10/27/2014

328. Fisz Emade - Najpiękniejsza kobieta w mieście

























Lana w tym teledysku wygląda zbyt dobrze.

1. Mamy kota! A raczej kotkę, czteromiesięczną, słodziutką, uczącą się dopiero kociej natury. Pierwsze dwa dni były dla niej okresem poznawania otoczenia i nas, mam tak podrapane dłonie, że wstyd ściągać rękawiczki. Prócz tego pogryzła mnie trochę w płatki uszu, a później się uspokoiła i zasypia mi już na kolanach. I traktuje mnie jak swoją matkę, bo potrafi łapać twarz, żeby się do niej przytulić, a później zwija się w kłębek zaraz przy szyi i pociera noskiem. Przekochane zwierze. Chyba jednak zaadoptujemy ją na stałe. Tzn - ja to zrobię.

   2. Byliśmy na weselu. Mała sala, około 50 osób na imprezie. Ciotki biorące nas za parę. Dużo tańca, dużo śmiechu i (dla niektórych) za dużo alkoholu. Ja postawiłam przy sobie butelkę wina i sączyłam przez całe wesele. Uniknęłam kaca i nieprzyjemnego samopoczucia.
Nie lubię być osobą towarzyszącą, szczególnie kiedy nikogo prócz mojego partnera nie znam. Ale dałam radę.
...a moje nogi robiły furorę. Pozdro.

  3. Miałam dzisiaj szkolenie na operatora suwnicy. Teraz tylko praktyka i czekanie na egzamin właściwy. Jaram się jak las. Mam nadzieję, że moim nauczycielem będzie Kuba, bo ostatnio dobrze nam się rozmawia. W ogóle jakoś dobrze mi się ostatnio pracuje.

Jesień. Piździernik (strasznie mnie to bawi). Mróz. Ciepłe skarpetki. Hektolitry herbaty. Kocyk. Kot.
Zaczynam mieć delikatne wahania nastroju, dzisiaj rano chciałam umierać, bo nie widziałam żadnego sensu swojej egzystencji, ale po kilku kwadransach już wszystko było okej.
Brakuje mi czegoś, nie wiem jeszcze czego, ale mój mózg domaga się większej dawki serotoniny. Więcej emocji, przeżyć. Chcę wariatkowa w swoim życiu, sytuacji, których sama boję się przeżyć.
Tego chcę.
Ale. Jest jedno ale. Chciałabym to przeżyć z kimś. A aktualnie nie chcę mieć kogoś. Tzn. może i chcę, ale nie chcę. To dość pogmatwane. I nie mam czasu i nie chcę. Nie chcę.
Boże.
Że niby miałabym znowu być w związku... brr...
Byłoby okej, gdybym nie trafiła na dzieciucha, albo (jak mawia moja matka) 'cipka' z którym trzeba by było siedzieć jak najwięcej, tęsknotki po godzinie nieobecności, pierdoły, zero szaleństwa, zero powietrza, kckc.
A wiecie, że ja kiedyś taka byłam? Rzygam tym. Nie zniosłabym tego znowu. Aż ciężko mi uwierzyć, że tak bardzo zmieniło się moje podejście. Jestem związkowym hejterem, podobnie jak jestem hejterem samgunga i kij wam w oczy. A jak ktoś będzie chciał mnie w sobie rozkochać to... no po prostu nie mogę się doczekać :)
Nie wyobrażam sobie tego.
No po prostu sobie tego nie wyobrażam.

Zmykam do angielskiego i pewnie coś obejrzę. Ah.
Buźka!


10/22/2014

327. The Pretty Reckless - Make Me Wanna Die



... przez chwilę chciałam założyć nowego bloga, bo stwierdziłam, że jak pożegnałam się na tym, to żeby sobie popisać otworzę nowego. Wiecie. Nowy start bez tych wszystkich bóli w przeszłości itd.
Nie wiem po co miałabym to robić, skoro tu jestem od dobrych CZTERECH lat. Dużo. Nie zrobię tego sobie. Jednak czasem muszę postukać w klawiaturę przelewając na nią to co siedzi mi w głowie.
I muszę przestać się bać to robić.
Zaczynamy od nowa.
























Cześć.
Jestem A. i jestem studentką drugiego roku kulturoznawstwa na wuhaagieha. Nie żeby to miało cokolwiek wspólnego z moimi planami na przyszłość, po prostu myślałam, że zostanę kiedyś PRowcem/marketingowcem, ale wiem, że nic z tego. Ale zawsze warto mieś jakąś alternatywę. Jestem maniaczką technologiczną, uwielbiam wiercić w komputerze i jaram się starymi autami. Kocham koty i dzisiaj oficjalnie zostałam zaakceptowana na dom tymczasowy dla przeuroczej kotki, którą (mam nadzieję) dostarczą mi już w piątek. Dodatkowo zastanawiam się nad powrotem do wolontariatu, ale czasu mam tak mało, że to mogłaby być już przesada. Pomyślę.
Pracuję w pracy i pracy i pracy, chociaż z jednej niestety będę musiała zrezygnować. Z bawienia dzieciaka i uczenia go życia. To było takie fajne. I budowaliśmy dużo z klocków lego i w ogóle, dużo różnych rzeczy. Byłabym dobrą matką. Brrr.
Druga praca to drukarnia - przez pierwsze 2 miesiące ogarniałam głównie prowadzenie nieogarniętych owieczek, jednak po rozpoczęciu roku akademickiego czasu na pracę zrobiło się mało, więc sama do tych owieczek zaczęłam się zaliczać. Super! Uwielbiam zapieprz, uwielbiam męską robotę i naprawdę jarają mnie dziwne maszyny. A od dźwigania różności zaczęły mi rosnąć bicki. Nieźle. Zostałam zaproszona jutro na badania, bo w poniedziałek robię szkolenie na... operatorkę suwnicy. Niewielu osobom to cokolwiek mówi i niech tak zostanie. Najpierw suwnica, później wózek widłowy. Będę sexy operatorką.
Dodatkowo poznałam tam jedną z lepszych osób jakie było mi dane spotkać - M. Jest chamem, niektóre by powiedziały, że jest płytki i ma wszystko w d. Dobrze! Taki powinien być facet. I nie- nie jesteśmy i nie będziemy razem, chociaż wszyscy w pracy tak myślą. Nienawidzę tego cholernie ograniczonego społeczeństwa. Żebyśmy się jeszcze całowali czy cokolwiek, co by wskazywało na jakąś głębszą relację. A my się tylko wygłupiamy, szydzimy i śmiejemy jak chorzy umysłowo. Najlepiej!
Trzecia to... fryzjerstwo. Nie pracuję w salonie, rozkręcam własną działalność w moim pokoju i koszę na tym spoko kasę, więc nie narzekam. Spotykam wielu ciekawych ludzi, głaskam sporo włosia i wyrabiam sobie całkiem niezłą praktykę. Przechodzi mi mój strach przed niektórymi technikami, więc być może niedługo zacznę się ogłaszać dalej. Np gumtree. Zobaczymy jak będzie z czasem.
Mam skrzywiony gust muzyczny i naprawdę wolę o tym nie pisać. Od jakiegoś czasu jestem zakochana w Lanie Del Rey i chociaż jej teksty nie pachną mądrością, to muzycznie i teledyskowo wypada świetnie.
(...nie mogę oglądać tych teledysków, bo wprawiają mnie w myślenie o różnych niestosownych rzeczach. )
Mogę się uznać za serialową maniaczkę, bo wieczorami czepiam się dosłownie wszystkiego. Dzisiaj zaczęłam Faking it, zaraz dołączył Zenek więc obejrzeliśmy kilka odcinków. 20 minut, całujące się laski, żadnych gorących scen = serial dla nastolatek, idealny do kręcenia hula hopem.
A jeśli już o tym mowa... mam nareszcie hula hop z wypustkami, waży ponad kilogram i obija tak mocno brzuch, że aż boli. Zaczęłam od serii po 10 minut, foteczka przed jest, teraz czekamy na efekty. Muszę jeszcze wykminić coś na tyłek, bo nie jestem z niego zbytnio zadowolona.

Nie wiem co mogłabym jeszcze dodać.
Jestem szczęśliwa, spełniam się w miarę swoich możliwości i na wiele rzeczy mam, jak to się mówi, wyjebane.
Mama jest dumna. Ja jestem dumna. Wszyscy powinni być z siebie dumni.

Ho! Rozpisałam się fest. Idę pohulać kolejną serię i do łóżeczka.
Grzeczna Agatka.

Buźka!

10/16/2014

326.

Stęsknione wiadomości zaczynają mnie przerażać.


Chciałam napisać posta wczoraj i przedwczoraj. Próbuję to zrobić dzisiaj, ale tylko wgrałam zdjęcie i... wena odeszła. Całkowicie.
Nie mam potrzeby dzielenia się tym co się dzieje. Nareszcie! Nareszcie jestem wolna od tego.
Od wszystkiego co złe.
Od analizowania.
Od niepokoju.
Od złych snów.
Od kropek (po części).
Od potrzeby wylania z siebie tego, co na mnie się nazbierało i boli.
Już nie boli.
I cieszy mnie ten spokój, kiedy idę ulicą, kiedy patrzę na tych ludzi, kiedy znajomi wypną się dupą, wszystko.
Spokój.
Cisza.

Nie wiem, czy jeszcze tu zawitam.
Z pewnością kiedyś, może się pochwalę swoimi zajebistymi osiągnięciami.
Może.
Pochwalę się. Zobaczycie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I feel so high 
I come alive

10/12/2014

325. The Cure - Lullaby



Nieważne w jaką postać by się wcielała, zawsze jest dostojna, piękna i urzekająca.
Czwarty sezon American Horror Story zaczął się dobrze, nie powiem, że genialnie, bo dopiero się rozkręca, ale już widać, że będzie sporo świństwa i obrzydlistwa. Jeżeli nie oglądaliście nigdy, to możecie zacząć. Od obojętnie którego sezonu, bo każdy jest o czymś innym. W pierwszym najlepsza była ruda sprzątaczka, ah, jej rola była fajna. (nie żeby wnosiła sobą coś więcej poza seksapilem do serialu). Drugi i trzeci były mega, dla odmóżdżenia w sam raz.

Jest osiemnasta, normalnie bym pewnie przysypiała, ale spałam dzisiaj grubo ponad 12h, zmogło mnie wczoraj po pracy. Wstrętne zmęczenie.
Do tego uroniło mi się kilka łez w drodze do domu. Zrobiło mi się przykro, przez pewną sytuację o której nie mam ochoty wspominać. Niedojrzałość i samolubność do tego stopnia, że szkoda czasu. Ale zawsze się martwiłam, dopytywałam chłopaków co i jak, czy okej, martwiłam się. Serio. Od wczoraj mam to głęboko w poważaniu. Mama miała rację, kurcze, dlaczego ona zawsze wie szybciej niż ja.
Ale nikomu ustępować nie będę. Bo niby dlaczego? Że niby ja mam problem w przebywaniu z kimś w jednym pomieszczeniu? A mamy po 4 lata, żeby się wiecznie żreć? Serio? SERIO? Raz tak zrobiłam, następnym razem nie mam zamiaru. Rozumiem, wielki żal i ból, ale to nie ja go tworzę, sami sobie to wszystko tworzymy we własnej głowie. Dupie by się chciało w tym wypadku napisać.  Dorośnij, człowieku.
Ale do nikogo nienawiścią pałać nie będę. To bez sensu.
"Życie trzeba przeżyć!"

na dziś: piosenka tytułowa +


... bo dobrze nam się z chłopakami spędza przy tym wieczory. 

We could love you
 If you need somebody to love you

Cium!

10/08/2014

324.

Mniej więcej tak. Chłopaki już mają dość. No weźcie.

Poszłyśmy wczoraj z Malagą na clubbing, dopóki tańczyłyśmy sobie same, było ok. Później zaczęły się kręcić jakieś dziwaczne typy i zrobiło się dziwnie.
Jestem za stara na takie rzeczy.
Serio?
Bierzesz laskę do tańca, tańczysz z nią chwilę i zaraz do całowania. ŻE-NA-DA. Liść, po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci, przechodzisz do kolejnego etapu, czyli wypieprzasz.
Nie no, obyło się bez bicia. Bez przesady, grzecznie podziękowałam za współpracę.
Umrę dzisiaj w nocy, zachciało mi się trzeciej zmiany. Brrr...

W sumie to. Racja. Tak zrobię.
Co mi tam.

Sezon na spięte kłaki rozpoczęty, bh odstają, kręcą się jak głupie, a do tego puszą i wyglądam prześmiesznie. Tzn. to całkiem sexy, ale nie chce mi się ogarniać ich w tym wietrze.
Co to za zima? Co to ma być?

Podjęłam dość dojrzałą decyzję. Dojrzałą, jak to brzmi. Usuwam kosmetycznego bloga, tego pewnie przyblokuję, wypieprzę twittera (4,5 tys. pościków ;o), nad instagramem się zastanawiam, bo czasem coś tam śmiesznego wrzucę. Nie mam czasu. Facebook jest, bo jest, ogarniam tam grupę whagh, więc niech zostanie, czasem komuś odpiszę, a i promuję się fryzjersko no to ok. Snap będzie, bo to całkiem zabawne, co dostaję od ludzi. Fajnie tak.
Stacjonarka idzie w odstawkę, więc pewnie wróci do właściciela, będzie lapek, będzie odpoczywał.
O jeju, co to się dzieje.
Kto by pomyślał.
-Kapitanie, usiądź proszę.
-Co kurwa?



10/07/2014

323. The Neighbourhood - Sweater Weather


























Nie jestem na bieżąco z muzyką. Nie ważne.
Sweater Weather - adekwatnie do praktycznie wszystkiego. Leżę tak jak na zdjęciu, kadzę kolejne kadzidło, dopalają się świeczki, robi się późno, robi się wcześnie, idę na uczelnie, wracam, praca, szkoła, spotkanie, cokolwiek. Kolejny utwór lecący do soundtracku mojego genialnego życia. Zatracam się w muzyce. Leżę i zapadam się. Dosłownie. Nie istnieje. I nie obchodzi mnie co robi reszta świata, ile osób aktualnie umiera, ile się rodzi, ile orgazmów jest właśnie przeżywanych, ile łez wylewanych. Po co. Tu i teraz. Ja i muzyka. I te cudowne kadzidła. I ten brak jakiejkolwiek świadomości. Jakbym była pijana, nieprzytomna, nieżywa.
Umarłam.
Umieram codziennie.
Wiadomo, przyjemniej się umiera z kimś. Kogoś zastąpiłam sobą. Umieram sam na sam z własną świadomością, ze swoimi słabościami, z moją natrętnie namiętną naturą.
Nie słyszę pukania do drzwi. Nie słyszę telefonu. Nie słyszę myśli. Nicość. Pustka.
Każda cząstka jest tak czuła, spokojna, a jednak delikatnie drżąca.
I cały świat w moich rękach. Jestem silna jak Iron Man.

Rozpłynęłam się.
Jestem wszędzie.

10/05/2014

322. Muse - Resistance

Tak ciężko dzisiaj pracowaliśmy, że nam telefony popadały. Zieloniutki mój, żółciutki Marcina.
MUSE! Ileż to już jesteśmy w związku? Grube lata. Coś pięknego. Za teledysk do Resistance należą im się gromkie brawa. Wczoraj wieczorem, kiedy byłam już w połowie nieprzytomna, włączyłam sobie ich utwory i snułam się po mieszkaniu, ogarnęło mnie takie przyjemne ciepełko. Głos Matta, mistrzowska gitara, niesamowity koncert na Wembleyu z 2007 [H.A.A.R.P], Unintended, Knights of Cydonia, Hysteria, Feeeeeeeeeeeling gooood! Kocham i pragnę być w tłumie koncertowiczów, jeżeli tylko nadarzy się okazja.
Nowe Muse? Kiedyś pisałam o ich pseudo-dubstepowej płycie, Madness mnie pochłonęło w całości. Kojarzy mi się z czymś idealnym.
Jak romantycznie.
Jak uroczo.
Jak skromnie.
Ja i Muse.
*pomrukiwanie*

Jest dzisiaj tak przyjemnie na dworze, słońce grzało nas po pyskach w drodze do domu. Bo to wygląda mniej więcej tak. Idę na tramwaj przed piątą rano, ciemno, szaro, mgła i zimno tak, że pragnę mieć na sobie zimówkę. Wchodzę na hale i na 8h odcinam się od rzeczywistości. A później wychodzę i albo jest dalej zimno i brzydko, a ja mam ochotę spać i grzać się pod kołdrą, albo jest przyjemnie ciepło i nie chcę robić nic innego jak się cieszyć z byle głupoty i robić śmieszne rzeczy.
Dzisiaj nie mam siły na śmieszne rzeczy. Wybieram łóżko, kubek ciepłego soku i książki.
Mam 30 nieprzeczytanych wiadomości na fejsie.
Nie chce mi się z Wami rozmawiać.
Może łapie mnie jesienna chandra?
Super! To znaczy, że mogę nie istnieć i nikt tego nie zauważy.
Tylko praca, tylko uczelnia, tylko łóżko, ja i czas.
I może organizacja festiwalu.
I jeszcze Monika, bo muszę.
I chłopaki, bo ich minę czasem w drodze do kuchni.
I Krzyś, bo zaraz się stęskni.
I ja.
I Muse. I Radioheadzi, bo nowa płyta zaraz. I Placebo. Moje ulubione trio od lat.
I Lana. Przecież jej nie zostawię.

Trzy
Dwa
...Jeden?

I pijana wersja Feeling Good. Ginę ze śmiechu za każdym razem, kiedy słucham.
Buźka!





P.S.
And how can we win
when fools can be kings? 

10/03/2014

321. Crazy Town - Butterfly

Dział z warzywami, zamojski Społem, lata temu przed testami Młodego, Mozart w łapie, jesteśmy jak bliźniacy. Joł!
Ile się od tamtego czasu zmieniło, o ludzie, Młody już nie wygląda jak ja, ani Kaśka, tylko jak chłop z krwi i kości, jakby komuś przydał się wpierdol, to polecam.
I co najlepsze, ta mała menda kończy dzisiaj lat 18! Boże, dziwnie się z tym czuję, bo to zawsze będzie mój młodszy i kochany braciszek i w ogóle... posiadający rodzeństwo zrozumieją. Cieszy mnie fakt, że nareszcie się możemy dogadać, że już nie jest w tym całym okresie buntu i zaczyna gadać z sensem. Będą z niego ludzie. Moja krew! Sto Lat Młody, mordo Ty moja :)))

Co u mnie? Ano. Wszystko ostatnio idzie inaczej niż sobie planuje. Miałam przesiedzieć dzień w łóżku z najlepszymi filmami, których jest cała kolejka do obejrzenia, ale wpadłam na pomysł, żeby pójść do zielarskiego po pewną rzecz, zgarnęłam po drodze MalagaTikitaki z mieszkania i poszłyśmy na poszukiwania. Znalazłyśmy w sumie najbliżej domku, ale obeszłyśmy całą Karmelicką, bo "TU Z PEWNOSCIA NIE BEDZIE, idziemy dalej! " I koniec końców wróciłyśmy w miejsce w którym miało nie być, a było. Baby. Ale się naspacerowałyśmy, pośmiałyśmy mocno i w ogóle. Później miałam już siedzieć w tym łóżku faktycznie, ale przychodzi ww MalagaTikitaki i mówi 'eeeeeeeeeeeej impreza, najpierw do Piotrka, później akademiki AWFu, chodź, urodziny!,kfshfuehjwdljalkdla". Serio? Impreza? Ludzie? Ja nie umiem już rozmawiać z ludźmi, nie chce mi się imprezy, jestem leniwa, zmęczona, dajcie mi spokój, chce być w łóżeczku, z moimi czerwonymi podusiami, z wyłączonym telefonem, z muzyką, paaaaaani nieeeeeee.
5 minut później byłam już gotowa do wyjścia.  
30 minut później byłyśmy już u Piotrka.
2 godziny później byłyśmy na kampusie AWFu.
x godzin później byłyśmy w domu.
Bajo bongo. Tańce, hulańce, swawola, ej jesteśmy młodzi! Jest czas na prace, szkołę, ale i na przyjemności też musi odrobina być. Sztywniaki!
Rano poszłam na zajęcia, później ogarnęłam test z angielskiego , przesiedziałam popołudnie z ww istotą, puszczałyśmy na full Last Christmas i darłyśmy mordy w niebogłosy, love, później obejrzałam TVD i Awkward  
A teraz... idziemy na karaoke. Bo to być może moja pierwsza i ostatnia okazja, żeby się tam pojawić. Tikitaki! Wywijamy!

Nie chwialiłam się jak w skul - ej, myślałam, że to będzie koleny nudny semestr, a zaczyna się naprawdę ciekawie. No nareszcie jakieś ludzkie i sensowne przedmioty.
Kij z tym, że human sruman bezrobocie, i tak zostanę światowej sławy kosmetyczko-operatorką wózka.
Mam się świetnie, norma!
This could be para- para- PARADISE! 

10/02/2014

320.


Z Laną zawsze lepiej.
Nie chce mi się. Nie chce mi się pisać. Zakopię się dzisiaj na cały dzień w łóżku. Najlepiej.
Oh, jakie to smaczne!

10/01/2014

319. Timo Maas & Brian Molco - First Day

Wow.
Wrocław jest naprawdę najcudowniejszym miejscem na świecie. Kiedyś tam pojadę z Tobą, jak już Cię poznam. Takie śmieszki.
Szwagier ciągle pytał, kiedy planuję znaleźć męża, o zgrozo. Przyjdzie czas na związki, na małżeństwo średnio. O dzieciach nie wspomnę. Może jedno. Syn. Jedyny pierworodny, który będzie łamał serca naiwnych dziewczynek.
Ok.
Dużo na temat weekendu pisać nie będę. Ogarnęliśmy się z Kondziem po kilku miesiącach na spotkanie. Miało być kulturalnie, wyszło jak zwykle.
Ogólnie sobota była dziwna. Tzn bardzo przyjemna, pogoda dopisała, wjechaliśmy na Sky Tower, pięknie! Wieczorem wyszliśmy na rynek i w pewnym momencie złapało mnie coś nieokreślonego. Zostawiłam siostrę z Pawłem i poszłam w drugą stronę, nie mogłam się opanować i, uwaga, rozpłakałam się. . Tak dawno nie płakałam, że nie wiedziałam co się dzieje i co ze sobą zrobić. Usiadłam gdzieś na chodniku i tak patrzyłam na ludzi. To uspokaja. Przekierowałam myślenie na łączki i baranki i wszystko nagle było okej. Dziwactwo. I nie wiem, stres? Nie. Przez chwile przeszła mi myśl, że ja po prostu nie mogę mieć wolnego, bo zaraz kłębią mi się w głowie dziwne rzeczy nad którymi nie mogę zapanować. Podświadomie. Co jest? Halo? Ziemia do puszki w mojej głowie, ogarnij się! Przecież tak dobrze nam się współpracowało!
W niedziele umierałam, Paweł ratował mnie kakaem, kocham kakao. Mniam.
Później praca, praca i mamy dzisiaj. Bo już jest pierwszy października. Wow.

Zapytajcie co to! Albo stwierdźcie - lampa. Żarówka jakaś niebieska trochę, coś dziwacznego, nie ma się czym chwalić.
O niebiosa, jaki ja majątek na to wydałam. Zobaczycie, ta lampa zmieni moje życie. Tylko czekałam, aż to cudo do mnie przyjdzie. Przypieka aż miło, raajajajajaajj.

A skoro mamy 1.10.2014 to z pewnością dzisiaj wydarzy się jakiś cud. Jeszcze nie wiem jaki, ale się wydarzy.
Jak dobrze, że do pracy dopiero w weekend( PIERWSZA ZMIANA <3 dobrze="" e="" gdzie="" jak="" monik="" nbsp="" nie="" niedobrze="" o="" onko="" p="" si="" strzy="" wiem="" wsadzi="" zacz="">Jak strasznie spamują na grupie roku, jakie to wszystko nieogarnięte, uczelnia, 'studia', UniTime (wtf), spokój, relaks.
Obejrzę sobie jakiś dobry film. Tak. Wieczór będzie mój.

AAA! Spotkałam się wczoraj w pracy z gościem, z którym jakieś 3 tygodnie temu miałam okazję przegadać kilka godzin podczas wspólnego ogarniania nakładu. A gadaliśmy o wózkach widłowych i o kursie. Przychodzi i pyta, czy się nie rozmyśliłam i żebym dawała znać, to pójdziemy razem. O KURDE PEWNIE ŻE SIĘ NIE ROZMYŚLIŁAM. Puszka z finansami się zapełnia, miano operatora będzie moje! Zaczynam mieć manię, podobnie jak na punkcie tramwajów, autobusów i telefonów. (swoją drogą zaraz będzie beta Windowsa 10 na komputery, trzeba to sprawdzić...czyli nie obejrzę filmu? Dylematy.)
I ogólnie to tak.
Mogłabym się nawet zakochać w tym stanie. Co to. Co.

Piosenka tytułowa? Ciągle mi się myliło z This Mess we're in Thoma Yorke i PJ Harvey. Obie są genialne, obie ubóstwiam i dobrze, że po latach mi się przypomniały. Tak dzisiaj zasnę.

Naklepałam głupot. Czytajcie. Śmiejcie się, na zdrowie, do zobaczenia!