualnym mieszkaniu <mru> i duży korytarz. I LUSTRO, bo tutaj to tylko w łazience uraczysz, a takie malutkie, że ojej. Myślimy sobie- stuknie nam 1600 jak nic, nie ma opcji na mniej. A ta rzuca 1200. CO? KAPITANIE WEŹ IDŹ ZOBACZ BO JA JUŻ NIE MOGĘ.
Biorę pokój mniejszy, chłopaki biorą ten mega wielki i mieszkamy na całego. Może nareszcie ogarnę grę na gitarze, albo basie. Lypski w pokoju obok, magia! Co z tego, że jego laska chce mnie zabić, nie wiem za co, nie wiem dlaczego. Kij. Ja nikomu nic nie zrobiłam, nie jestem groźna, nie psuje niczyich związków, no helloł. Ale jak ona tak do mnie, to się nie dogadamy.
Smutne. Smutne. Walczyłam o to, żeby nie mieć spin z ludźmi, przepraszałam, starałam się wyprostować niektóre relacje, wszystko było spoko, ale nie, jedna się fochnie i cholera wie dlaczego. A fochaj się kobieto! To takie dojrzałe.

OLAF! Olaf przyjeżdża! Zrobimy spaghetti i będziemy rozmawiały, miłość, tyle miłości! Tyle radości! Tyle szczęścia! A tylko jedna osoba.
Uwielbiam ludzi, którzy mieszczą w sobie tyle dobrych uczuć do mnie i ode mnie.
Kocia! Chcę jeszcze Kocie!
Szaleństwo.

Najlepsze jest to, że jestem strasznym nie ogarem. Przywaliłam dzisiaj w tyle rzeczy, że aż nie chcę wymieniać. Nie pamiętam co mówię i ciągle czuję dyskomfort. Litości! Zacznij tabletki, będzie fajnie! Witaj anemio, kocham Cię, tęskniłam! Tyle ironii <strzał_oczami>

Żyjcie!

:3


8/11/2014

298. Slipknot - Psychosocial

Dopiero ogarnęłam, że wyszedł nowy kawałek Slipknotów. 6 lat czekania! Myślałam, że po śmierci Paula nie wrócą z nową płytą, a tu widzę, że się ruszyli.
Zajeżdża Iową. Zajeżdża dobrym Slipknotem, kucem i kindermetalem. Jestem znowu w gimnazjum!

Zrobiłam ciacho, płaczę przy Baranku Shaunie (ze śmiechu) i chyba się wybiorę pobiegać.
Do Slipknota.
Gińcie!


aaaaaaaaaaaaaaaAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaAaaaAAAaaaaaaA111!!!111!11!oneone.

I chcę do Zamościa! Chcę na łąkę, chcę patrzeć w gwiazdy!
Pragnę ciszy i spokoju.

297. Alt-J - Matilda

Rano zawitał do mnie Młody, jeszcze na chwilkę przed powrotem do Zamościa. Ogarnęliśmy dwa sezony Baranka Shauna, którego uwielbiamy razem oglądać i ginęliśmy ze śmiechu przez tyle czasu ile nam się udało. Później musiałam ogarnąć się do roboty, ale przez ten naprawdę dobry poranek nastawiłam się mega pozytywnie na dzień. Chociaż świadomość, że dzisiaj jest wtorek prawie mnie wpędziła w spóźnienie, a co za tym idzie - w stratę grosza, którego jednak chcę trochę odłożyć.
Wsiadłam więc w moją najlepszą na świecie strzałę nr 14 i pognałam na Mogilskie, gdzie czekał na mnie kolega z roboty. I tu się zatrzymam. Jak pierwszego dnia mocno stałam przy tym, że nie chcę nikogo tam poznawać, tak po 4 dniu i wspólnej pracy przy jednej z maszyn odkryłam, że jednak można poznać kogoś 'swojego'. Tak się zgadaliśmy, że robota idzie zdecydowanie przyjemniej. Nawet jak razem nie pracujemy to i tak łapiemy się wzrokiem na hali i klepiemy smski, prawie jak soczysta konwersacja. Stop- proszę sobie nie myśleć, że to potencjalny kandydat na partnera! Wyzbywamy się takich myśli. I nie działamy w tym kierunku. Poza tym kolega ma swoją partnerkę (i szczęścia mu życzę, bo baby są straszne :D). Ale jest jedną z lepszych osób jakie udało mi się ostatnio podczas tego zapierdolu poznać. Prócz tego zawinęła nam się delikatna 'ekipa', czyli ja, Patrycja, Kamil i Marcin. Nareszcie z uśmiechem na twarzy mogę iść do roboty i nawet się zastanawiałam, czy nie pójść w dzień wolny, bo najzwyczajniej w świecie nie mam co robić.
Ale plany się pojawiły, dodatkowo zachciało mi się pichcić, więc wolny poniedziałek wykorzystam na całego.
     Z leniwego człowieka zrobił się człowiek pracowity. Nie wierzę, że tak przesiedziałam praktycznie cały lipiec. Zaznaczam, że przez strzyżenie siepałam naprawdę dobre dniówki, ale to dalej było siedzenie w domu. Nikt mi doświadczenia w ten sposób nie poświadczy. I jak już zaczęłam tak zapieprzać, to zauważyłam, że żyje mi się lepiej. Zdecydowanie. Nie lubię mieć wolnego czasu, a raczej nie lubię mieć wolnego czasu źle wykorzystanego. A niewiele do tej pory robiłam. Komputer, seriale, alkohol, dużo alkoholu, więcej alkoholu - miasteczkooooooooooo, imprezaaaaaaaaaaaa, łiiiiiiiiiii! Spoko, raz na jakiś czas. Mama pyta- córko, co się z Tobą stało? A ja po prostu dorosłam, nareszcie dorosłam do takich myśli, jakimi się kieruję.
Next. Zapisałam się do szkoły policealnej - kierunek Kosmetyka. Studia będę kontynuowała, żeby mieć mimo wszystko wykształcenie wyższe (bo wszyscy wymagają), ale już nie łączę przyszłości z mediami. Wiadomo, zawsze dobrze jest mieć coś w zanadrzu, a w moim przypadku szczególnie, dlatego będę pracowała ile wlezie, żeby tylko ogarnąć to jak najlepiej.
A mieć w łapach fryzjera i kosmetykę to najlepsze kombo jakie można sobie wymarzyć. Jeszcze tylko ogarnę fryzjerskiego czeladnika i mogę się brać w przyszłości za własną działalność. Nie będę niczyim murzynem.
I praca, chcę ogarnąć robotę na tyle dni w tygodniu, na ile mi pozwoli studiowanie. Muszę ogarnąć rozmowę z brygadzistką i w razie co zostać tam gdzie jestem. Nie narzekam, a grosz się przyda, bo...
Next. Planujemy wynająć mieszkanie. Ja, Lypsky i jego współlokator z akademika. Zastanawiam się jeszcze kogo ja mogłabym wziąć sobie do pokoju. Ciężko. Zastanowię się nawet czy by nie zamieszkać z jakimś chłopakiem (byleby nie chrapał), bo nie chcę z żadną koleżanką. No chyba, że byłby to ktoś z mojego zamojskiego towarzystwa, to wtedy zupełnie inaczej. A tako, to tak to. Chyba, że uda mi się ogarnąć inną robotę i kosić więcej, to mogłabym mieszkać nawet sama. Byleby się pieniążki zgadzały. Nie chcę sępić od mamuśki. Rok się dało, następny też się uda, jak nie to wracam do akademika.
Next. Zaczęłam pić yerbe.
Next. Muszę wrócić do picia bratka, bo zaczyna mnie syfić. Nigdy w życiu nie miałam problemu z trądzikiem, a teraz jak na złość zaatakowało ramiona i plecki. Nie chcę mieć plam, nie chcę znamion, kupuję rano bratka i piję. Pokrzywę też by się przydało. I skrzyp. Szkoda, że nie nasuszyłam w Zamościu. Oj szkoda.
Next. Odłożyć na telefon! Ja, człowiek uzależniony, testujący setki od swoich mobilnych początków postanowiłam zakupić kozak maszynę i trzymać do momentu, aż WP 8 przestanie mieć wsparcie. Pewnie wtedy wyjdzie WP9 i pewnie wtedy zastanowię się nad czymś nowym. HTC nie jest zły, ale zaczyna powoli tracić. Szczególnie po aktualizacji do Previev dla developerów. Jak na 8.0 dawał radę, tak na 8.1 może mieć problemy. Zobaczę jak będzie po aktualizacji do wersji stabilnej. Póki co zastanawiam się na Nokią L820/920/1020, bądź HTC 8X (czyli podrasowany 8S, którego mam), ale i ten niedługo przejdzie do historii (IV kwartał 2012, ale specyfikacja na poziomie).
Dalej nie lubię androidów, mimo, że korzystam na Nexusie. Szanujmy się :)
I na koniec cytat. Ciężko wybrać z wielu dobrych, ale ten mnie dzisiaj uderzył jak za pierwszym razem.

Mądry człowiek poznaje siebie, wybiera czego naprawdę pragnie (a nie czego pragną rodzice, dziadkowie, organizacje) i podąża w kierunku spełnienia, wewnętrznej rozkoszy. Głupiec idzie za proszkami do prania, cudzymi celami, fałszywymi ideami by swą krwią, energią i życiem spełniać cudze namiętności.
  
Amen.

A Lana śpiewa "my pussy taste like pepsi cola". To się nigdy nie nudzi. 
Adios!

8/03/2014

295. ATB- Humanity

Najlepszy utwór ATB, zaraz po nim ukochane Renegade. Od lat. Niezmiennie.
Obejrzałam film, zaliczany raczej do filmów na wieczór z przyjaciółmi, czy chłopakiem, kiedy jest się już w fazie 'nudno, ale musimy coś robić, na chwilę nas to rozgrzeje', typowa komedia romantyczna, wątki oklepane, on biega za nią, ona nie chce dać się zranić, a koniec końców wszystko się układa. Zawsze się układa. Zawsze. Nie tylko w głupich filmach - ZAWSZE!
 Za dużo emocji, zdecydowanie za dużo emocji ludzie wkładają w błahostki. Za dużo emocji w relacje bez przyszłości, za dużo emocji w sytuacje, które nie mają znaczenia. Płacz, ból i zgrzytanie zębów. I masa obrzydliwych słów, soczystych kurew wypluwanych na innych, na siebie. Nienawiść. Dlaczego ludzie się nienawidzą? Przecież każdy z nas jest tak cudownym stworzeniem! Może dlatego tak się nienawidzimy. Może nasza cudowność jest dla nas zbyt ciężka do udźwignięcia? Bo łatwiej jest usiąść i narzekać/przeżywać/denerwować się/płakać. Dobra! Ja też mam chwile, kiedy siedzę i płaczę. Naprawdę, czasem tego potrzebuję, czasem coś mnie wzruszy, czasem sobie coś przypomnę (nad tym ostatnim ciężko pracuję), ale jestem człowiekiem, nie ukrywam, że emocje nie są mi obce. Ale serio, od momentu, kiedy zaskoczył kolejny guzik w mojej głowie (i wszystkich jej podrzędnych), czuję się zdecydowanie lepiej. Żyję. Żyję tak jak powinnam. Nie ma żmudnej egzystencji, nie ma nudy, nie ma przyzwyczajeń. Nawet błogie lenistwo jest czymś ekscytującym (wykluczając nudę w pracy, bo ta jest cholernie męcząca). Czytanie książek... podstawówka, gimnazjum, technikum - najlepsze co mogłam robić to uciekać w książki, dawało mi to tyle przyjemności, rozwijało horyzonty. Przyszły studia - jak obuchem w łeb. Książki? Antropologia, Filozofia, Etnografia, Sztuka - byki po 300 stron- siedź i czytaj. Nic na siłę. Tak nie lubię czytać. Fakt, część była dość ciekawa, ale w większości przypadków usypiałam. Świat Zofii - filozofia, jedna z przyjemniejszych lektur, dzięki której zdałam egzamin. Była w syllabusie? A gdzież! Z ręki starszej Korony przekazane do ręki młodszej Korony, kilka zarwanych nocy na Niskiej i egzamin zdany. Magia? Dokładnie. Magia luzu. Ale wracając, teraz na nowo odkrywam książki, pojawiło się kilka ciekawych pozycji w kategorii psychologia, kilka nowych interesujących mnie tematów o których jest książek multum - jest godzina drogi do pracy, jest czas na relaks i jest to oczekiwanie, żeby znowu wsiąść do tramwaju i odpłynąć. Czego chcieć więcej?
Wracam na bloggera, mam nadzieję, że w większych ilościach niż ostatnio. Przez okres blokady pojawiło się kilka postów, ale wrzucam je do roboczych i nikomu nie pokażę. Szczęście miała Kocia, która upomniała się o zaproszenie. Buźka Mała :*
Humanity po raz wtóry, i następny. Muszę spać. Rano przyjeżdża Młody. Czeka nas wycieczka po Krakowie. Za dużo Koron.
Ale Korony są fajne. Doceniajcie je. Warto.
:D