4/20/2015

364. * * *

Zaaaaaaaaaaaaamość!

Znacie ten stan, kiedy jesteście czymś/kimś zafascynowani tak mocno, że chłoniecie z tego jak najwięcej? Wtedy każda informacja, każde spotkanie, każde spojrzenie, dotyk, oddech, rozmowa jest tak smaczne, że połykacie to jak powietrze. I z czasem tworzy się w Tobie taki balon, balon, który chce być większy i unosić się ponad wszystkim.
Fascynacja. Coś pięknego.
I w pewnym momencie zdajecie sobie sprawę, że jesteście ślepi i powietrze w tym uniesionym wysoko balonie jest puste. Nie ma żadnych wartości, nie ma szansy unieść się na dłużej, że uchodzi, powoli, spokojnie, niemal niezauważalnie.
Z czasem pozostaje malutki balonik, w którym zachowała się cząstka tego powietrza, ale nie ma go na tyle, żeby balon mógł się unieść.
I dołącza do tysiąca innych balonów, które chciały się unieść, ale nie zdołały. Coś poszło nie tak. Gdzieś coś pękło, coś gdzieś nie wyszło, nie było dopływu świeżości.
Zastanawialiście się ile razy tworzyliście takiego balona? Ile razy karmiliście się syfem, który miał być sensem, a okazał się kupą smrodu?
Wydaje mi się, że ja zgromadziłam za dużo takich baloników. Że nieświadomie łapię się czegoś i chcę w tym istnieć, a później, bez większego zapału, porzucam to i mam... jak to się teraz mówi, wyjebane.
I muszę przyznać, że takie zakończenie jest zdrowe, bo to po prostu gaśnie. Ulatuje, znika, rozmywa się w rzeczywistości. Nie boli. To jest najprzyjemniejsze.
Bo kiedy w pewnym momencie balon pęka, tak niespodziewanie, to zaczynasz to odczuwać. To tak jak ból fantomowy, bo masz rękę i nagle jej nie masz. A później boli, bo była.
Nie ma.
Ktoś może powiedzieć, że bez niektórych rzeczy da się żyć.
Powiem tyle - gówno prawda.

Jest po trzeciej, słyszę jak ptaki śpiewają. Najlepsza kołysanka pod... księżycem.

Dzisiejszego wieczoru sama poprzebijałam kilka balonów.
Jestem z siebie dumna.

4/18/2015

363. Brodka - Granda

Bo można mieć i zjeść.
A ja mam i jem.
I nagle, jak ta chujowa pogoda, przyszedł do głowy niesamowity spokój, który nie został zburzony nawet tymi 10cioma godzinami w pracy.
Oh, potknęłam się na chwilę. Każdemu się zdarza.

Bo koty tak mają. Głaszcz i drap.
Z naciskiem na drap.


4/16/2015

362. Curly Heads - Reconcile

To był taki fajny dzień. Przeżyłam tyle fajnych chwil, nawet się szczerze pośmiałam. 
Odczekałam do momentu w którym zostałam całkowicie sama w mieszkaniu i zadzwoniłam do mamy. Wiedziałam, że to nie będzie prosta rozmowa, wiedziałam, że usłyszę jak bardzo jest na mnie zawiedziona i że sama sobie to wybrałam, Hamowałam się jak mogłam, żeby tylko nie płakać i szło mi dobrze przez pierwsze 40 minut. Kolejne dwadzieścia słuchałam o tym, że jakbym nie postąpiła to to jest moja decyzja i mnie wspiera i kocha, a ja wyłam jak popierdolona, wycierając po cichu nos. Teraz się już nie muszę hamować. Łzy same ciekną, wyglądam żałośnie, podobnie się czuję. 

Ogólnie to spróbuję ten rok dociągnąć do końca, chociaż wątpię, żeby to zakończyło się powodzeniem i nara. Nie mam siły tam być. 
Potrzebuję więcej pozytywności. Zdecydowanie więcej. 
I nowej pracy. I nowych odczuć. I uczuć. 



4/08/2015

361. Rojek - Syreny

Rodziny się nie wybiera :)
I całe szczęście. Z czasem rodzina stała się dla mnie czymś ważnym. Kiedyś było trudniej.
Dojrzeliśmy? Zaczęliśmy się doceniać?
Zapewne.
I teraz mogę stwierdzić, że bycie starszą siostrą jest naprawdę fascynujące. Będę tęsknić Głupku :)

Święta, święta i wiadomo. Znów powroty, znów rozstania, znów rozstrojenie emocji. Znów Kraków i wielkie łóżko, znów wuha, znów brak zainteresowania.
Podczas pobytu w domu podjęłam decyzję co do mojego studiowania- kończę ten rok i albo biorę dziekankę i kończę kiedyś tam, albo po prostu olewam. Jak do pewnego momentu miałam nadzieję, tak teraz jestem cholernie zawiedziona. Szczególnie sobą, bo mogłam w ogóle nie zaczynać tego roku i zacząć kosmetykę. Tego chcę i wiem, że będę w tym dobra i wiem, że będzie to to co chcę robić. A nie uczyć się o jakiś plemionach i pisać pracę o książce, która zmieniła moje życie. Napiszę o 50 twarzach greja i o tym jak bardzo chcę, żeby ktoś mnie wiązał i rżnął do nieprzytomności, z pewnością się to Kobiecie spodoba. Wybaczcie ironię, ale naprawdę jest mi w tym momencie siebie żal. Wiem, wiem, sama podjęłam taką decyzję, tak bardzo chciałam się znaleźć tutaj gdzie jestem- czyli w Krakowie, tak bardzo chciałam być blisko Mateusza, kiedy jeszcze istniał w moim życiu i w ogóle kolorowo. Jestem, byłam, ale straciłam tyle czasu.
Będzie kolorowo jak zacznę w końcu myśleć.
A chyba powoli zaczynam.

Wracając jeszcze do pobytu w Zamościu - nareszcie udało mi się spotkać z Olafem, już nie pamiętam kiedy się ostatni raz widziałyśmy. Humor poprawił mi się jeszcze mocniej, kiedy stwierdziła, że chce się przenieść do Krakowa. Że chce, żebyśmy robiły to co zawsze chciałyśmy i żebyśmy się w niczym nie hamowały- czyli spełniały nasze małe marzenia i wymyślały masę głupot, na które w pojedynkę nie mamy odwagi. Gdyby się udało - byłabym wniebowzięta. Mimo całego syfu jaki ostatnio przechodzi była uśmiechnięta i szczęśliwa. Ja to widzę, ja to wiem. Wystarczyło tylko, żebyśmy spędziły ze sobą trochę czasu (oczywiście wpieprzając najsłodsze na świecie gofry i pijąc metry piwa, mua!).
Piosenka tytułowa? Tak bardzo kojarzy mi się z Nami, z Zamościem, z siedzeniem do późnych godzin i śpiewaniem różności. Zdecydowanie mamy tego za mało. Te wszystkie uściski, te wszystkie słowa, uczucia, gesty. Aaa, tak dużo emocji! Tak dużo miłości! I wszystko od tej drugiej Rodziny, tej, którą wybrałam sama i z którą egzystuję już tyle lat. Kocham Was całym sercem i jedno wiem na pewno - nie chciałabym bez Was żyć. 
Słucham tego najgłośniej jak się da i żyję.
Jestem tak szczęśliwym człowiekiem w tym momencie. Nie wiem co się stało, ale czuję, że coś się zmieniło.

Żyjmy, dla siebie, bo kiedyś nas nie będzie i będzie żal. A żalu nikt nie chce.
A Agatki są silne i mogą wszystko.
I śpiewać Syreny też mogą :)