11/16/2015

371. Lilly Wood & The Prick and Robin Schulz - Prayer In C


Raz, dwa, trzy - oko patrzy!
Wiadomo, zdjęcia od lustereczka najlepsze na świecie :)

Melduję, że zaczęłam swój piąty dzień na jaglanym detoksie. Nie sądziłam, że uda mi się tak długo egzystować na marnej kaszy, tym bardziej, że ciężko u mnie z wyrzeczeniami. Pierwsze 3 dni totalna monodieta, sama kaszua, ziółka i woda, od wczoraj do "obiadu" serwuję sobie jakieś warzywka i muszę przyznać, że ich smak jest po tym czasie zupełnie inny, niż jak wpieprzałam tony dziwnych rzeczy. Tak łatwo docenia się rzeczy niewielkie :)
Wagowo też całkiem sensownie to wygląda, podobno schudłam też trochę na twarzy. Bądźmy fit, tak bardzo!
Napaliłam się na zmiany w żywieniu i ruchu, że teraz nic mnie już nie pokona. Palcie się durne kalorie, pal się wredny tłuszczu. Nadeszła wiekopomna chwiła!

Studia, studia, mam temat licencjatu! Już czuję te ciepłe wieczorki pod kocykiem przy masie seriali o których będę pisała. Zeszłoroczny esej na temat House of Cards zesłał mi najlepszego promotora pod słońcem, trochę musiałam powalczyć, żeby się dostać, ale koniec końców się udało. Radość nie do opisania. 
Teraz byle do przodu, ahoj!
Co prócz tego? Bezrobocie! Bolesne doświadczenie z którym próbuję walczyć, ale z marnym skutkiem. Ratują mnie tylko moje fryzjerskie umiejętności, amen, byłoby słabo trochę. 

Yyyyyyyyy. 
Hello sweet pie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się przemyśleniami.