12/24/2015

372. Florence + The Machine - Rabbit Heart (Raise it Up)

Bezsenność, szczególnie w Zamościu, jest równoznaczna z napływem weny, której ostatnimi czasy jest u mnie niewiele. Przykry stan, kiedyś mogłam pisać bez końca, teraz nawet nie umiem ubrać tego  co myślę i czuję w słowa.
Ale jestem, przybyłam jak syn marnotrawny na stare śmieci. Godzina prawie pierwsza dnia 24 grudnia. Wigilia.
Kolejna Wigilia w okrojonym składzie, kolejna bez śniegu, kolejna bez większych uniesień. Ot kolejna okazja żeby chwilę dłużej pobyć w najspokojniejszym miejscu na ziemi. Gdzie psychika zmniejsza obroty do minimum, ciało leży spokojne, a serce nabiera zdrowego rytmu. Lubię ten stan. Obok leży rozmruczana kota, co sprawia, że jest jeszcze przyjemniej.
Zamość. To miejsce jest naprawdę specyficzne, pełne magii, przyjemnych wspomnień, miłości i kotów. Ilekroć bym tu nie wracała, to zawsze zaskakuje tym co wnosi w moje wnętrze. Aż mam ochotę przyjemnie zamruczeć!

Przyda mi się odpoczynek, zdecydowanie.
Stres związany z pracą licencjacką był nie do zniesienia. Całe szczęście moja wspaniała promotorka rzuciła mi kilka rad, kilka ciepłych słów i kazała jechać do domu, lepić uszka i kompletnie odłożyć licencjat na bok. Bo to przejdzie, bo tak po prostu jest. I trzeba to zaakceptować.
A z akceptacją u mnie jest coraz lepiej, bo zaczęłam akceptować rzeczy i ludzkie przyzwyczajenia, które do pewnego momentu wzbudzały we mnie negatywne uczucia.
Bo tak po prostu jest. I nic na to nie poradzimy.
Każdy sobie rzepkę skrobie.

AAAAAA! Piosenka tytułowa?
12.12.2015 - Łódź - wspaniała Florence na scenie, wspaniała publika dookoła, genialny klimat, totalnie otwarte serducho na nowe doznania, muzyka, kwiaty, brokat. Perfekcja! Będę długo wspominała ten wieczór. Wyznania Flo cholernie mnie dotknęły. A tą piosenkę mianowałam swoim nowym życiowym hymnem. Bo ciągle walczę o to, żeby zostać dziewczyną z lwim sercem. I uda mi się, uda!

Oh, jak dobrze być w domu.
Oh, jak źle, kiedy się tęskni.
Do napisania niebawem!

11/16/2015

371. Lilly Wood & The Prick and Robin Schulz - Prayer In C


Raz, dwa, trzy - oko patrzy!
Wiadomo, zdjęcia od lustereczka najlepsze na świecie :)

Melduję, że zaczęłam swój piąty dzień na jaglanym detoksie. Nie sądziłam, że uda mi się tak długo egzystować na marnej kaszy, tym bardziej, że ciężko u mnie z wyrzeczeniami. Pierwsze 3 dni totalna monodieta, sama kaszua, ziółka i woda, od wczoraj do "obiadu" serwuję sobie jakieś warzywka i muszę przyznać, że ich smak jest po tym czasie zupełnie inny, niż jak wpieprzałam tony dziwnych rzeczy. Tak łatwo docenia się rzeczy niewielkie :)
Wagowo też całkiem sensownie to wygląda, podobno schudłam też trochę na twarzy. Bądźmy fit, tak bardzo!
Napaliłam się na zmiany w żywieniu i ruchu, że teraz nic mnie już nie pokona. Palcie się durne kalorie, pal się wredny tłuszczu. Nadeszła wiekopomna chwiła!

Studia, studia, mam temat licencjatu! Już czuję te ciepłe wieczorki pod kocykiem przy masie seriali o których będę pisała. Zeszłoroczny esej na temat House of Cards zesłał mi najlepszego promotora pod słońcem, trochę musiałam powalczyć, żeby się dostać, ale koniec końców się udało. Radość nie do opisania. 
Teraz byle do przodu, ahoj!
Co prócz tego? Bezrobocie! Bolesne doświadczenie z którym próbuję walczyć, ale z marnym skutkiem. Ratują mnie tylko moje fryzjerskie umiejętności, amen, byłoby słabo trochę. 

Yyyyyyyyy. 
Hello sweet pie.

10/19/2015

370. Placebo - Meds

Baby, did You forget to take Your meds?

Październik przyszedł i pomieszał temperatury na całego. Na zewnątrz jest zimno, często mokro, czasem śnieżnie i bardzo wietrznie.Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że jest pieprzony paździenik, a nie listopad, nie grudzień. Październik! 
Nie zamienia to faktu, że wewnątrz jest całkiem ciepło. Chociaż ciepło to za mało powiedziane, jest gorąco, jest namiętnie, jest miło, przyjemnie i radośnie. Są ciężkie, pijane poranki i delikatne, jak promienie słoneczne, popołudnia. Jest kocyk, jest uśmiech, są najpiękniejsze na świecie oczy i ogrom śmiechu. I lody na Starowiślnej. Uwielbiam je.
Znasz to? Pamiętasz to?

Zaczęłam 3 rok studiów z jednym warunkiem. Tak, tak, da się mieć warunek na wuha. Da się. Spoko, nie narzekam, nie ubolewam, nie płaczę. Skończę to gówno i zacznę robić to co sobie zaplanowałam. Tak myślę. Chociaż z drugiej strony nie chciałabym rozstawać się z tymi ludźmi, magisterka tak bardzo do przemyślenia. 
Nie sądziłam, że to minie tak szybko, dopiero co zaczynałam pierwszy rok i przestraszona szłam na integracyjne spotkanie w Zaścianku (hoho, daleko miałam :D). Poznałam wtedy ludzi z którymi przychodzi mi dziś siedzieć długie godziny na uczelni i poza nią, śmiać się i dzielić swoimi problemami. Analizować, pomagać, wspierać. Tak niewiele nam trzeba było, żeby spotkać właśnie siebie i stworzyć tak zgrany team. I że niby przyjdzie czerwiec i wszystko pójdzie do kosza? Uleci z czasem, który będziemy spędzać w pracy? Że część wyjedzie do swoich domów rodzinnych i nigdy się już nie spotkamy? 
Bolesna wizja. Bardzo bolesna. 
Chociaż jak znam życie to i tak wszystko rozejdzie się po kościach. Ostatnio wszystkie, powiedzmy, straty w ludziach spływają po mnie jak po kaczce. Nawet nie mam ochoty odpisywać na te lawiny wiadomości na fb, nie chce mi się. Nudzicie mnie, wybaczcie. 
A może ja sama ich odpycham, a potem się budzę i stwierdzam, że to ich wina? Oh Agato, naprawdę?

Boję się tego wszystkiego. Podobno to czego mieć nie możemy jest bardziej pożądane, niż to co nam podają na tacy. Być może. Być może wcale nie jest tak jak to widzę. 
Za duża ściana się pojawiła. Przeskoczysz.
Chyba. 

9/09/2015

369. Major Lazer - Powerful

Koniecznie sprawdźcie muzyczkę z tytułu, bo jest naprawdę genialna. Lazer robi kawał dobrej roboty. No i wiadomo, sepleniący wokal Ellie - magia.

Środa. Bliżej niż dalej. Trzyma mnie delikatny dystans do sytuacji, chociaż z każdym dniem jego wielkość się zmniejsza... Przeraża mnie to. Dawno nie czułam się taka krucha i tęskna. Nie wiem co się stało, nie wiem co się zmieniło.
Wiem, że zapowiada się rewolucja: wrześniowa, październikowa, listopadowa, każda. Zbliża się łapanie każdej pieprzonej chwili prosto do głowy, zbliżają się zimne noce i kakaowe wieczory, wietrzne poranki, zimne stopy i zgniłe liście. Bez głębszej analizy, bez smutków i przykrości. Z Laná Del Rey i namiętnością, którą budzi.
Przygoda.

A. I Archive się zbliża. Świadomość, że zobaczę ich w piątek skręca mi żołądek z radości i sprawia, że nie chcę spać, tylko zatapiać się w piętnastominutowym 'Again' again&again.
A (2). Oglądaliście Mr Robot? Nie? To pora zacząć.

8/31/2015

368. The XX - Shelter

I still want to drown, whenever you leave
Please teach me gently, how to breathe

 Dobry miesiąc próbowałam napisać cokolwiek, jednak za każdym razem wszystko pakowałam do roboczych i w ten sposób przybyło mi jakieś 10 głębokich rozmyślań, których nigdy nie opublikuję.
W sumie to od ponownego otwarcia bloga niewiele tutaj przybyło, niewiele się też zmieniło. A może zmieniło się dużo? Sama nie wiem, jak to określić.
Pojawiły się jakieś ciepłe uczucia.
Pojawił się też strach przed sobą, pojawiła się Svieta z workiem pozytywności, pojawiły się wątpliwości dotyczące rozpoczynającej się jutro sesji.
Może i delikatne zwątpienie.
Pojawiła się tęsknota, za nieznanym.
Pożądanie?
A może mylę pojęcia i to wszystko to tylko wymysł mojego pijanego organizmu.
A nie. Przecież już nie lubię alkoholu. Tylko te hipsterskie koktajle z owoców, wieczorową porą.
Nie złamałam się. To najważniejsze. I tak bardzo dobrze mi w swoim towarzystwie.

A Tobie ktoś kazał patrzeć przez różowe okulary?

7/30/2015

367. Małpa - Paznokcie





A teraz. Przez minutę.
Anka skakanka, akademikowa dobra dusza, pokłady nieograniczonej radości
Kryspinów, Aktywne ponad 30km, brak łomotu, wygrałam! Najwyraźniej narkotyki coś tam działają. Masa ludzi, uwielbiam to.
Dziwaczna znajomość z eMKiem, tzn śmieszna, ale dziwna. 
Wolna chata do końca tygodnia, pogoda taka piękna, Agatka taka uśmiechnięta.
Rolki tak fajne.
Tyłek od siodełka taki obolały. 
Zdrowa żywność pyszniutka.
Spokój umysłu i obojętność tak wielka. 
Oh, czasem sobie myślę...

Poszło! Minuta minęła. Chodźmy na spacer!         

7/25/2015

366. Kim Nowak - AAA!

Hej hej!
W ustach mam Kraków, w przełyku Gdynię!
Tak właśnie. I mocno mnie trzyma pomysł, żeby zrobić sobie na swoim głupim łbie coś takiego jak na zdjęciu. Jeszcze jak mi K. przypomniał i dodatkowo stwierdził, że przecież było fajnie, to mam teraz spory dylemat. Bo mi szkoda, a z drugiej strony - why not?
Ciężkie problemy, długie rozmowy, ścieżka gwiazd, molo i radość, którą trudno opisać. Lata, znamy się lata! I za każdym razem jest tak lekko. Boże, jakie to wspaniałe. Czyszczę pamięć z tego, czego być nie powinno, ale poza tym jesteśmy najlepszymi głupkami na świecie. Głupkami - to też dobrze napisane. Pozdrawiam Cię mój drogi przyjacielu. Spotkamy się za pół roku i znów będzie wspaniale.
Jestem zadowolona- z siebie, z aktualnego stanu zdrowia, z przyjazdu do Zamościa, z mojej nowej bluzki i oczu, które tak ładnie błyszczą ostatnio.
Czuję się trochę jak pijana, zawsze jak piszę to tak się czuję, bo rano to czytam i się zastanawiam - ej, Mała, co z Tobą wczoraj było?
Taki stan- beztroskie sam na sam :)
W ogóle chciałam coś napisać leżąc na trawie, zimnej trawie, w świetle gwiazd, których jest tu ogrom, ale zrobiło się chłodno (zdecydowanie za chłodno).
A, dobra historia, poszłam na ten rezonans cholerny. Myślałam, że zajmie to chwilę, a tu gość stwierdza, że tak może z pół godziny poleżę i żebym się nie ruszała. Okej. Nie ruszaj się przez pół godziny. Dobrze, że od piersi w górę byłam poza tą całą tubą, bo chyba nabawiłabym się klaustrofobii. I tak leżę, myślę o niebieskich migdałach i czuję, jak mi noga zaczyna latać. Tiki. Rozumiecie. Tak mnie spanie wzięło, że przysnęłam chwilę, tiki mi się śniły, bo lekarz mówił, że się nie ruszałam - nieźle. Teraz czekaj dwa tygodnie na wyniki. Mam nadzieję, że nie znajdą tam czegoś niepokojącego.
Co prócz tego... Ananasy! I bryczesy.

Wracam dzisiaj już w sumie, bo po północy, do Krakowa. Ciekawe jak tam moje mango. Mam nadzieję, że chłopcy je podlewali. Awokado wyrosło na dojrzałego mężczyznę i cieszy me oczy. Jeszcze jakiś nawozik się kupi, ładne doniczki, ziemię trzeba wymienić i może rosnąć. Ładny sukinsyn.
Jeszcze tylko kumkwata posadzę i będę wniebowzięta. (chociaż ananas też mi chodzi po głowie;<)
Matka stwierdziła, że zaczyna mi wierzyć i pochwala moje negatywne nastawienie do związków - przynajmniej hoduję roślinki i dbam o kota. I o siebie. Bardziej niż kiedyś. Dzięki mamo, nareszcie mnie zrozumiałaś! Chociaż wiem, że chciałaby, żebym kogoś miała, bo lubiła moich chłoców, a oni zawsze lubili ją. Dziwne. Naprawdę dziwne :D

Brakowało mi takiego pierdolenia o niczym. Lubię sobie tak popisać. Lubię się taką. W ogóle wszystko lubię.
Konewka.

7/16/2015

Bez numeru: Cola.

Pisz. Pisz Agato. Dlaczego nie piszesz? Dlaczego się zamknęłaś? Dlaczego stałaś się takim dzikusem? Wyłącz statsy, nie patrz, nie podglądaj. Pisz. Po prostu. Tak bardzo to kiedyś lubiłaś. Tak fajnie wracało się do starszych postów, tak fajnie się wspominało, tak fajnie zdawało się sobie sprawę z tego, że coś się zmieniło.
Pisz.

No to piszę.
Gdybyście zobaczyli mnie w tym momencie, to stwierdzilibyście, że jestem totalnym outsiderem. 5 osób w mieszkaniu, fajnie, wesoło, spokojnie nawet, a ja siedzę na balkonie z zaploną lampką, słuchawkami na uszach i ciemnością dookoła. Jest tak... lekko. Brakuje tylko lampki wina, bądź butelki smacznego piwa i byłoby już całkiem idealnie. Można? Można. Bo dlaczego nie?
Lipiec. Jak patrzę na datę ostatniego wpisu to jest mi trochę przykro, naprawdę się zapuściłam. Chciałam pisać, ale blokada ogarnęła cały mój organizm. Nie wiem co miało na mnie taki wpływ, śledziłam Wasze wejścia od zawsze i nie miałam większych oporów przed pisaniem, ale nagle mnie po prostu trafiło. I poszło! Teraz śledzenie wyłączyłam, nie chcę Was widzieć na statystykach, dla spokoju własnej podświadomości myślę, że piszę dla samej siebie. Zawsze to jakiś krok w przód.
Co u mnie? Rzekłabym, że jest całkiem przyjemnie. Nie ograniczam się, daję z siebie tyle ile mogę, ogarniam praktyki, pracuję, gdzie pracowałam, dbam o zdrówko, mniej myślę, więcej korzystam.
Nie wiem czy znacie takie uczucie, że zdajecie sobie sprawę z tego, że na coś może być za późno, że trzeba próbować wszystkiego, bo się zestarzejemy, bo zabraknie sił, bo coś tam... Ja zawsze myślałam, że przecież mam czas. Umrę, bo kiedyś umrę, ale to pewnie za 50 lat i zdążę zrobić wszystko czego chcę. Tak myślałam i nagle, nagle, nagle jak obuchem w łeb, wylądowałam w szpitalu i się okazało, że w sumie to chuj wie, czy nie umrę jutro, albo za tydzień. Bo ogólnie to słaby ze mnie człowiek. A podobno pozytywne myślenie, nastawienie i działanie wpływają również na nasz stan zdrowia. I co? I gówno. Biorę jakieś narkotyki i czekam na ten wspaniały moment, kiedy pikawa mi stanie i zobaczę całe swoje życie przed oczami.
I tak się zastanawiam, co mogłabym wtedy zobaczyć? Co było czymś wielkim, a co miało niewielką wartość w moim życiu. I zdałam sobie sprawę, że w maju tamtego roku skończyły się rzeczy wielkie, że nic faktycznie nie miało znaczenia. Studia? Nie zdam, to chuj. Znajomości? Myślałam, że do niektórych przywiązywałam dużą wagę, okazało się, że spłynęło po mnie 'jak po kaczce'. O! Może rodzina dla mnie więcej znaczyła-znaczy nadal.
Nie wiem co się stało. Brakuje mi tej... uczuciowości? A z drugiej strony cholernie tego nie chcę.
Uwielbiałam mieć kiedyś z kimś stały kontakt. Przykładowo Mateusz. Miłość wielka. Smski na dzień dobry, dobranoc i miliardy w ciągu dnia. O MÓJ BOŻE. To teraz coś śmiesznego. Kojarzycie, że na mesendżeże można podglądać kto był kiedy aktywny? Właśnie. Swoją drogą niesamowicie chujowa i wkurwiająca opcja, ale da się. Stwierdzam, że na moje nieszczęście, bo mam prześladowcę. I fajnie było sobie pogadać raz na jakiś czas, ale jak zaczęłam dostawać wiadomości moment po wejści na fb, a kiedy nie odpisywałam i nie oczytywałam to kolejne i kolejne, to przestało być takie zabawne. Weź mnie człowieku nie wkurwiaj, na cholere mam Ci opowiadać co dzisiaj robiłam, co Cię to w ogóle obchodzi? A właściwie to po co mam w ogóle z Tobą rozmawiać? Co to, zależy mi na Tobie? No nie. I tak sobie myślę - o kurwa, społeczeństwo cofnęło się w rozwoju. Gdzie są normalni ludzie? Co tu się kurwa dzieje? Szanuję to, że mogę się nie odzywać długo, czasem naprawdę długo do kogoś i kurcze jest dobrze. Zawsze jest dobrze i nagła wiadomość z propozycją spotkania jest miodem na duszę.
Ale czekajcie, bo użalałam się nad sobą, że umrę zaraz. No może bez przesady, ryzyko jest spore, ale spokojnie. Usunął mi to kiedyś, jak wyląduję na izbie przyjęć z zajebistym atakiem i będę mogła brykać jak szalona. Bo tu chodzi tylko o to, żeby to usunęli. A oni nie chcą, bo jeszcze za mało cierpię. No dobra. Żyję, przeżyję. Tabsy działają, tak myślę.
Jakie to żałosne. Dlaczego wlaściwie o tym piszę? A tam. Moje.
Moje!
Skoro jesteś już w tym momencie, to znaczy, że coś jest z Tobą nie tak.
Kojarzycie piosenkę tytułową? No jasne, że tak. Pojawiała się tu tyle razy, że pewnie znacie ją na pamięć. Oh, jest taka wspaniała, taka delikatna, taka głęboka (hehe) i w ogóle Lana! Lana jest taka fajna i po tylu operacjach, że jeszcze kilka poprawkowych i zawsze będzie taka namiętna jak w Blue Jeans. Oh, ooooooh. I tak sobie do niej często usypiam i czuję taką przyjemność płynącą z muzyki i taki spokój i w ogóle jest tak... perfekcyjnie.
Bo można robić dużo rzeczy i żyć w tak fajny sposób. I tak czasem żałuję, że odkryłam to niedawno. I jesteś kotem, bo robisz co chcesz, idziesz gdzie chcesz, a jak wracasz do domu, to możesz wybrać dłuższą drogę, żeby jeszcze chwilę więcej być sam na sam ze sobą, z muzyką, z tą przyjemnością.
Lubię to! Naprawdę to lubię! To zadziwiające, że tak myślę, bo przez długi czas, ktoś zawsze był, jak nie w taki to w inny sposób, ale był. A teraz w ogóle tego nie widzę.
Dajcie mi człowieka, który zmieni moje podejście, a zasypię was czekoladkami i frytkami. heeeeeehe śmieszne żarty.
O, Svieta wróciła. Kocham ją. Moje dziecko najdroższe. Najśmieszniejsze - wracam wkurzona, powiedzmy, z pracy, a ta mi śpiewa pizdę nad głową i wywija jak pojebana. Co byście zrobili w takiej sytuacji? Ja płaczę ze śmiechu. Jest idealną współlokatorką dla mnie, bo jest równie pojebana. I chociaż mieszkanie z babą jest dla mnie udręką, to z tą małą (ku memu zdziwieniu) udało mi się złapać wspólny rytm. Jak trzeba to mówi, jak nie trzeba to się zamknie, nie wyciąga mnie jak widzi, że mam ochotę posiedzieć w łóżku i gada ze mną o wszystkim. A ja lubię z nią rozmawiać i wiem, że mogę, bo ona chce i ja chcę i ogólnie to wspaniały związek. Polecam po raz drugi. I uwielbia to, tak jak ja. I tańczymy przed snem. I w ogóle - udało się! (swoją drogą jeden z lepszych teledysków ever, a i...) Wow, rozpisałam się!
Tak na zakończenie napiszę, że jeżeli jest coś warte waszego zachodu to warto, a jak od początku czujcie, że nie, to nie warto. I uciekajcie od prześladowców, bo będą na was czekać za rogiem. I ogólnie to doceniajcie ludzi, bo chuj wie co się może jutro stać. I klnijcie jak lubicie, bo możecie. Nikt Was kurwa nie będzie ograniczał.
Więcej wulgaryzmów! Jesteś taka dojrzała, Agato!

Bum! Kręć dupą!
Z serdecznymi pozdrowieniami :)

P.S.
Piosenka na dziś i jutro i zawsze:
Albo bez piosenki. Cola zastępuje wszystko. I West Coast.

4/20/2015

364. * * *

Zaaaaaaaaaaaaamość!

Znacie ten stan, kiedy jesteście czymś/kimś zafascynowani tak mocno, że chłoniecie z tego jak najwięcej? Wtedy każda informacja, każde spotkanie, każde spojrzenie, dotyk, oddech, rozmowa jest tak smaczne, że połykacie to jak powietrze. I z czasem tworzy się w Tobie taki balon, balon, który chce być większy i unosić się ponad wszystkim.
Fascynacja. Coś pięknego.
I w pewnym momencie zdajecie sobie sprawę, że jesteście ślepi i powietrze w tym uniesionym wysoko balonie jest puste. Nie ma żadnych wartości, nie ma szansy unieść się na dłużej, że uchodzi, powoli, spokojnie, niemal niezauważalnie.
Z czasem pozostaje malutki balonik, w którym zachowała się cząstka tego powietrza, ale nie ma go na tyle, żeby balon mógł się unieść.
I dołącza do tysiąca innych balonów, które chciały się unieść, ale nie zdołały. Coś poszło nie tak. Gdzieś coś pękło, coś gdzieś nie wyszło, nie było dopływu świeżości.
Zastanawialiście się ile razy tworzyliście takiego balona? Ile razy karmiliście się syfem, który miał być sensem, a okazał się kupą smrodu?
Wydaje mi się, że ja zgromadziłam za dużo takich baloników. Że nieświadomie łapię się czegoś i chcę w tym istnieć, a później, bez większego zapału, porzucam to i mam... jak to się teraz mówi, wyjebane.
I muszę przyznać, że takie zakończenie jest zdrowe, bo to po prostu gaśnie. Ulatuje, znika, rozmywa się w rzeczywistości. Nie boli. To jest najprzyjemniejsze.
Bo kiedy w pewnym momencie balon pęka, tak niespodziewanie, to zaczynasz to odczuwać. To tak jak ból fantomowy, bo masz rękę i nagle jej nie masz. A później boli, bo była.
Nie ma.
Ktoś może powiedzieć, że bez niektórych rzeczy da się żyć.
Powiem tyle - gówno prawda.

Jest po trzeciej, słyszę jak ptaki śpiewają. Najlepsza kołysanka pod... księżycem.

Dzisiejszego wieczoru sama poprzebijałam kilka balonów.
Jestem z siebie dumna.

4/18/2015

363. Brodka - Granda

Bo można mieć i zjeść.
A ja mam i jem.
I nagle, jak ta chujowa pogoda, przyszedł do głowy niesamowity spokój, który nie został zburzony nawet tymi 10cioma godzinami w pracy.
Oh, potknęłam się na chwilę. Każdemu się zdarza.

Bo koty tak mają. Głaszcz i drap.
Z naciskiem na drap.


4/16/2015

362. Curly Heads - Reconcile

To był taki fajny dzień. Przeżyłam tyle fajnych chwil, nawet się szczerze pośmiałam. 
Odczekałam do momentu w którym zostałam całkowicie sama w mieszkaniu i zadzwoniłam do mamy. Wiedziałam, że to nie będzie prosta rozmowa, wiedziałam, że usłyszę jak bardzo jest na mnie zawiedziona i że sama sobie to wybrałam, Hamowałam się jak mogłam, żeby tylko nie płakać i szło mi dobrze przez pierwsze 40 minut. Kolejne dwadzieścia słuchałam o tym, że jakbym nie postąpiła to to jest moja decyzja i mnie wspiera i kocha, a ja wyłam jak popierdolona, wycierając po cichu nos. Teraz się już nie muszę hamować. Łzy same ciekną, wyglądam żałośnie, podobnie się czuję. 

Ogólnie to spróbuję ten rok dociągnąć do końca, chociaż wątpię, żeby to zakończyło się powodzeniem i nara. Nie mam siły tam być. 
Potrzebuję więcej pozytywności. Zdecydowanie więcej. 
I nowej pracy. I nowych odczuć. I uczuć. 



4/08/2015

361. Rojek - Syreny

Rodziny się nie wybiera :)
I całe szczęście. Z czasem rodzina stała się dla mnie czymś ważnym. Kiedyś było trudniej.
Dojrzeliśmy? Zaczęliśmy się doceniać?
Zapewne.
I teraz mogę stwierdzić, że bycie starszą siostrą jest naprawdę fascynujące. Będę tęsknić Głupku :)

Święta, święta i wiadomo. Znów powroty, znów rozstania, znów rozstrojenie emocji. Znów Kraków i wielkie łóżko, znów wuha, znów brak zainteresowania.
Podczas pobytu w domu podjęłam decyzję co do mojego studiowania- kończę ten rok i albo biorę dziekankę i kończę kiedyś tam, albo po prostu olewam. Jak do pewnego momentu miałam nadzieję, tak teraz jestem cholernie zawiedziona. Szczególnie sobą, bo mogłam w ogóle nie zaczynać tego roku i zacząć kosmetykę. Tego chcę i wiem, że będę w tym dobra i wiem, że będzie to to co chcę robić. A nie uczyć się o jakiś plemionach i pisać pracę o książce, która zmieniła moje życie. Napiszę o 50 twarzach greja i o tym jak bardzo chcę, żeby ktoś mnie wiązał i rżnął do nieprzytomności, z pewnością się to Kobiecie spodoba. Wybaczcie ironię, ale naprawdę jest mi w tym momencie siebie żal. Wiem, wiem, sama podjęłam taką decyzję, tak bardzo chciałam się znaleźć tutaj gdzie jestem- czyli w Krakowie, tak bardzo chciałam być blisko Mateusza, kiedy jeszcze istniał w moim życiu i w ogóle kolorowo. Jestem, byłam, ale straciłam tyle czasu.
Będzie kolorowo jak zacznę w końcu myśleć.
A chyba powoli zaczynam.

Wracając jeszcze do pobytu w Zamościu - nareszcie udało mi się spotkać z Olafem, już nie pamiętam kiedy się ostatni raz widziałyśmy. Humor poprawił mi się jeszcze mocniej, kiedy stwierdziła, że chce się przenieść do Krakowa. Że chce, żebyśmy robiły to co zawsze chciałyśmy i żebyśmy się w niczym nie hamowały- czyli spełniały nasze małe marzenia i wymyślały masę głupot, na które w pojedynkę nie mamy odwagi. Gdyby się udało - byłabym wniebowzięta. Mimo całego syfu jaki ostatnio przechodzi była uśmiechnięta i szczęśliwa. Ja to widzę, ja to wiem. Wystarczyło tylko, żebyśmy spędziły ze sobą trochę czasu (oczywiście wpieprzając najsłodsze na świecie gofry i pijąc metry piwa, mua!).
Piosenka tytułowa? Tak bardzo kojarzy mi się z Nami, z Zamościem, z siedzeniem do późnych godzin i śpiewaniem różności. Zdecydowanie mamy tego za mało. Te wszystkie uściski, te wszystkie słowa, uczucia, gesty. Aaa, tak dużo emocji! Tak dużo miłości! I wszystko od tej drugiej Rodziny, tej, którą wybrałam sama i z którą egzystuję już tyle lat. Kocham Was całym sercem i jedno wiem na pewno - nie chciałabym bez Was żyć. 
Słucham tego najgłośniej jak się da i żyję.
Jestem tak szczęśliwym człowiekiem w tym momencie. Nie wiem co się stało, ale czuję, że coś się zmieniło.

Żyjmy, dla siebie, bo kiedyś nas nie będzie i będzie żal. A żalu nikt nie chce.
A Agatki są silne i mogą wszystko.
I śpiewać Syreny też mogą :)

3/31/2015

360. Arctic Monkeys - You And I

Richard ma tak niebiański głos, że powtarzam sobie to na okrągło.
Chyba już mi przeszło, bo dobrze mi się myśli i w ogóle to mam ładny szablon i dwa francuzy na głowie. Warkocz tu, warkocz tam, daję Zenkowi maszynkę i ścinamy kłaki. Tylko troszkę.
Nic mnie nie zniszczy, przecież jestem silna jak Iron Man!

You and Iiiiiiiiii, You and Iiiiiiiiiiii
...
...
...
Oh,
Fuck it!
*śpiewańsko**buczącySubwoofer*

P.S. Próbuję ogarnąć kod, żeby była data i godzina i nic i nic,  help!

3/30/2015

359. Simple Minds - Don't You / Myslovitz - Do utraty tchu

STO
LAT
(temu)
STO
LAT

FOCIE Z RĄSI I KONIECZNIE Z GÓRY BO EMO GIMBAZJUM.
Nie, to już nie było gimbazjum. Kiedy to minęło?

Pamiętasz jak się przenosiłaś do mojej klasy i łaziłaś z Magdą R? Bo to chyba tak było o ile mnie pamięć nie myli. Pomyślałam sobie wtedy, że fajnie będzie mieć taką miłą duszyczkę w pobliżu. I to chyba było wtedy, jak Magda prosiła mnie o radę jak poderwać Perke. Chyba się mnie nie posłuchała. I była jeszcze Aneta i Karolina, pamiętasz? I te wszystkie odpały i w ogóle co ja z życiem wtedy robiłam.
Mimo Masztalerza w klasie dałyśmy sobie radę. I pamiętam, że zawsze miałaś przy sobie soczek, chyba wiśniowy. Zapadł mi ten smak w pamięci. Próbuję sobie przypomnieć w którym momencie nasza relacja wskoczyła na wyższy poziom. Chciałabym to pamiętać, bo to naprawdę przełomowy moment w moim życiu.
Mimo wielu przeciwności wciąż jesteśMY. I jest to naprawdę przyjemne doświadczenie, wiedzieć, że coś może mieć taką wartość. Podobno te dziecinne znajomości trzymają się najmocniej... więc gdzie są te wszystkie dziewczynki, z którymi się chodziło w parach za rączki i wymieniało karteczkami? Łapało się żaby, chodziło na długie spacery i rozmawiało o chłopcach?
Sylwia, ostojo i mój trzeźwy umyśle, pragnę żebyś zawsze pamiętała, że masz mnie i moje paranoje, tak jak ja mam Ciebie i Twoje paranoje ( a trochę ich nas łączy :) ), żebyś była szczęśliwa z Marcinem i żebyście się nie kłócili o Korwina. Życzę Ci dużo spokoju, opanowania, radości, upragnionego słoneczka, uśmiechu (bo jest piękny) i jeszcze dłuższych włosów. Żeby Twoja Lumia Cię nigdy nie opuściła, kotów, tłustych i czarnych, które będą Cię kochać. Ludzi, którzy będą dla Ciebie i będą się radowali każdym momentem spędzonym z Tobą.
 Zdróweczka *cmok w policzek*, zdróweczka *cmok w policzek* i jeszcze raz zdróweczka *cmok w policzek*, bo zdrowie jest najważniejsze.
A jak jest zdrowie to wszystko jest!


3/25/2015

358. Radiohead - No suprises




Wszystko. Tutaj. 
I nic więcej nie mam do powiedzenia.

Przepraszam. Dziękuję. 
I
t
d
.

3/23/2015

357. Lady Gaga - Judas


 @wroclovers

Udziału w marszu instagramowiczów nie wzięłam, ale nie mogłam sobie odpuścić zdjęcia w instagramowej ramce. I do tego na tle jednego z piękniejszych rynków w Polsce. Kocham Wrocław.
Powroty do Krakowa są zawsze trudne, szczególnie z Wro i Zmc, bo tutaj wita mnie ciężkie powietrze i smutna aura, smog itp. miliardy razy już o tym wspominałam. Mimo wszystko kocham Kraków, chociaż coraz śmielej myślę o porzuceniu go po licencjacie.

Zabierałam się do napisania tutaj kilka razy, ale zawsze wszystko lądowało w roboczych. Starzeję się.
Ślęczę nad tym od 15 minut. Nie umiem.
Nie chcę.

edit: 100 lat temu. Mniam.

3/16/2015

356. Crazy in love.

Powiedz, że tam wrócimy i że wszystko będzie po staremu. Że ze spokojem porozmawiamy o wszystkich bólach i pozwolimy zabliźnić się ranom, które sobie wyrządziliśmy. Że będę mogła oprzeć głowę o Twoje ramię i bez słów patrzeć w niebo. I że po tym wszystkim, każde z nas pójdzie w swoją stronę i nigdy się nie odwróci.

Jest za dwie druga, można by powiedzieć, że cierpię na bezsenność, ale prawda jest taka, że od kilku godzin siedzę zaczytana w naprawdę dobrej książce. Fakt, że jutro, tzn dzisiaj, jest poniedziałek kompletnie mnie nie rusza, bo nie wybieram się na literaturę. Nie tym razem. Mam ochotę zrobić fest porządek we wszystkich pierdołach, które składuję w pokoju, zmienić pościel i generalnie wszystko wyczyścić. Dobrze mi się ogarnia takie rzeczy, kiedy jestem delikatnie nabuzowana i niespokojna, a ostatnie nocne koszmary skutecznie sprawiają, że taka właśnie jestem.
Co gorsza- ciężko mi się uspokoić.
Ratuje mnie nauka słówek i czytanie. Podejrzewam, że za dużo ostatnio czytam i za dużo rzeczy, których czytać nie powinnam. Nie pochwalę się, to chyba zbyt perwersyjne (p.s. i to nie jest pisiont twarzy greja, bo z tego co slyszalam to bdsm i perwersja na poziomie hard - el o el -wy widzieliscie poziom hard :) )
Za często marszczę nos i za często gryzę się w usta. Maciej M. kiedyś mawiał 'jak boli to rośnie'. A co w sytuacji, kiedy to nie ciało odczuwa ból?

A ten cover wbija mnie w łóżko i robi dobrze mojej podświadomości.
Druga trzydzieści, wracam do czytania.

3/09/2015

355.

Karev na dziś. Bardzo adekwatnie do ostatnich, ciężkich jak krakowskie powietrze, rozmów.

Nawet nie wiecie jak mi ulżyło, kiedy w tym momencie na spokojnie położyłam się w łóżku, taka lekka, czysta i całkowicie obojętna na wszystkich. Jak mi tego brakowało, położyć się, odpalić lampkę i zacząć pisać, nawet jeżeli z tego pisania wyjdzie jedno wielkie g. Bo i tak może być.
Jest jeszcze 9 marca, co oznacza, że wczoraj wszystkie nadąsane damy obchodziły swoje święto. O ile to jakimkolwiek świętem można nazwać. Ale okej. Dziękuję za życzenia i masę słodyczy od których będę gruba i brzydka (p.s. nie będę), naprawdę nie musieliście. Sama też mogłam sobie to kupić. Ale wdzięczna jestem, bo tak mnie nauczono. :)
Też chciałam złożyć wszystkim moim koleżankom, czytającym tego bloga najszczersze życzenia, a przede wszystkim:
* zmywania makijażu po zakończonej imprezie - to, że wracacie najebane nie jest żadną wymówką. Wy sobie może odpoczniecie, ale wasza skóra zawalona tapetą za 5 lat Wam pokaże jak odpoczywała. Samoluby.
*mniej warczenia i skomlenia w dzień, bo znowu Wam coś nie pasuje - ogarnijcie się, zawsze może być gorzej, a skoro jest jak jest, to widocznie nie robicie nic, żeby było lepiej,
*dużo uśmiechu, śmiechu i radości, bo jest na to masa powodów od samego rana.
*sporo szaleństw, nigdy na to nie będziecie za stare,
*miłości, od przyjaciół, waszych chłopców, rodziców, zwierząt,
*opanowania i wytrwałości w dążeniu do lepszego,
*samodzielności! Nie wyręczajcie się najbliższymi, czy swoimi chłopcami w większości spraw, bo jak zostaniecie same to kto Wam tyłek podetrze?
*i tego, żebyście zawsze pamiętały, że macie swoją Koronkę, która jest najlepsza na świecie, ale nie będzie Wam ocierała łez przez Waszą głupotę. Macie być silne, a nie jak piętnastoletnie cipy, które płaczą, bo 'odczytał, ale nie odpisał'.
Z wyrazami szacunku,
Ja.

_______________________________________
Wiosna? Czuć tą świeżość, radość i pozytywność na zewnątrz (na dworze, na polu itp). I chociaż praktycznie cały dzień spędziłam na wuha, to spacery na i z uczelnię były przeprzyjemne. Trampeczki tak wspaniale niosą po chodnikach, muzyka tak głęboko wchodzi do głowy, a uśmiech sam się maluje na twarzy. Lepiej być nie może.
Uśmialiśmy się dzisiaj w szkole bardzo, Svieta sypała sucharami, Anka przewracała się na każdym kroku, Justyna nie ogarniała, a Mati wciągał otrivin.

Potańczyłabym. Tak konkretnie, żeby nogi odmawiały posłuszeństwa ze zmęczenia, przy szitowej muzyce, w tłumie obcych ludzi. Ah.

3
2
1
Nie ma piosenki w tytule, bo nic konkretnego mnie ostatnio nie urzekło.

No to hej!

3/03/2015

354. Jet - Put Your Money Where Your Mouth Is


Jak prowadziłam kosmetycznego, to takie zdjęcia były na porządku dziennym. Nie czepiajcie się, jestem #fit. (ps: to jest mega smaczne:) )
Pośmialiście się? Ja też nie.
Dawno nic nie pisałam, a wynika to z tego, że mam sporo na głowie i nie mam czasu. Tzn nawet trochę go mam i liczę, że wykorzystam go dość sensownie, ale o tym się przekonamy jutro.
Semestr rozpoczęliśmy od analizowania znaków, wiary i innych pierdół, od których miałam ochotę zwymiotować, albo nagadać prowadzącej. Jak mnie tacy ludzie irytują. Stwierdziłam, że pierdolę i nie będę do niej chodziła, więc mam w sumie wolne poniedziałki. Ah te ciężkie przekonania.
(........)
Stwierdziłam, że skoro pracuję tylko w weekendy i mam wieczory wolne, to należałoby coś zrobić. Gdzieś mi przed oczami dzisiaj przeleciały zajęcia teatralne, poszłabym.
Bo niby dlaczego nie?

A co mi wczoraj Bażant podesłał, no pięknie.

Żalu, który na pewno będzie, kiedy przyjdzie konać. Że jeszcze tej rzeczy nie znam i tej rzeczy nie znam, i tej, i jeszcze tu nie byłem i tu i tu jeszcze, i tam mogę się rozdać, i tam moglem się rozdać, i tam, tyle rzeczy, istot i miejsc których nie znam, tam jeszcze nie byłem i nie klaskałem w dłonie, tam nie byłem i nie splunąłem, tam nie podpaliłem ognia, tam nie zasadziłem drzewa, tam nie klęczałem, tam nie biegałem, tam nie przelewałem łez, tam nie przelewałem krwi, tam nie cieszyłem się, nie śmiałem, nie radowałem się z innymi za ręce trzymając się i tańcząc, tam, tam, tam....

Nie chcę żalu.
Nie można żałować.

2/25/2015

353. Placebo - I'll be Yours



Skoro tak...

I'll be your father, 
I'll be your mother, 
I'll be your lover, 
I'll be yours.



2/19/2015

352. Snoop Dogg & The Doors - Raiders on the storm



Zamojska Starówka Nocą. Albo rankiem, ciężko stwierdzić.
Zawsze tak samo majestatyczna, piękna i klimatyczna. Najlepsza.

Pierwszy raz w życiu czuję niedosyt. Zazwyczaj wracałam do Krakowa stęskniona, zmęczona Zamościem- teraz było inaczej. Nie chciałam wracać, nie chciałam opuszczać tego miejsca, ludzi, powietrza. Czuję tęsknotę każdym kawałkiem ciała i umysłu. Dziwny stan. Przedziwny.
Budzisz się w świetle słoneczka, widzisz błękitne niebo, czujesz świeżość, a zasypiasz otoczony brudnym, ciężkim powietrzem.
Zasypiasz. To też za dużo powiedziane :)

Pociesza mnie fakt, że Kraków odwiedzi Kocia z Marcinem. A w marcu Iwonka z którą mijam się okrutnie.
Chciałam napisać naprawdę dużo, ale nie wiem od czego zacząć. I nie wiem czy chcę zaczynać.
Wiem, że chcę iść pobiegać i chcę obejrzeć dziś dobry film.
Tak zrobię. Daję sobie jeszcze godzinkę na obudzenie.

I to, najnaj.

2/14/2015

351. Lana Del Rey - Cola


Dokładnie 8 miesięcy temu.
14 maja rozpoczęła się nowa era.

Juwenaliowy wieczór, doborowe towarzystwo, same szydercze perełki z wuha. Ja trochę w szoku, a trochę już szczęśliwa, lekka, spokojna.

Dzisiaj czuję się jeszcze lepiej, jeszcze lżej. Nie ma szoku, ale jest ogrom radości i siły. I spokoju.

Same dobre rzeczy.



 Produktywną sobotę rozpoczęłam od obejrzenia kolejnego odcinka Sexu w wielkim mieście - zrezygnowałam w momencie, kiedy Carrie stwierdziła, że na nic nie mamy wpływu i wszystko jest zapisane w gwiazdach. Dobra. Więcej tego nie włączę. A zresztą to był ostatni odcinek 4 sezonu, więc 5 musi być słaby (zresztą Mr Big wyjechał z miasta i by go nie było już, to jak dla mnie bez sensu oglądać dalej :P ). Zjadłam śniadanie, włączyłam AM i rozpoczęłam wielkie porządki. Łazienka- bo tak mi w grafiku wypadło, a później wypieprzyłam wszystko z szafy i zaczęłam przebierać. Wywaliłam w sumie dwa pudła ciuchów, zaraz się wezmę za przebranie kosmetyków. Chciałam jeszcze coś przemeblować, ale chyba nie mam pomysłu i za dużych możliwości. Zostało mi jeszcze strzyżenie x2, doszlifować pokój, zrobić biedro-zakupy i mogę zasiąść do Króla Lwa. A później się zobaczy, bo z wysuniętych na wieczór pomysłów/zaproszeń chyba nie mam ochoty skorzystać.

Jutro późnym popołudniem wybywam do Zamościa. W środę późnym popołudniem będę z powrotem. Smutek. Za dużo ludzi, za mało czasu.
Zdałam wszystko, więc niczym się martwić nie muszę.
Wczoraj zamiast karaoke wybrałam interwał. Po powrocie biorę się intensywnie za to.

Słuchajcie Coli, bo jest najlepsza na świecie :)

2/10/2015

350. Coldplay - In my place

2012?

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem kolejnej rocznicy śmierci ojca i kolejnej rocznicy moich urodzin. Nie jestem przerażona tak bardzo, jak wtedy, kiedy kończyłam 20 lat i miałam przed sobą widmo wyjazdu, zmian, studiów i samodzielności. Strach towarzyszył mi każdego dnia, do tego jeszcze matura, którą bałam się, że spierdolę, spiny z kobietą od polskiego, bo jako jedyna ze szkoły postanowiłam pisać rozszerzony polski (chyba dała sobie wtedy pozwolenie na trzaskanie mną na każdych zajęciach). Koniec końców byłam całkiem zadowolona z tego jak mi poszło. Wtedy przeszedł tamten stres, pojawił się kolejny - studia. Na to na co chciałam się dostać niestety się nie udało. Państwo na ujotach podnieśli poprzeczkę zdecydowanie wyżej niż (wtedy) przed rokiem i ograniczyli mocno miejsca. Tłumaczenie zawsze na miejscu, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że po prostu za słabo mi poszło. To nic. Dostałam się na polonistykę, dostałam się na kulturoznawstwo. Wybrałam ciekawsze (wtedy) dla mnie. Jest ciekawe. Ale na temat studiów wypowiadać się nie mam ochoty.
W każdym bądź razie tak zaczął się luty.
Bardzo miło zaskoczył mnie list od Koci, napisała dużo i bardzo głęboko, czytając wyłam jak bóbr i nie mogłam się opanować. Listy to najlepsze co można dać człowiekowi. Szczególnie wtedy, kiedy ma się co w nich zawrzeć. Kocia zawarła sporo faktów, sporo uczuć i tak wiele ciepła. Dziękuję Mała raz jeszcze!
Sam piąty był mocno stresujący, życzenia życzeniami, ale ustny z literatury nie dawał mi spokoju. Tym bardziej, że szczególnie dużo nie zapamiętałam. Udało się, bez szantażowania 'a może taki prezencik na urodziny, ejj noooo!', dałam radę sama, coś jednak w tej głowie zostało.
Mogę podziękować wszystkim, którzy dali mi tego dnia cząstkę uśmiechu pamiętając o mnie. Szczerze mówiąc gdzieś miałam te wszystkie prezenty, sama pamięć była dla mnie bardzo ważna.
Tym którym uleciało też dziękuję, pewnie powiadomienie na fejsiku pozwoliłoby wam obsypać mnie marnymi regułkami, suchym sto lat itp. Nieważne :)
Piątek - dzień wielkiej imprezy. Z racji mojej zakończonej sesji, obrony inżynierki chłopców i 'osiemnastki' zorganizowaliśmy małą popijawę. Dlaczego nie?
Postawiłam na wino. Jedno, półwytrawne Cote. Z czasem Cote się skończyło i z Grzesiem postanowiliśmy pójść po następne. Wszystko jedno - Kadarka, mniam. Tak dużo wina jak w tamtym tygodniu to dawno nie wypiłam.
Towarzystwo dopisało, Gumiak zezgonował, Zenek nie ogarniał życia. Zabawnie. Dostałam w dupę 18 razy, teraz jest cała sina. Dosłownie. Jakby mnie ktoś lał regularnie :D Fajnie, fajnie. Podobało mi się.

Najbardziej uderzył mnie niedzielny wieczór. Wychodzę z założenia, że wspaniale sobie radzę sama, naprawdę lubię spędzać czas w łóżku z moim laptopem i tabletem i telefonem i nie nudzi mi się to. Zrezygnowałam z wielkich nadziei na miłość i związki, zakopałam to już dawno temu, więc dlaczego miałoby mi czegoś brakować? Dlaczego inni uważają, że powinnam z kimś być, bo nawet jeżeli jest się samemu to to z czasem przestaje wystarczać?
Mam przyjaciół, wielu, mam rodzeństwo, mamę... będę potrzebowała porozmawiać? Zadzwonię. Będę potrzebowała się przytulić? Znajdzie się ktoś kto mnie przytuli. A jak będę potrzebowała przyjemności to sobie tą przyjemność zapewnię do jasnej cholery.
Nie można zmuszać kogoś do swoich racji tylko dlatego, że chce się go mieć. Co za samolubność. A co z tym czego ja chcę, czego ja pragnę?
Naprawdę potrafię się uszczęśliwić i nikt mi nie musi tego zapewniać. Bądźmy dorośli. Hello.
Mechanizm obronny, który gdzieś tam głęboko jest ukryty w mojej podświadomości włączył się automatycznie. Nie dopuszczam do siebie ludzi, którzy mogą coś do mnie czuć/czegoś większego oczekiwać, kiedy sama tego nie chcę. Zresztą tu już mam niewiele do powiedzenia, po prostu jak na zawołanie zamykam się i staram się nie utrzymywać kontaktów. A jeżeli już, to minimalne. I to przychodzi mi z trudem. Taka właśnie ze mnie Agatka.

Wspominałam, że od początku lutego żyję na bezrobociu? Dzisiaj się to zmieniło. Tzn zmieni z końcem miesiąca. Pół etatu, umowa o pracę, elastyczny grafik. Nie będę się przyznawała gdzie i chociaż mam głęboko w poważaniu co sobie niektórzy pomyślą, to po prostu niech zostanie ze mną.
Ale mam deja vu, o cholera. \

Plan na ten tydzień:
- cieszyć się!
- napisać egzamin,
- zrobić badania,
- odebrać świadectwo z Cosinusa,
- pobiegać, pobiegać!
- iść na karaoke,
- zrobić coś produktywnego w sobotę,
- pojechać w niedzielę do Zamościa,

I żyć, jak najlepiej. I spać z Kotą, bo jako moja mała łyżeczka zdecydowanie daje radę.
Buźka!

P.S.
:)

2/05/2015

349. Katy Perry- E.T.

Byłoby lepiej, gdyby się dużej naświetlało. 
Chrzanić to.




Kłaniam się nisko. Jestem rok starsza, o rok doświadczeń mądrzejsza i jeszcze piękniejsza niż zwykle. 
Zauważyłam ogromny ruch na blogu 3 lutego - pewnie myśleliście, że napiszę kolejną płaczliwą notkę. No nie. Wraz z Anką postanowiłyśmy wypić 'ku pamięci' dla mojego padre. Z rozmowy z mamą wynika, że nie tylko ja tak zrobiłam. Piątka mamko!
Zdałam ostatni egzamin, została mi tylko poprawa jednego, który w sumie sobie mocno olałam, bo ani nie chodziłam na te wykłady, ani się zbytnio nie uczyłam, poszłam na totalny przypał i mam za swoje.To nic. Nie muszę ogarniać szitów. Zdam, spoko.
Bang bang. Yolo i w ogóle.
Muszę pojechać do auchana, muszę sobie powariować przy Gadze i Katy i Pitbullu (oglądaliśmy z Kubunią Pitch Perfect po raz kolejny, love) i w ogóle.
Napisałabym coś głębokiego, bo dobrze mi się ostatnio pisze. Ale to nie dziś.

Takie życzenia raz na sto-o lat :)

2/01/2015

348. Kayah & Bregovic - Nie ma, nie ma Ciebie.



/listopad 2014/

Zazdroszczę ludziom, którzy mają ojców.
Nienawidziłam słuchać, jeszcze w podstawówce, jak to tatuś zrobił coś, kupił coś, zabrał gdzieś, blabla. Córeczki tatusiów, synowie bogatych ojców, tak wiele radości, tak wspaniałe święta, wszystko takie fajne.
'a co robi Twój tatuś?' to pytanie prześladowało mnie od momentu, kiedy ojca zabrakło. Przywiązywałam do tego dużą wagę, bo rodzice to najważniejsi ludzie w naszych życiach i to dzięki nim tu jesteśmy, zresztą miałam 10 lat i to było jak przebicie mojego serca włócznią. Cierpienie można było zauważyć w zachowaniu. Luty. Jeden z tych mroźnych lutych, których już teraz ciężko doświadczyć. Uciekałam z domu, wracałam późno z cmentarza. Mówiłam do zwłok, które były pod ziemią, zmarznięte, zamarznięte, nieżywe. Płakałam, nie chciałam być w domu, bałam się ciemności, bałam się samotności. Nie mogłam znieść atmosfery w domu, nie mogłam patrzeć na załamaną mamę, nie mogłam, byłam otępiała, umierałam.
Spaczenie psychiki. Pragnienie bliskości. Pragnienie miłości. Chęć bycia kimś. Tęsknota.
Wśród takich uczuć obracałam się przez 11 lat od tego wydarzenia.
Wiecie, że wszystkiego można uniknąć. Tego też podobno można było.
Najgorsze co sobie robiłam? Obarczałam winą za całe zajście siebie. SIEBIE. Jakby takie dziecko mogło zabrać, bądź zostawić życie.
Ale kiedyś mama mi powiedziała, że w '93 po operacji dawali mu jakieś 10 lat życia.
Urodziłam się 05.02.1993
03.02.2003 umarło jedyne męskie serce, tak ważne w moim życiu.
Wiem, że mama powiedziała mi to tylko dla informacji, kiedy pytałam 'dlaczego?', a nie po to, żeby mnie dobić. Ale ja zawsze sobie potrafiłam dopowiedzieć to, co chciałam.
Przybrałam pozę męczennika i katowałam się gorzkimi myślami.
A każdy kontakt z płcią przeciwną kończył się ogromnym przywiązaniem.
A później lękiem, a później porażkami. I kolejne beznadziejne sytuacje i krąg nieszczęść, złe decyzje, tragiczne samopoczucie. Zazdrość, tony zazdrości, ucieczki, kolejne złe decyzje, analizowanie, katowanie się. Boże święty.

Teraz jak na to wszystko patrzę, to łapię się za głowę i się sobie dziwię, że nie zawisłam przez ten czas na stryczku.
Teraz jak to czytam, to zastanawiam się, jak mogłam tak żyć? Przecież tak się nie da.
Teraz nie pozwoliłabym sobie na doprowadzenie się do takiego stanu.
Teraz wszystko jest inaczej. Mogę na siebie patrzeć, jestem z siebie dumna i się kocham. I kocham wszystkich ludzi, którzy są w moim życiu. I kocham to co robię. Bo mogłoby mnie tu nie być, ale jestem. I jestem przeszczęśliwa. I nareszcie się spełniam, jak na dużą Agatkę przystało.
Takie doświadczenia nie powinny zabijać, tylko wzmacniać.

/luty 2015/
Przyszedł. Przyszedł luty. Drugi miesiąc roku, początek, spokój, ciepło wymieszane z odrobiną mrozu. Wszystko się zmieniło przez te 12 lat. 'Zima na ramiona moje spadła' . Jedyne co czuję w tym momencie to okrutne otępienie, ale i spokój. Nie ma łez jak co roku, nie ma potrzeby wtulenia się w ciepły tors bliskiej osoby, nie ma bólu. Jest wdzięczność, cząstka wspomnień, które widzę przez mgłę, jest Kayah i Bregović z najlepszym utworem. Nawet nie chcę włączać sławnego od lat Rain -Guano Apes, które tak bardzo rani moje serce, bo połączone ze wspomnieniami wbija mnie w ziemię i sponiewiera resztki siły, zamienia to w proch.
Teraz jak o tym napisałam, to mam ochotę włączyć.
Czasem lubię upaść tak nisko, żeby później z ogromną satysfakcją się podnieść do poziomu w którym aktualnie egzystuję.
Ojciec byłby dumny. Z pewnością byłby dumny ze mnie, z mojej postawy, z moich decyzji. Pewnie nie wszystkich, bo i ja części nie akceptuję, ale wiem, że podszedłby do wszystkiego ze spokojem.
Jestem jak mój ojciec. Trochę we mnie wariata, dużo we mnie śmiechu, ale i dużo melancholii. Z tego najbardziej go pamiętam. Potrafił siedzieć i palić papierosa za papierosem, patrzeć w dal, kontemplować, odłączyć się na długie chwile od rzeczywistości. Zamknięty, spokojny, dostojny. Mężczyzna, którego jako pierwszego obdarzyłam głębokim uczuciem.

Nawet sobie nie wyobrażacie jak silna się stałam przez ten okres. A przez ostatni rok jeszcze intensywniej. Więcej niż rok. Troszkę więcej.
Najbardziej jestem dumna z wyzbycia się toksyczności, odejścia od M. (któremu zawdzięczam wiele, ale tak musiało być, żebyśmy oboje odbili się od tego, co nas zabijało, mam nadzieję, że o tym wie), zauważenia, że nie ma niczego ważniejszego, niż jednostka - nie jednostka obca, ale ta z którą się na co dzień obcuje - czyli ja. Wzrastam, jak ukochana brzoza, chłonę wiedzę, doświadczenia, jak ona chłonie wodę i słońce, wyzwalam ogrom pozytywności, jak ona wyzwala zdrowy sok, czasem opadam, jak jej liście, ale koniec końców cieszę oczy i duszę.

Głęboko. Bo tak właśnie jest. Chociaż wszyscy myślą, że jestem rozdartym dzieckiem, które nie ma uczuć i nie wie jak egzystować. Wiem i wiem na ile zasługuję i wiem ile jestem warta.
Wiem, bo wychował mnie najlepszy mężczyzna na świecie.
Dziękuję Józefie, ojcze, najlepszy mężczyzno z którym przyszło mi dzielić tą małą cząstkę życia.


I can't wait until I feel your rain 
So where's your life 
Who's living the rest of your life?

Rain - polecam.

1/19/2015

[Zamość, 2013]





Jak dobrze pójdzie
to wrócę w lutym. 
Jak pójdzie źle to...
wrócę później.

Powodzenia. 

Listen:

1/13/2015

346. Podsiadło - No / No part II.

Siadło Podsiadło. Kto by się spodziewał.

Pogoda dzisiaj była tak cudna, że nawet rozwiane mocno włosy mi nie przeszkadzały.
Wieści z frontu: 
- zaraz minie miesiąc z drożdżami,
- straciłam część włosów,
- zaczęłam dzisiaj interwały, ludzi na Błoniach od za...walenia :)
(btw: kto ma WP polecam pobrać Runtastic,wersję PRO rzucili za darmo w promocjach tygodnia :) a audio trener, który odlicza, zdecydowanie ułatwia trening),
- sesja sresja, ogarniam,
- staram się nie mówić 'nie',
- pracuję, jest spoko,
- o.

No to tyle. Buźka!



P.S. Przy TEJ części zdecydowanie mam ochotę odpłynąć. W każdy sposób.
God.

1/10/2015

345. Fisz Emade - Furiat



Ja chcę specjalnych efektów, chcę kolorów bez zakłóceń
Szukam równowagi, braku równowagi jak pokorny uczeń
Kiedy budzę się, lubię ten stan, ale nie zjednoczony
Chyba, że budzi mnie strach, że śmierć
To nie kolorowy jarmark jak Rodowicz
Ktoś mówi śmierć jest życiem, życie to iluzja
To ja chcę ustać o własnych nogach i rozdziawionych ustach
Bo jestem furiat oczekujący cudów
Chcę prawdziwej fabryki snów, a nie znów marnej podróbki Hollywood'u
Czy będzie happy end, trzeba pytać reżysera
By żyć wiecznie wystarczy nie umierać














[ Zamojski Zalew, 2012r.]


1/09/2015

344. Placebo - Battle For The Sun




Drapałby.

Przyznaję, że wstawanie o 7 jest okrutne. To już lepiej mi się wstaje o tej 4, serio.
Okazuje się, że sesja przyjdzie szybciej, niż się spodziewaliśmy. Staraliśmy się wczoraj ogarnąć co i jak i czego potrzebujemy i okazuje się, że trochę tego jest. Najgorzej będzie z Ptachem i Kulawą, a reszta, jak to jednogłośnie stwierdziliśmy, 'z palcem w d*****'. :) Polecam nasze towarzystwo do nauki, najlepsze na świecie.
Coroczne wyzwanie z Shaunem T czeka na mnie, ale to po sesji. Jedziemy z interwałami, a później umieramy. Jest dobrze.


Hopsasa!
Kojarzycie, że jeżeli chcecie usunąć konto na fb, czy innym podobnym portalu, to dają Ci czas 30 dni, kiedy konto jest zdezaktywowane, ale możesz się na nie zalogować, bo może akurat zechcesz wrócić w tym czasie itd. Tak samo jest z Twitterem. Pozbyłam się tego dziadostwa w październiku i faktycznie się nie logowałam na nie, a cholera wisiała do tej pory. No nic, postanowiłam wrócić. Nic nie tracę, a czasem zabawnie poczytać sobie co się działo kiedyś tam, poprzeglądać ulubione i zdjęcia itp.
Dalej dla własnego bezpieczeństwa siedzę na koncie prywatnym, więc marne szanse na to, że część z Was cokolwiek zobaczy, ale kilku moich czytaczy ma dostęp i pozdrawiam serdecznie. (a Mułek dzisiaj pocisnął Korwinowi, made my day:3)
Następna sprawa, która mnie ostatnio przeraża - istnieją marne szanse na to, że spotka się kogoś przypadkiem, szczególnie kogoś, kogo się unika. W tym tygodniu już dwa razy dane było mi spotkać mojego prześladowcę z (jeszcze!) akademika. Koleś chyba specjalnie chodzi na zakupy do Carrefoura i co dziwne,akurat wtedy, kiedy i mi się tam przypadkiem wejdzie. Gdybyście zobaczyli moją reakcję na niego... Teraz się śmieję, ale wtedy to myślałam, że mi oczy z orbit wyskoczą. Pozdrawiam. 
  Przeniosłam sobie jutrzejszą 1zm na poniedziałkową 2. Teraz się zastanawiam, czy by gdzieś nie wyjść, albo się z kimś umówić, a może po prostu obejrzę film, albo no nie wiem.
Yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy. 

Najlpsze jest to, że nie wiedziałam czego dzisiaj posłuchać, prócz kochanego Placebo, i popatrzcie... 
... Ooooooooomph! 


:) tak. 
dokładnie tak. 
pooop pooop 




1/05/2015

342. 30STM - Closer to the edge.



"YES, THIS IS CULT" 
i kij mnie obchodzi, że żal, bul i wogle 'czego Ty słuchasz'.
W tym roku stuka nam 10 lat - da się?
Da!

A Korwin mówił, że będzie krulem KNP do śmierci - da się?
Da... a nie, nie udało się! Sorry. Dosypię sobie jeszcze 10 łyżeczek cukru i będzie spoko. Dziękuję za uwagę,
Musiałam to gdzieś wcisnąć. Jeszcze przydałaby się piosenka Czesława 'Pożegnanie Małego Wojownika'. Cóż za ironia.














"My philosophy in life is don’t regret anything you do, 'cause in the end it makes you who you are."






______________________________________
Nie będę się rozpisywała, chociaż sentymentów mam w głowie teraz setki. Po prostu się cieszę.
A za Hurricane powinni dostać nobla. I nie mówię tu tylko o piosence, mówię też o teledysku. 
Tak, wiem, jest sprośny. I dlatego go lubicie. hehe.



1/04/2015

341. Yui - Rolling Star



Fuji wrócił do łask! Trochę mi zajęło ogarnięcie go, zresztą naprawą aparatów nigdy się nie interesowałam, więc... Po prawie dwóch latach cyka jak szalony.
Jest niedziela, 4 stycznia 2015 roku.
Nowy rok zawsze sprawia, że czuję taką mocną, zmęczoną aurę, zazwyczaj jej się poddawałam i sama byłam niechętna do rozpoczynającego się roku. Muszę powiedzieć, że teraz weszłam w to wszystko jakoś inaczej, pełna energii, wesoła, szczęśliwa, bo w końcu 'jaki początek, taki cały rok'.
Podpisałam z Bażantem pokrzepiający pakt i trwamy nadal w naszym 'byciu naj'. Bo jesteśmy najlepsi. I pierdyliard serduszek. I nie ma smutków, nie ma płakania (tylko ze śmiechu), nie ma użalania się. Nie ma tak. Jest nieustanny blask naszych gwiazd. Gwiazd naszych wina. Ba dum.
Tss.
Leci j-rock, jest miło, jest spokojnie. Walczę tylko ze zmęczeniem, bo przespałam może godzinę w nocy, tak bardzo nie mogłam zasnąć. A później ciężko pracowałam. Jeszcze tylko jutro, jutro, jutro. Wrócę po 15 i niech dzieją się cuda.

Chociaż. Po co cuda...


...Niech się dzieje historia!


Ogrom szczęśliwości!
A.