2/25/2015

353. Placebo - I'll be Yours



Skoro tak...

I'll be your father, 
I'll be your mother, 
I'll be your lover, 
I'll be yours.



2/19/2015

352. Snoop Dogg & The Doors - Raiders on the storm



Zamojska Starówka Nocą. Albo rankiem, ciężko stwierdzić.
Zawsze tak samo majestatyczna, piękna i klimatyczna. Najlepsza.

Pierwszy raz w życiu czuję niedosyt. Zazwyczaj wracałam do Krakowa stęskniona, zmęczona Zamościem- teraz było inaczej. Nie chciałam wracać, nie chciałam opuszczać tego miejsca, ludzi, powietrza. Czuję tęsknotę każdym kawałkiem ciała i umysłu. Dziwny stan. Przedziwny.
Budzisz się w świetle słoneczka, widzisz błękitne niebo, czujesz świeżość, a zasypiasz otoczony brudnym, ciężkim powietrzem.
Zasypiasz. To też za dużo powiedziane :)

Pociesza mnie fakt, że Kraków odwiedzi Kocia z Marcinem. A w marcu Iwonka z którą mijam się okrutnie.
Chciałam napisać naprawdę dużo, ale nie wiem od czego zacząć. I nie wiem czy chcę zaczynać.
Wiem, że chcę iść pobiegać i chcę obejrzeć dziś dobry film.
Tak zrobię. Daję sobie jeszcze godzinkę na obudzenie.

I to, najnaj.

2/14/2015

351. Lana Del Rey - Cola


Dokładnie 8 miesięcy temu.
14 maja rozpoczęła się nowa era.

Juwenaliowy wieczór, doborowe towarzystwo, same szydercze perełki z wuha. Ja trochę w szoku, a trochę już szczęśliwa, lekka, spokojna.

Dzisiaj czuję się jeszcze lepiej, jeszcze lżej. Nie ma szoku, ale jest ogrom radości i siły. I spokoju.

Same dobre rzeczy.



 Produktywną sobotę rozpoczęłam od obejrzenia kolejnego odcinka Sexu w wielkim mieście - zrezygnowałam w momencie, kiedy Carrie stwierdziła, że na nic nie mamy wpływu i wszystko jest zapisane w gwiazdach. Dobra. Więcej tego nie włączę. A zresztą to był ostatni odcinek 4 sezonu, więc 5 musi być słaby (zresztą Mr Big wyjechał z miasta i by go nie było już, to jak dla mnie bez sensu oglądać dalej :P ). Zjadłam śniadanie, włączyłam AM i rozpoczęłam wielkie porządki. Łazienka- bo tak mi w grafiku wypadło, a później wypieprzyłam wszystko z szafy i zaczęłam przebierać. Wywaliłam w sumie dwa pudła ciuchów, zaraz się wezmę za przebranie kosmetyków. Chciałam jeszcze coś przemeblować, ale chyba nie mam pomysłu i za dużych możliwości. Zostało mi jeszcze strzyżenie x2, doszlifować pokój, zrobić biedro-zakupy i mogę zasiąść do Króla Lwa. A później się zobaczy, bo z wysuniętych na wieczór pomysłów/zaproszeń chyba nie mam ochoty skorzystać.

Jutro późnym popołudniem wybywam do Zamościa. W środę późnym popołudniem będę z powrotem. Smutek. Za dużo ludzi, za mało czasu.
Zdałam wszystko, więc niczym się martwić nie muszę.
Wczoraj zamiast karaoke wybrałam interwał. Po powrocie biorę się intensywnie za to.

Słuchajcie Coli, bo jest najlepsza na świecie :)

2/10/2015

350. Coldplay - In my place

2012?

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem kolejnej rocznicy śmierci ojca i kolejnej rocznicy moich urodzin. Nie jestem przerażona tak bardzo, jak wtedy, kiedy kończyłam 20 lat i miałam przed sobą widmo wyjazdu, zmian, studiów i samodzielności. Strach towarzyszył mi każdego dnia, do tego jeszcze matura, którą bałam się, że spierdolę, spiny z kobietą od polskiego, bo jako jedyna ze szkoły postanowiłam pisać rozszerzony polski (chyba dała sobie wtedy pozwolenie na trzaskanie mną na każdych zajęciach). Koniec końców byłam całkiem zadowolona z tego jak mi poszło. Wtedy przeszedł tamten stres, pojawił się kolejny - studia. Na to na co chciałam się dostać niestety się nie udało. Państwo na ujotach podnieśli poprzeczkę zdecydowanie wyżej niż (wtedy) przed rokiem i ograniczyli mocno miejsca. Tłumaczenie zawsze na miejscu, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że po prostu za słabo mi poszło. To nic. Dostałam się na polonistykę, dostałam się na kulturoznawstwo. Wybrałam ciekawsze (wtedy) dla mnie. Jest ciekawe. Ale na temat studiów wypowiadać się nie mam ochoty.
W każdym bądź razie tak zaczął się luty.
Bardzo miło zaskoczył mnie list od Koci, napisała dużo i bardzo głęboko, czytając wyłam jak bóbr i nie mogłam się opanować. Listy to najlepsze co można dać człowiekowi. Szczególnie wtedy, kiedy ma się co w nich zawrzeć. Kocia zawarła sporo faktów, sporo uczuć i tak wiele ciepła. Dziękuję Mała raz jeszcze!
Sam piąty był mocno stresujący, życzenia życzeniami, ale ustny z literatury nie dawał mi spokoju. Tym bardziej, że szczególnie dużo nie zapamiętałam. Udało się, bez szantażowania 'a może taki prezencik na urodziny, ejj noooo!', dałam radę sama, coś jednak w tej głowie zostało.
Mogę podziękować wszystkim, którzy dali mi tego dnia cząstkę uśmiechu pamiętając o mnie. Szczerze mówiąc gdzieś miałam te wszystkie prezenty, sama pamięć była dla mnie bardzo ważna.
Tym którym uleciało też dziękuję, pewnie powiadomienie na fejsiku pozwoliłoby wam obsypać mnie marnymi regułkami, suchym sto lat itp. Nieważne :)
Piątek - dzień wielkiej imprezy. Z racji mojej zakończonej sesji, obrony inżynierki chłopców i 'osiemnastki' zorganizowaliśmy małą popijawę. Dlaczego nie?
Postawiłam na wino. Jedno, półwytrawne Cote. Z czasem Cote się skończyło i z Grzesiem postanowiliśmy pójść po następne. Wszystko jedno - Kadarka, mniam. Tak dużo wina jak w tamtym tygodniu to dawno nie wypiłam.
Towarzystwo dopisało, Gumiak zezgonował, Zenek nie ogarniał życia. Zabawnie. Dostałam w dupę 18 razy, teraz jest cała sina. Dosłownie. Jakby mnie ktoś lał regularnie :D Fajnie, fajnie. Podobało mi się.

Najbardziej uderzył mnie niedzielny wieczór. Wychodzę z założenia, że wspaniale sobie radzę sama, naprawdę lubię spędzać czas w łóżku z moim laptopem i tabletem i telefonem i nie nudzi mi się to. Zrezygnowałam z wielkich nadziei na miłość i związki, zakopałam to już dawno temu, więc dlaczego miałoby mi czegoś brakować? Dlaczego inni uważają, że powinnam z kimś być, bo nawet jeżeli jest się samemu to to z czasem przestaje wystarczać?
Mam przyjaciół, wielu, mam rodzeństwo, mamę... będę potrzebowała porozmawiać? Zadzwonię. Będę potrzebowała się przytulić? Znajdzie się ktoś kto mnie przytuli. A jak będę potrzebowała przyjemności to sobie tą przyjemność zapewnię do jasnej cholery.
Nie można zmuszać kogoś do swoich racji tylko dlatego, że chce się go mieć. Co za samolubność. A co z tym czego ja chcę, czego ja pragnę?
Naprawdę potrafię się uszczęśliwić i nikt mi nie musi tego zapewniać. Bądźmy dorośli. Hello.
Mechanizm obronny, który gdzieś tam głęboko jest ukryty w mojej podświadomości włączył się automatycznie. Nie dopuszczam do siebie ludzi, którzy mogą coś do mnie czuć/czegoś większego oczekiwać, kiedy sama tego nie chcę. Zresztą tu już mam niewiele do powiedzenia, po prostu jak na zawołanie zamykam się i staram się nie utrzymywać kontaktów. A jeżeli już, to minimalne. I to przychodzi mi z trudem. Taka właśnie ze mnie Agatka.

Wspominałam, że od początku lutego żyję na bezrobociu? Dzisiaj się to zmieniło. Tzn zmieni z końcem miesiąca. Pół etatu, umowa o pracę, elastyczny grafik. Nie będę się przyznawała gdzie i chociaż mam głęboko w poważaniu co sobie niektórzy pomyślą, to po prostu niech zostanie ze mną.
Ale mam deja vu, o cholera. \

Plan na ten tydzień:
- cieszyć się!
- napisać egzamin,
- zrobić badania,
- odebrać świadectwo z Cosinusa,
- pobiegać, pobiegać!
- iść na karaoke,
- zrobić coś produktywnego w sobotę,
- pojechać w niedzielę do Zamościa,

I żyć, jak najlepiej. I spać z Kotą, bo jako moja mała łyżeczka zdecydowanie daje radę.
Buźka!

P.S.
:)

2/05/2015

349. Katy Perry- E.T.

Byłoby lepiej, gdyby się dużej naświetlało. 
Chrzanić to.




Kłaniam się nisko. Jestem rok starsza, o rok doświadczeń mądrzejsza i jeszcze piękniejsza niż zwykle. 
Zauważyłam ogromny ruch na blogu 3 lutego - pewnie myśleliście, że napiszę kolejną płaczliwą notkę. No nie. Wraz z Anką postanowiłyśmy wypić 'ku pamięci' dla mojego padre. Z rozmowy z mamą wynika, że nie tylko ja tak zrobiłam. Piątka mamko!
Zdałam ostatni egzamin, została mi tylko poprawa jednego, który w sumie sobie mocno olałam, bo ani nie chodziłam na te wykłady, ani się zbytnio nie uczyłam, poszłam na totalny przypał i mam za swoje.To nic. Nie muszę ogarniać szitów. Zdam, spoko.
Bang bang. Yolo i w ogóle.
Muszę pojechać do auchana, muszę sobie powariować przy Gadze i Katy i Pitbullu (oglądaliśmy z Kubunią Pitch Perfect po raz kolejny, love) i w ogóle.
Napisałabym coś głębokiego, bo dobrze mi się ostatnio pisze. Ale to nie dziś.

Takie życzenia raz na sto-o lat :)

2/01/2015

348. Kayah & Bregovic - Nie ma, nie ma Ciebie.



/listopad 2014/

Zazdroszczę ludziom, którzy mają ojców.
Nienawidziłam słuchać, jeszcze w podstawówce, jak to tatuś zrobił coś, kupił coś, zabrał gdzieś, blabla. Córeczki tatusiów, synowie bogatych ojców, tak wiele radości, tak wspaniałe święta, wszystko takie fajne.
'a co robi Twój tatuś?' to pytanie prześladowało mnie od momentu, kiedy ojca zabrakło. Przywiązywałam do tego dużą wagę, bo rodzice to najważniejsi ludzie w naszych życiach i to dzięki nim tu jesteśmy, zresztą miałam 10 lat i to było jak przebicie mojego serca włócznią. Cierpienie można było zauważyć w zachowaniu. Luty. Jeden z tych mroźnych lutych, których już teraz ciężko doświadczyć. Uciekałam z domu, wracałam późno z cmentarza. Mówiłam do zwłok, które były pod ziemią, zmarznięte, zamarznięte, nieżywe. Płakałam, nie chciałam być w domu, bałam się ciemności, bałam się samotności. Nie mogłam znieść atmosfery w domu, nie mogłam patrzeć na załamaną mamę, nie mogłam, byłam otępiała, umierałam.
Spaczenie psychiki. Pragnienie bliskości. Pragnienie miłości. Chęć bycia kimś. Tęsknota.
Wśród takich uczuć obracałam się przez 11 lat od tego wydarzenia.
Wiecie, że wszystkiego można uniknąć. Tego też podobno można było.
Najgorsze co sobie robiłam? Obarczałam winą za całe zajście siebie. SIEBIE. Jakby takie dziecko mogło zabrać, bądź zostawić życie.
Ale kiedyś mama mi powiedziała, że w '93 po operacji dawali mu jakieś 10 lat życia.
Urodziłam się 05.02.1993
03.02.2003 umarło jedyne męskie serce, tak ważne w moim życiu.
Wiem, że mama powiedziała mi to tylko dla informacji, kiedy pytałam 'dlaczego?', a nie po to, żeby mnie dobić. Ale ja zawsze sobie potrafiłam dopowiedzieć to, co chciałam.
Przybrałam pozę męczennika i katowałam się gorzkimi myślami.
A każdy kontakt z płcią przeciwną kończył się ogromnym przywiązaniem.
A później lękiem, a później porażkami. I kolejne beznadziejne sytuacje i krąg nieszczęść, złe decyzje, tragiczne samopoczucie. Zazdrość, tony zazdrości, ucieczki, kolejne złe decyzje, analizowanie, katowanie się. Boże święty.

Teraz jak na to wszystko patrzę, to łapię się za głowę i się sobie dziwię, że nie zawisłam przez ten czas na stryczku.
Teraz jak to czytam, to zastanawiam się, jak mogłam tak żyć? Przecież tak się nie da.
Teraz nie pozwoliłabym sobie na doprowadzenie się do takiego stanu.
Teraz wszystko jest inaczej. Mogę na siebie patrzeć, jestem z siebie dumna i się kocham. I kocham wszystkich ludzi, którzy są w moim życiu. I kocham to co robię. Bo mogłoby mnie tu nie być, ale jestem. I jestem przeszczęśliwa. I nareszcie się spełniam, jak na dużą Agatkę przystało.
Takie doświadczenia nie powinny zabijać, tylko wzmacniać.

/luty 2015/
Przyszedł. Przyszedł luty. Drugi miesiąc roku, początek, spokój, ciepło wymieszane z odrobiną mrozu. Wszystko się zmieniło przez te 12 lat. 'Zima na ramiona moje spadła' . Jedyne co czuję w tym momencie to okrutne otępienie, ale i spokój. Nie ma łez jak co roku, nie ma potrzeby wtulenia się w ciepły tors bliskiej osoby, nie ma bólu. Jest wdzięczność, cząstka wspomnień, które widzę przez mgłę, jest Kayah i Bregović z najlepszym utworem. Nawet nie chcę włączać sławnego od lat Rain -Guano Apes, które tak bardzo rani moje serce, bo połączone ze wspomnieniami wbija mnie w ziemię i sponiewiera resztki siły, zamienia to w proch.
Teraz jak o tym napisałam, to mam ochotę włączyć.
Czasem lubię upaść tak nisko, żeby później z ogromną satysfakcją się podnieść do poziomu w którym aktualnie egzystuję.
Ojciec byłby dumny. Z pewnością byłby dumny ze mnie, z mojej postawy, z moich decyzji. Pewnie nie wszystkich, bo i ja części nie akceptuję, ale wiem, że podszedłby do wszystkiego ze spokojem.
Jestem jak mój ojciec. Trochę we mnie wariata, dużo we mnie śmiechu, ale i dużo melancholii. Z tego najbardziej go pamiętam. Potrafił siedzieć i palić papierosa za papierosem, patrzeć w dal, kontemplować, odłączyć się na długie chwile od rzeczywistości. Zamknięty, spokojny, dostojny. Mężczyzna, którego jako pierwszego obdarzyłam głębokim uczuciem.

Nawet sobie nie wyobrażacie jak silna się stałam przez ten okres. A przez ostatni rok jeszcze intensywniej. Więcej niż rok. Troszkę więcej.
Najbardziej jestem dumna z wyzbycia się toksyczności, odejścia od M. (któremu zawdzięczam wiele, ale tak musiało być, żebyśmy oboje odbili się od tego, co nas zabijało, mam nadzieję, że o tym wie), zauważenia, że nie ma niczego ważniejszego, niż jednostka - nie jednostka obca, ale ta z którą się na co dzień obcuje - czyli ja. Wzrastam, jak ukochana brzoza, chłonę wiedzę, doświadczenia, jak ona chłonie wodę i słońce, wyzwalam ogrom pozytywności, jak ona wyzwala zdrowy sok, czasem opadam, jak jej liście, ale koniec końców cieszę oczy i duszę.

Głęboko. Bo tak właśnie jest. Chociaż wszyscy myślą, że jestem rozdartym dzieckiem, które nie ma uczuć i nie wie jak egzystować. Wiem i wiem na ile zasługuję i wiem ile jestem warta.
Wiem, bo wychował mnie najlepszy mężczyzna na świecie.
Dziękuję Józefie, ojcze, najlepszy mężczyzno z którym przyszło mi dzielić tą małą cząstkę życia.


I can't wait until I feel your rain 
So where's your life 
Who's living the rest of your life?

Rain - polecam.