7/30/2015

367. Małpa - Paznokcie





A teraz. Przez minutę.
Anka skakanka, akademikowa dobra dusza, pokłady nieograniczonej radości
Kryspinów, Aktywne ponad 30km, brak łomotu, wygrałam! Najwyraźniej narkotyki coś tam działają. Masa ludzi, uwielbiam to.
Dziwaczna znajomość z eMKiem, tzn śmieszna, ale dziwna. 
Wolna chata do końca tygodnia, pogoda taka piękna, Agatka taka uśmiechnięta.
Rolki tak fajne.
Tyłek od siodełka taki obolały. 
Zdrowa żywność pyszniutka.
Spokój umysłu i obojętność tak wielka. 
Oh, czasem sobie myślę...

Poszło! Minuta minęła. Chodźmy na spacer!         

7/25/2015

366. Kim Nowak - AAA!

Hej hej!
W ustach mam Kraków, w przełyku Gdynię!
Tak właśnie. I mocno mnie trzyma pomysł, żeby zrobić sobie na swoim głupim łbie coś takiego jak na zdjęciu. Jeszcze jak mi K. przypomniał i dodatkowo stwierdził, że przecież było fajnie, to mam teraz spory dylemat. Bo mi szkoda, a z drugiej strony - why not?
Ciężkie problemy, długie rozmowy, ścieżka gwiazd, molo i radość, którą trudno opisać. Lata, znamy się lata! I za każdym razem jest tak lekko. Boże, jakie to wspaniałe. Czyszczę pamięć z tego, czego być nie powinno, ale poza tym jesteśmy najlepszymi głupkami na świecie. Głupkami - to też dobrze napisane. Pozdrawiam Cię mój drogi przyjacielu. Spotkamy się za pół roku i znów będzie wspaniale.
Jestem zadowolona- z siebie, z aktualnego stanu zdrowia, z przyjazdu do Zamościa, z mojej nowej bluzki i oczu, które tak ładnie błyszczą ostatnio.
Czuję się trochę jak pijana, zawsze jak piszę to tak się czuję, bo rano to czytam i się zastanawiam - ej, Mała, co z Tobą wczoraj było?
Taki stan- beztroskie sam na sam :)
W ogóle chciałam coś napisać leżąc na trawie, zimnej trawie, w świetle gwiazd, których jest tu ogrom, ale zrobiło się chłodno (zdecydowanie za chłodno).
A, dobra historia, poszłam na ten rezonans cholerny. Myślałam, że zajmie to chwilę, a tu gość stwierdza, że tak może z pół godziny poleżę i żebym się nie ruszała. Okej. Nie ruszaj się przez pół godziny. Dobrze, że od piersi w górę byłam poza tą całą tubą, bo chyba nabawiłabym się klaustrofobii. I tak leżę, myślę o niebieskich migdałach i czuję, jak mi noga zaczyna latać. Tiki. Rozumiecie. Tak mnie spanie wzięło, że przysnęłam chwilę, tiki mi się śniły, bo lekarz mówił, że się nie ruszałam - nieźle. Teraz czekaj dwa tygodnie na wyniki. Mam nadzieję, że nie znajdą tam czegoś niepokojącego.
Co prócz tego... Ananasy! I bryczesy.

Wracam dzisiaj już w sumie, bo po północy, do Krakowa. Ciekawe jak tam moje mango. Mam nadzieję, że chłopcy je podlewali. Awokado wyrosło na dojrzałego mężczyznę i cieszy me oczy. Jeszcze jakiś nawozik się kupi, ładne doniczki, ziemię trzeba wymienić i może rosnąć. Ładny sukinsyn.
Jeszcze tylko kumkwata posadzę i będę wniebowzięta. (chociaż ananas też mi chodzi po głowie;<)
Matka stwierdziła, że zaczyna mi wierzyć i pochwala moje negatywne nastawienie do związków - przynajmniej hoduję roślinki i dbam o kota. I o siebie. Bardziej niż kiedyś. Dzięki mamo, nareszcie mnie zrozumiałaś! Chociaż wiem, że chciałaby, żebym kogoś miała, bo lubiła moich chłoców, a oni zawsze lubili ją. Dziwne. Naprawdę dziwne :D

Brakowało mi takiego pierdolenia o niczym. Lubię sobie tak popisać. Lubię się taką. W ogóle wszystko lubię.
Konewka.

7/16/2015

Bez numeru: Cola.

Pisz. Pisz Agato. Dlaczego nie piszesz? Dlaczego się zamknęłaś? Dlaczego stałaś się takim dzikusem? Wyłącz statsy, nie patrz, nie podglądaj. Pisz. Po prostu. Tak bardzo to kiedyś lubiłaś. Tak fajnie wracało się do starszych postów, tak fajnie się wspominało, tak fajnie zdawało się sobie sprawę z tego, że coś się zmieniło.
Pisz.

No to piszę.
Gdybyście zobaczyli mnie w tym momencie, to stwierdzilibyście, że jestem totalnym outsiderem. 5 osób w mieszkaniu, fajnie, wesoło, spokojnie nawet, a ja siedzę na balkonie z zaploną lampką, słuchawkami na uszach i ciemnością dookoła. Jest tak... lekko. Brakuje tylko lampki wina, bądź butelki smacznego piwa i byłoby już całkiem idealnie. Można? Można. Bo dlaczego nie?
Lipiec. Jak patrzę na datę ostatniego wpisu to jest mi trochę przykro, naprawdę się zapuściłam. Chciałam pisać, ale blokada ogarnęła cały mój organizm. Nie wiem co miało na mnie taki wpływ, śledziłam Wasze wejścia od zawsze i nie miałam większych oporów przed pisaniem, ale nagle mnie po prostu trafiło. I poszło! Teraz śledzenie wyłączyłam, nie chcę Was widzieć na statystykach, dla spokoju własnej podświadomości myślę, że piszę dla samej siebie. Zawsze to jakiś krok w przód.
Co u mnie? Rzekłabym, że jest całkiem przyjemnie. Nie ograniczam się, daję z siebie tyle ile mogę, ogarniam praktyki, pracuję, gdzie pracowałam, dbam o zdrówko, mniej myślę, więcej korzystam.
Nie wiem czy znacie takie uczucie, że zdajecie sobie sprawę z tego, że na coś może być za późno, że trzeba próbować wszystkiego, bo się zestarzejemy, bo zabraknie sił, bo coś tam... Ja zawsze myślałam, że przecież mam czas. Umrę, bo kiedyś umrę, ale to pewnie za 50 lat i zdążę zrobić wszystko czego chcę. Tak myślałam i nagle, nagle, nagle jak obuchem w łeb, wylądowałam w szpitalu i się okazało, że w sumie to chuj wie, czy nie umrę jutro, albo za tydzień. Bo ogólnie to słaby ze mnie człowiek. A podobno pozytywne myślenie, nastawienie i działanie wpływają również na nasz stan zdrowia. I co? I gówno. Biorę jakieś narkotyki i czekam na ten wspaniały moment, kiedy pikawa mi stanie i zobaczę całe swoje życie przed oczami.
I tak się zastanawiam, co mogłabym wtedy zobaczyć? Co było czymś wielkim, a co miało niewielką wartość w moim życiu. I zdałam sobie sprawę, że w maju tamtego roku skończyły się rzeczy wielkie, że nic faktycznie nie miało znaczenia. Studia? Nie zdam, to chuj. Znajomości? Myślałam, że do niektórych przywiązywałam dużą wagę, okazało się, że spłynęło po mnie 'jak po kaczce'. O! Może rodzina dla mnie więcej znaczyła-znaczy nadal.
Nie wiem co się stało. Brakuje mi tej... uczuciowości? A z drugiej strony cholernie tego nie chcę.
Uwielbiałam mieć kiedyś z kimś stały kontakt. Przykładowo Mateusz. Miłość wielka. Smski na dzień dobry, dobranoc i miliardy w ciągu dnia. O MÓJ BOŻE. To teraz coś śmiesznego. Kojarzycie, że na mesendżeże można podglądać kto był kiedy aktywny? Właśnie. Swoją drogą niesamowicie chujowa i wkurwiająca opcja, ale da się. Stwierdzam, że na moje nieszczęście, bo mam prześladowcę. I fajnie było sobie pogadać raz na jakiś czas, ale jak zaczęłam dostawać wiadomości moment po wejści na fb, a kiedy nie odpisywałam i nie oczytywałam to kolejne i kolejne, to przestało być takie zabawne. Weź mnie człowieku nie wkurwiaj, na cholere mam Ci opowiadać co dzisiaj robiłam, co Cię to w ogóle obchodzi? A właściwie to po co mam w ogóle z Tobą rozmawiać? Co to, zależy mi na Tobie? No nie. I tak sobie myślę - o kurwa, społeczeństwo cofnęło się w rozwoju. Gdzie są normalni ludzie? Co tu się kurwa dzieje? Szanuję to, że mogę się nie odzywać długo, czasem naprawdę długo do kogoś i kurcze jest dobrze. Zawsze jest dobrze i nagła wiadomość z propozycją spotkania jest miodem na duszę.
Ale czekajcie, bo użalałam się nad sobą, że umrę zaraz. No może bez przesady, ryzyko jest spore, ale spokojnie. Usunął mi to kiedyś, jak wyląduję na izbie przyjęć z zajebistym atakiem i będę mogła brykać jak szalona. Bo tu chodzi tylko o to, żeby to usunęli. A oni nie chcą, bo jeszcze za mało cierpię. No dobra. Żyję, przeżyję. Tabsy działają, tak myślę.
Jakie to żałosne. Dlaczego wlaściwie o tym piszę? A tam. Moje.
Moje!
Skoro jesteś już w tym momencie, to znaczy, że coś jest z Tobą nie tak.
Kojarzycie piosenkę tytułową? No jasne, że tak. Pojawiała się tu tyle razy, że pewnie znacie ją na pamięć. Oh, jest taka wspaniała, taka delikatna, taka głęboka (hehe) i w ogóle Lana! Lana jest taka fajna i po tylu operacjach, że jeszcze kilka poprawkowych i zawsze będzie taka namiętna jak w Blue Jeans. Oh, ooooooh. I tak sobie do niej często usypiam i czuję taką przyjemność płynącą z muzyki i taki spokój i w ogóle jest tak... perfekcyjnie.
Bo można robić dużo rzeczy i żyć w tak fajny sposób. I tak czasem żałuję, że odkryłam to niedawno. I jesteś kotem, bo robisz co chcesz, idziesz gdzie chcesz, a jak wracasz do domu, to możesz wybrać dłuższą drogę, żeby jeszcze chwilę więcej być sam na sam ze sobą, z muzyką, z tą przyjemnością.
Lubię to! Naprawdę to lubię! To zadziwiające, że tak myślę, bo przez długi czas, ktoś zawsze był, jak nie w taki to w inny sposób, ale był. A teraz w ogóle tego nie widzę.
Dajcie mi człowieka, który zmieni moje podejście, a zasypię was czekoladkami i frytkami. heeeeeehe śmieszne żarty.
O, Svieta wróciła. Kocham ją. Moje dziecko najdroższe. Najśmieszniejsze - wracam wkurzona, powiedzmy, z pracy, a ta mi śpiewa pizdę nad głową i wywija jak pojebana. Co byście zrobili w takiej sytuacji? Ja płaczę ze śmiechu. Jest idealną współlokatorką dla mnie, bo jest równie pojebana. I chociaż mieszkanie z babą jest dla mnie udręką, to z tą małą (ku memu zdziwieniu) udało mi się złapać wspólny rytm. Jak trzeba to mówi, jak nie trzeba to się zamknie, nie wyciąga mnie jak widzi, że mam ochotę posiedzieć w łóżku i gada ze mną o wszystkim. A ja lubię z nią rozmawiać i wiem, że mogę, bo ona chce i ja chcę i ogólnie to wspaniały związek. Polecam po raz drugi. I uwielbia to, tak jak ja. I tańczymy przed snem. I w ogóle - udało się! (swoją drogą jeden z lepszych teledysków ever, a i...) Wow, rozpisałam się!
Tak na zakończenie napiszę, że jeżeli jest coś warte waszego zachodu to warto, a jak od początku czujcie, że nie, to nie warto. I uciekajcie od prześladowców, bo będą na was czekać za rogiem. I ogólnie to doceniajcie ludzi, bo chuj wie co się może jutro stać. I klnijcie jak lubicie, bo możecie. Nikt Was kurwa nie będzie ograniczał.
Więcej wulgaryzmów! Jesteś taka dojrzała, Agato!

Bum! Kręć dupą!
Z serdecznymi pozdrowieniami :)

P.S.
Piosenka na dziś i jutro i zawsze:
Albo bez piosenki. Cola zastępuje wszystko. I West Coast.